Dołącz do czytelników
Brak wyników

Przygoda , Otwarty dostęp

17 sierpnia 2021

NR 52 (Sierpień 2021)

Trójmorski Wierch i Góry Bialskie na MTB

0 71

Myśląc o górach, wyobrażasz sobie wyniosłe szczyty z ostrymi jak brzytwa graniami, oblanymi nigdy nietopniejącym lodem. Sudety Wschodnie to góry inne niż Beskidy, inne niż Tatry – tutaj pagórki trochę mniej śmiało wyłaniają się z ziemi, wierzchołki są bardziej wypłaszczone, a widoki jakoś tak bardziej rozległe i miękkie. Jest pięknie, nie bardziej, lecz inaczej.

Sudety Wschodnie swym obszarem obejmują Jesioniki, Góry Odrzańskie, Góry Opawskie, Góry Bialskie, Góry Złote oraz Masyw Śnieżnika. Większość tych gór leży jednak po czeskiej stronie. Z racji tego, że sytuacja pandemiczna ciągle się zmienia, wolałam pozostać w rodzimych, równie pięknych górach. Padło na Masyw Śnieżnika, który znałam bardziej od strony pieszej włóczęgi oraz Góry Bialskie, z którymi styczność do tej pory miałam w osobliwej formie, tzn. palcem po mapie.
Czasami bywa tak, że kiedy coś się skrupulatnie planuje, analizuje mapy, przyjazdy pociągów czy godziny otwarcia obiektów, ciągle trzeba się spieszyć. Tak właśnie zaplanowałam ten dzień. Nie chciałam przejechać trasy w formie pętli, tylko dojechać z punktu A do B. Jednak pachnąca pościel i wygodny hotelowy materac zburzyły cały misterny plan, bo zwyczajnie zaspałam na pociąg, który miał mnie zabrać z Długopola Zdrój do Międzylesia. W takich momentach działam spontanicznie. Na szybko z mapą w ręce stworzyłam alternatywną opcję trasy, bez pośpiechu, bez spiny i bez największego ogranicznika, jakim jest czas.
 

POLECAMY

 

 


Masyw Śnieżnika – Trójmorski Wierch
W zasadzie cały Masyw Śnieżnika opleciony jest szlakami turystycznymi: mnóstwem szlaków pieszych i ścieżek rowerowych, w formie pętli współtworzących Singletrack Glacensis.

Goworów
Wycieczkę rozpoczynam w małej wiosce Goworów, niedaleko Międzylesia. W zwyczaju mam parkować samochód na kościelnych parkingach, stwarza to otoczkę bezpieczeństwa, poza tym akurat w samym Goworowie nie znalazłam typowego parkingu dla turystów. Na początku trafia mi się asfaltowy podjazd niebieskim szlakiem rowerowym, wzdłuż potoku Goworówka. Jest to także droga dojazdowa do Singletrack Glacensis – Pętli Jodłów i Pętli Ostoja. Jednak ja mam na oku inną atrakcję.
Z twarzą zalaną potem docieram do rozwidlenia na Przełęczy Jodłowskiej. Pozwalam sobie na chwilę odpoczynku i ruszam czerwonym szlakiem pieszym, który jest również kontynuacją niebieskiego rowerowego. Droga niczym nie zaskakuje, szeroki szuter łagodnie wznoszący się w górę; na horyzoncie pojawiają się pierwsze górskie panoramy.

Przejście graniczne Jodłów – Horní Morava
Niespiesznie dojeżdżam do turystycznego przejścia granicznego z Czechami, gdzie opuszczam mało wymagające szutry, tym samym zawieszając wyżej poprzeczkę wysiłku, obieram zielony szlak graniczny. Sam początek można podjechać, ale potem należy przygotować się na srogi wypych po korzeniach. Bywają momenty, które można przebrnąć w siodełku, lecz za chwilę pojawia się stromy uskok i trzeba zejść z roweru, dlatego decyduję się na spacer o charakterze ciągłym, bez zbędnych akrobacji zsiadania i wchodzenia na rower. W połowie drogi drzewa niczym teatralne kurtyny odsłaniają widok na czeską część Masywu Śnieżnika. Uznałam, że to dobry moment na przerwę. Do szczytu niedaleko, ale po co się spieszyć, to nie zawody. Zbaczam nieco ze ścieżki na małą polanę obok młodnika. Spędzam tu dłuższą chwilę, jedząc pół tabliczki czekolady i upajam się wolną przestrzenią. W takich chwilach czas się zatrzymuje, jest tu i teraz, nikt nigdzie nie goni, tutaj nie ma obowiązków ani zmartwień, jestem tylko ja, góry i czekolada.
Jednak człowiek szybko staje się jeszcze bardziej zachłanny widoków i czekolady. Kończę ten piknik, chcę więcej. Korzenie zapadły się pod ziemię, za to na ich miejscu wyrosły kanciaste głazy, które nie chcą ze mną współpracować. Z podziwem obserwuję rowerzystów, którzy z lekkością i gracją zjeżdżają w dół.

Trójmorski Wierch – Klepáč 1145 m n.p.m.
Zatrzymuję się jednak na Trójmorskim Wierchu. Nazwa w pełni oddaje charakter tego szczytu. Dla wyjaśnienia: jest on jednym z sześciu miejsc w Europie i jedynym w Polsce, gdzie zbiegają się zlewiska trzech mórz: na zachodnich zboczach ma swoje źródło Nysa Kłodzka w zlewisku Morza Bałtyckiego, z południowo-wschodniego zbocza spływa Lipkovský potok, dopływ Cichej Orlicy w zlewisku Morza Północnego, a u stóp wschodniego zbocza znajduje się dolina Morawy w zlewisku Morza Czarnego.
Wieża widokowa niestety jest od dłuższego czasu zamknięta, co prawda mam doświadczenie we wchodzeniu na uszkodzone i mało stabilne obiekty tego typu, jednak tym razem zwyczajnie odpuszczam. Widok ze szczytu na Masyw Śnieżnika i Kotlinę Kłodzką jest wystarczający i nie wymaga przeprawy bujającym się podestem. Zostawiam po sobie ślad w postaci naklejki, czyli czegoś w rodzaju – byłam, widziałam, było pięknie. Tutejsze widoki są naprawdę urzekające. Wstaję jednak z nagrzanego słońcem kamienia i przygotowuję do zjazdu. Kilka solidnych gleb nauczyło mnie, że ochraniacze mają sens, nawet na prostej, górskiej wycieczce, do tego perspektywa zjazdu po kamieniach o ostrych krawędziach i dywanie korzeni sama mówi: „załóż ochraniacze”. Nie wracam tą samą drogą, kontynuuję zielonym szlakiem śladem biało-czerwonych słupków granicznych. Miałam obawy, co mnie czeka, po wcześniejszym wypychu z drugiej strony. Było duże prawdopodobieństwo, że w dół również będzie pokaźny rock garden przeplatany przerosłymi korzeniami. Nie myliłam się, mimo to zjazd okazał się wisienką na torcie już w połowie wycieczki. Nie jestem jakimś wytrawnym jeźdźcem enduro, tylko rowerową turystką. Dałam radę, a właściwie to rower odwalił za mnie robotę. Żeby nie było zbyt kolorowo, po upojnym zjeździe z Trójmorskiego Wierchu znów podjazd, tym razem na Puchacz. Szlak jest stromy, ale na tyle, by współpracować z moją siłą w nogach.

Puchacz 1190 m n.p.m.
Jazda rowerem po górach ma to do siebie, że wysiłek włożony w podjazd zostaje sowicie nagrodzony zjazdem i widokami. Zdobywam Puchacz, następnie z wiatrem świszczącym w kasku i szerokim uśmiechem, z dużą prędkością wjeżdżam na Przełęcz Puchacza, gdzie zmieniam kolor szlaku na żółty.
 

 

 

 


Czarny Rów 1055 m n.p.m.
Zjeżdżam jeszcze niżej – do skrzyżowania Czarny Rów dojadam, a w zasadzie wysysam z opakowania resztę roztopionej czekolady. Niebieskim szlakiem rowerowym, który jest szerokim, łatwo podjeżdżalnym szutrem, zaliczam kolejne 259 metrów przewyższenia.

Hala pod Śnieżnikiem 1213 m n.p.m.
Podjazd dał mi w kość, ale jak wspominałam, wysiłek w górach jest wynagradzany z nawiązką. Na hali pod Śnieżnikiem znów przysiadam na trawie, bo jak tu przejechać obojętnie. Kotlina Kłodzka jak na dłoni długo nie pozwalała ruszyć się z miejsca. Na hali usytuowane jest też słynne Schronisko na Śnieżniku, ale jakoś tak za nim nie przepadam, zbyt tłoczno jak dla mnie. Pod schroniskiem zbiegają się ze wszystkich stron szlaki turystyczne z: Międzygórza, Kletna, Międzylesia, Bielic i Lądka Zdroju. Zostawiam majestatyczny Śnieżnik za plecami. Leśnymi szutrami – raz w górę, raz w dół – zmierzam w kierunku Żmijowca. Tutejsze drogi są zalesione, więc na widoki trzeba trochę poczekać, ale kiedy już coś się odsłoni, to zbieram szczekę ze szlaku.

Żmijowiec 1153 m n.p.m.
W okolicach Żmijowca teren jest nieco bardziej wylesiony, więc w trakcie jazdy można spokojnie i głęboko wzdychać do krajobrazu. Nazwa Żmijowiec nie niesie za sobą żadnych ukrytych i zaskakujących podtekstów. Po prostu w okolicach Żmijowca i Żmijowej Polany można spotkać żmiję zygzakowatą.

Rozdroże pod Lesieńcem 877 m n.p.m.
Na rozdrożu pod Lesieńcem są dwie opcje: zielony pieszy szlak, prowadzący przez Lesieniec na górę Igliczną lub niebieski rowerowy do Międzygórza. Wybieram jednak zielony. Początkowo spory wznios w górę, kilka przeszkód w postaci powalonych drzew i gałęzi, ale dalej tylko cud i miód. Perfekcyjny singiel idealnie wpasowany w bukowy las. Po drodze jest jedna krótka, ale bardzo stroma ścianka z wystającymi głazami, znam takich, którzy nawet by się nie zastanawiali, lecz z największą radością zjechali ją w dół. Ja też zjeżdżam, ale na podeszwach butów z rowerem pod pachą. Tuż za ścianką znów pojawia się szybki singiel. Buki zostały zastąpione sosnami, a zapach iglastego lasu jeszcze bardziej nakazał wielbić tę chwilę.

Pod Igliczną 757 m n.p.m.
Docieram do rozejścia się szlaków Pod Igliczną. Spotykają się tutaj trzy szlaki turystyczne: zielony z Międzygórza, żółty ze Stronia Śląskiego i czerwony z Wilkanowa. Można też dostać się tu samochodem. Po wybrukowanej drodze dojeżdżam wprost pod Sanktuarium Marii Śnieżnej, powstałe pod koniec XVIII wieku, 
usytuowane tuż pod szczytem Iglicznej. Obok znajduje się też schronisko z widokiem na Śnieżnik.

Igliczna 845 m n.p.m.
Igliczna to niewielki, ale wyniosły szczyt, jest stożkowaty i ma strome zbocza. Na sam wierzchołek prowadzi wąska ścieżka. Nie wchodzę na samą górę, ponieważ nie chciałam zostawiać roweru. Weszłam tylko kawałek i to mi wystarczyło. Z góry rozpościera się zapierający dech widok na Góry Bystrzyckie, Góry Sowie i Góry Stołowe. Z Iglicznej jest kilka opcji zjazdu, mnie jednak skusił szlak czerwony z podpisem „Międzygórze przez wodospad”. Nie wiedziałam, że jest tu jakiś wodospad, dlatego bez zastanowienia zdecydowałam, że muszę go zobaczyć.
Czerwony szlak wydawał się trudny technicznie: stromy, liczne kamienie, korzenie, ale znów rower odwalił za mnie robotę.

Rezerwat Wodospad Wilczki
Szlak zaprowadził mnie pod wielką skałę i bramę, za którą kryła się masa schodów w dół. Aby zobaczyć wodospad, trzeba się trochę wysilić. Oczywiście można objechać ten odcinek, a wodospadu jedynie posłuchać.
Schodzę więc po wąskich schodach z rowerem u boku. Warto było, na dole przywitał mnie robiący wrażenie 22-metrowy, głośno szumiący wodospad Wilczki. Jest najwyższy w Masywie Śnieżnika i drugi co do wysokości w całych Sudetach. Jeszcze niedawno, bo w 1997 roku, miał 27 metrów, ale podczas powodzi brakujące pięć metrów osunęło się w głąb kotła wodospadu. Stoję, słucham, oglądam i przygotowuję się mentalnie na kolejną porcję schodów, tym razem w górę. Na jednej z ławek robię postój na ostatnią rozpuszczoną czekoladę. Zarówno schody, jak i czerwony szlak kończą się w centrum Międzygórza.

Asfalty złotem usłane
Z Międzygórza do Goworowa wracam spokojną asfaltową dróżką, nazywaną Szlakiem Liczyrzepy – można powiedzieć, że to aleja otoczona zielonymi łąkami, pachnąca jednocześnie wiosną i latem. Słońce powoli zachodzi, a poruszane lekko wiatrem źdźbła traw zmieniły kolor na złoty.
Podsumowując przejechaną trasę, uważam, że nie jest łatwa, stopień trudności podbija tutaj zarówno wejście oraz zjazd z Trójmorskiego Wierchu, jak i zielony szlak z Lesieńca. Dystans nie jest specjalnie długi, bo to zaledwie 37,7 km przy 1142 metrach przewyższenia, ale na cały dzień ze zwiedzaniem i podziwianiem widoków jest w sam raz. Najlepszych panoram należy spodziewać się ze szczytu Trójmorskiego Wierchu, hali pod Śnieżnikiem oraz góry Iglicznej.

Góry Bialskie
Kolejny dzień wita mnie trochę gorszą aurą, w okolicach Międzylesia dzień zapowiada się deszczowy i pochmurny. Jak dobrze, że są aplikacje, które podpowiadają, jak będzie się rozwijać sytuacja na niebie w ciągu dnia. Okazało się, że deszcz upatrzył sobie kierunki zachodnie, dlatego wsiadam w samochód, jadę w przeciwną stronę, gdzie leżą Góry Bialskie. Mały teren na mapie, niewyróżniający się wysokimi szczytami ani rozległymi widokowymi polanami. Mnóstwo asfaltów, ale i tak te góry wydają się dzikie i nieodkryte. Wiele osób nie kojarzy tego małego pasma, ten skrawek mapy jest bardziej utożsamiany z Masywem Śnieżnika i Śnieżnickim Parkiem Krajobrazowym, którego są częścią.

Obszar Gór Bialskich
Góry Bialskie położone są pomiędzy Górami Złotymi (czeskie Rychlebské hory) a Masywem Śnieżnika, ale nie jest dokładnie zdefiniowane, czy należą do któregoś z tych pasm. W skrócie – trochę tu, trochę tu. Góry Bialskie mają to do siebie, że są dość wyludnione, z reguły ktoś, kto przyjeżdża w okolice Śnieżnika, wybiera właśnie ten szczyt jako priorytetowy punkt, nie biorąc pod uwagę pobliskich zakątków, w których nie ma po drodze schronisk i bazarów z pamiątkami.

Czernica – Stary Gierałtów
Jazda samochodem z Międzylesia do Starego Gierałtowa zajmuje jakieś 40 minut. 
Stary Gierałtów jest dość dobrą bazą wypadową na pobliskie szlaki turystyczne. Parkuję na dużym parkingu z altaną i miejscem na ognisko.
Z parkingu ruszam lokalną dr...

Artykuł jest dostępny w całości tylko dla zalogowanych użytkowników.

Jak uzyskać dostęp? Wystarczy, że założysz bezpłatne konto lub zalogujesz się.
Czeka na Ciebie pakiet inspirujących materiałow pokazowych.
Załóż bezpłatne konto Zaloguj się

Przypisy