Dołącz do czytelników
Brak wyników

Sport

3 marca 2021

NR 46 (Styczeń 2021)

Everest Challenge. Kolarskie wyzwanie na czas zarazy nadal aktualne

0 339

Kiedy wiosną przez Europę i Stany przetoczyła się fala lockdownów i podróże, zwłaszcza te międzynarodowe, stały się niemożliwe lub narażone na komplikacje, wielu sportowców przyzwyczajonych do pokonywania wielkich przestrzeni zaczęło robić dziwne rzeczy w rodzaju przebiegnięcia maratonu dookoła ogródka, przejechania kilkudziesięciu kilometrów trasą MTB wokół domu czy wspinania się po schodach od spodu. Na tej fali do zbiorowej świadomości kolarskiej wypłynęło też, znane już wcześniej, lecz nie tak nagłośnione wyzwanie pod nazwą Everesting.

 

POLECAMY

Chodzi o zdobycie na rowerze wysokości Mount Everestu mierzonej od poziomu morza, czyli 8848 m. Nie ma na całej Ziemi podjazdu o takim przewyższeniu i nawet nie jest potrzebny, bo takie sumaryczne przewyższenie w czasie jednej jazdy można zdobyć nawet na niewielkim wzniesieniu, ale pokonanym wielokrotnie. Zasady są proste, choć wyzwanie jest brutalne. Pisaliśmy o everestingu w lipcowym wydaniu (bB #7/2020), ale wygląda na to, że jeszcze przez jakiś czas podróżowanie będzie trudne, a w dodatku atmosfera wokół rekordowo szybkich ewerestów bardzo się rozgrzała, zupełnie jak wokół rekordu w godzinnej jeździe torowej – temat stał się teraz nawet bardziej aktualny!

 

 

Everesting – zainteresowanie zawodowców

Główną rolę w popularyzacji wyzwania w ostatnich miesiącach odgrywa YouTube, a konkretnie dwa kanały: Worst retirement ever oraz GCN. Phil Gaimon to ex-pro, który po ukończeniu kariery zajmuje się promocją kilku marek rowerowych i seryjnie zdobywa KOM-y na Stravie, filmując swoje dokonania, co nie wydaje się taką tragiczną emeryturą. Drugim jest Global Cycling Network – największe medium rowerowe na YouTube. Everestingiem zaczęli się interesować zawodowcy. W ciągu tego roku rekordy bili znani zawodnicy. Przez chwilę rekordzistą był emerytowany Alberto Contador, który w ten sposób promował swoją nową markę rowerów. Najkrótszy czas został wyśrubowany do rekordu poniżej 7 godzin! Niewiarygodne 6:59:38 godne największych legend kolarstwa wykręcił nieznany wcześniej Sean Gardner, 26-letni klubowicz, amator z Richmond w Virginii, USA (tam, gdzie rozgrywano kolarskie mistrzostwa świata 2018). Biorąc pod uwagę jego parametry fizjologiczne, wytrenowanie i umiejętność utrzymania stałego tempa, zaangażowanie go przez któryś z zawodowych zespołów World Tour nie będzie żadnym zaskoczeniem.

 

 

Analiza aktualnego rekordu

Dzięki pełnemu dostępowi do danych z rekordowej jazdy opublikowanych na portalu Strava można dogłębnie przeanalizować wysiłek rekordzisty, co zrobił Hunter Allen – były zawodowiec i jeden z pionierów treningu opartego o pomiar mocy. Sean nie miał do dyspozycji żadnego egzotycznego sprzętu. Zrobił to relatywnie blisko domu na absurdalnie stromym odcinku drogi „donikąd” – 1,15 km, o średnim nachyleniu 15,5% na bardzo dobrym, ale nieodchudzonym rowerze Cannondale Supersix Evo na Ultegrze Di2 (korba 52/36 z kasetą 11–30) i kołami o profilu 45 mm (całość ok. 8,2 kg). Jedyną techniczną modyfikacją do zadania było odkręcenie koszyków – na trasie wspomagali go rodzice i bidon przed każdym zjazdem podawała mu mama. Jak wszyscy kolarscy górale, Sean jest drobnej budowy. Waży 65 kg i przez te siedem godzin był w stanie na każdym z 51 ok. 7-minutowych podjazdów utrzymać średnią moc w nieludzko stałym zakresie +/-13 W odchylenia od średniej 308 W, czyli 4,7 W/kg, odpowiednika 83% jego imponującego FTP: 370 W. Jako metodę na stałe tempo świadomie nie rozszerzył zakresu przełożeń i jechał na stojąco z niską kadencją w okolicach 60 obr/min – łącznie przez 5 godzin i 20 min z całości 7 h. Tę technikę przetestował kilka tygodni przed biciem rekordu, kiedy podjął mniej udaną próbę na zbyt płaskim podjeździe, którą w dodatku pojechał zbyt mocno na początku i za mało jadł, za co zapłacił w ciągu ostatnich dwóch godzin. Tym razem wybrał lepszą lokalizację i sprawdził możliwość utrzymania mocy na różnych poziomach – od 270 do 320 W na odcinku, który najbardziej mu odpowiadał. Dzięki temu zdobył wymaganą wysokość, pokonując niecałe 119 km. 


Everesting nie polega tylko na podjeżdżaniu, trzeba też dobrze zjeżdżać – dzięki relatywnie prostemu odcinkowi i użyciu hamulców tarczowych Sean hamował tylko na końcu zjazdu – z 95 km/h do 0 (maks. osiągnięta prędkość: 98,3 km/h).
Mimo masy 65 kg podczas bicia rekordu rekordzista spalił blisko 8000 kcal. 
Doładowywanie zaczął niedługo po starcie od typowych amerykańskich przekąsek – kanapek z masłem orzechowym i dżemem i nadziewanych ciastek, po czym przerzucił się na żele i poprawiał, popijając bardzo słodkim izotonikiem. Mimo że temperatura w ciągu dnia próby wahała się między 10 a 15°C, w sumie wypił 12 bidonów – raz izotonik, raz wodę.
 

 

EVERESTING – ZASADY

  • Wyzwanie ma charakter honorowy, jest wiele sposobów na oszukiwanie, ale przecież nie o to chodzi. Oprócz świadomości pokonania własnej słabości (wyzwanie jest trudne nawet dla prosów), okazji do chwalenia się i wpisu na listę, nie ma innych nagród.
  • Wybierz dowolny istniejący lub załóż nowy segment na Stravie. Uwaga na segmenty z błędami wysokości.
  • Możesz jeździć w realu albo wirtualnie – w tym przypadku tylko w świecie Zwift.
  • Oczywiście trasa powinna być pokonana własnymi siłami – rowery ze wspomaganiem elektrycznym są wykluczone. Nie można podchodzić, zjeżdżać też trzeba samodzielnie.
  • Przejedź wybrany segment tam i z powrotem tyle razy, żeby suma zdobytej wysokości osiągnęła 8848 m (dodatkowa klasyfikacja obejmuje tych, którzy dociągnęli do 10 000 m).
  • Nie powinno się zbierać „wertykalnych metrów” z rozpędu na zjeździe – kalkulator na stronie everesting.cc pomaga określić, czy segment jest odpowiedni.
  • Cała trasa musi być pokonana w ramach jednej aktywności bez spania. Przerwy są OK.
  • Trasa nie może być pętlą i nie można pokonywać tego samego wzniesienia zamiennie różnymi trasami.
  • Każdy podjazd musi być od końca do szczytu segmentu, ale segment nie musi się kończyć na szczycie wzniesienia. Tylko ostatni podjazd można skrócić, jeśli ma się pewność osiągnięcia wymaganej wysokości.
  • Prześlij link do zapisu na Stravie do „komitetu certyfikacyjnego”: everesting.cc/submit
  • Po zaakceptowaniu przez komitet, wynik zostanie dołączony do listy. Można zacząć się chwalić i wpisać do CV.

 

Przeczytaj również Podwójny Everesting jest dla bab! w którym Anna Tkocz rozmawia z Bożeną Gomułką, znaną jako Cyklistka o jej wyzwaniu, którym jako pierwsza kobieta na świecie wpisała się na Hall of Fame z podwójnym Everestingiem.

 


Everesting dla amatorów

Na Mount Everest weszło dotychczas około 5 tys. ludzi. Ściana chwały kolarskiego everestingu ma ponad 12 tys. osób i na szczęście chyba nikt nie zginął. Z Polski jest około 60 wpisów, w tym trzy sukcesy kobiet. Kilka osób się uzależniło i zrobili to wiele razy. Najczęściej zebranie tylu metrów w pionie zabiera kilkanaście godzin i wymaga przejechania około 230–280 km na wzniesieniu o nachyleniu 5–7%. Góry są potrzebne do rekordów. Do amatorskiego wyzwania są opcjonalne. Everesting można uprawiać nawet na Mazowszu, a konkretnie w warszawskich Łazienkach. Dzięki jednej osobie, która przejechała wyzwanie kilka razy na tej trasie, to nawet przewrotnie najpopularniejszy polski segment w everestingu. Co prawda, ze względu na nieco ponad 20 m przewyższenia, Agrykolę trzeba pokonać ponad 400 razy i w związku z tym przejechać jakieś 400 km, ale za to nawet nizinne przełożenia powinny wystarczyć na średnie nachylenie 4%.
 

Zapis rekordowej jazdy Seana Gardnera jest publicznie dostępny po zalogowaniu się do Stravy: https://www.strava.com/activities/4147304288/

 


Everesting wirtualny

Na oficjalnej ścianie chwały jest miejsce dla tych, którzy pokonali wyzwanie wirtualnie. Dozwolone są tylko segmenty na Zwift. Wszystkie zasady everestingu w realu pozostają w mocy również dla wirtualnego. W przeciwieństwie do ustawień wymaganych przy ściganiu na Zwift (50%) wymagane jest ustawienie parametru „trainer effect” na 100% – bez jakichkolwiek filtrów przeciwbólowych. W wirtualnych światach Zwifta jest wiele podjazdów o nachyleniach, które sprawdzą się dla amatorów i zawodowców. Nie ma jednak wystarczająco długiego i stromego kawałka, żeby konkurować z realem, więc pobicie czasu Seana Gardnera wymagałoby innej strategii.
 

Popularność everestingu zdecydowanie wzrosła w 2020 roku – ten trend szukania lokalnych wyzwań napędziła oczywiście pandemia.

 

 

Everesting – nasze doświadczenia

Jednym z najszybszych polskich wspinaczy w tym wyzwaniu jest obecnie nasz redakcyjny kolega – Mateusz Skarżyński, który w bB #7/2020 opisał swoje doświadczenia z pokonania Everestu w maju (w maseczce).
Od czasu mojej próby everestingu, na wiosnę 2020 r., zebrałem wiele przemyśleń. Większość prób to relatywnie łatwe podjazdy o średnim nachyleniu oscylującym w granicy 6–8%, co przekłada się na 250–300 km jazdy. Dla osoby dobrze przygotowanej wydolnościowo to wyzwanie nie jest wysiłkiem ekstremalnym, zakładając jednostajne tempo i zbilansowanie przyjętych w trakcie próby kalorii, nie ma powodu, żeby wątpić w fizyczną możliwość podjęcia tego wyzwania i co najważniejsze, ukończenia go z sukcesem. Zdecydowanie kluczowym czynnikiem jest tu dobrze nastawiona głowa. 


Według mnie można przyjąć dwie strategie. Jedna to wejście w mantrę, stan, w którym nie do końca trzeba zachować pełną świadomość. Można oddać kontrolę nad poprawnością ruchów doświadczeniu i pamięci ruchowej – to wariant, który ja przyjąłem. Nie mogę powiedzieć, że przez 100% czasu utrzymywałem ten stan, ale momentami faktycznie łapałem idealny rytm, w któr...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 10 wydań czasopisma "bikeBoard"
  • Dodatkowe artykuły niepublikowane w formie papierowej
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych wydań magazynu oraz dodatków specjalnych...
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy