Dołącz do czytelników
Brak wyników

Sport

20 grudnia 2021

NR 55 (Listopad 2021)

Zamknięci na własnym podwórku - Szkolenie młodzieży

0 593

Niedługo musiał czekać Rafał Majka na potwierdzenie swojej opinii o braku perspektyw rozwoju dla polskiej kolarskiej młodzieży. W mistrzostwach Europy i mistrzostwach świata najmłodsi kolarze w biało-czerwonych strojach stanowili tylko tło dla swoich rywali z innych krajów. Czy był to tylko „wypadek przy pracy”? A może symptomy długotrwałego kryzysu? Pomijanym na ogół w wyścigowych relacjach juniorom postanowiliśmy się przyjrzeć nieco bliżej.

 

Szybko przywykliśmy do sukcesów. Odkąd w 2014 roku Rafał Majka i Michał Kwiatkowski rozwiązali worek z polskimi triumfami w światowym peletonie, wielu kibiców przyjęło za oczywistość, że w końcu zajęliśmy należne nam miejsce. Gdy jednak po kilku latach układ sił się zmienił i triumfy Biało-Czerwonych w najważniejszych imprezach zaczęły przytrafiać się rzadziej, fani zobaczyli w tym oznaki kryzysu. Coraz częściej zaczęły padać pytania o przyszłość.


Ta przez moment jawiła się w jasnych barwach. W 2019 roku World Tour zasiliła pierwsza w historii polska drużyna CCC Team. W miejsce dotychczasowego prokontynentalnego zespołu CCC Sprandi Polkowice powołano ekipę deweloperską, nastawioną na przygotowywanie młodzieży do rywalizacji z najlepszymi. W końcu można było odnieść wrażenie, że wszystkie puzzle znalazły się na swoich miejscach.


Nie na długo. Już w drugim roku funkcjonowania obu ekip całą kolarską karuzelę na wiele miesięcy zatrzymała pandemia COVID-19. Głównemu sponsorowi obu ekip, zmuszonemu do zamknięcia na długi czas wielu placówek handlowych, zajrzało w oczy widmo kryzysu. Na decyzję o wycofaniu się z finansowania kolarskich projektów nie trzeba było długo czekać. Po krótkotrwałej euforii wróciła szara rzeczywistość, a wraz z nią pytania o to, co teraz czeka polskie kolarstwo.

 

 

Topniejące szeregi

Jest nas coraz mniej. Wszyscy marzyli po 2014 i 2015 roku, że będzie nas coraz więcej – przyznał przed startem Vuelta a Espana w rozmowie z serwisem Rowery.org Majka. – Nie mamy co ukrywać. Dla młodzieży nie ma na razie perspektyw – dodał pesymistycznie.
Był to nie tylko komentarz do ogłoszenia zakończenia zawodowych karier przez Michała Gołasia i Tomasza Marczyńskiego. Poniekąd była to również reakcja na zmasowaną krytykę, jaka ze strony wielu kibiców spadła na polskich kolarzy po Igrzyskach Olimpijskich w Tokio. Brązowy medalista z Rio w 2016 roku zajął w wyścigu ze startu wspólnego 19. miejsce. Kwiatkowski, na którego rzecz pracował trzyosobowy zespół (w składzie był jeszcze Maciej Bodnar), ukończył olimpijski wyścig tuż za pierwszą dziesiątką. Daleko od podium znalazły się również kobiety, chociaż Anna Plichta pojechała wyścig życia, przez wiele kilometrów uciekając. Faworytki dogoniły ją niecałe 5 km przed metą.


Niezadowolenie z braku wyników część kibiców podlała dodatkowymi pretensjami o „brak ambicji” najlepszych polskich kolarzy, którzy w swoich drużynach odgrywają głównie role pomocników, odkładając na bok starania o powiększanie listy własnych sukcesów. Majka zapowiedział to zresztą jeszcze przed sezonem, który rozpoczynał w nowych barwach. I chociaż podczas Vuelty zamknął na moment usta krytykom, w fantastycznym stylu wygrywając 15. etap wyścigu, trudno się dziwić jego irytacji, wynikającej z noszenia na barkach ciężaru oczekiwań wielu fanów. I nie sposób odmówić mu racji, kiedy zwraca uwagę na brak kontynuacji.
Ja dociągnę do trzecich igrzysk, do Paryża, jeszcze taki stary nie jestem – zapewnił. – Ale tej kontynuacji nie ma. Nie ma w ogóle szkolenia w Polsce. Patrząc po medalach w lekkoatletyce… w kolarstwie nie ma tej ciągłości, nie ma pracy z młodzieżą, nie ma pieniędzy – wyliczał.

 


 

 

 


Pesymistyczny scenariusz się spełnił

Na realizację czarnej wizji Majki nie trzeba było długo czekać. Kilka tygodni po przytoczonej wyżej rozmowie polska reprezentacja wyjechała do Trydentu na mistrzostwa Europy. Wróciła z niczym. Wśród młodszych polskich kolarzy najlepszy wynik uzyskała Marta Jaskulska, która jazdę na czas w kategorii U23 ukończyła tuż za podium. W wyścigach ze startu wspólnego honoru reprezentantów Polski w młodszych kategoriach wiekowych broniła tylko Karolina Kumięga, która w rywalizacji orliczek zajęła 14. miejsce. Wyścigów juniorek, juniorów i orlików nie ukończył żaden kolarz w biało-czerwonej koszulce. I niewielką pociechą jest fakt, że organizatorzy podjęli dość radykalną i brzemienną w skutkach decyzję o zdejmowaniu z trasy rozgrywanego na niewielkich rundach wyścigu wszystkich kolarzy ze stratą przekraczającą pięć minut.


Niewiele lepiej było dwa tygodnie później podczas flandryjskich mistrzostw świata, choć i tam wśród juniorów najlepszym wynikiem było 12. miejsce Kacpra Gieryka w jeździe indywidualnej na czas. W drugiej dziesiątce rywalizację w tej konkurencji ukończyły również juniorki – Tamara Szalińska i Maja Wróblewska. W wyścigach ze startu wspólnego najlepsze miejsce udało się wywalczyć Malwinie Mul. Tyle, że było to miejsce pod koniec czwartej dziesiątki.


A przecież tylko w rywalizacji juniorek i juniorów zdarzało się polskim zawodniczkom i zawodnikom przywozić w ostatnich latach medale, w tym również te z najcenniejszego kruszcu. Alan Banaszek w 2015 roku wrócił z estońskiego Tartu w koszulce mistrza Europy juniorów. W tym samym Agnieszka Skalniak przywiozła z Richmond swój drugi brązowy medal mistrzostw świata. Pierwszy wywalczyła rok wcześniej w Ponferradzie. Brąz w światowym czempionacie w jeździe indywidualnej na czas wywalczył w 2017 roku Filip Maciejuk.
A gdyby sięgnąć pamięcią jeszcze głębiej, dotarlibyśmy do mistrzowskich tytułów Kwiatkowskiego w juniorach (w 2008 roku był mistrzem Europy i mistrzem świata w jeździe na czas). W kategorii U23 Katarzyna Niewiadoma wywalczyła w 2015 roku złoto, a Marta Lach cztery lata później srebrny medal. Miejsca w pierwszych dziesiątkach mistrzowskich wyścigów długo by wymieniać.
 

 

 

 

 


Koniec eldorado?

Co się zatem wydarzyło? Czyżby Majka miał rację, twierdząc, że w Polsce nie ma już szkolenia młodzieży?
Mamy bardzo utalentowaną młodzież. Uważam wręcz, że to są wybitnie uzdolnieni młodzi kolarze – twierdzi Marcin Mientki, trener w Uczniowskim Klubie Sportowym Copernicus, powołanym do życia z inicjatywy m.in. Michała Kwiatkowskiego. – Brak wyników powinien nas jednak skłaniać do pytania, czy system, w jakim obecnie funkcjonujemy, zdaje egzamin. Czy podążamy tym torem, którym powinniśmy?
Polskie kolarstwo na poziomie juniorskim jest bowiem, zdaniem Mientkiego, zbyt mocno zamknięte na własnym podwórku. – Powinniśmy więcej jeździć, więcej poznawać, częściej konfrontować się z innymi. Ściganie się w Polsce to za mało – zauważa.


Na zbyt małą liczbę zagranicznych wyścigów i możliwości konfrontowania się z zawodnikami z innych krajów zwraca również uwagę Artur Szarycz, wiceprezes i trener Klubu Kolarskiego Ziemia Darłowska, należącego do najbardziej utytułowanych w Polsce pod względem liczby międzynarodowych sukcesów, zwłaszcza w kategoriach kobiecych.
To zwykle jest raptem kilka startów w roku, a pandemia dodatkowo ograniczyła ich liczbę. Gdyby nie to, że nasze zawodniczki mają okazję rywalizować również na torze, nawiązanie przez nie walki z europejską czy światową czołówką byłoby bardzo trudne – mówi Szarycz.
Mało jeździmy na Zachód, ale też Zachód nie przyjeżdża do nas. Nie ma po co – zauważa Sebastian Rubin, do niedawna członek zarządu Polskiego Związku Kolarskiego. – Organizatorzy wielu krajowych wyścigów nie zgłaszają ich do kalendarza UCI, bo to oznacza dodatkowe koszty. Ale przez to nie ma również punktów do rankingu, znika więc ważny powód, dla którego kluby z innych krajów mogłyby się pojawiać i u nas. Jesteśmy zamknięci we własnych czterech ścianach.


Szarycz zwraca też uwagę, że praca z juniorami i juniorkami oprócz ograniczonej liczby dni startowych, wynikających przede wszystkim z możliwości rozgrywania wyścigów praktycznie tylko w dni wolne od nauki, napotyka jeszcze sporo innych obiektywnych problemów.
Bardzo często nie wiadomo, czym tak naprawdę dysponujemy. Przejście do kategorii junior jest de facto momentem, w którym następuje wybór kolarskiej specjalizacji. Zbiega się to często z nadchodzącym wyborem dalszej życiowej drogi samego zawodnika. Do tego dochodzi praca na większych obciążeniach siłowych, bo zmieniają się też dopuszczalne przez przepisy przełożenia, na jakich mogą jeździć zawodnicy z tych roczników – wylicza.

 


 

 


Konieczna praca z głową

Wiele zależy od tego, jaki materiał się trafi. Są roczniki, które nie mają żadnych kompleksów. Ale trafiają się też takie, które nawet nie uważając samych siebie za słabych, żyją w przekonaniu, że inni są od nich lepsi. Kluczowa staje się mentalność – dodaje Szarycz.
Potrzebę większego zwrócenia uwagi na pracę nad rozwojem psychicznym młodych zawodników zauważa również Marek Leśniewski, dyrektor sportowy w Polskim Związku Kolarskim. – Mam wrażenie, że obecne pokolenie jest nieco delikatniejsze niż wcześni...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 10 wydań czasopisma "bikeBoard"
  • Dodatkowe artykuły niepublikowane w formie papierowej
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych wydań magazynu oraz dodatków specjalnych...
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy