Dołącz do czytelników
Brak wyników

Temat , Przygoda

31 grudnia 2019

Sztafeta Rolling2Zwrotnik dotarła na Zwrotnik Raka!

205

Kiedyś sami potrzebowali wsparcia i sił, dziś dzielą się tym z innymi. Podopieczni i przyjaciele Fundacji Rak`n`Roll przejechali na rowerach tysiące kilometrów, aby pokazać, że po raku można żyć pełnią życia. I aby dać siłę i nadzieję na wyzdrowienie tym, którzy dziś chorują. Sztafeta Rolling2Zwrotnik właśnie osiągnęła swój cel – dotarła na Zwrotnik Raka w Saharze Zachodniej.

 

Rak to nie wyrok!

Ta podróż trwała 4 miesiące. Została podzielona na 12 etapów i 12 kilkuosobowych ekip, które bez przerwy, dzień po dniu przemierzały dziesiątki, czasem setki kilometrów. Sztafeta Rolling2Zwrotnik wystartowała na początku września z Warszawy. Grupa pełnych pasji i energii ludzi po chorobie nowotworowej wraz z ekipą wspierającą wyruszyła, by przeżyć przygodę życia i zrealizować wspólny cel. Chcieli pokazać tym, którzy dziś chorują, że powrót do zdrowia jest możliwy i mało tego – można być w lepszej formie niż przed chorobą!

 

„Jestem po 50-tce, po 2 nowotworach, w ubiegłym roku miałam złamanie kompresyjne kręgosłupa,
a nigdy nie czułam się tak silna jak teraz! Pamiętam, że podczas samej chemioterapii nie byłam
w stanie przejść naokoło boiska, a teraz się okazało, że mogę przejechać dziennie ok 100 km! – mówi Małgosia Ciszewska- Korona, uczestniczka IX etapu. Michał Łuczak, z VII etapu dodaje: „Uznałem,
że to świetna okazja, żeby się sprawdzić oraz żeby pokazać wszystkim chorym oraz "ozdrowieńcom", że rak to nie wyrok, że po chorobie można normalnie żyć, można też dokonać rzeczy wielkich. 3 miesiące po operacji wróciłem do sportu, do biegania. Jednak na rowerze jeździłem bardzo sporadycznie. Jak tylko dowiedziałem się, że mogę uczestniczyć w wyprawie duży nacisk położyłem również na tą aktywność. Nie było łatwo to wszystko pogodzić - pracę zawodową, rodzinę, bieganie i jeszcze rower. Na szczęście udało się”. 

 

 

Czasem słońce, czasem deszcz

Przejechali 8 krajów, pokonując zaplanowany, dzienny kilometraż, niezależnie od warunków atmosferycznych. Trasa, momentami płaska i przyjemna, czasem dawała porządnie w kość. Uczestnicy musieli zmierzyć się z długimi podjazdami, przewyższeniami sięgającymi nawet 1000 m, grząskim błotem, w którym nie sposób było jechać. Jednego dnia świeciło słońce, dodając energii
i mocy, drugiego dnia potrafiło lać od rana do wieczora. „Trafiliśmy we Francji na ulewne deszcze. Momentami jechaliśmy w ekstremalnie trudnych warunkach. W wielu miejscach ścieżki rowerowe były kompletnie zalane. Jednak nie złamało to nas. W strugach deszczu pedałowaliśmy dalej. Wszyscy byliśmy jak jedna dobrze naoliwiona maszyna. Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. Pokazało nam to jak ważne jest dobra organizacja i współpraca. Po powrocie z mojego etapu śledziłem kolejne ekipy i zazdrościłem, że ich przygoda trwa dalej. Tęsknię teraz za Rollingiem!”  – mówi Michał Łuczak.

 

 

Nie jesteśmy sami

Wyzwań na trasie nie brakowało. Począwszy od przygotowywania posiłków w warunkach polowych, przez kreatywne zabezpieczanie folią spożywczą butów i odzieży przed deszczem, po codzienną walkę ze swoimi słabościami, kryzysami. Jak to w życiu, są lepsze i gorsze momenty i każde trzeba przetrwać. „Odkryłam u siebie duże pokłady siły i swego rodzaju zacięcia. Wiedziałam, że muszę pokonać trudności, a że jestem nastawiona zadaniowo, to tak to właśnie potraktowałam, zadaniowo”

 - opowiada Agata Szajna, uczestniczka IX etapu. Bardzo ważne też było, jak sami przyznają, wsparcie innych uczestników, świadomość, że nie są sami. „Ta wyprawa to takie nawiązanie do naszej choroby. Czy człowiek jest w stanie sobie sam z tym wszystkim poradzić? Nie jest. Bo czasem brakuje po prostu siły…” – zauważa Małgosia Ciszewska-Korona. „Są takie piękne słowa ks. Jana Twardowskiego: Kiedy Bóg drzwi zamyka – to otwiera okno. My na tej wyprawie mieliśmy mnóstwo takich otwartych okien” – dodaje Małgosia. Uczestnicy wielokrotnie spotykali się z gościnnością i życzliwością miejscowych ludzi. Wśród takich dobrych dusz znaleźli się policjanci, którzy w hiszpańskiej Tarifie zorganizowali przecinak, aby uwolnić spięte rowery, bo gdzieś zawieruszył się kluczyk do zapięcia. Gdyby nie oni, ekipa nie zdążyłaby na prom do Maroko. 

 

 

Małe radości

Nagrodą za włożony wysiłek, pot i obolałe mięśnie były zapierające dech w piersiach widoki: od malowniczych równin, przez krajobrazy górskie po nadmorskie i oceaniczne pejzaże, i radość ze wspólnego doświadczania.  „Pamiętam jak po kilkugodzinnym, męczącym wspinaniu pod stromy podjazd, te kilkanaście minut zjazdu rekompensowało cały trud. Zjeżdżając, cała nasza ekipa miała takie uśmiechy... tak to jest widok, którego się nie zapomina” - opowiada Michał Łuczak.

Doświadczyli też niezwykłych spotkań: „Mieliśmy w planie kurtuazyjne odwiedziny w klinice onkologicznej Al Kindy w Casablance. Kiedy prawie dojechaliśmy, poproszono nas byśmy zaczekali 2 min. za zakrętem, bo ...telewizja marokańska szykuje kamery. Wjeżdżamy, a tam mega pompa - flagi, śpiewy, wiwaty, powitania. Wywiady, tv, radio, prasa, sesja, medialne szaleństwo” – opowiada Jacek Maciejewski, uczestnik X etapu z ramienia Fundacji Rak`n`Roll. Całą ekipę zaproszono na obchód kliniki, spotkanie z pacjentami i zespołem. Rozpoczęło się bardzo nietypowo, bo… wspólnymi tańcami przy energetycznej, afrykańskiej muzyce, po których był czas na rozmowy, piękne świadectwa
i podziękowania. „Wizyta w klinice i sposób w jaki ci ludzie nas przyjęli z tak niezwykłą gościnnością bardzo nas poruszyła… to, że my tam przyjechaliśmy na rowerach dla nich było bardzo motywujące
i myślę, że dało...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 10 wydań czasopisma "bikeBoard"
  • Dodatkowe artykuły niepublikowane w formie papierowej
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych wydań magazynu oraz dodatków specjalnych...
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy