Dołącz do czytelników
Brak wyników

Sport

16 sierpnia 2022

NR 61 (Lipiec 2022)

One Man Cycling Show, czyli jak to robią w Izraelu

0 340

„Trzeba mieć fantazję i pieniądze, wnuczku” – głosił przed laty slogan jednej z popularnych reklam. Sylvan Adams na brak pieniędzy raczej nie narzeka. Ale fantazja pchnęła go nie tyle do wydawania ich na chwilowe zachcianki, ile do rozwijania własnej pasji i budowania na niej popularności dyscypliny w jej rozmaitych odmianach. W kraju bez kolarskich tradycji. I bez górnolotnych słów o działaniu „dla dobra kolarstwa”. Po prostu działając.

 

POLECAMY

Pod koniec kwietnia 2018 roku wysiadłem z samolotu na lotnisku w pobliżu Tel Awiwu. Za kilka dni w położonej kilkadziesiąt kilometrów dalej Jerozolimie miała się rozpocząć 101. edycja Giro d’Italia. Po raz pierwszy w historii poza granicami Europy.

 

O kolarstwie w Izraelu nie wiedziałem wówczas prawie nic. Moja wiedza o samym kraju ograniczała się głównie do lektury codziennych nagłówków w mediach, informujących o kolejnych odsłonach trwającego od ponad pół wieku konfliktu z okupowaną przez Izrael Palestyną.

 

Gdy wyjeżdżałem z Warszawy, by relacjonować dla jednego z dużych serwisów internetowych pierwsze etapy wyścigu, żegnały mnie liczne pomruki niezadowolenia ze strony społeczności kolarskiej. Sam pomysł zorganizowania startu jednej z trzech największych imprez kolarskich w kraju, który w trwającym od lat sporze nierzadko nie przebierał w środkach niemających często wiele wspólnego z poszanowaniem praw człowieka, budził na całym świecie sprzeciw i podejrzenia o tzw. sport-washing, zjawisko wykorzystania sportu do „wybielania” przez rządy, najczęściej autorytarnych krajów, niehumanitarnych działań.

 

Zarzut ten z jednej strony wydawał się słuszny. Z drugiej: zupełnie nietrafiony. Udział izraelskich władz był bowiem w tym przedsięwzięciu zupełnie marginalny. Za pomysł ściągnięcia Corsa Rosa do Izraela i większość związanych z tym działań odpowiadał tak naprawdę jeden człowiek. I miał w tym swoje cele, w większości dalekie od jakiejkolwiek polityki. Główną zaś przyczyną, w wyniku której w ogóle zrodził się ten pomysł, była jego miłość do kolarstwa.

 

 

2. etap Giro d'Italia 2018 Hajfa – Tel Aviv.
Foto: Fabio Ferrari | La Presse 
 


Ulice pełne kibiców podczas 1. etapu Giro w Jerozolimie.
Foto: Gian Mattia D'Alberto | La Presse 
 

Czasówka podczas 1. etapu Giro d'Italia 2018 w Jerozolimie. 
Foto: Gian Mattia D'Alberto | La Presse 

 

 

Późne zauroczenie

Wtedy, w maju 2018 roku, Sylvan Adams (na przedostatnim zdjęciu w materiale) miał niespełna 60 lat, z których większość spędził w Kanadzie, gdzie przyszedł na świat. Jego ojciec Marcel stworzył w Quebecu jedną z największych w kraju firm deweloperskich, którą Sylvan w pewnym momencie przejął i przez prawie ćwierć wieku skutecznie rozwijał, dorabiając się olbrzymiej fortuny.

 

Rower odkrył dopiero po czterdziestce. Ale gdy na niego wsiadł, stał się on jego wielką namiętnością i pasją. Z powodzeniem rywalizował w imprezach dla mastersów, sięgając w swojej kategorii wiekowej po dwa tytuły mistrza świata.

 

W 2015 roku podjął decyzję o przeprowadzce do Tel Awiwu. Z dwóch zasadniczych powodów. Po pierwsze, nigdy nie zapomniał o swoich korzeniach. Po drugie, w szybko rozwijającym się kraju zobaczył szansę na rozbudowę swojego budowlanego imperium. W dodatku wszystko to potrafił umiejętnie połączyć ze swoją pasją.

 

 

Nisza

Adams w Izraelu dostrzegł niszę, którą postanowił w całości zagospodarować. Doskonale zdawał sobie sprawę, że w stosunkowo młodym kraju, który nigdy przesadnie nie był reprezentowany na sportowych arenach, kolarstwo, zwłaszcza szosowe, było sportem pozostającym na zupełnym marginesie. Jedynym rodzajem aktywności związanej z użytkowaniem roweru było kolarstwo górskie, ale i ono napotykało na mnóstwo barier, mimo ukształtowania terenu doskonale sprzyjającego jego uprawianiu.

 

W szybko rozwijającym się Izraelu najważniejszym środkiem transportu był niezmiennie samochód. Nie lada wyzwaniem był nawet dojazd do pracy na rowerze, mimo że największe ośrodki miejskie zamieszkiwali w dużym stopniu ludzie młodzi. Nie było ścieżek rowerowych, a sam pomysł ich budowy niejednokrotnie natrafiał na opór konserwatywnej części społeczeństwa.

 

Adams w rozwoju infrastruktury rowerowej widział szansę dla siebie. Brakowało mu jednego elementu: wydarzenia, które przełamie społeczne bariery i pozwoli części ludzi spojrzeć nieco łaskawszym okiem na rowerzystów. Stąd między innymi pomysł zorganizowania w Izraelu wielkiej imprezy kolarskiej.

 

 

Dar od losu: Bartali

Plotka głosi, że pierwsze kroki skierował do francuskiego A.S.O. (Amaury Sports Organisation). Izraelskie ministerstwo turystyki od lat prowadziło szeroko zakrojoną kampanię promującą tzw. city break w Tel Awiwie i Jerozolimie, wykorzystując w tym celu gigantyczne zainteresowanie towarzyszące relacjom z Tour de France. Połączenie tych dwóch faktów nasuwało się samo. Francuzi mieli jednak odmówić, obawiając się, że impreza w Izraelu popsuje ich rozległe interesy w krajach arabskich.

 

Mauro Vegni, dyrektor Giro d’Italia, był podobno drugim, którego Adams odwiedził ze swoim pomysłem. W pierwszej chwili był przekonany, że kanadyjsko-izraelski biznesmen żartuje. Ale Adams był doskonale przygotowany do rozmowy. Miał gotowy nie tylko pomysł, ale i towarzyszącą mu legendę, związaną z postacią legendarnego Gino Bartalego. Trzykrotny triumfator Giro d’Italia, który w czasie II wojny światowej uratował od zagłady blisko 800 Żydów, organizując dla nich i przewożąc rowerem w rurze podsiodłowej dokumenty, został w 2013 roku przyjęty przez Instytut Yad Vashem w poczet „Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata”. Akt nadania mu pięć lat później pośmiertnego honorowego obywatelstwa Izraela był jednym z ważniejszych punktów izraelskiego Wielkiego Startu Giro d’Italia.

 

Vegni bowiem długo się nie zastanawiał, chociaż podjęciu przez niego decyzji towarzyszyło wiele wątpliwości, m.in. związanych z udziałem w wyścigu drużyn sponsorowanych przez władze Bahrajnu i Zjednoczonych Emiratów Arabskich, gdzie zresztą RCS Sport organizuje własne imprezy. Uzyskał jednak zapewnienie, że żadna z ekip nie zbojkotuje wydarzenia, jeśli będzie się ono koncentrować wyłącznie na stronie sportowej.

 

 

Wielki sukces Wielkiego Startu

Pomysł Adamsa okazał się ze wszech miar spójny i bezpieczny dla wszystkich zainteresowanych. Jemu samemu zależało na tym, by z jednej strony pokazać światu inne oblicze Izraela niż to znane z medialnych doniesień. Z drugiej doskonale zdawał sobie sprawę, że jest w stanie to osiągnąć, wyłącznie skupiając się na stronie sportowej przedsięwzięcia. Udział w nim jakiegokolwiek polityka przekreślałby te szanse.

 

Ugiąć, on i Vegni, musieli się tylko raz. W pierwotnej wersji „Il Garibaldi”, książki wyścigu Giro d’Italia, start imprezy był opisany jako zlokalizowany w Zachodniej Jerozolimie. Władze Izraela, które zapłaciły za organizację imprezy jedną piątą z około 20 milionów euro (głównie dlatego, że tak „wypadało”, skoro impreza miała de facto promować kraj), postawiły w tym miejscu veto. Jerozolima, chociaż jako stolica Izraela nie jest oficjalnie uznawana przez większość dyplomacji świata, dla samych Izraelczyków jest niepodzielną całością. Ostatecznie słowo „Zachodnia” z wyścigowych materiałów zniknęło.


Ale był to jeden z niewielu, jeśli nie jedyny dyplomatyczny „zgrzyt” w całym przedsięwzięciu. Adams, prywatnie człowiek bardzo życzliwy wobec innych ludzi i zawsze znajdujący dla nich czas na rozmowę, potrafi dla swoich projektów zjednywać wszystkie strony. Rozpoczynająca się w Izraelu 101. edycja Giro d’Italia nieprzypadkowo kończyła się w Rzymie. „Ekumeniczny” charakter jednego z najważniejszych wyścigów w kolarskim kalendarzu Adams wynegocjował bezpośrednio z papieżem Franciszkiem, który podczas prywatnej audiencji udzielił całemu przedsięwzięciu swojego błogosławieństwa.

 

Od strony sportowej Grande Partenza 101. edycji Giro d’Italia okazało się sukcesem. Inaugurującą wyścig jazdę indywidualną na czas wygrał broniący wywalczonego rok wcześniej trofeum Tom Dumoulin. Dwa kolejne, sprinterskie etapy wygrał Włoch Elia Viviani. Najważniejsze jednak, że przez większość trzydniowej rywalizacji peletonowi towarzyszyło zaskakująco wielu widzów. W Jerozolimie, Tel Awiwie i w Ejlacie, gdzie kończył się trzeci etap wyścigu, na finiszach gromadziły się nieprzebrane tłumy. Kibiców nie było tylko na odcinku wiodącym przez pustynię Negev, ale nawet pustynne kibuce udekorowane były na różowo. Izraelczycy na punkcie Giro dosłownie oszaleli. (Pisaliśmy o tym w bB#6/2018 – przyp. red.).

 

I chociaż w branżowych mediach pobrzmiewała krytyka, że Izrael nie zaoferował pod względem sportowym wszystkiego, co miał najlepsze, a zamiast tego organizatorzy skoncentrowali się tylko na tym, co dobrze wypadało w telewizji, Vegni i Adams mieli powody do zadowolenia.
Ten pierwszy z pewnością odetchnął z ulgą, gdy kilkudniowy pobyt peletonu na Bliskim Wschodzie zakończył się praktycznie bez jakichkolwiek zakłóceń. Jakiś czas później opowiadał, że już po pierwszej rozmowie z Adamsem zlecił swoisty „wywiad” w zakresie bezpieczeństwa organizacji Giro w Izraelu. Miał wtedy usłyszeć od znawców tematu, że tak bezpiecznej imprezy nie zdoła zorganizować nawet w Mediolanie. Jedynym źródłem niepokoju mogły być ewentualne propalestyńskie protesty, ale – pomijając kilka transparentów – nic takiego nie nastąpiło. A to pozwoliło się skoncentrować wyłącznie na sportowej stronie wydarzenia.
 

 

 


Peleton  rozciągnięty na pustyni między Be-er Sheva a Eilat podczas 3. etapu Corsa Rosa 2018.
Foto: Fabio Ferrari | La Presse 

 

 

„Samozwańczy ambasador”

Adams zrealizował wszystkie swoje cele. Pokazał światu barwne, młode i uśmiechnięte oblicze Izraela. Ale przede wszystkim zyskał przychylność samych Izraelczyków wobec kolarstwa i sportów rowerowych. Wytrącił z ręki wszelkie argumenty kręcącym wcześniej nosem i bezradnie rozkładającym ręce lokalnym urzędnikom, którzy jakiekolwiek inwestycje związane z przemieszczaniem się na rowerach dusili w zarodku, powołując się na rzekomą niechęć obywateli.

 

Zaangażowanie miejscowej publiczności w kibicowanie barwnemu peletonowi miało jeszcze inne źródło, potwierdzające poniekąd wizjonerski geniusz Adamsa: „narodową” drużynę kolarską, która stanęła w centrum zainteresowania lokalnej (i nie tylko) społeczności. Giro d’Italia było pierwszą wielką imprezą dla ekipy Israel Cycling Academy, założonej w 2014 roku przez biznesmena Rona Barona i byłego kolarza Rana Margaliota.

 

Adams dołączył do tego przedsięwzięcia niedługo później, wspierając drużynę pieniędzmi i rozlicznymi kontaktami. To z jego inicjatywy w 2017 roku do nazwy kontynentalnej ekipy Cycling Academy Team dodano nazwę kraju, chociaż oficjalnie żaden państwowy fundusz nie wyłożył na jej funkcjonowanie nawet szekla. Co ciekawe, nawet dzisiaj, gdy drużyna korzysta z odkupionej w 2020 roku od Katusha-Alpecin worldtourowej licencji, wkład odpowiedzialnego za promocję kraju ministerstwa turystyki w promującą kraj drużynę jest marginalny.

 

„Zdecydowałem, że poświęcę ten rozdział mojego życia na promowanie mojego nowego, przybranego kraju, wykorzystując sport i inną działalność kulturalną. Chcę pokazać to, co nazywam prawdziwym obliczem Izraela" – mówił w jednym z wywiadów Adams.

Legenda głosi, że gdy podjął decyzję o przeprowadzce z Quebecu do Tel Awiwu, wydrukował sobie wizytówki z opisem „Samozwańczy ambasador Izraela”.

...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 10 wydań czasopisma "bikeBoard"
  • Dodatkowe artykuły niepublikowane w formie papierowej
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych wydań magazynu oraz dodatków specjalnych...
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy