Dołącz do czytelników
Brak wyników

Przygoda , Turystyka

9 lutego 2022

NR 56 (Styczeń 2022)

Rychlebskie Ścieżki 2.0. Nie, to się nie mogło udać

0 1717

Rychlebskie Ścieżki są miejscem szczególnym. I wcale nie chodzi mi o to, że kiedyś na naszym radarze pojawiły się najwcześniej, albo że dziś uważam je za najlepsze. Ich specyfika wynika z unikalności i to w kontekście globalnym. W ostatnim roku ośrodek bardzo się zmienił, bo przybyło nowych tras, a inne poprawiono. Ze względu na intensywne prace leśne zmienił się także wygląd poszczególnych ścieżek. Dlatego zdecydowaliśmy się przybliżyć ich aktualny stan i przypomnieć, skąd się wzięły i jak zmieniały się w ciągu lat.

 

POLECAMY

Černá Voda leży pół godziny (25 km) samochodem od polskich Głuchołazów, ten sam dystans oddala ją od Paczkowa. Ośrodek składa się z dwóch części. Choć prawdziwiej byłoby stwierdzić, że mentalnie są to dwa ośrodki. Północny – rodzinny i łatwy oraz południowy – ekspercki i elitarny. Co więcej, mam wrażenie, że bywalcy RyS, przesiadujący godzinami pod Zakladną, czyli stodołą przerobioną na trailcenter i wypijający morze piwa, rzadko zdają sobie sprawę z wzajemnego istnienia całkowicie różnych w nastroju, trudnościach i przeznaczeniu rejonów.
 

 

 

1. Dojazd do finałowej sekcji Jastreba.

 

 2. Pełna deforestacja Dra Weissnera. Z jednej strony mnie martwi, ale z drugiej ukazuje ten kultowy podjazd z całkiem nowej perspektywy. 

 

 

 3. Obecnie warto baczniejszą uwagę zwracać na takie znaki. Dzięki nim łatwo można wykminić skróty, skracające czas potrzebny do podjeżdżania, co zwiększa ilość zjazdów. 


Od drugiej strony

Zazwyczaj opis Rychlebskich Ścieżek koncentruje się na południowym rejonie. Jednak dla właściwego obrazu warto zacząć od zgrzebnego opisu tego, co dzieje się na północ od Černej Vody.

 

Dość szybko po otwarciu pierwotnego kompleksiku złożonego z podjazdowej ścieżki Dra Wiesnera, zjazdowych: Walesu, Mramorowego, Prokletego, Velryby, Biskupskego i Sjezdów ich założyciel i promotor odkrył potencjał terenów na północ od Černej Vody. W kierunku miejscowości Vidnava rozpościera się pagórkowaty las, przez który przeciska się malowniczy potok zwany Černym. Na południowym skraju tego lasu usytuowane jest przepiękne jeziorko, a nieopodal Vidnavy betonowy basen w przedwojennym stylu. Brzmi jak wakacje?

 

Aktualnie do dyspozycji rowerzystów na północ od Černej Vody udostępnione są Trail podél Černého Potoka i jego powracająca odnoga, czyli Trail Lesů ČR. Pierwsza jest w całości ścieżką na jedno koło, ładnie poprowadzoną przez uroczy las. Jest w miarę płaska, a wyżwirowana nawierzchnia sprzyja niedeprymującej jeździe. Jednocześnie meandry i pompujące wzgórki ją uatrakcyjniają i przejazd nie jest nużący. Genialną atrakcją jest Černý potok, wzdłuż którego można zorganizować wspaniałe pikniki rowerowe z dziećmi, a latem chłodzenie i chlapanie się.

 

Celem wycieczki do Vidnavy może być basen albo park dirtowy Zahradka, przeznaczony dla zaawansowanych. Są jeszcze Vidnavské Okruhy, czyli wyżwirowana pętla wokół wzgórza nad Vidnavą, łagodna, łatwa i ładna. Niedaleko jest też rejon przygotowany przez czeskiego dirtowca Miry Kopeckego o nazwie Psi kuličky. Ale to nie jest domek dla lalek i pieseczków, wyobrażenia córeczki mogą odstawać od realiów.

 

Mimo takich ekscesów północna część Rychlebskich Ścieżek jest konsekwentnie przygotowana dla rodzin z dziećmi i rekreacyjnej jazdy. Jazda tam może rozbudzić apetyt na jazdę terenową i nie przeraża początkujących. To właśnie dlatego cały kamping pod Zakladną jest pełen rodzin z dziećmi, a do leżącego tam rejonu treningowego ustawiają się kolejki kilkuletnich dzieciaków, chcących przelecieć sekcję hopek tak, żeby możliwie mało czasu spędzić z kołami przylepionymi do ziemi.

O ile uważam, że dla promocji MTB wśród dzieci i ich rodziców, początkujących i rajderów wprowadzających do światka nowe osoby trudno sobie wyobrazić lepszy rejon niż północne ścieżki Rychlebów ze względu na małe różnice wzniesień, rozmaitość atrakcji i łatwą nawierzchnię, o tyle najbardziej ekscytująca pozostaje jednak południowa część kompleksu.

 

 

RyS historyczny

Ten inny świat składa się z trudnych i bardzo trudnych szlaków poprowadzonych przez północne zbocza Sokolskiego grzbietu w Górach Złotych, zwanych przez Czechów Rychlebskimi. Ścieżki powstały na bazie rewitalizowanych wczesnodwudziestowiecznych chodników wytyczonych dla myśliwych. Reprezentują oldschoolowy łomot po dużych kamieniach i skałach, którymi w bardzo unikalny sposób usiane są tutejsze zbocza. Legendarna podjazdówka mimo upływu lat do dziś ma swój urok i trudno mi sobie wyobrazić jazdy w popularnych Rychlebach bez ścieżki Dra Wiesnera. Do dziś dotrwała w praktycznie niezmienionym kształcie. Minimalne korekty przeprowadzone dwa czy trzy lata temu uprzyjemniły sam dojazd do wodopoju przy skale z reliefem.

 

Zaskakująca skalą deforestracja końcówki Wiesnera, która nastąpiła na początku pandemii, zabiła mikroklimat i nastrój, jaki oferował wodopój. Żal też tajemniczego nastroju meandrów po kładkach. Obecnie od pierwszego zakosu za dużą drewnianą ławą jedzie się po całkiem łysym terenie! To poważna strata, choć z drugiej strony odsłoniła nowe perspektywy i widoki, a zmiany w przebiegu samej ścieżki, które nastąpiły w wyniku wylesiania, należy uznać za korzystne. Jedzie się lepiej i wyrównano nachylenia, co pod koniec długiego technicznego podjazdu ma znaczenie. Zwykle przed skałą z reliefem gorzej przygotowani prowadzili rowery. Odnosimy wrażenie, że to się zmieniło. Nie wiem, do jakiego stopnia przebieg tej podjazdowej ścieżki wykorzystywał pozostałości po myśliwskich chodnikach, ale świetnie pasuje do jazdy rowerem.

 

Za to odkopany z archeologiczną dbałością o myśliwski pierwowzór Biskupsky od samego początku istnienia Rychlebskich Ścieżek był uznawany za zło konieczne. Tworzył bowiem dziadowski, zjazdowy łącznik pomiędzy legendarnym Walesem a tajemniczym Velrybą. Ten ostatni obudził legendę jazdy po Rychlebskich głazach. Wielometrowej długości skały o gładkiej powierzchni połączono w ekscytujący ciąg. Ekscytację podbijały ciasne nawroty i skalne progi poznaczone rysami od korb i pedałów. Velryba nie była szybka, ale unikalna i wymagała zdecydowania oraz pewnej odwagi.

 

Od zarania były jeszcze Proklety i Tajemny, które czasami kogoś skusiły. Ale były zbyt trudne technicznie wobec małego nachylenia. W pierwotnych czasach na rowerach z kiepskim albo w ogóle bez zawieszenia dawały satysfakcję z trialowych trudności, ale kiedy rowery stawały się coraz lepsze, a zawieszenie wydajniejsze, utraciły swój czar, bo prędkości nie udawało się uzyskać bez szalonego pedałowania. Ale za to jak mistrzowsko można się na nich było wypieprzyć! Zetrzeć Kashimę, uszkodzić ramę.

 

Mramorovy można było scharakteryzować jako połączenie Velryby z Tajemnym, okraszone podjazdowymi wtrętami. Dawało to ciekawy rytm jazdy, a może tylko ja tak uważałem?

 

Były jeszcze Sjezdy, legendarne pierwociny i zalążek całego ośrodka. Ale na początku były dobre dlatego, że były. Złośliwi komentowali, że to kilka pniaków z najazdami i lądowania na płask. Wiele to od prawdy nie odbiegało, na szczęście sukcesywnie poprawiane fragmenty wypracowały flow, który mnie do dziś dnia cieszy.

 

Bezsprzecznie legendę ośrodka od samego początku budował Wales, mroczny, wilgotny, niedostępny, podstępny i na tamte czasy naprawdę trudny. Jego nazwa pochodzi z inspiracji działalnością Daffyda Davisa, budowniczego ścieżek w Walii. Unikalną sprawą w Rychlebskich było to, że linię Walesa zamiast pradawnych myśliwych wyznaczył i opowiedział, jak budować, sam Davies.

 

Potem nad firmamentem Černej Vody zabłysła supernowa, czyli SuperFlow. Zbudowana w 2014 roku we współpracy z kolejnym projektantem z Walii, Rowanem Sorrellem, zmieniła status Rychlebskich Ścieżek z parku dziwactw na Mekkę. Po raz pierwszy w Rychlebach można było pojechać szybko i nie rozlecieć się na kawałki od wstrząsów.
Ośrodek wprawdzie nie podupadał, choć – jak na polskie standardy – rozwijał się wolno. Jego twórcy, zamiast co roku budować spektakularne nowe ścieżki, jak tego oczekiwali rowerzyści, tylko poprawiali co bardziej nieudane kawałki. Nikt nie zauważał, że czasami były to całe kilometry, komentowano tylko „eee tam, jedna banda i hopka”. Tymczasem w Polsce erupcje talentu do budowania ścieżek wybuchały co rusz. Rychlebki zaczęły patynować się kurzem zapomnienia.
 

 

 

 4. Za moimi plecami rozłożyste korzenie ogromnego drzewa, po którego pniu wjeżdża się na Jastreba. Takie entrée robi odpowiednio duże wrażenie. 

 

 5. Charakterystyczna dla Rychlebów nawierzchnia typu „położone domino” z płaskich głazów kształtuje specyficzny flow tutejszych ścieżek. Na zdjęciu finałowy odcinek Jastreba. 

 

6. Kieł T Rysa z tej perspektywy nie wygląda tak strasznie, jak z naprowadzającej nań kładki. 

 


Status Quo

Największą popularnością cieszy się SuperFlow. Trasa pomyślana jako flow trail nie jest straszna i nawet umiejętnie prowadzeni początkujący dają sobie radę, choć przejazd nie będzie dla nich bułką z masłem. Najlepiej bawią się na nim średnio zaawansowani, a wyjadacze częstokroć traktują ją jako nadzwyczajnie przyjemną rozgrzewkę. SuperFlow bardzo różni się od standardów wyznaczonych przez bikeparkowe ścieżki tego typu. Po pierwsze jej pokonanie to już konkretna wycieczka, bo w terenie trzeba przejechać 18 km, a wyciągów, tarpanów i innych udogodnień brak.

 

Po przeprowadzonych już kilka lat temu renowacjach ścieżka zrobiła się płynniejsza. Jednak wciąż jest bardziej surowa i zaskakująca niż Twister, Hip Hopa czy inne bikeparkowe trasy typu flow. Ze względu na ciągłe zmiany nastroju, podłoża, nachylenia i kilka skał, bardziej przypomina naturalne szlaki górskie, ale nie jestem pewien, czy za to ją ludzie kochają. Można się jednak na niej rozpędzić, a dzięki temu w kilku miejscach da się skoczyć z uwypuklonych przez prędkość małych podwójnych. Kiedy tuż przed zamknięciem na przerwę zimową 2021/2022 odwiedziliśmy RyS, spotkaliśmy Hornika wygładzającego i modelującego sekcję 2 SuperFlow. Nie wiemy więc, jak będzie wyglądała pierwsza z czysto zjazdowych sekcji, choć zapowiada się na gładszą i skoczniejszą. 

 


Ten fragment biegł niegdyś przez ciemny las. Wiatry i korniki we współdziałaniu z leśnikami całkowicie odsłoniły stok. Starzy bywalcy zupełnie nie mogą się do tego przyzwyczaić. Zresztą drwale nie oszczędzili drzewostanu także w sekcjach 3, 4 i 6. Uwielbiam drzewa i lasy, jednak mimo to chcę napisać, że SuperFlow dzięki tej ogromnej deforestacji jest obecnie znacznie lepszy i pod względem jazdy i widoków.

 

 

Nowe odcinki, czyli RyS 2.0

Rychlebskie zaczęły się zmieniać kilka lat temu, jednak początkowo nie rozumieliśmy, o co w tych zmianach chodzi. Taki na przykład Obelix był całkowitym zaskoczeniem i kiedy wybraliśmy się na jego rozdziewiczenie w 2017 roku (bB#11–12/2017), po pierwszym przejeździe nikt z nas nie wiedział, co powiedzieć. Dosłownie nas zatkało, zwłaszcza, że ilość pracy włożonej w jego ukształtowanie z głazów wielkości małolitrażowego samochodu nie przekładała się na dystans, w jakim go zorganizowano. Liczy dokładnie 231 metrów i opada o 17...

 

Owszem, dzięki równoległości do paskudnej szutrówki dało się wycisnąć kilka przejazdów, co wywoływało jakieś pozytywne wrażenia. Ale niech mnie! Dla trzech, czterech hop, kilku kamiennych band i kamiennej ławki nie opłacało się tego budować. Zadanie najbardziej przypomina mem: Co? Nie da się zrobić trasy flow ze skał i kamieni? Potrzymaj mi piąte piwo.

 

Po pierwszych zachwytach istnienie Obelixa pozostawiło użytkowników RyS obojętnymi. Z tym że o Biskupskym też mówili: Jest okropna i byłem na niej pierwszy i ostatni raz. Dziś zaryzykowałbym stwierdzenie, że Biskupsky, tak jak Obelix, był dla Hornika wyłącznie wprawką. Chodnik Biskupsky był antytezą flow, nurtu kultywowanego w zbyt wielu ośrodkach. Ale przecież dawna ścieżka myśliwska miała pomagać myśliwym, a na potrzeby rowerzystów Hornik w zasadzie ją tylko odgrabił. Pozostała płaska, zamoknięta i dziurawa. Po wielu latach od powstania zamieniono ją z kiepskiego zjazdu w interesujący podjazd. Obelix natomiast pozwolił sprawdzić w praktyce, jak układać wielotonowe głazy. Biegnąca obok szutrówka pozwoliła wjechać wielgachnym dźwigiem, dzięki któremu ekipa RyS przekonała się, że budowa ścieżek flow z najpowszechniejszego w okolicy materiału, jakim są wielkie bloki skalne, i to praktycznie bez stykania się kół z glebą, jest możliwa!

 


Velbloud pojawił się, jak wszystko w Rychlebach, znienacka. Jest tylko trzy razy dłuższy niż Obelix, ale jako jedyny w ośrodku oznaczony jest podwójnym diamentem, tabliczkami z trupią czachą i mroczną legendą. Zaczyna się zgodnie z receptą Hitchcocka. Najpierw trzeba pokonać płetwę skalną, dwa metry dalej skoczyć ślepy drop na wąski pas klocków domina wielkości dziecięcej płyty nagrobnej, a potem… dopiero zaczyna się ostra jazda! Nazwa ścieżki staje się jasna, kiedy poprawnie ją przejedziesz, unikając chicken line’ów. Na trasie jest bowiem kilka głazów przypominających garby statków pustyni. Surfing na tych falach granodiorytów wymaga bardzo precyzyjnego sterowania, żeby koło pozostało na szpiczastym grzbiecie. Pomyłki w nawigacji oznaczone są rozpaczliwymi rysami wyżłobionymi z boków skały pedałami albo kierownicą. Płaty mięsa i skóry znikają nocą.

 

Sześćset metrów bardzo intensywnej jazdy nie pozostawia obojętnym i dziś same w sobie są dla mnie celem przybycia do Černej Vody. Brzmię jak narkoman na głodzie? I to mimo tego, że Velbloud, odbijający od Tajemnego, kończy się bez sensu przy jakiejś drodze leśnej. Umożliwia ona wprawdzie dość szybkie dostanie się do przedłużenia Mramorowego, czyli Hupcuka, ale odnoszę wrażenie, że inny ciąg dalszy Velblouda musi nastąpić. Czy wstępem będzie Obelix? Z nadzieją bym tego nie wykluczał.

 


Naucna Stezkapułapka na Polaków. Widząc tę zachęcającą nazwę w drodze do SuperFlow, każdy z kim rozmawiałem poczuł zaproszenie na przyjemne warsztaty z jazdy po skałach. „Ścieżka dydaktyczna” to coś innego. Pozwala sprawdzić, jakim jeźdźcem jesteś w rzeczywistości i sporo się o sobie samym dowiedzieć. Mnie bawi, choć niczego nie uczy. To trudny szlak, ale pojechany szybko, daje wspaniały flow. Ma on wytrawny smak z bardzo silnymi nutami adrenaliny w „nosie” i „finiszu”. I choć odradzam ją początkującym, zalecam w dużych dawkach tym, którzy szukają czegoś więcej niż tylko Twistera. Zresztą prowadzi do najlepszej w moim mniemaniu ścieżki kompleksu. Przy końcówce pojawia się szekspirowski dylemat: czy pocisnąć Velrybą do Tajemnego, żeby potem odbić na opisanego wyżej Wielbłąda, czy rozpocząć niezbyt stromy podjazd Biskupskym w prawo?

 

Biskupsky jest dziś wyzwaniem dla leniuchów, naprawdę trudno sobie wyobrazić, że pierwotnie mógł być zjazdem enduro. Dziś podjeżdżam go z rumieńcami, bo prowadzi do całkiem przerobionego Prokletego. W dawnych czasach to była okropnie zła ścieżka i niewielu bikerów się na nią zapuszczało, dziś jest perłą w koronie RyS. Zgrabnie łączy ciasne sekcje z topornie ukształtowanymi kamiennymi hopkami, kamieniste domina w stylu jaskiniowego flow, niebolesne, a ekscytujące podjazdy, wijące się kładki i najlepszy widok na zachód słońca w tej części Europy. Zresztą jak już dojedziecie do zakątka, w którym chyba grasowały Trole, wyrywając kilka hektarów lasu spomiędzy skalnego rumowiska, wiedzcie, że to nie koniec ekscytującego zjazdu. Nie ma co czekać, aż tarcza słoneczna skryje się za Karkonoszami, trzeba jechać dalej! Za szutrówką Proklety zjazd nie jest już tak fajny, trzepie i bywa niebezpieczny, prawda Tasman? Ale atrakcji w drodze do Zakladnej jest jeszcze moc. I mają bardzo konkretną nazwę – Jastreb.

 


Miał premierę jesienią 2021 roku i, jak na razie, to kwintesencja umiejętności i fantazji budowniczych Ośrodka w Černej Vodzie. Wbrew pozorom nie jest najtrudniejsza, chociaż wzbudza zrozumiały respekt, a ponieważ dropy są ślepe, trudno w pierwszym przejeździe stwierdzić, że można je zjechać. W wielu miejscach ścieżka ma dużo luftu po bokach, więc choć przejazdy są dobrze ukształtowane, to inicjacyjny przejazd, np. po 15-metrowej kłodzie, dla wielu jest wyzwaniem nie do przejścia. Z drugiej strony zaręczam, że jest szeroki, wystarczy skoncentrować się na przejeździe, a nie na drogach ewakuacji i będzie super.

 

Ciekawostek jest na trasie co niemiara, a usłużne oznakowanie zachęca, żeby je najpierw obejrzeć, a potem dopiero przejechać. Nigdy nie czytam instrukcji obsługi, dlatego na Jastrebiu pierwsze przejazdy miałem mocno przerywane. W połowie trasy pojawia się bardzo wąski skinny, bo twórcy Jastreba mają świetne poczucie humoru. Jak w prozie Hrabala, łagodna i delikatna zniewaga piecze, ale równocześnie ofiara czuje wyrafinowanie autora przytyku. Otóż na ów skinny wjeżdża się z zakrętem. Sam mostek zawieszony jest nisko, ale biegnie tuż nad bagnem. Więc jak w Zakladnej zobaczycie kogoś wymazanego błotem, to będziecie wiedzieć, co mu się stało.

 

I potem następuje coś, co zhejtowano w... drebiezgi. Podjazd. Normalnie w pionie trzeba pokonać cztery piętra, ale to nie są schody z poręczą w bloku, tylko naprawdę wyrafinowane tortury. Wąsko, kręto i łatwo zahaczyć pedałem o skałę. Mnie to satysfakcjonuje dogłębnie. Jastreb to nie tylko skalne ogrody i wąskie kładki. Wbudowano weń sekcje, na których poczucie przepływu wywołują świetnie wyprofilowane bandy i fajne skoki przez garby. A na koniec jest jeszcze końcówka po wywróconym wzdłuż potoku skalnym dominie. Drugiego tak fotogenicznego miejsca w Rychelebach nie ma.


T Rys. Tyranosaurus Rychlebskus był najpóźniejszą premierą 2021 roku. Położony jest pomiędzy dojazdówką do SuperFlow a Naucną stezką. Jest krótki, ale za to wysoki jak późnokredowy dinozaur. Jego główną ciekawostką jest ścianka usytuowana tak, że nawet jak o niej piszę, to krew odpływa mi ze stóp. Zaczyna się niewinnie, pokonuje skałkę, którą poznaliśmy kiedyś w czasie zawodów w Rychlebach, a kojarzącą mi się z butelką. Wyjeżdża się szyjką i kilka kamieni wielkości małego fiata dalej widać, że równowaga jest kluczową umiejętnością MTB.

 

Kładki prowadzące do głównego dania są szerokie, ale zawieszono je wysoko i nie da się zawrócić. T Rysa trzeba po prostu pokonać spokojem i pewnością siebie. Wyjazd na eksponowany, wysoki szpic nagle odsłania bliską pionu linię w dół. Skała jest szorstka i przyczepna, jednak rysy i przełamania dają dobitnie do zrozumienia, że błąd będzie miał konsekwencje. Nie znamy czegoś równie przerażającego w legalnie działających ośrodkach.

 


 

7. W cichej dolinie mieszkańcy...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 10 wydań czasopisma "bikeBoard"
  • Dodatkowe artykuły niepublikowane w formie papierowej
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych wydań magazynu oraz dodatków specjalnych...
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy