Dołącz do czytelników
Brak wyników

Przygoda

2 lutego 2022

NR 56 (Styczeń 2022)

Geny MTB

0 566

Od zawsze to wiem: mój brat jest po prostu lepszy. Nie chodzi tu o żadną skromność czy nieśmiałość, bo dzieci nie mają powodu, by być skromne i wierzą w siebie, póki jakiś dorosły nie utwierdzi ich w przekonaniu, że powinny w siebie wątpić. Mojemu bratu po prostu idzie to zgrabniej: lepiej skręca, jest szybszy, dynamiczniej hamuje, wygląda przy tym, jakby robił to od zawsze. A ja? No cóż, mimo że nie jest wcale źle, wyglądam po prostu jak baba.

 

POLECAMY

On ma talent, ja jestem zwykłym dzieckiem, które nieźle radzi sobie na nartach. To się dzieje! Jedni mają dar do poezji, inni od kolebki przejawiają zdolności do sportów. Mają głowę i ciało, dzięki którym potrafią robić to lepiej niż inni. Badania potwierdzają, że lata dzieciństwa to okres, w którym rozwijają się połączenia nerwowe odpowiedzialne za przyszłe umiejętności, rozwijają się, jeśli są odpowiednio stymulowane. Podobno, gdy zacznie się za późno… jest zwyczajnie za późno. Ale gdy zacznie się odpowiednio wcześnie…


Karolina wysyła paczkę zdjęć. „Chcesz?” – pyta. Przeglądam od razu: góry, rowery – mamy to w „bikeBoardzie” na niemal każdej stronie. Potrzebuję historii! „To Mariusz Bryja i jego córka” – pisze Karolina i wtedy jak grom powraca do mnie moje pytanie. Gdyby dało się wybrać jedno z dwojga: geny utalentowanych rodziców albo ich czas, co należałoby wziąć? A może to wszystko bardzo się łączy i nie można tego rozdzielić. Co myśli o tym Helena Bryja – 14-letnia riderka, która zjeżdża ścianki lepiej niż jej koledzy, a co myśli o tym jej tataMariusz, który o vertach wie prawie wszystko (przeczytaj Vert z wydania 4/2021 „bikeBoardu”)? Należało wykonać międzymiastową do Bukowiny Tatrzańskiej i zwyczajnie zapytać. 

 

 

 

1, 2  Hela i Brajan. Lubią wejść na szczyt, a potem z niego zjechać. 
Im dziksza ścieżka, tym lepiej!

 

 

MARIUSZ

Miałem kiedyś sztywniaka – w latach 90. XX w. niczego innego nie było. I na tym sztywniaku wystartowałem w zawodach cross-country w Zakopanem – kolega mnie namówił. Pewnie rzuciłbym to po jakimś czasie, ale „niestety” dobrze mi poszło i do osiemnastego roku życia byłem wkręcony w ściganie XC. Mieściłem się w pierwszej dwudziestce Pucharu Polski i, mimo że nie miałem wybitnych wyników, zdawałem sobie sprawę, że dobrze zjeżdżam. Z czasem ściganie w cross-country przestało mnie kręcić, a na rower downhillowy nie było mnie stać – moje jeżdżenie przeniosło się w góry, w dzicz i skupiłem się na eksploracji. Pojechać gdzieś, znaleźć coś trudnego do zjechania i zjechać to – to było moje spełnienie. A oni wciąż nie chcieli wynaleźć rowerów enduro!

 

Trwało to jakieś dwanaście lat: kopaliśmy sobie jakieś ścieżki, jeździliśmy w góry, zjeżdżaliśmy coraz trudniejsze rzeczy, czasem wsiadaliśmy w auto i jechaliśmy gdzieś dalej, w nowe tereny. W 2009 roku odbyły się w Polsce pierwsze zawody enduro w słynnej potem serii Enduro Trophy. W tamtym roku wystartowało w Świeradowie 26 osób (sami mężczyźni), a ja te zawody wygrałem. W kolejnych latach wiele razy stawałem na podium, często na najwyższym stopniu. Miałem sporo doświadczenia, góry miałem pod nosem, dużo jeździłem, ale sądzę, że bez odrobiny talentu na nic by się to zdało – byłbym po prostu dobry! Ten dryg dawał mi przewagę nad rywalami. 

 


 

3, 4, 5  Słowackie góry oferują to, co lubią najbardziej: puste szlaki, trudności na poziomie nieosiągalnym w Beskidach i nieograniczone możliwości eksploracji. 

 

 

Przygody

Życie w Bukowinie Tatrzańskiej wygląda inaczej niż w Warszawie: zimą wracałem ze szkoły, zapinałem pod domem narty i szedłem na stok, wieczorem po zamknięciu wyciągu wracałem chodnikiem do domu i kończył się dzień. Tak wyglądała zima większości moich kolegów. Wszyscy tutaj jeżdżą na nartach. W dorosłym życiu, kiedy już miałem za sobą setki albo i tysiące kilometrów po przygotowanych stokach, zająłem się innym rodzajem narciarstwa. Od kilkunastu lat zimą zamieniam rower na narty i oddaję się eksploracji. Skitouring – enduro na nartach – iść przez parę godzin pod górę, żeby zjechać jednym upatrzonym żlebem albo odkryć doskonałą przecinkę ze świeżym puchem, to mi się teraz podoba i wcale z tym nie walczę. Czasem wskakuję na motocykl trialowy, ale nade wszystko wybieram rower (choć niekoniecznie szosowy). 


Przez te wszystkie lata sporo zwiedziłem i gdziekolwiek jadę, mam ze sobą rower. Madera – niesamowite miejsce z przepięknymi i bardzo różnorodnymi trasami, tam byłem z Robertem Piekarą i Bartkiem Wolińskim na zlecenie Krossa. Wrócę tam na pewno, gdy tylko nadarzy się okazja. Odwiedziłem dużo ciekawych miejsc, będąc mechanikiem teamu, w którym jeździła Irina Kalentieva. Zaliczyliśmy prawie wszystkie edycje pucharu świata, przeżyłem kilka zgrupowań: Livigno, Gran Canarię. Zresztą do Livigno wracałem jeszcze nie raz, podobnie jak w inne alpejskie miejscówki. Trochę jako amator pojeździłem w Enduro World Series, ale muszę przyznać, że bardziej pociągają mnie mniej znane, dziksze miejsca, lubię wejść z rowerem do góry i zjechać, tak jak na skitourach. Takim miejscem jest na przykład Rumunia, ale polecam ją tylko osobom, którym nie przeszkadza zmęczyć się pod górę. 

 

 

Mentor

Mogę mówić i tłumaczyć, ale czasem Hela jest po prostu mądrzejsza. Oczami wyobraźni widzę wtedy glebę, ale jej udaje się wyratować (albo nie). Dużo jeździmy i to, że Hela się uczy, jest po prostu naturalną koleją rzeczy. Tłumaczenie zostawiam na sam koniec, tłumaczenie najczęściej jest najmniej skuteczne. Nie robimy sesji treningowych, nie mamy planów do zrealizowania w sezonie. Kiedy tylko jest okazja, jedziemy w góry, sami, z moim znajomym i jego synem, różnie.

 

Czasem biorę Helę na zawody i bez żadnego namawiania mam ją u swojego boku na treningach. Widzę jej postępy, to, jak poszła do przodu w ciągu ostatniego roku, jest niesamowite: ma świetną kondycję i na podjazdach jeździmy obecnie obok siebie, coraz lepiej radzi sobie na przeszkodach. Widzę, że ma do tego podobną smykałkę jak ja, którą niektórzy nazwaliby talentem. Cieszę się, że nie wybrała sportu, o którym nie mam pojęcia. Nie byłoby nam tak łatwo, gdyby wymyśliła coś innego niż rower. 

 


 

6, 7  Pod górę obok siebie, z góry Hela woli jechać za tatą – wtedy najwięcej się uczy.

 

 

HELENKA

Wszyscy w rodzinie mamy rowery enduro: moja mama i siostra też jeżdżą, ale tata twierdzi, że tylko mnie nie trzeba było do tego namawiać. Czy mam talent po tacie? Nie wiem. Talent do enduro to koordynacja, równowaga, predyspozycje fizyczne, pasja, potrzeba adrenaliny – nie każdy to lubi, a bez tego trudno to robić. Myślę, że włożyłam w to dużo pracy, której po prostu nie umiałabym wykonać, gdyby mnie do tego nie ciągnęło. Moja siostra jest super osobą, ma ogromny talent do języków, świetnie się uczy, ale sport jej nie pociąga. Zupełnie inaczej jest ze mną: nie zawalam szkoły, o nie! Wolę jednak iść z tatą na rower, zmęczyć się i tam w lesie, nauczyć się czegoś nowego, zjechać coś, czego nie umiałam wcześniej. 

 

 

Początki

Nie od początku mi się to podobało. Od zawsze miałam rower, ale w Bukowinie jazda na rowerze oznacza podjeżdżanie: gdzie się nie pojedzie, tam zawsze jest górka. Było mi ciężko, męczyłam się i bardzo tego nie lubiłam. Cieszyło mnie tylko jeżdżenie w dół. Kochałabym rower od początku, gdyby to wiązało się tylko ze zjeżdżaniem. Pedałowanie pod górę to nie była moja bajka. Pierwszy raz pomyślałam, że to może być fajne, kiedy wraz z kuzynką towarzyszyłam tacie na zawodach: ktoś wywoził nas do góry, a my tylko zjeżdżałyśmy po trasach. Pamiętam, że chyba od tego się zaczęło i częściej umawiałam się z kuzynką na rower. Chodziłyśmy na nasze lokalne trasy, mamy tu dużo korzeni, trochę hopek, ścianki, więc powoli uczyłyśmy się je pokonywać. 

 

 

Dlaczego czasem jest ciężko?

Na ściankach trzyma mnie głowa. To dziwne uczucie, bo nie boję się przecież upadku. Kiedy próbuję nowych rzeczy, zdaję sobie sprawę, że mogą pojawić się kłopoty i że wyląduję na ziemi. Na stromiznach gdzieś w środku mnie jest coś, co mnie przytrzymuje. Dopiero z czasem nabieram pewności, że to, co jest przede mną, da się zjechać, ale nie zawsze się udaje. Na przykład początek tego sezonu był bardzo niefortunny, dużo razy leżałam.

 

Czasem moja ambicja bierze górę nad skupieniem, czasem dam się podpuścić tacie i potem różnie to bywa. Czasem ponosi mnie fantazja i z kolei tata musi mnie stopować. Ciągle jest trudno na podjazdach, ale teraz mam dużo lepszą kondycję niż kiedyś, kiedy byłam mniejsza i mam lekki rower i dobre przełożenia, więc...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 10 wydań czasopisma "bikeBoard"
  • Dodatkowe artykuły niepublikowane w formie papierowej
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych wydań magazynu oraz dodatków specjalnych...
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy