Dołącz do czytelników
Brak wyników

Inspiracje

10 lipca 2020

NR 41 (Lipiec 2020)

Jak dobrze, że…

79

Nie rozwiązuję już za często łamigłówek, mój mózg trochę się rozleniwił. Czasem wyciągam kalkulator, by policzyć prostą sumę, irytują mnie przecinki i świadomość, że aby mieć pewność wyniku, należałoby przeliczyć jeszcze raz. A jeśli drugi raz też się pomylę? Moje szare komórki siedzą na swoich fotelach i przewijają bezmyślnie Instagrama, rechoczą nad czymś, pokazują sobie obrazki, chrupią chipsy, a po wszystkim zapadają w otępienie. Tak je sobie czasem wyobrażam. 
Jest jednak czynność, którą uwielbiają – stają się wtedy ożywione, zaczyna między nimi iskrzyć, podnosi się temperatura i budzą się nawet te, które wyglądały na martwe. To wyobrażanie sobie, że jest inaczej niż jest!
Nie robię tego za często, gdyż to ekskluzywna przyjemność, nie można serwować jej w gospodach, nie powinno się jej nadużywać, bo to jak jedzenie kawioru łyżkami – niby dobry, ale szkoda, by się znudził. 
Lato, otwarty balkon, powietrze wisi nad ulicą, leniwie jadący samochód wzbija tumany kurzu zgromadzonego w załamaniu krawężnika, za chwile nie będzie czym oddychać, a dopiero dochodzi jedenasta. Jest cicho, nikomu nie chce się ruszać w tym upale, słychać tylko uparcie gruchające gołębie. Nawet trzepot ich skrzydeł to jakiś suchy dźwięk, jakby zaraz miały im się połamać pióra. Mokry gołąb brzmi inaczej. Ruszyło się coś w powietrzu, ledwo wyczuwalny podmuch zakołysał topolą, a ona uwolniła z gałęzi swoje pierzaste nasiona. Cała przestrzeń ulicy wypełnia się ciepłym wirującym topolowym śniegiem. I właśnie wtedy następuje pierwsze zwarcie – wyobraźnia zaczyna działać. Przypominam sobie, jak to jest patrzeć na sypiący na tę samą ulicę śnieg, zimny, mokry. Słońce ledwo wisi nad miastem, nisko, jakby w geście oburzenia wobec tego zimna i brzydoty. Wiatr podrywa kłęby ciężkiego dymu, który wdziera się do płuc i zostawia metaliczny posmak na języku. Strużka potu spływa mi po plecach: jak dobrze, że jest lato!
Jestem spóźniona. To znaczy właściwie nie spóźniona, ale obiecałam sobie, że dotrę do pracy przed ósmą. Zjechałam właśnie jednokierunkową ulicą w stronę skrzyżowania, wskoczyłam na chodnik i czekam na przejściu dla pieszych na zielone światło. Jak przedostanę się na drugą stronę ulicy, będę już na ścieżce rowerowej. Opieram się o mocny słupek sygnalizatora i czuję własny puls, mój wyścigowy rower i cywilne ciuchy nie wzbudzają żadnej sensacji wśród przechodniów. Jakiś dzieciak z przyklejoną do szyby samochodu twarzą pokazuje mi język. A może pokazuje go całemu światu, a tylko ja biorę to do siebie. Patrzę na zegarek, jest ósma. Ech, pieprzyć to, teraz już nie ma co się spieszyć. Zapala się zielone światło, przejeżdżam przez ulicę i zrzucam z siebie cały stres. Jadę spokojnie, cieszy mnie wychodzenie z zakrętów z...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 10 wydań czasopisma "bikeBoard"
  • Dodatkowe artykuły niepublikowane w formie papierowej
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych wydań magazynu oraz dodatków specjalnych...
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy