Dołącz do czytelników
Brak wyników

Otwarty dostęp , Aktualności 2020

7 stycznia 2020

NR 37 (Styczeń 2020)

Wybór redakcji sezon 2019

88

Każdy z nas ma swoje wizje produktu idealnego. I często na tym tle wśród redaktorów dochodzi do tarć, scysji, kłótni i ostracyzmu przy ekspresie do kawy. A ponieważ i Wy często jesteście ciekawi osobistych opinii naszych redaktorów, postanowiliśmy przedstawić wybór najlepszych produktów rowerowych sezonu 2019, ale nie w formie przedyskutowanego i wypracowanego w gronie redakcji kompromisu, lecz indywidualnych wyborów. Każdy z nas mógł wybrać maksimum trzy produkty i wcześniej ustaliliśmy, kto o czym pisze. Zdarzyło się bowiem, że jeden z rowerów chciało opisać dwóch z nas. Odpuściłem, ale być może formułę „ślepego głosowania” rozwiniemy w przyszłym roku. Obecnie zostawiamy Waszemu osądowi propozycje pięciu redaktorów i trzy najlepsze – w ich opinii – produkty rowerowe minionego roku.

MIŁOSZ KĘDRACKI

 


Lapierre eZesty

Kiedy mnie pytają: „Kupiłeś e-bike’a?”, opowiadam przecząco wcale nie ze względów ideologicznych czy ekologicznych (bo wbrew pewnej nastolatce uważam, że baterie nie zbawią ludzkości). Żeby rowery elektryczne stały się dla mnie atrakcyjne, potrzebują jeszcze paru lat rozwoju. Na eZesty nawet nie siedziałem, ale jest dla mnie symbolem postępu i uważam go za najważniejszy rower MTB z elektrycznym wspomaganiem minionego roku. Moja ekscytacja bierze się stąd, że silnik elektryczny w eZesty jest stworzony z myślą o wspomaganiu! To jest rower przez duże „R”, za którego konstrukcją i geometrią stoi idol mojej młodości, dawny zjazdowiec Nico „ET” Vouilloz. Wierzę mu na słowo, że eZesty jedzie tak jak trzeba. Dlatego po szybkim omówieniu geometrii i konstrukcji zawieszenia przejdźmy do tego, co (na dziś) odróżnia eZesty od innych rowerów elektrycznych. System wspomagania Fazua jest szczególny – po wypięciu pakietu silnika zintegrowanego z baterią przestrzeń można zatrzasnąć klapką poprawiającą stylistykę, a do środka napchać bagażu (chyba) i używać eZesty tak jak normalnego roweru – na stałe do ramy podłączona jest tylko ważąca 1,31 kg przekładnia. Silnik Fazua Evation 1.0 ma bardzo nieimponujący zwolennikom rowerów elektrycznych moment 60 Nm. Taka wartość może być uznana za „biedactwo”. Tylko że jeśli ktoś kiedyś naprawdę jeździł rowerem w terenie, wie dobrze, że moc jest ważna tylko tak długo, jak długo kierujący może utrzymać przyczepność. Na dzikich ścieżkach podjazdowych więcej Nm opanuje tylko „ET”. Ale jeszcze jedna cecha pomaga w jeździe enduro – lekkość pojazdu. Dlatego przekonują mnie parametry silnika o mocy nominalnej 250 W, który w szczycie generuje (zaledwie) te 400 W, ale za to wraz z baterią waży wyłącznie 1,92 kg. Ogólnie zestaw elektryczny Fazua dociąża rower o 3,23 kg. W przypadku innych systemów zestaw taki to około 7–8 kg! 
Co ciekawe, dodatkowa bateria do zestawu Fazua o pojemności 250 Wh, ważąca 1,38 kg, w celu powiększenia zasięgu może być zdeponowana na przełęczy lub w plecaku. W eZesty uznano, że silnik jest potrzebny tylko na specjalne okazje, a poza tym trzeba napierać w pedały. Ale nie w imię masochizmu, tylko dla zmniejszenia masy i lepszego zachowania się roweru na zjazdach. Przed zakupem eZesty powstrzymuje mnie tylko jedna rzecz: Europejski Bank Rozwoju zasilił kwotą 12 milionów euro „dynamicznie rozwijającą się firmę Fazua GmbH”. A to nie są małe pieniądze i jeśli tylko nie przyjdzie im do głowy samobójcza myśl powielenia pomysłu firmy Bosch, którym producent ten uwiódł niemieckich klientów, to w ofercie Fazua za rok czy dwa lata może się znaleźć prawdziwie przełomowy produkt.

 


Spodenki Endura 
Singletrack 
Bib Liner II

To najlepszy produkt, jaki miałem okazję używać w minionym roku, a wyniki opublikowano w bB 7/2019. Nie przesuwają się, nie obcierają, właściwie nie czuć ich na ciele ze względu na kapitalny krój i fenomenalne walory elastyczności i transpiracji tkaniny. Do tego po raz pierwszy w rowerowych spodenkach zaprojektowano skuteczny rozporek! Zdaję sobie sprawę z tego, że odczucie komfortu ubioru to sprawa najbardziej indywidualna, ale te spodenki gorąco polecam. Szkoda, że nie obejmuje ich polityka zwrotów, jestem jednak przekonany, że z niej nie skorzystasz.

 


Pianka Barbieri

Po próbach z Pro Core nie mogłem się przekonać do zamontowania czegoś podobnego w moich kołach. Podczas testu okazało się jednak, że pianki wraz z mleczkiem lateksowym mają najmocniejszy wpływ na poprawę efektywności i przyjemności z jazdy. Przyczepność w oponach MTB generuje mieszanka gumy, kształt bieżnika i jakość oplotu. Ale nawet gorsza pod tymi względami opona może dawać lepszą trakcję. Wystarczy zmniejszyć w niej ciśnienie. Nie można tego jednak robić bezkarnie. Głównym celem wkładek do opon jest ochrona obręczy i opony przed uszkodzeniem przy najechaniu na ostrokrawędzistą przeszkodę w warunkach obniżonego ciśnienia wewnątrz. Kłopot w tym, że obniżając ciśnienie, traci się stabilność opony na boki niezbędną w trakcie pokonywania zakrętów. Pianki okrągłe w przekroju, takie jak Barbieri, nie dość, że chronią ranty obręczy, to podtrzymują boki opon, chroniąc przed podwinięciem w zakręcie. Dlatego rzeczywiście pozwalają szybko jeździć z niskimi ciśnieniami po wirażach.
 

MACIEK MACHOWSKI
 


Rok przełomu w szosowej jeździe na światłach

Samochody i motocykle poruszają się w Polsce na światłach przez cały rok od wielu lat. Nie ma takiego obowiązku dla rowerzystów, co oznacza, że oprócz furmanek to jedyna ustawowo nieoświetlona w dzień grupa na drogach. Na szczęście coraz częściej stosowane jest specjalne oświetlenie dzienne do rowerów. Jako kierowca i rowerzysta polecam je wszystkim. Do bycia widocznym w dzień na drodze potrzebna jest większa moc niż w np. w miejskich lampkach nocnych – 40 lm to minimum. Niewątpliwie jednak pomógł rozwój technologii i dziś nawet małe, zgrabne lampki LED-owe są w stanie spełnić to kryterium. Jedną z pierwszych marek, która zaczęła kampanię, był Trek, a reprezentatywnym produktem może być zestaw Bontrager Ion 200RT i Flare RT. Formalnie przód ma jasność 200 lm, co w trybie świecenia ciągłego może się nadać nawet do jazdy w nocy, ale sensowny czas między ładowaniami (12 godzin) daje tryb błyskania 100 lm. Akumulator tylnej lampki przy błyskaniu 90 lm wystarcza na sześć godzin. Decyzję o jasności można zostawić wbudowanym czujnikom, lampki mogą się też same włączać po wykryciu ruchu. Jest ponadto opcja sterowania nimi z komputerka z serii Edge Garmina lub za pomocą opcjonalnego kontrolera Transmitr. 
 


Komputer treningowy Garmin Edge 530/830

Pisząc test do czasopisma, używałem komputera Garmin Edge 830 już od miesiąca i po przeskoku z 810 byłem pod wrażeniem nowych funkcji: ClimbPro na szosie, możliwości dodawania funkcjonalności przez sklep z aplikacjami Connect IQ, nowych metryk MTB – flow i grit. Niby większość z tego była już dostępna w poprzedniej serii, ale mały ekran w 520/820 jakoś mnie nie przekonywał. Już po oddaniu tekstu do druku dopadły mnie problemy: wieszanie się (zwłaszcza w deszczu, powodującym, że ekran dotykowy wariuje) i szybkie rozładowywanie po naładowaniu do 100% i odłożeniu na półkę. Garmin wypuścił już kilka aktualizacji oprogramowania i większość problemów zniknęła. Na Carpatia Divide przekonałem się o niewiarygodnej żywotności akumulatorka – dwa dni jazdy po 10, 12 i więcej godzin z włączoną nawigacją i sensorami. Pomysł, żeby w końcu zrównać funkcjonalność wersji z przyciskami (530) oraz ekranem dotykowym (830) i zostawić klientowi wybór jest doskonałym rozwiązaniem. Mimo kilku utrzymujących się problemów uważam, że to najlepszy rowerowy produkt elektroniczny nie tylko sezonu 2019, ale ostatnich kilku lat.

 


Napędy 1x12 Shimano SLX M7100 i XT M8100

Napędy SRAM 1x zdominowały MTB. Ubiegłoroczna premiera XTR M9100, nowego bębenka MicroSpline i cichej tylnej piasty okazała się falstartem. Piasty Scylence wycofano z oferty, a osprzęt, zwłaszcza korby, nie był dostępny ani dla producentów, ani w sklepach przez kilka kwartałów. Kiedy już się pojawił, cena bliska 4000 zł za grupę nie zachęciła wielu kupujących. Tegoroczne STX i XT przynoszą te same zalety dwunastobiegowego systemu HyperGlide+, działającego mechanicznie lepiej niż odpowiedniki SRAM, w dodatku są już od kilku miesięcy w handlu i są istotnie tańsze (odpowiednio 1100–1600 zł).


SZYMON JANIK
 


Szczyrk Enduro Trails by Trek

Mając zaszczyt zwiedzić ten kompleks tydzień przed jego otwarciem, byliśmy pod ogromnym wrażeniem. Chodziło nie tylko o świetne ścieżki przygotowane przez ekipę Enduro Trails, ale także o całą oprawę przedsięwzięcia i bardzo poważne podejście do sprawy przez osoby zarządzające ośrodkiem. Rowerzyści na miejscu mają do dyspozycji właściwie wszystko, o czym mogliby zamarzyć: sklep, wypożyczalnie, parking, toalety, gastronomię, gondolę i...  ogromne kolejki w słoneczne weekendy. To po prostu musiało się udać, co kwitują liczby – ponad 12 000 rowerzystów odwiedziło Szczyrk Enduro Trails w pierwszych dwóch miesiącach jego działalności! Smaczku dodaje fakt, że jak na razie do użytku oddane zostały tylko dwie trasy: czerwony „Otik” oraz płynna niebieska „HipHopA”. Ta druga przeżywała prawdziwy szturm rowerzystów o pełnym przekroju umiejętności, jednak ciągłe prace nad jej utrzymaniem sprawiały, że trasa dzień w dzień była jak nowa. Projektowane są kolejne linie, a plany połączenia ścieżek w Bielsku-Białej ze Szczyrkiem są jak najbardziej realne. Ja się nie mogę doczekać. 
 


Opony Specialized BLCK DMND

Zbyt lekki kaliber ścieżkowych wersji Grid i zbyt duży ciężar wersji zjazdowych zmusił markę Specialized do zaoferowania opon „pośrednich”, zorientowanych na cięższe enduro. Zestaw Hillbilly/Butcher jeździł pode mną cały sezon i był całkowicie bezobsługowy. Opony w terenie sprawują się wyśmienicie, a oplot 120 TPI skutecznie przeciwdziała przebiciom. Przy niskich ciśnieniach są przewidywalne, a dobicia do obręczy nie robią na nich żadnego wrażenia. 

 


Canyon Strive

To zdecydowanie najlepszy rower testowy, na jakim jeździłem w tym sezonie. Doskonale podjeżdża, jednak pozycja jest bardzo wygodna, wręcz zachęcająca do całodniowych wycieczek. Skrętność i ogólna mobilność nowego Strive jest porywająca. Nowa wersja siłownika Shapeshifter może i trochę komplikuje rower, ale zdecydowanie zwiększa jego wszechstronność. Sportowy charakter zawieszenia sygnali...

Artykuł jest dostępny dla zalogowanych użytkowników w ramach Otwartego Dostępu.

Jak uzyskać dostęp? Wystarczy, że założysz konto lub zalogujesz się.
Czeka na Ciebie pakiet inspirujących materiałow pokazowych.
Załóż konto Zaloguj się

Przypisy

    Miłosz Kędracki

    Po dziesięciu latach bez bocznych kółek wyrobił (1981 r.) kartę rowerową. Obrona pracy mgr „Historia MTB w zarysie”, AWF Warszawa (1995 r.). Rusza bikeBoard (1996 r.), kilkadziesiąt maratonów i ukończony (2004 r.) Cape Epic pozostawił trwałą bliznę - odtąd unika szutrowania, Transcarpatię pokonał (2006 r.) tandemem, nirwanę poczuł na BC Bike Race (2012 r.). Najlepiej czuje się na szlakach Pilska, Pięciu Kopców i Romanki (zawsze).

    Maciek Machowski

    Mimo przyklejonej w redakcji szosowej gęby - co poradzić na kompletny brak alergii na asfalt, albo może nawet fascynację cienkim kołem - w głębi ducha długodystansowy ścieżkowiec (Transcarpatia, MTB Trophy, BC Bike Race i podobne). Autor ponad 100 tekstów opublikowanych w bB w ciagu ostatnich 10 lat. Prywatnie na fullu XC 29’’ i szosówce.

    Szymon Janik

    Progresywny tester bikeBoardu i członek Tynieckiej Grupy Rowerowej, z którą jeździ na długodystansowe wyprawy, (zaliczona Szwajcaria, Bornholm i Nordkapp) w czasie których uczy się jak żyć bez mamy i jak samodzielnie szukać pożywienia. Miłośnik szerokich kierownic i dużego skoku.

    Paweł Kisielewski

    W „bikeBoard” od ponad 20 lat, większość tego czasu spędziłem na rowerach MTB, jednak od kilku lat jazda w terenie stanowi już tylko chwilową odskocznię od roweru szosowego. Chociaż wśród moich doświadczeń nie brakuje jazdy na czas w pozycji aerodynamicznej, to tak naprawdę preferuję jazdę endurance krętymi drogami o zróżnicowanym profilu. Moja recepta na trasę idealną to 100 m pokonanych podjazdów na każde 10 km trasy.

    Mateusz Zator

    Redaktor bB