Jedną z gorących nowości nadchodzącego sezonu będzie polska endurówka, tym razem
z południowej Polski. Romet Tool otwiera nowy rozdział w historii firmy z Dębicy. Oto, co myślimy po trzech tygodniach ostrego jeżdżenia o tym czarnym „Narzędziu” enduro.
Dział: Aktualności
Nazwę Huragan zna każdy miłośnik szosy w tym kraju. Hasło „Road race history with new spirit ” łączy kolekcję nowych modeli rowerów szosowych. Kolekcję otwiera ważący 7,78 kg, carbonowy Huragan CRD. Uzbrojony w pełną grupę Shimano 105 oraz koła i komponenty Tokena będzie kosztował 7499 zł. Jednak naszą uwagę zwrócił drugi w kolekcji Huragan 3.0. Jego rama od podstaw została zaprojektowana w biurach Rometa, a wykonana z cieniowanych i hydroformowanych rur z aluminium X-lite. Przy cenie 3699 zł rower ma carbonowy widelec, pełną, dwudziestobiegową grupę Shimano Tiagra (także hamulce), a jego masę producent określił na 9 kg (nasz test już wkrótce). Najtańszą o fertą dla początkujących szosowców jest pokazany na zdjęciu Huragan 1.0 o spokojniejszej od wyższych modeli geometrii. Z amatorskim napędem 3x8 Shimano Claris kosztuje 2399 zł.
To mój nowy Tool nakłonił mnie do wyjazdu - już po pierwszym spotkaniu coś między nami zaiskrzyło:-)
Romet Racing Team w składzie Bartek Janowski, Dominik Grządziel, Darek Poroś, Katarzyna Polakowska i Aleksandra Misterska czyli jedna z czołowych polskich ekip MTB, testuje nowy, rasowy sprzęt do ścigania. Ponieważ w sprzedaży jest jeszcze niedostępny, postanowiliśmy sprawdzić jak zachowuje się rower, na którym z powodzeniem startuje Bartek Janowski.
Mattocka zabraliśmy na świeżo otwarte trasy w Bielsku-Białej – najgorętszej miejscówce tej jesieni. Byli tam chyba wszyscy. Profil nowych tras dobrze pasuje fullom o skoku 140 mm. Do tego stopnia, że jednego dnia dziabnęliśmy podjazd na Kozią Górę ze siedem razy.
„Piątka” to najwyżej w hierarchii Rometa ustawiona szosówka i jak na razie jedyna carbonowa. Producent nie definiuje jej przeznaczenia, wiadomo jednak, że mamy do czynienia z prawdziwym ścigaczem.
Różnice pomiędzy kobietą a mężczyzną są. Tym, którzy czytają ten akapit w głowach pewnie rodzi się myśl: „Noo, może się czegoś ciekawego dowiem”. Na pewno tak będzie. Po pierwsze, mimo że lubimy się ścigać, z mężczyznami również, to nie mamy charakteru koguta, który zawsze jest najlepszy, najszybszy i ma najbardziej sportowy rower, nawet jeśli plecy niedobrze znoszą niską pozycję. My lubimy jeździć dla przyjemności.
Jeśli myślicie, że Romet do swojego Mustanga XC po prostu wstawił widelec o większym skoku, lepszy napęd 1x11 i grubsze ogumienie to znaczy, że daliście się zwieść.
Porównanie Rometa ERE do legendarnego komara ze spalinowym silnikiem i pedałami byłoby trywialne. Ale coś jest na rzeczy, bo kiedy dostałem kluczyki do nowego Rometa ERE 500 stwierdziłem, że marzenia się spełniają. Autorzy są z pokolenia, któremu komar albo motorynka śniły się po nocach.
Ten model prezentowaliśmy w bB #3/2017. Wpadł w nasze ręce z napędem 2x10, ale ostatecznie w tej wersji nie trafił na półki sklepowe. Ponieważ w sprzedaży oferowany jest w wersji 3x9, postanowiliśmy jeszcze raz sprawdzić jego własności jezdne.
Pozycja na rowerze pozwala poczuć smak sportowej jazdy, ale nawet w najniższym położeniu nie jest na tyle spięta aby powodować dyskomfort u osób o przeciętnej gibkości. Ciężar jest wygodnie rozłożony między kierownicę i siodło. Bardzo ławo i naturalnie przechodzi się do pozycji stojącej, jakby rower zachęcał do przyspieszeń i dynamicznego pokonywania podjazdów.
Pierwszą przejażdżkę Aspre odbyłem bez świadomości jego ceny. Gdyby ktoś wtedy powiedział mi, że Romet kosztuje trzy lub cztery tysiące, pewnie co najwyżej pokiwałbym głową ze zrozumieniem.