Dołącz do czytelników
Brak wyników

Porady

3 kwietnia 2020

DODATEK NR (Marzec 2020)

Jak motywować dzieci podczas wycieczki

325

Każdy rodzic i zapalony rowerzysta marzy o wspólnej jeździe z dzieckiem. W związku z tym zrobi wszystko, aby spędzać w ten sposób jak najwięcej czasu. Truizmem będzie twierdzenie, że do wspólnych wycieczek rowerowych trzeba przygotować się wyjątkowo starannie. Włożony wysiłek powinien zaprocentować podczas wyjazdu. Dziecko ma swoje niepodważalne prawa, które należy respektować nie tylko podczas codziennych rytuałów, ale także podczas jazdy jednośladem.

Co to jednak znaczy: „dobre przygotowanie do wycieczki z dziećmi”? Moim zdaniem, na każdym etapie – od planowania, przygotowań do realizacji – trzeba uzbroić się w cierpliwość. Stoicki spokój przyda nam się podczas każdej z takich wspólnych wycieczek i pozwoli odnaleźć harmonię w trakcie wspólnego dzielenia się swoją pasją z młodszym pokoleniem. Pierwsze wyjazdy pozwalają poznać swoje możliwości i stopniowo dopasowywać się do swoich potrzeb i przekraczać kolejne granice. Przy czym jest to na ogół proces powolny i długotrwały – zwłaszcza wtedy, gdy nie jest się akurat trenerem kolarstwa. Niestety, nie wiem, jak wychowuje się dziecko sportowca, bo sam nie mam takich zapędów. Przed ponad ćwierćwieczem połknąłem po prostu bakcyla MTB jako formy spędzania wolnego czasu, realizując na ogół jednodniowe wycieczki, przede wszystkim po bliskim mojemu sercu Śląsku Cieszyńskim oraz w Czechach (na Zaolziu), co praktykuję do dziś. Na początku udało mi się zaszczepić kolarską pasję w mojej żonie, a po chwili w owocach naszej miłości, czyli trójce naszych pociech. Przy czym w wypadku dzieci proces ten postępuje, dzięki czemu wciąż na nowo udoskonalamy nasz warsztat pozwalający cieszyć się tą formą spędzania wspólnego czasu. Turystyka rowerowa z dziećmi dostarcza niezapomnianych wrażeń, wymaga jednak również wiele zachodu.
Choć przestawienie się z trybu „solo” na tryb rodzinny przychodzi z trudem, to jednak obserwacja systematycznych postępów naszych milusińskich wynagradza wszystkie wyrzeczenia.
Co zatem zrobić, żeby wspólne rowerowe plany nie spaliły na panewce? Moim zdaniem, ważne jest jasne określenie celu wycieczki i konsekwentne trzymanie się planu. Nie warto przedstawiać kilku atrakcyjnych celów naraz, ale ograniczyć się do jednego wyboru, starając się opisać go tak barwnie, aby nasza dziatwa bezgranicznie zapragnęła go zdobyć. Rzecz jasna, cel wycieczki musi być atrakcyjny dla dzieci. Przestrzegam przed zbyt wygórowanymi ambicjami. Dorosłe atrakcje niekoniecznie muszą przypaść do gustu dzieciom. W naszym wypadku, przy trójce dzieci w wieku roku, pięciu i dziewięciu lat, priorytetem są place zabaw. Jednak jeśli akurat w okolicy nie ma takiej sprawdzonej rozrywki, praktykuję zabawę w podchody, czyli geocaching. Z najstarszą pociechą uczestniczyliśmy w lokalnym kolarskim rajdzie na orientację organizowanym w formule rodzinnej, podczas którego znakomicie się bawiliśmy. To doświadczenie postanowiłem wykorzystać również później, kilkukrotnie z powodzeniem szukając skarbów za pomocą jednośladu. Ta zabawa pozwala na nowo odkryć nawet doskonale znane wcześniej okolice i stanowi frajdę zarówno dla nas, dorosłych, jak i dla dzieci. 
Żona nie wybaczyłaby mi, gdybym nie wspomniał o prowiancie. Prawidłowo dobrane do potrzeb dziecka pożywienie zażegnało już niejeden kryzys. Należy zatem przeznaczyć odpowiednio dużo miejsca w sakwach lub w plecaku na solidną wałówę. Nawet taką, od której podczas solowych wycieczek stronimy. Poza pełnowartościowymi przekąskami pamiętajmy oczywiście o napojach, a także o słodkościach, nawet wtedy, gdy na co dzień mocno je ograniczamy. Wycieczka z dziećmi nie zdarza się codziennie i warto traktować ją jako szczególne święto, pozwalając sobie na odejście od sprawdzonych reguł żywieniowych.

POLECAMY

Komfort i bezpieczeństwo

Podczas pierwszych wycieczek dzieci transportujemy w przyczepkach rowerowych i w fotelikach. Przyczepki rowerowe do transportu dzieci zostały zalegalizowane w Polsce w maju 2011 roku i stały się dosyć popularnym środkiem transportu.
Należy jednak mieć na uwadze fakt, że większość producentów rekomenduje przewożenie dzieci w przyczepkach rowerowych holowanych za rowerem dopiero od dwunastego miesiąca życia. Niemniej jednak dopuszcza się wcześniejsze przewożenie dzieci w wieku miesiąca, dwóch miesięcy życia w specjalnych hamaczkach lub leżaczkach dla niemowląt. Niektóre modele przyczepek umożliwiają nawet wpięcie specjalnego fotelika samochodowego.
W tym ostatnim wypadku, w trosce o zdrowie i bezpieczeństwo niemowląt, wycieczki należy organizować według ściśle określonych reguł. Przede wszystkim tempo nie powinno być zbyt wysokie, dobierać należy trasy o gładkiej nawierzchni, najlepiej asfaltowej. Dziecko w przyczepce narażone jest na dużą liczbę wrażeń i niekontrolowanych wstrząsów, stąd należy często kontrolować stan dziecka i jego potrzeby, nawet wtedy, gdy nie sygnalizuje ich werbalnie. Ponadto należy pamiętać o tym, że przyczepka w upalne dni szybko zamienia się w saunę i w związku z tym dbać o jej przewietrzanie. Może się również zdarzyć, że przylegające do ciała szelki pozostawią na delikatnej skórze dziecka obtarcia. Nie bez znaczenia pozostaje fakt, że podczas jazdy, głównie po nawierzchniach szutrowych i gliniastych oraz w ruchu samochodowym, do wnętrza przyczepki przedostają się kurz, błoto i spaliny, co może oddziaływać negatywnie na drogi oddechowe naszych maluszków.
Niezwykle ważna jest stabilizacja głowy i kręgosłupa szyjnego dziecka. Niektóry producenci oferują w tym celu specjalne zagłówki. Należy jednak sprawdzić, czy uda się go dopasować do główki naszego dziecka. W wypadku przewożenia dziecka w foteliku samochodowym należy pamiętać o tym, że montowany jest on odmiennie niż w samochodzie, czyli przodem do kierunku jazdy, co wymusza nadzwyczajną ostrożność podczas jazdy po drogach rowerowych.
O bezpieczeństwie maluszków w przyczepkach rowerowych traktuje m.in. strona Sebastiana i Amelii Mierników (https://www.dzieciakiwplecaki.pl).
Po osiągnięciu wieku poniemowlęcego, w wieku około roku, kiedy to dziecko już swobodnie siedzi, raczkuje i zaczyna chodzić, zazwyczaj możliwe jest jego bezpieczne transportowanie w przyczepce rowerowej i w foteliku rowerowym.

Przyczepka rowerowa czy fotelik?

Rynek przyczepek jest obecnie bardzo bogaty, oferując przyczepki w różnych kategoriach cenowych i z rozmaitym wyposażeniem. Oprócz podstawowej funkcji holowania za rowerem na ogół możliwe jest również wykorzystywanie przyczepki rowerowej jako wózka spacerowego, biegowego, a nawet oferowane są zestawy do nordic walkingu czy narciarskie do narciarstwa biegowego. Przyczepki mogą być wyposażone w mniej lub bardziej wydajną amortyzację, w zaawansowany układ wentylacji, regulowane oparcia oraz rozwiązania ułatwiające codzienne korzystanie, np. w postaci zintegrowanych kół spacerowych zamontowanych na stałe do stelaża przyczepki. Przyczepki pozwalają znakomicie zwiększyć również możliwości przewozu bagażu oraz osób (np. w konfiguracji: rodzic plus troje dzieci – jedno dziecko w foteliku rowerowym i dwoje dzieci w przyczepce).
Przyczepki występują w wariantach jedno- i dwuosobowym. Przyczepka jednoosobowa jest niewątpliwie zgrabniejsza i zmieści się w większość przejść. Niemniej jednak nadal trzeba mieć na uwadze fakt, że pozostawiamy za sobą nie jeden, a dwa ślady. Dla miłośników kolarstwa MTB z pomocą przychodzi rozwiązanie w postaci przyczepki jednokołowej. Na uwagę zasługują zwłaszcza przyczepki Kolofogo, Tour Terrain. Jak to się sprawdza w terenie? Rodzicom o mocnych nerwach rekomenduję hit Internetu Danny Daycare.
Dla nieco starszych dzieci, w wieku od dwóch do dziewięciu lat, ciekawym typem przyczepki rowerowej jest WeeHoo. Przyczepka ta zapewnia dziecku lepszą widoczność i pozwala kręcić jednemu lub dwóm brzdącom wraz z dorosłym.
Z kolei przyczepki dwuosobowe są bardziej uniwersalne, mieszczą więcej bagażu i pozwalają na wspólne podróżowanie z rodzeństwem, co pozwala śmielej zaadaptować się do jej wnętrza i milej spędzić czas podczas wycieczki. Z drugiej strony, towarzystwo w przyczepce może stać się punktem zapalnym kłótni... O tych urokach rodzicielstwa nie zamierzam jednak pisać.
Współcześnie sporym udogodnieniem dla rodziców jest możliwość wykorzystania roweru o napędzie elektrycznym, co pozwala lepiej radzić sobie z takim „słodkim obciążeniem”, choćby w górach.
O ile przyczepki sprawdzają się doskonale podczas wycieczek poza miasto, o tyle na co dzień bardziej wygodne okazuje się wykorzystanie fotelika rowerowego do transportu dzieci. Foteliki rowerowe można montować zarówno z przodu, jak i z tyłu roweru. Warto jednak pamiętać o tym, że obecność pasażera w foteliku zmienia środek ciężkości roweru, co utrudnia manewrowanie, zwłaszcza na postoju.
Zgodnie z obowiązującym prawem w Polsce – rowerzyści nie mają obowiązku jazdy w kaskach. W trosce jednak o zdrowie naszych pociech kask warto zakładać. Należy przy tym sprawdzić, czy oparcie fotelika jest wyprofilowane w ten sposób, że umożliwi założenie kasku. W przyczepce, z uwagi na słabą wentylację wnętrza, na ogół nie używam kasku, zdając się na zabezpieczenie w postaci ramy nośnej przyczepki.
Obecnie, szczególnie w aglomeracjach miejskich, sporą popularnością zaczynają cieszyć się specjalnie przystosowane do transportu dzieci rowery typu cargo. Rower towarowy, przystosowany do przewozu osób, który jest popularnym środkiem transportu w Danii, Holandii i Niemczech, powoli zyskuje również na popularności w kraju nad Wisłą. Jest to niewątpliwie propozycja warta rozważenia, zwłaszcza w wypadku dużych rodzin. Pocieszeniem dla mniej wprawnych rowerzystów jest fakt, że rowery te występują również w wariancie z napędem elektrycznym.

Hol rowerowy czy rower doczepiany?

Z chwilą gdy nasze dryblasy powoli wyrastają z fotelika i z przyczepki, przychodzi zmierzyć się z wyzwaniem w postaci wspólnej jazdy z dzieckiem poruszającym się samodzielnie na swoim rowerze. Sporym ograniczeniem podczas takich wycieczek jest wolne tempo i częste postoje. Niebagatelną sprawą pozostaje również bezpieczeństwo dziecka, które dopiero zaczyna poznawać zasady ruchu drogowego. Kilkuletnie dzieci potrafią bardzo żywiołowo reagować na sytuacje podczas jazdy, przysparzając siwych włosów dorosłym. Antidotum na zmęczenie i rozkojarzenie dziecka na drodze jest hol rowerowy lub rower doczepiany. Oba te rozwiązania pozwalają szybko przekształcić nasz jednoślad w tandem. Rower doczepiany jest jednak na stałe, stąd nie pozwala na samodzielną jazdę dziecka. Pod tym względem rozwiązanie w postaci holu rowerowego jest bardziej uniwersalne. Odłączenie roweru dziecka od roweru dorosłego jest łatwe i szybkie. Na rynku istnieją w zasadzie dwa typy holi rowerowych: Trail Gator/Trail Angel oraz Follow Me Tandem. Pierwsze rozwiązanie jest lżejsze i bardziej uniwersalne, jednak mniej stabilne. Follow Me Tandem umożliwia pewne sprzężenie roweru dorosłego z dziecięcym, gwarantując bardzo dużą sztywność takiego zestawu. Ten typ holu rowerowego znakomicie sprawdza się zarówno na asfalcie, jak i w terenie. Co nie jest bez znaczenia, można holować rower bez pasażera, co może być przydatne podczas codziennego transportu do szkoły i przedszkola. Niestety, hol Follow Me Tandem jest ciężki i stosunkowo trudny w montażu/demontażu. Za to montaż na wysokości osi koła pozwala na umieszczenie np. fotelika rowerowego lub sakw, co jest niemożliwe w wypadku holi typu Trail Gator i Trail Angel.
Szczęśliwym rodzicom bliźniąt mogę zasugerować indywidualne rozwiązania, np. w postaci czeskiego patentu pod nazwą DOMADO Gemini (http://www.domado.cz/gemini.html).
Hole rowerowe pozwalają na transport rowerów dziecięcych w rozmiarach 12–20”.
W wypadku starszych dzieci, niestety, nie ma już gotowych, ogólnie dostępnych rozwiązań wspomagających jazdę z dziećmi. Spotkałem się jedynie z prototypami wykorzystującymi elastyczne linki zwijane, montowane pod siodełkiem dorosłego. Nie jestem żadną miarą w stanie ocenić jednak przydatności, a tym bardziej bezpieczeństwa tego rozwiązania. Najskuteczniejszą metodą na starszaków jest nieustający trening mentalny.

Wycieczki z dziećmi, czyli grand tour w kilku odsłonach

Może się wydawać, że najprościej jest zorganizować wycieczkę rowerową z niemowlęciem. Na ogół niemowlę podczas wycieczki śpi, co pozwala pokonywać znaczne dystanse. Taka wycieczka, teoretycznie, niewiele różni się od wcześniejszych solowych wojaży.
W praktyce wielu lekarzy, fizjoterapeutów i ortopedów dziecięcych nie zaleca, aby dziecko spało podczas jazdy. Zdaniem specjalistów od rozwoju dzieci, niezalecana jest również zbyt wczesna adaptacja dziecka do przyczepki i fotelika dziecięcego. Na ogół należy odczekać do chwili, kiedy dziecko samodzielnie siedzi. Ja nie przestrzegałem tych reguł, na szczęście najprawdopodobniej bez konsekwencji dla moich pociech. Niemniej jednak decyzja o rozpoczęciu wspólnych wycieczek zawsze spoczywa na barkach rodziców. Na pocieszenie warto podkreślić, że obecnie rynek rowerowy jest mocno ukierunkowany na potrzeby rodzin, oferując wiele mniej lub bardziej wyszukanych akcesoriów wspomagających rodzinne wycieczki z dziećmi.
Punktem zwrotnym w wycieczkach z dziećmi jest nabycie przez nie umiejętności samodzielnej jazdy. Pierwszym rowerem dziecka staje się obecnie coraz częściej rowerek biegowy, który skutecznie rozwija koordynację ruchową, pozwala na pokonywanie krótkich dystansów i bez kłopotu daje się transportować przez dorosłego, ręcznie lub na przykład na przyczepce rowerowej.
Z prawdziwymi wyzwaniami przychodzi nam zmierzyć się nieco później, kiedy to dziecko zaczyna już samodzielnie pedałować. Na ogół nasze dzieci uczą się jeździć na rowerkach o kołach o średnicy 12–20”. Jest w czym wybierać – od superlekkich i specjalnie konstruowanych z uwzględnieniem dziecięcej fizjonomii majstersztyków do standardowych rowerów dziecięcych, które masą potrafią niewiele różnić się od rowerów dorosłych. Szczęściem rodziców takie rowery dziecięce nadają się do holowania z wykorzystaniem specjalnie skonstruowanych w tym celu holi rowerowych, co pozwala realizować z powodzeniem nawet nieco ambitniejsze wycieczki rowerowe.
Kolejnym przełomem jest opanowanie przez juniora jazdy na rowerze 24”. Od tej chwili dziecko powoli staje się naszym rowerowym partnerem. Odtąd tylko czekać, kiedy to ono będzie prowadzić z trudem nadążającego za nim, zasapanego rodzica… Paradoksalnie, osiągnięcia tego etapu rodzinnego współzawodnictwa życzę sobie oraz wszystkim Czytelnikom, którym nieobce są wycieczki z dziećmi!

Propozycje wycieczek z dziećmi

Planowanie logistyki wycieczek z dziećmi jest wyjątkowo wymagającym przedsięwzięciem. Przy tak wymagających odbiorcach należy wziąć pod uwagę wiele czynników, które są bez znaczenia w wypadku solowych eskapad. Moim zdaniem, udana wycieczka, oprócz właściwego celu, powinna mieć odpowiednio dobrany, nie za długi ani niezbyt krótki, dystans. Nic gorszego nie może spotkać rodzica niż „odcięcie organizmu dziecka” na wycieczce. Dobrze, gdy możemy wtedy skorzystać z przyczepki rowerowej lub holu. Jeśli nasze dziecko porusza się już samodzielnie na rowerze, powinno planować się wycieczkę po bezpiecznych drogach rowerowych, najlepiej z wyłączonym ruchem samochodowym. Tak jest bezpieczniej! Korzystnie, jeśli po drodze coś się dzieje, czyli warto zadbać o dodatkowe atrakcje (nam na ogół wystarcza plac zabaw). Dobrze, jeśli wzdłuż drogi rowerowej istnieją punkty gastronomiczne. Przy braku takiego zaplecza trzeba wcześniej napełnić swoje sakwy.
Na podstawie swoich dotychczasowych doświadczeń doceniam szczególnie te drogi rowerowe, które prowadzone są w pobliżu ciągów komunikacyjnych, a zwłaszcza sieci kolejowych i rzecznych. Niejednokrotnie zdarzało mi się uatrakcyjnić wycieczkę przez jej rozpoczęcie lub zakończenie pociągiem albo tramwajem wodnym.
Z perspektywy rodzica w okolicy Śląska Cieszyńskiego, gdzie mieszkam, najkorzystniej sprawdzają się Wiślana Trasa Rowerowa oraz drogi rowerowe na Zaolziu, które bardzo polecam. Nieco dalej, w okolicy Brna i Kromieryża, oraz na Morawach Południowych można skorzystać z dróg rowerowych wzdłuż Kanału Baty oraz na rzece Dyji!
Praktycznie wszystkie wycieczki rowerowe planuję z wykorzystaniem aplikacji Mapy.cz (https://aplikace.seznam.cz/mapy.html).

Wycieczka 1.1 
 

Skoczów, Dolina Górnej Wisły
Na początku musimy zrobić małą rodzinną odprawę, przypomnieć cel wycieczki oraz poinformować o ogólnych zasadach ruchu, aby ostatecznie uformować konwój złożony z jadącego na czele taty ciągnącego na holu Oleńkę jadącą na rowerze 16”, podążającą za nami samodzielnie na swoim dwudziestoczterocalowym rumaku Alicję oraz zamykającą konwój mamę, ciągnącą na ogół przysypiającego w przyczepce dwumiesięcznego Adasia. Dwuosobowa przyczepka stanie się nieco później miejscem odpoczynku dla zmęczonej pedałowaniem Oli. Naszym celem jest dziecięcy Park Rozrywki i Edukacji „Dream Park Ochaby” – kompleks rozrywkowo-rekreacyjny położony na terenie wsi Ochaby Wielkie, od którego dzieli nas około 10 kilometrów przyjemnej drogi rowerowej.

Na początku o motywację nietrudno
Zachęcone przygotowaniami dzieci nietrudno wprowadzić w nastrój umożliwiający sprawne rozpoczęcie wycieczki. Dodatkowo można zwiedzić skoczowski rynek, przy którym znajduje się m.in. muzeum Gustawa Morcinka, i udać się na lody do jednej z klimatycznych skoczowskich kawiarni. Szkoda tylko, że nieco trudno tutaj poruszać się na rowerze, bo sam rynek jest dopuszczony do ruchu samochodowego – trzeba uważać! Można za to stosunkowo łatwo zaparkować samochód na rynku, tuż przed fontanną z figurą Trytona, czyli Neptuna z rybą.
Z centrum Skoczowa Wiślaną Trasę Rowerową (WTR) mamy dosłownie na wyciągnięcie ręki. Wystarczy, klucząc przez zaledwie kilkaset metrów bocznymi uliczkami i przejeżdżając przez historyczne zabudowania byłej Fabryki Koców „Pledan”, zagospodarowane obecnie przez galerię handlową, skierować się do tunelu pod drogą krajową nr 81, nazywaną „wiślanką”, która prowadzi z Katowic do Skoczowa i dalej, już jako droga wojewódzka – w kierunku Beskidów. Tuż za tunelem dostrzeżemy kolejną atrakcję Skoczowa, czyli nową kładkę na Wiśle, my jednak na drugą stronę przejeżdżamy mostem samochodowym. Jeśli czas i rodzinny rytm dnia na to pozwala, warto wrócić tu wieczorem, gdy konstrukcja kładki jest podświetlona i zmysłowo odbija się w nurcie Wisły. Odtąd podróżujemy już wyśmienitą drogą rowerową wzdłuż Wisły. Ten krótki, stworzony dla wycieczek rodzinnych trakt pokryto nawierzchnią asfaltową.

Nadwiślańska droga rowerowa marzeń
Niespiesznie opuszczamy Skoczów i kierujemy się z biegiem Wisły w kierunku okolicznych wiosek przez Kiczyce do Ochab. Wiślana Trasa Rowerowa na tym odcinku służy zarówno turystom, jak i lokalnym mieszkańcom. Stąd, mimo że droga jest na większym odcinku w pełni wyłączona z ruchu samochodowego, trzeba zachować rozwagę – co jest zresztą oczywiste w trakcie takich wycieczek. Jedzie się nam naprawdę dobrze, a nasze rytmiczne pedałowanie i łagodne bujanie w amortyzowanej przyczepce wprowadza naszego niemowlaka w błogi sen. Nie są go w stanie zbudzić nawet gromkie rozmowy naszych dziewczyn, które jazdę zawsze umilają sobie wesołą konwersacją, oczywiście o ile droga na to pozwala – a na tym odcinku tak właśnie jest! Mijamy sportową chlubę Skoczowa, czyli Skoczowski Ośrodek Sportu i Rekreacji z krytą pływalnią „Delfin”, stare targowisko i wraz z nurtem rzeki, na zmianę w cieniu drzew i fragmentami na otwartej przestrzeni, podążamy w stronę celu. Jest też miejsce na odpoczynek i spałaszowanie przygotowanego w domu posiłku oraz na orzeźwienie, bo to ciepły, słoneczny, letni dzień. Idealnych ku temu miejsc nie brakuje, a najlepiej „pod kocyk” nadają się otwarte przestrzenie nad Wisłą, których trzeba jednak wypatrywać, bo na ogół na tym odcinku Wisła jest zarośnięta bujną roślinnością. Rodzinna idylla zostaje nieco zakłócona tym, gdy po przejechaniu kilku pierwszych kilometrów pojawiają się pierwsze oznaki zniecierpliwienia w dążeniu do celu. Cel jest co prawda na wyciągnięcie ręki, ale wciąż go nie widać, stąd naturalne zdaje się pytanie skierowane do kierownika wycieczki: „Tato, daleko jeszcze?”.
W Kiczycach zahaczamy o popularny zwłaszcza wśród szkół regionu kompleks konferencyjno-wypoczynkowy „Ośrodek h2o”. Mijamy wreszcie znany miłośnikom caravaningu i turystyki motorowej kemping Ochaby – to jedyne miejsce, gdzie towarzyszy nam ruch samochodowy. Samochody jeżdżą po tym wale Wisły powoli, ale należy być czujnym! Nieopodal mijamy również plac zabaw, któremu dziś trudno jednak konkurować z atrakcją dnia. W końcu, po ponad godzinie jazdy, przejeżdżamy przez kolejną kładkę na Wiśle i jesteśmy u celu – wita nas Dream Park Ochaby.

U celu i w drodze powrotnej

Nasze rowery przypinamy do stojaków przed wejściem na teren parku rozrywki. W środku naszą przewodniczką jest Alicja, która już odwiedziła wcześniej Dream Park Ochaby z wycieczką przedszkolną. Na terenie parku znajdziemy ruchome i wydające odgłosy dinozaury, modele wielu znanych obiektów budowlanych, kino prehistoryczne, akwarium ryb tropikalnych, labirynt luster i wiele innych atrakcji. Nam podoba się szczególnie dom odwrócony do góry nogami, pływanie łódeczkami w sadzawce oraz park linowy, który w tym czasie jest jednak w remoncie. Jest rzecz jasna również dmuchany zamek i trampoliny, gdzie dziewczyny spożytkują resztki skumulowanej tego dnia energii. Po kilku godzinach zabawy posilamy się w barze szybkiej obsługi, kupujemy pamiątki i ruszamy z powrotem.
Dla miłośników koni polecamy zwiedzenie stadniny koni w Ochabach, przez którą prowadzi trasa naszej wycieczki. Dla nas to jednak tym razem „o jedną atrakcję za dużo”, więc konie będziemy oglądać następnym razem.
Po zabawie w parku rozrywki droga powrotna zaczyna nam się dłużyć. W skwarze dnia ukojeniem jest zamoczenie nóg w chłodnych wodach Wisły. W sezonie jest tutaj tłoczno. Na kolejnych kilometrach trasy zmuszeni jesteśmy znosić niemiłe towarzystwo komarów, które, po wcześniejszych opadach deszczu, teraz wyległy na nas gromadnie z lokalnych chaszczy. Oj, do domu wrócimy mocno przez nie pokąsani. W tym miejscu Ola zmienia jazdę ze mną w tandemie na holu na wygodną przyczepkę, w której jeszcze się zmieści. Przyczepka wygrywa również z tego powodu, że siodełko rowerka okazuje się w tym momencie jednak zbyt twarde. My tymczasem niespiesznie, z towarzyszeniem „Daleko jeszcze?” rodem ze Shreka, zmierzamy w kierunku skoczowskich mostów. Na szczęście jedzie się komfortowo, dalej prowadzi nas gładki asfalt i nie ma ruchu. Tak można podróżować z dzieciakami! Po upływie godziny jesteśmy z powrotem w Skoczowie.

Wycieczka 2. 

Śląsk Opawski (Republika Czeska)
Bliższe poznanie Śląska Opawskiego jest możliwe dzięki bogactwu tras rowerowych, szczególnie jednej z nich – trasie rowerowej nr 55 (nr 8 według innej numeracji): Jeseník – Krnov – Opawa – Kravaře – Hlučínské jezero. Na długich jej fragmentach w ostatnich latach wykonano nową nawierzchnię asfaltową, a poza drogami rowerowymi trasę poprowadzono wzdłuż dróg drugorzędnych i bulwarem rzeki Opawy, gdzie, niestety, trzeba liczyć się z wymagającym zachowania szczególnej ostrożności ciągiem pieszo-rowerowym. Niemniej jednak rodzinna karawana z przyczepką rowerową da radę! 

Z przyczepką na doczepkę

Wycieczki rowerowej z dziećmi nie da się zorganizować spontanicznie i na „łapu-capu” – trzeba dobrze przygotować ekwipunek, zadbać o dobry nastrój dzieci i rodziców oraz liczyć na splot szczęśliwych okoliczności. Tym razem wszystko zagrało perfekcyjnie, a na dodatek w nasze plany wpisała się również aura – to był słoneczny, ciepły, letni dzień. Jedynie pani kierownik pociągu i konduktor w jednym nie zamierzała z nami współpracować. Dwuosobowa przyczepka okazała się nieco ponadgabarytowa nawet po złożeniu w przedziale rowerowym, co natychmiast spotkało się z dezaprobatą pani kierownik, która nie omieszkała skomentować naszych planów słowami: „Na rowerze się jeździ, a nie wozi się go w pociągu!”. Na nieszczęście rozumiem język czeski, ale tym razem nie zamierzałem polemizować – w końcu dostaliśmy carte blanche na przejazd, a wygodne fotele w przedziale osobowym pozwoliły się zrelaksować i skupić na odpowiedziach na nieskończone wątpliwości obu obieżyświatów, świergolących wesoło na zmianę (w tej wycieczce nie brał jeszcze udziału najmłodszy członek naszej rodziny).
Dojazd koleją do wioski Mokré Lazce z Cieszyna zajmuje cztery kwadranse – nie za szybko, jak na podmiejski pociąg przystało. Warto więc zabrać ze sobą do przedziału wszystkie niezbędniki typu: soczki, owoce, warzywa, ciasteczka, czytanki i kolorowanki… Mokré Lazce są małą stacją, stąd nabieram pewnych wątpliwości, czy uda nam się, jako jedynym wysiadającym pasażerom pociągu, zabrać cały majdan i sprawnie wysiąść w komplecie. Na szczęście z wysiadką nie ma kłopotu i nawet humorzasta pani kierownik pociągu kiwa nam z sympatią na pożegnanie (i zapewne z ulgą, że już się pozbyła kłopotliwych podróżnych). 
Pozostaje skręcić przyczepkę z rowerem taty i zmusić rozbrykane księżniczki do zajęcia miejsc w karocy – dosłownie, bo na wyciągnięcie ręki mamy ogrody zamkowe.
Poruszamy się w południowym skwarze wzdłuż rzeki Opawy, w której toni przeglądamy swoje odbicia, robiąc sobie przymusowy postój po… trzech minutach, po pokonaniu pierwszych kilkuset metrów dzisiejszej marszruty. Gustowna drewniana wiata rowerowa kusi tak mocno, że od razu urządzamy w niej pierwszy piknik. Dziewczynki tymczasem bawią się w podchody – o zgrozo! – w gęstym polu wysokiej kukurydzy. Na szczęście czujne oko taty nie pozwala im się zanadto oddalić i tym samym zgubić. Przy okazji włączam się do wspólnej zabawy, która mogłaby trwać w nieskończoność, zwłaszcza że nie mamy napiętego planu, co sprzyja wypoczynkowi. Pola uprawne towarzyszyć nam będą w trakcie tej wycieczki. 
Po kolejnym kwadransie kontynuujemy jazdę wyasfaltowanymi drogami rowerowymi. Na otwartej przestrzeni asfalt nagrzewa się mocno, co powoduje, że wnętrze przyczepki szybko zamienia się w saunę. Przyjazna rowerzystom nawierzchnia w upalne dni nie sprzyja pasażerom przyczepek rowerowych – nie tylko dzieciom, o czym się niedługo przekonamy.
Na szczęście po kilku kilometrach mamy okazję schłodzić się nieco w obejściu zamku Kravaře. W samo południe jesteśmy świadkami wesela na zamkowym dziedzińcu – historia miesza się ze współczesnością. Poziom adrenaliny rośnie podczas przejazdu przez pole golfowe: z jednej strony podziwiamy równo przystrzyżoną trawkę i pięknie wkomponowane w krajobraz oczka wodne, z drugiej nerwowo rozglądamy się za przelatującymi nad naszymi głowami piłeczkami golfowymi, a w zasadzie tym, co podpowiada nam wyobraźnia. Rzecz jasna, przeżyliśmy! Kolejny dłuższy odpoczynek planujemy jednak przezornie w innym zamku, pozbawionym tej – dla nas wątpliwej – atrakcji.
Huśtawki, zjeżdżalnie, ścianki wspinaczkowe i tor przeszkód to jest to, co pasażerki przyczepki lubią najbardziej! Te atrakcje czekają na nas w ogrodzie zamkowym Velké Hoštice. Na dodatek znajdujemy tu ławeczki w cieniu drzew i czeską gospodę urządzoną w iście królewskim stylu. Z nawiązką dostajemy to wszystko, czego oczekiwaliśmy na szlaku rowerowym z dziećmi. Nie może więc dziwić, że dla nas czas zatrzymuje się w tym miejscu – spędzamy tu długie trzy kwadranse.
Ostatni etap tej wycieczki prowadzi już w typowo miejskiej zabudowie – poruszamy się drogą rowerową wybudowaną na bulwarach rzeki Opawy. Droga jest wąska, co stwierdzamy zwłaszcza wtedy, kiedy trzeba wyminąć się z innymi przyczepkami rowerowymi, których nie brakuje. Księżniczki ochoczo machają innym pasażerom. Jakież jest jednak nasze zdziwienie, gdy w jednej z mijanych przyczepek pasażerem okazuje się nie człowiek, a czworonożny przyjaciel – pies. Przyczepki rowerowe mają wszechstronne przeznaczenie!
Zwieńczeniem wycieczki – a jakże! – jest plac zabaw przy drodze rowerowej, w parku na obrzeżach Opawy. Zgadnijcie sami, ile kwadransów tym razem tutaj spędziliśmy…
Prawdopodobnie ta zabawa mogłaby trwać w nieskończoność, gdybym nie sprawdził pory odjazdów pociągów. Niestety, trzeba ponownie zagospodarować przyczepkę i ruszyć na peron. Mijamy kwitnący życiem stadion miejski, wszak to pora meczu, i przedzieramy się przez tłumy kibiców – nie ma wśród nich wandali, tylko rodzice z dziećmi, choć pod czujnym okiem policji. W tym zamieszaniu nieomal nie potrącam jednego z policjantów i jakimś cudem wymanewrowuję mój dyliżans!
Wybawieni i zrelaksowani wjeżdżamy do przestronnego wnętrza stacji kolejowej w Opawie, skąd wracamy do domu. W pociągu pałaszujemy resztki jedzenia i polemizujemy z niezbyt uprzejmym i podchmielonym współpasażerem. Na szczęście tym razem pani kierownik pociągu jest bardzo uprzejma i zrelaksowana. Czyżby udzielił się jej nasz dobry nastrój? 

Informacje dotyczące wycieczek

Wycieczka 1.
Trasa – Skoczów rynek (GPS: 49°48’1”N, 18°47’18”E) –> Kiczyce –> Dream Park Ochaby –> Kiczyce –> Skoczów rynek [20 km].
Charakterystyka trasy – trasa łatwa, płaska, o nawierzchni asfaltowej, pokonana samodzielnie przez ośmiolatkę i wygodna dla niemowlęcia położonego w hamaku zamocowanym w przyczepce rowerowej. Droga dla rowerów, w większości wyłączona z ruchu samochodowego.
Rowery – miejski typu fitness i trekkingowy oraz dziecięce na kołach 16” i 24”.
Transport dzieci – hol rowerowy dla czterolatki i dwuosobowa przyczepka z hamakiem Weber Clou dla niemowlęcia.
Wyżywienie – nieprzebrane ilości domowych przekąsek przygotowanych przez mamę. Poza tym: bar szybkiej obsługi na terenie Dream Park Ochaby, w połowie trasy.
Dojazd – pociągiem Kolei Śląskich relacji Katowice–Wisła lub samochodem (Skoczów leży na skrzyżowaniu szlaków komunikacyjnych), wygodne miejsca parkingowe na płycie skoczowskiego rynku lub w jego sąsiedztwie.
Atrakcje dla dzieci i dorosłych – Dream Park Ochaby: http://dream-park.pl, Stadnina Koni w Ochabach: http://stadninaochaby.pl, Skoczowski Ośrodek Sportu i Rekreacji, pływalnia „Delfin”: http://www.skoczow-sosir.pl, „Ośrodek h2o” w Kiczycach: http://osrodekh2o.pl, Skoczów dla turystów: http://www.skoczow.pl/page/15,dla-turystow.html

Wycieczka 2.
Trasa – Mokré Lazce –> Kravaře –> Velké Hoštice –> Opawa [20 km].
Rowery – trekkingowy i górski z dwuosobową przyczepką rowerową.
Wyżywienie – jak wyżej: ogromne ilości domowych przekąsek przygotowanych przez mamę. Restauracje przyzamkowe.
Dojazd – pociągiem relacji Czeski Cieszyn–Opawa.
Wybrane atrakcje: droga rowerowa nr 55: http://www.slezska-magistrala.cz, zamek Kravaře: http://www.kravare.cz/?lang=pl, zamek Velké Hoštice, Městské sady Opava.

 

Przypisy