Dołącz do czytelników
Brak wyników

Przygoda , Turystyka

14 października 2020

NR 44 (Październik 2020)

Skarby Kotliny Jeleniogórskiej

19

Kotlina Jeleniogórska jest drugą co do wielkości w Sudetach. Położona bardzo malowniczo między Karkonoszami a górami Kaczawskimi, od wschodu zamknięta przez Rudawy Janowickie, a na zachodzie Pogórze i Góry Izerskie, oprócz walorów krajobrazowych oferuje dziesiątki kilometrów malowniczych dróg, jakby specjalnie stworzonych do szosowej turystyki. 

W kotlinie skupione są też liczne atrakcje turystyczne zarówno architektoniczne, jak i przyrodnicze. Wystarczył jeden dzień, żebym nabrał pewności, że to jedne z najlepszych terenów na rower, jakie znam! 

POLECAMY

Dolina Pałaców i Ogrodów

Prawdę mówiąc, nie słyszałem o niej wcześniej i podejrzewam, że nie jestem przypadkiem odosobnionym. Niewielki fragment kotliny Jeleniogórskiej pomiędzy Rudawami Janowickimi a Karkonoszami zawdzięcza swoją nazwę temu, że na tym stosunkowo niewielkim, liczącym zaledwie 100 km2, obszarze zgromadzone jest ponad 30 spektakularnych obiektów architektury świeckiej – średniowiecznych wież mieszkalnych, zamków, renesansowych dworów, barokowych pałaców i XIX-wiecznych kompleksów parkowo-pałacowych, należących kiedyś do najznamienitszych europejskich rodów: Habsburgów, Hohenzollernów, Schaffgotschów, Czartoryskich czy Radziwiłłów.

Rezydencje w większości otoczone są rozległymi parkami wykorzystującymi naturalne walory krajobrazu, co nadaje unikalnego charakteru całemu regionowi. W wyniku zawirowań historycznych, jakie nie oszczędzały tych terenów praktycznie przez całe ubiegłe stulecie, większość obiektów została bardzo zaniedbana lub wręcz zrujnowana. Na szczęście ostatnie dziesięciolecia okazały się dla nich czasem znacznie łaskawszym i staraniem osób prywatnych, stowarzyszeń oraz fundacji większość z nich odzyskała swój dawny blask, stając się prawdziwymi perełkami*. O wartości obiektów znajdujących się w dolinie może świadczyć fakt, że aż jedenaście z nich zostało wpisanych na listę pomników historii, co jest w naszym kraju najwyższą formą uznania dla zabytków o szczególnym znaczeniu dla polskiego dziedzictwa kulturowego. Obecnie do tego elitarnego grona wpisane jest zaledwie 105 obiektów z całej Polski. 

Duże skupisko rezydencji zlokalizowane jest wzdłuż dolin rzek Łomnica i Bóbr w niedalekim sąsiedztwie Karpacza, który stanowił moją bazę wypadową. Koncepcja wycieczki narzucała się sama, wystarczył tylko rzut oka na mapę, żeby dograć szczegóły. 

Od pałacu do pałacu

Z Karpacza ruszamy główną drogą, kierując się na północ. Przez rondo na granicy miasta przejeżdżamy na wprost, uciekając z głównej drogi i kierując się na Mysłakowice. Przez pierwsze kilkanaście kilometrów rzeka Łomnica będzie pełniła funkcję naszego przewodnika, dlatego wybieramy drogi biegnące jak najbliżej jej koryta. Dzięki temu samochody mijają nas rzadko, a my możemy cieszyć się jazdą i urokami otaczającego nas krajobrazu. Po kilku kilometrach dojeżdżamy do Mysłakowic, w których centrum stoi pierwsza z listy atrakcji, czyli pałac królewski. Swoją nazwę zawdzięcza królowi pruskiemu Fryderykowi Wilhelmowi III, którego własnością stał się w pierwszej połowie XIX wieku. Bryła pałacu robi wrażenie swoimi rozmiarami, chociaż jej neogotycki charakter upodabnia go do sanatorium lub szpitala z początku ubiegłego stulecia. Tym, co nadaje obiektowi charakteru, jest wysoka ośmioboczna wieża zwieńczona platformą z blankami. Pałac nie zachował swojego charakteru i wewnątrz mieści się szkoła podstawowa, dlatego można go obejrzeć jedynie z zewnątrz. W bezpośrednim sąsiedztwie zachowało się jeszcze kilka zabudowań folwarcznych – dwa spichlerze i dawny browar, a w pobliskim parku można zwiedzić dawne opactwo, skałkę ze sztuczną grotą, sztuczne ruiny zamku oraz Dom Ogrodnika i Świątynię Ateny. Z Mysłakowic dalej wzdłuż wschodniego brzegu Łomnicy kierujemy się na północ do miejscowości oraz pałacu o tej samej nazwie. Pałac Łomnica to w zasadzie nie jeden obiekt, ale cały kompleks. Staraniem prywatnych właścicieli swoją świetność odzyskał nie tylko budynek główny, w którym obecnie znajduje się muzeum, lecz także znajdujący się obok dwór, zwany małym pałacem lub domem wdów, w którym działa restauracja i hotel. Oba w otoczeniu równie starannie odnowionego parku ciągnącego się wzdłuż brzegu rzeki Bóbr. Podziwiać można też starannie odremontowane zabudowania folwarczne z XVIII/XIX wieku: stary spichlerz, oborę, stajnie i stodołę. W folwarku działa m.in. szkoleniowa kuchnia ziemiańska, w której codziennie można podpatrzeć, w jaki sposób przygotowywane są lokalne specjały. Wracamy do drogi i przejeżdżamy przez most nad Bobrem, a następnie kierujemy się w prawo, aby po kilkuset metrach stanąć przed bramą pałacu Wojanów – dla mnie to absolutnie numer jeden w całej dolinie. Wysoką, trzykondygnacyjną sylwetkę z okrągłymi wieżami w każdym rogu podkreśla starannie odnowiona, kremowa elewacja i czerwień dachówki. Wrażenie dodatkowo potęguje otoczenie także odremontowanych zabudowań dawnego folwarku oraz romantycznego parku, w którym odtworzono historyczne ścieżki i promenady spacerowe.

Pałac nie jest udostępniany do zwiedzania, bo działa w nim ekskluzywny hotel, ale bez problemu można wejść na teren kompleksu i oglądać wszystko z zewnątrz. Kontynuujemy jazdę w kierunku pobliskiego Bobrowa, gdzie na wysokiej skarpie tuż nad brzegiem rzeki posadowiony jest kolejny z zabytkowych obiektów. Pałac w Bobrowie-Wojanowie to na mojej prywatnej liście również ścisła czołówka tych, które trzeba koniecznie zobaczyć. Jego historia sięga połowy XV wieku, kiedy był zamkiem warownym, o czym świadczą wysokie mury, jakie do dziś go otaczają, chociaż w wyniku kolejnych modernizacji jego charakter stopniowo zmienił się z zamku obronnego w pałac. Jego najnowsza historia również jest bardzo burzliwa. Przed II wojną światową stanowił własność III Rzeszy, która zorganizowała w nim szkołę oddziałów SA, potem SS. Po wojnie przez jakiś czas stacjonowała w nim Armia Czerwona, potem zorganizowano tutaj obóz dla uchodźców, następnie zakład poprawczy, który później zmienił się w ośrodek kolonijny. Na koniec stanowił siedzibę PGR-u oraz lokalnej administracji. Jak łatwo się domyślić, kolejni użytkownicy nie wykonywali żadnych prac remontowych czy konserwatorskich, a gdy w latach 70. XX w. zdjęto z pałacu dachówkę, popadł w ruinę. Pod koniec XX w. stał się własnością Stowarzyszenia Polsko-Niemieckiego Promocji, Odbudowy i Utrzymania Historycznych Wartości Zabytków, Kultury i Tradycji Śląska (sic!), które jednak nie kwapi się z jego odbudową, Dlatego jak pałac wyglądał w czasach swojej świetności, na razie zobaczyć można tylko w pobliskich Kowarach w Parku Miniatur Zabytków Dolnego Śląska. Nawet jako makieta robi niesamowite wrażenie i pozostaje mieć nadzieję, że dla oryginału też w końcu nadejdą dobre czasy. Kolejny obiekt na naszej trasie to zamek w Karpnikach. Mając rower gravelowy lub trekkingowy, można przejechać wąską drogą, częściowo szutrową, bezpośrednio łączącą Bobrów z centrum Karpnik. Jednak na szosówce najlepiej wrócić pod pałac w Łomnicy i na skrzyżowaniu skierować się w biegnącą wzdłuż parku ulicę Karpnicką. Początkowo biegnie wzdłuż rzeki, a następnie łagodnie wije się wśród pól. Na razie trasa jest płaska, ale na horyzoncie coraz wyraźniej rysują się zarysy Rudaw Janowickich, to zapowiedź, że w jej dalszej części nie zabraknie też podjazdów. Tymczasem po obu stronach drogi zaczynamy mijać coraz liczniejsze stawy, a to znak, że nasz cel jest już blisko. Jednak wcześniej mijamy skrzyżowanie, na którym odbija droga, która po paru kilometrach zaprowadzi nas do pałacu w Bukowcu. Subiektywnie, na tle innych ten wygląda bardzo mało okazale i bez wielkiej straty można go pominąć. Ale koniecznie trzeba zobaczyć zamek Karpnik, który bez wątpienia stanowi kolejną z architektonicznych perełek na naszej trasie. Przepięknie położony w parku, pomiędzy stawami, otoczony niewielką fosą. Ma ciekawą bryłę, co dodatkowo podkreśla fakt, że także jest gruntownie odnowiony. Na zdjęciach, jakie można znaleźć w sieci, widać, że wnętrzom zamku również został przywrócony ich dawny splendor, jednak na żywo można je zobaczyć tylko jako gość znajdującego się w zamku hotelu lub restauracji. Jedziemy dalej. Wyjeżdżając z miejscowości Karpniki, skręcamy w lewo na zachwycającą drogę prowadzącą skrajem Rudawskiego Parku Krajobrazowego. Okazuje się fantastyczna, łagodnie pnie się w górę i wije między wzgórzami, a my możemy podziwiać piękno sudeckich krajobrazów, co raz wyłaniających się w przerwach między drzewami. Tuż przed Janowicami Wielkimi do drogi dołącza Bóbr, z którym rozstaliśmy się po wyjeździe z Łomnicy. Rzeka wprowadza nas do miasteczka, mijając centrum, skoncentrowane wokół stacji kolejowej, skręcamy w lewo, przejeżdżamy przez tory, a następnie przez most na Bobrze, aby znaleźć się przed rozległym zespołem dworskim. Wart jest obejrzenia chociaż z zewnątrz (funkcjonuje w nim dom pomocy społecznej) ponieważ historia obeszła się z nim wyjątkowo łaskawie i jest jednym z najlepiej zachowanych obiektów na terenie kotliny. 

Kolorowe jeziorka

Dwór w Janowicach Wielkich to ostatni, jaki mijamy na naszej trasie. Wyjeżdżamy z miasteczka w kierunki wsi Miedzianka. W tym miejscu formalnie opuszczamy kotlinę Jeleniogórską i wjeżdżamy na teren Rudaw Janowickich. Wąska droga znowu łagodnie pnie się pod górę, podjazd nie jest stromy, ale ma ponad dwa kilometry długości. Tuż przed jego końcem, wśród pierwszych zabudowań wsi, znajduje się miejsce, którego nie powinien ominąć żaden miłośnik rzemieślniczego piwa. Malutki browar Miedzianka leży tuż przy drodze, a oprócz autorskiego piwa oferuje również super widok z tarasu: rozległa panorama obejmuje całą dolinę, góry Sokole, Izer...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 10 wydań czasopisma "bikeBoard"
  • Dodatkowe artykuły niepublikowane w formie papierowej
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych wydań magazynu oraz dodatków specjalnych...
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy