Dołącz do czytelników
Brak wyników

Temat , Sport

3 września 2020

Gwiazda Północy 2020: udane mazurskie wakacje

127

Pamiętacie prohibicję w USA w latach dwudziestych dwudziestego wieku? Czym się skończyły zakazy? Rozkwitem „podziemnych” knajp i sprzedaży w nich nielegalnego alkoholu. To też rozkwit kultury klubowej i takowej muzyki pierwotnie reprezentowanej przez jazz. Dziś muzyka klubowa ma nieco „inne” brzmienie. Podobnie jest teraz z ogólnie pojętym rynkiem usług rowerowych: sklepy wyprzedały się z rowerów, bo Polacy, ale i inne narodowości, tłumnie ruszyli do sklepów rowerowych, a imprezy rowerowe „pokitrane” są po lasach. 

 

POLECAMY

 

 

Jako że w mojej krwi był duży niedobór endorfin, wrażeń z etapówek, które wraz ze Zbyszkiem, co roku, objeżdżamy, to wróciłem do źródła i dokonałem przeglądu rodzimej oferty. Ta niestety jest w tym sezonie mocno okrojona. Ale pozostał niezłomny i niezawodny Cezary Zamana wraz ze swoimi Gwiazdami. Po udanej, pod względem tras i ludzkiej współpracy, Gwieździe Południa była jeszcze Gwiazda Północy – mazurskie wakacje MTB. Pamiętając słowa Darka: „Mazury nie są takie płaskie, jak by się wydawało” postanowiłem że połączę wakacyjny wyjazd z Gwiazdą. To był strzał w dziesiątkę! 

Wstyd się przyznać ale na Mazurach byłem pierwszy raz w życiu! Tak, mam 40 lat. 

 

 

 

 

W sobotę więc, o godz. 17:21 stanąłem na kresce prologu i poszedł ogień. Udało mi się dojść pięciu poprzedników, i wykręcić czas nieco powyżej 28 min na dystansie 10 km. O ile łachy piachu mnie nie zaskoczyły, o tyle zaskoczyła mnie mocna sekcja XC: Cezaremu i lokalnym bikerom starczy trzydziestometrowa górka, aby stworzyć singla, który wyciska wszystko, co człowiek ma w sobie: nachylenia zawsze powyżej 15 %, podjazdy mają po 100 m, natychmiast kalka w drugą stronę, 180 stopni zakręt i powtórka. A podłoże to korzenie, piach, mech w różnych konfiguracjach. Moment nieuwagi i jesteś na drzewie lub w lokalnym legowisku łosia. W górach wiesz, że masz do wyjechania 10-15 kilometrów, więc jedziesz na mocy, aby nie spalić. Tu dajesz ogień aby „przepchnąć” te 100 metrów z rozpędu, więc kręcisz na maksa. Najbardziej wymagające interwały, jakie mi się zdarzyło robić. Tętno maksymalne to 187 ud/min, średnie niewiele niższe – takie tętno kręciłem ostatnio około 15 lat temu. A i tak nie był to maks na tej etapówce.

 

 

 

 

Niedziela: zaczęła się od drobnego zamieszania ze względu na łączony start z edycją Mazovii. Po wyjaśnieniu organizacji startu, ustawieniu się w sektorach, poszczególne dystanse startowały na pętlę. Pierwotnie miało być 19 km/pętlę, okazało się że pętla miała 12,5km. Krótsza, ale na mecie słychać było, że owszem ludzie byli tym zaskoczeni, ale ogólnie może to i dobrze bo była „soczysta”: Sekcja XC znana z prologu została przedłużona o odcinek wcześniej nie jechany, co wyciskało siódme poty i łzy z jeźdźców. Jako że założyłem że jadę pro, czekały mnie trzy kółka. Mimo że zawsze jestem przygotowany na najdłuższy dystans to trzecie kółko już mi tak raźno nie szło. Niższa średnia mimo kosmicznego tętna: 188 ud/min. Dojechałem drugi w generalce.

Trzeci etap odbył się w Prostkach. Kilkanaście kilometrów za Ełkiem. Trasa ½-pro to dł. ok. 49 km na dwóch kółkach: dość płaska i bardzo szybka, z sekcją up&down na 10 minut jazdy na okrążenie. Szybka, bo większość poprowadzona szutrem, betonem czy nasypem kolejowym. Po raz pierwszy od dawna jechałem MTB na którym dystansie, prędkość długimi odcinkami oscylowała wokół 40 km/h. I znowu poczułem się jak 25-latek obserwując swojego Garmina. Niestety ten etap to błąd na finiszu: za wcześnie zaatakowałem, spaliłem i straciłem na mecie 4 lokaty. 

 

 

Na ostatnim etapie w Ełku już nie popełniłem błędu. Od razu pierwsza grupa, przetrzymanie pierwszych kilometrów, potem równa jazda bez kozaczenia. Tu znowu sekcja XC: długa, bardzo długa z mojego punktu widzenia. Pyszna!! Ciekawa. Trudna! Pucharowa! Hmmm… Słownictwo mi się kończy. Creme de la creme! Wunderbar! Dobra dość. Idealne położenie na pętli do ataku: po niej jeszcze 10 km do mety po szybkim szutrze. Mając pod nogą przełożenie 34-9 mogłem planować drugi przejazd. Przy dojeździe do sekcji kolega zaatakował, pociągnąłem za nim, jednak przede mnie wbił jeszcze jeden zawodnik. Mocny, ale popełnił błąd na wjeździe na sekcję. Przytrzymał mnie 4-5 sek. Nie wystarczyło, abym doszedł pierwszego, ale wystarczyło, abym w przypływie złości, zapiął na 120%. Pierwszego nie doszedłem, ale grupa mnie też nie doszła po sekcji XC. 50 sekund na mecie przed grupą na ok. dziesięciu kilometrach to sporo. Na mecie okazało się, że druga pozycja i równa jazda w całych zawodach spowodowała zwycięstwo w generalce Gwiazdy. Przyjemne uczucie.

 

 

 

 

Na fejsie wspomniałem o trudnościach: otóż z powodu wzrostu ilości zachorowań były obawy władz przed imprezą masową (niezależnie od ilości zawodników) – stąd zmiany w miejscach startu poszczególnych etapów. Były też ograniczenia związane z miejscem startu: te organizowane były dosłownie w lesie lub (jak w Prostkach), na boisku położonym również w lesie w pewnym oddaleniu od miejscowości: tak aby nie stanowić zagrożenia epidemicznego. Swoje też dołożyły wycinki drzew prowadzone czasem w zaskakującym czasie i miejscu. Cezary jednak zaparł się, aby nie zawieść najwytrwalszych. Abyśmy mogli się spotkać, pościgać w świetnym towarzystwie, aby choć na chwilę zapomnieć o tym, co wokół, ale też aby być przykładem dla licznie startujących dzieci w wyścigach przeznaczonych dla nich. I to się udało. Można narzekać na wiele rzeczy. Ale nie powinno to przysłonić celu: wspólnych chwil na robieniu tego, co najbardziej lubimy. Do tego nie zawsze potrzebna jest perfekcyjna otoczka. Wystarczy zrozumienie, serdeczność, wspólna pasja, którą chcemy przekazać kolejnym pokoleniom. 

 

 

 

Cezary i ekipo Gwiazd: Dziękuję.

Przypisy