Dołącz do czytelników
Brak wyników

Inspiracje

10 lipca 2020

NR 41 (Lipiec 2020)

Jak dobrze, że…

0 331

Nie rozwiązuję już za często łamigłówek, mój mózg trochę się rozleniwił. Czasem wyciągam kalkulator, by policzyć prostą sumę, irytują mnie przecinki i świadomość, że aby mieć pewność wyniku, należałoby przeliczyć jeszcze raz. A jeśli drugi raz też się pomylę? Moje szare komórki siedzą na swoich fotelach i przewijają bezmyślnie Instagrama, rechoczą nad czymś, pokazują sobie obrazki, chrupią chipsy, a po wszystkim zapadają w otępienie. Tak je sobie czasem wyobrażam. 
Jest jednak czynność, którą uwielbiają – stają się wtedy ożywione, zaczyna między nimi iskrzyć, podnosi się temperatura i budzą się nawet te, które wyglądały na martwe. To wyobrażanie sobie, że jest inaczej niż jest!
Nie robię tego za często, gdyż to ekskluzywna przyjemność, nie można serwować jej w gospodach, nie powinno się jej nadużywać, bo to jak jedzenie kawioru łyżkami – niby dobry, ale szkoda, by się znudził. 
Lato, otwarty balkon, powietrze wisi nad ulicą, leniwie jadący samochód wzbija tumany kurzu zgromadzonego w załamaniu krawężnika, za chwile nie będzie czym oddychać, a dopiero dochodzi jedenasta. Jest cicho, nikomu nie chce się ruszać w tym upale, słychać tylko uparcie gruchające gołębie. Nawet trzepot ich skrzydeł to jakiś suchy dźwięk, jakby zaraz miały im się połamać pióra. Mokry gołąb brzmi inaczej. Ruszyło się coś w powietrzu, ledwo wyczuwalny podmuch zakołysał topolą, a ona uwolniła z gałęzi swoje pierzaste nasiona. Cała przestrzeń ulicy wypełnia się ciepłym wirującym topolowym śniegiem. I właśnie wtedy następuje pierwsze zwarcie – wyobraźnia zaczyna działać. Przypominam sobie, jak to jest patrzeć na sypiący na tę samą ulicę śnieg, zimny, mokry. Słońce ledwo wisi nad miastem, nisko, jakby w geście oburzenia wobec tego zimna i brzydoty. Wiatr podrywa kłęby ciężkiego dymu, który wdziera się do płuc i zostawia metaliczny posmak na języku. Strużka potu spływa mi po plecach: jak dobrze, że jest lato!
Jestem spóźniona. To znaczy właściwie nie spóźniona, ale obiecałam sobie, że dotrę do pracy przed ósmą. Zjechałam właśnie jednokierunkową ulicą w stronę skrzyżowania, wskoczyłam na chodnik i czekam na przejściu dla pieszych na zielone światło. Jak przedostanę się na drugą stronę ulicy, będę już na ścieżce rowerowej. Opieram się o mocny słupek sygnalizatora i czuję własny puls, mój wyścigowy rower i cywilne ciuchy nie wzbudzają żadnej sensacji wśród przechodniów. Jakiś dzieciak z przyklejoną do szyby samochodu twarzą pokazuje mi język. A może pokazuje go całemu światu, a tylko ja biorę to do siebie. Patrzę na zegarek, jest ósma. Ech, pieprzyć to, teraz już nie ma co się spieszyć. Zapala się zielone światło, przejeżdżam przez ulicę i zrzucam z siebie cały stres. Jadę spokojnie, cieszy mnie wychodzenie z zakrętów z...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 10 wydań czasopisma "bikeBoard"
  • Dodatkowe artykuły niepublikowane w formie papierowej
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych wydań magazynu oraz dodatków specjalnych...
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy