Dołącz do czytelników
Brak wyników

Temat , Otwarty dostęp

28 kwietnia 2020

NR 39 (Kwiecień 2020)

Możecie mi skoczyć, czyli co gravel wniósł do kolarstwa

793

Słowo „gravel” znam mniej więcej od 1999 roku. Żwir – kruszywo naturalne o frakcji do 63 mm, stosowane do produkcji mieszanki betonowej. W tamtym roku musiałam sprawdzić je w słowniku, gdyż nie było dla mnie oczywiste, co znaczy i jak się je czyta. 
Kiedy studiuje się budownictwo, takie rzeczy należy jednak wiedzieć. Dziś w rowerowym światku nikt nie przekręci już tego słowa: „gravel” stało się pojęciem wszechobecnym. 
 

Istota z równoległej rzeczywistości

„Idziesz w weekend na gravelka?”, „Kupuję gravela”, „To nie gravel, to przełajówka” – słyszę lub sama wypowiadam te zdania przynajmniej raz w tygodniu. Gravel tripy, gravelowe przygody, gravelowe wyścigi, gravelowe opony, gravelowe napędy, gravelowe torby i akcesoria gravelowe. Kultura gravelowa stała się charakterystyczna, rozpoznawalna, wręcz definiowalna. Jak do tego doszło, skoro gravel bike był najbardziej wyśmiewanym przez konsumentów rowerowym wynalazkiem ostatnich czasów? Gdzieś między szosą, przełajem a rowerem górskim – długo szukał sobie miejsca w klasyfikacji. Jest istotą z równoległej rzeczywistości, takiej, w której nigdy nie wymyślono MTB, a który jednak doskonale sobie radzi w świecie, w którym MTB istnieje, i w dodatku ma się dobrze. Dla jednych jest powrotem do korzeni, kiedy kolarstwo było alternatywą dla jeździectwa, dla innych od nowa zdefiniowaną ideą, dla niektórych z kolei jest wciąż tylko marketingowym fortelem, wodą na koło młyńskie rowerowego biznesu. Jedno jest pewne: ten rodzaj kolarstwa jest kompletnym przeciwieństwem kolarstwa zawodowego. Gravel bike stał się ulubionym sprzętem amatorów i wciąż nie wygląda na to, by miał podzielić los zapomnianych przez wszystkich fat bike’ów. Oferta graveli wciąż się rozszerza, tak jak pęcznieje wciąż worek z gravelowymi akcesoriami. Konsumenci nadal ich pożądają, a ceny stają się coraz bardziej przyjazne. Jeśli wciąż nie rozumiesz tego fenomenu, piszemy, jak to ugryźć. 
– Dziwi mnie trochę głęboka potrzeba uzasadniania, dlaczego gravel istnieje, że niby to taki marketingowy, nikomu niepotrzebny twór, więc trzeba ewangelizować i tłumaczyć, że w sumie to przecież nie tak, bo gravel naprawdę ma sens! Czy ktoś pisał artykuły, kiedy wymyślili rowery do freeride’u? Nie! Uznano, że skakanie road gapów i dropów z garażu wymaga rowerów z dużym skokiem i dziką geometrią. Nie trzeba było tego uzasadniać. Jak ktoś chciał jeździć po piasku i śniegu, to zrobił sobie grube balony i nikt nie wykrzykiwał z ambony, że oto przyszedł Mesjasz na czterocalowych oponach i ludzkość od zawsze tego potrzebowała. Dlaczego gravel potrzebuje filozofii? Czy nie wystarczy, przyznać, że to po prostu rower do jeżdżenia? Przecież każdy, kto tego spróbuje, chce to robić. Nie trzeba tego podpierać ideą gravelowego ducha, porównaniami bazy kół, nie ma potrzeby uzasadniać zasadności kierownicy baranka. To kolarstwo jest już dawno „kupione” przez społeczność – Michał Góźdź, Backcountrymtb.org, jeden z uczestników pierwszej edycji Poland Gravel Race 2019. 
 

POLECAMY


Rower do jeżdżenia na rowerze

Czym jest gravel bike? Miejskim rowerem, na którym wciąż wygląda się po kolarsku? Szosówką, która jest równie wolna na szosie, co szybka w terenie? Czy może jest to zwykły stary góral z barankiem i za twardymi przełożeniami (to znaczy właśnie takimi, jakie stare górale miały)? 
Albo przełajówką na grubszych oponach? Gravel jest gravelem. Nie dlatego, że ma swoje charakterystyczne cechy osobnicze, które czynią go odrębnym gatunkiem. Ten rower nie jest niczym z wymienionych, gdyż służy do czegoś innego – i jednocześnie jest wszystkim naraz! Jeśli przez lata specjalizacja, jak wielki wybuch, oderwała od siebie dyscypliny i rozproszyła je po wszechświecie kolarstwa, każdej z nich nadając inną filozofię, zasady i kształt, tak gravel bike połączył w sobie kwintesencję każdej. (Poza torem. Tor wciąż jest galaktyką, która wiruje we własnym układzie współrzędnych). Można nim daleko zajechać i trochę napawać się nostalgią (szosa), można to zrobić terenem (góral), poradzi sobie z krawężnikiem i w deszczu (mieszczuch z błotnikami), a jeśli się uprzeć, nada się do ścigania (i to jak!).
 


Hamulec napędem rozwoju

Zaczęło się na przełomie wieków (drapanie się po głowie, o które stulecia może chodzić), kiedy to rower górski zaczął wyglądać coraz mniej jak szosówka. MTB przejęło werty i wertepy, szosa zawładnęła asfaltami. Kolarstwo przełajowe miało się dobrze, ale nie wyjeżdżało poza swoje cyclo-crossowe trasy, gdzie nie zostawało dłużej niż 60 minut, ograniczone gwizdkiem sędziego. 2,6” przestało wyjeżdżać na asfalt, a 25 mm nie czuło się bezpiecznie w terenie. Po latach rozszerzania się kolarskiego wszechświata nagle zabrakło roweru, który zaspokoiłby potrzeby miłośnika rowerowej tułaczki w odrobinę sportowym stylu. Gravel bike powstał dlatego, że mógł! Paradoksalnie tym, co przyspieszyło rozwój graveli, był hamulec. Tarczowy. MTB uśmiechnęło się do konserwatywnej szosy i wręczyło jej tarczowy hamulec, ta odpowiedziała zażenowaniem, ale po czasie spodobał jej się ten nowy wynalazek, gdyż poza pewnością i bezpieczeństwem umożliwiał montaż grubszej opony. Resztę już znacie. 
 

Ikona gravelingu – Holender Jon Woodroof, Kirsten Rosenkranz – ambasadorka Komoot’a i Rowley Clifford z Wahoo podczas Shimano Gravel Lounge odbywającego się na targach 
Eurobike 2019. 


Co my tu mamy?

Konstrukcja i geometria gravel bike’a stanowi hybrydę łączącą cechy zarówno szosy, jak i MTB. Dokładną analizę kątów i ciągu widelca, różnic w długości tylnego trójkąta oraz wysokości suportu, a także to, jak te różnice wpływają na prowadzenie się roweru, opisujemy w teście graveli na stronie 32. Takie samo porównanie można by wykonać dla rowerów przełajowych, a następnie przeanalizować różnice między gravelówką a rowerem przełajowym, gdyż to właśnie pytanie pada, kiedy kwestią sporną staje się zasadność istnienia gravela jako odrębnej kategorii. Przyjmuje się, że stworzone do ścigania na krętej trasie rowery do cyclo-crossu powinny być skrętne, choć niekoniecznie bardzo komfortowe, stąd mają one mniejszą bazę kół i bardziej pionowy kąt natarcia widelca. Ich opony, zgodnie z przepisami Międzynarodowej Unii Kolarskiej, nie mogą być szersze niż 33 mm. W gravelach założeniem jest komfort i łatwość jazdy w terenie (niekoniecznie na krętej trasie). Takie założenie wpłynęło na odmienną od cyclo-crossowej geometrię oraz na wiele rozwiązań, które komfort mogą podnosić, począwszy od możliwości zastosowania bardzo szerokich opon do obręczy 700c, przez możliwość montażu mniejszych kół z jeszcze szerszą oponą, aż po zastosowanie amortyzacji lub systemów tłumiących wibracje (IsoSpeed w rurze podsiodłowej w karbonowej wersji Trek Checkpoint, dwupłatowa kierownica w modelu Grail firmy Canyon czy w końcu, wzorem MTB, amortyzowany widelec, np. Lauf, lub amortyzacja w rurze sterowej jak Future Shock w Diverge od Specialized). Przyjmuje się, że każda szanująca się gravelówka ma możliwość montażu błotników i dodatkowych koszyków na bidon w liczbie większej niż dwa. 

Wąsy, brody i flanela

Czy na gravelu jeżdżą ci, który słabo radzą sobie na MTB? Tak. To znaczy… nie! To byłoby za proste. Na gravelu jeżdżą ci, którym odpowiada ten typ przemieszczania się po… świecie. Bez wymagających przeszkód w terenie, nie tak szybko, jak na szosie, ale za to z licznymi przygodami, piknikami i gotowaniem kawy w terenie. Konieczny ekwipunek żądny przygód barista przewozić może w torbie przytroczonej do ramy. I trzeba pamiętać, że od możliwości opuszczenia...

Artykuł jest dostępny w całości tylko dla zalogowanych użytkowników.

Jak uzyskać dostęp? Wystarczy, że założysz konto lub zalogujesz się.
Czeka na Ciebie pakiet inspirujących materiałow pokazowych.
Załóż konto Zaloguj się

Przypisy