Dołącz do czytelników
Brak wyników

Przygoda

14 kwietnia 2021

NR 48 (Kwiecień 2021)

Vert

Po przeglądzie aktualnej wiedzy dr Frank H. Durgin i dr Zhi Li z Wydziału Psychologii ze Swarthmore College dowodzą, że stromizna wydaje się ludziom większa niż w rzeczywistości. W swojej pracy pt. Why do Hills Look so Steep? przytaczają badania, z których wynika, że przeceniamy pochyłość nie tylko na oko, ale i wykorzystując bodźce sensoryczne. Co więcej, wraz ze zwiększającą się odległością do ocenianej pochyłości błąd oceny wzrasta. Naukowcy piszą, że to błędne postrzeganie geometrii naszego otoczenia może być związane z kodowaniem informacji dla strategii użytecznych biologicznie.

Czy w ten zawoalowany sposób przekonują, że jako gatunek jesteśmy leniwi i bojaźliwi? Ich praca nie wyjaśnia ostatecznie, skąd bierze się ta niedoskonałość i jaki zysk odnosi mylący się w tej sprawie człowiek. Odnoszę wrażenie, że są tacy, którzy realniej oceniają nachylenie stoku niż większość ludzkości.
Przeglądam stronę team-vertriders.org. Uśmiechnięci ludzie na tle wielkich ekspozycji. Papuzie stroje podpowiadają okres, w którym mogły być wykonane zdjęcia. Tak, to było dawno. Sprawdzam i widzę, że najnowsza aktualizacja pochodzi z 2016 roku. Jestem ciekaw, co wydarzyło się później. Zniknęli? Muszą przecież coś robić. Śledzę więc głównych aktorów vertriders i w social mediach znajduję wpisy niektórych z nich. Sylvię Leimgruber znajduję od razu, jest wciąż aktywna i na Instagramie prezentuje poruszające zdjęcia, gdy na piwocie pokonuje ciasne zakosy pieszych alpejskich szlaków. Zdjęcia są super, widoki zapierają dech… 1727 followersów, odnośniki do vaudesports, liteville i team.vertriders. Nie wiem, kim był dla niej w czasach największej internetowej popularności vertriders Axel Kreuter, ale „na oko” tworzyli barwną parę. On dominował w szwenkach i podkładał głos, ona wdzięcznie pozowała i nie kłaniała się największym wyzwaniom. Występowali we wszystkich filmach nakręconych dla sponsora Vau Dee w Alpach, Namibii, Malawi. Ostatnie produkcje pochodzą z 2016 roku, w tym Mulanje Trails – oprócz jeżdżenia po nieprzytomnie stromych skałach Axel pokazuje też nielegalny wyrąb cedru. Postaci z wielkimi belkami na ramionach uchodzą z kadru, wykonując złowieszcze gesty. Film kończy się przedwcześnie i zostawia nas w nastroju podobnym do Blair Witch Project. Czy vertriders zniknęli? 
Przemytnicy cedru zajęli się Axelem? Axelu Kreuterze, gdzie jesteś w 2021 roku? Koniec końców, mam cię! LinkedIn. Portret w krawacie… „starszy naukowiec na Uniwersytecie Medycznym w Innsbrucku”. Proza życia, a może z wiekiem i nabytym wykształceniem procesy, o których piszą Durgin i Zhi Li, się u niego nasiliły?
 

POLECAMY

 

 


Początkowo MTB to były wyłącznie wyścigi w lycrze i to zarówno w konwencji XC, jak i DH, zresztą w obu startowali ci sami ludzie. W kapitalnym dokumencie, nakręconym przez byłą gwiazdę kanadyjskiego zjazdu i rowerowego modelingu Darcy Turenne, pt. Moments autorka uchwyciła nomen omen moment, w którym historia kolarstwa górskiego całkowicie zmieniła trajektorię. Kolarstwo XC głównie zajęte było sobą i dopasowało się do wymagań UCI, które uchwyciło silnego sponsora – firmę Grundig. Strumień kasy płynący do Szwajcarii musiał być spory, bo federacja dla bezpieczeństwa skutecznie wykastrowała MTB z emocji i zabawy, a Grundig skutecznie zniknął z rynku. Marki rowerowe w USA z kolei znalazły się pod pręgierzem roszczeń turystów pieszych, których związki bardzo skutecznie rugowały rowerzystów ze szlaków i terenów leśnych, więc układ promujący dyscyplinę sportu, w której liczy się tężyzna fizyczna, a jazda w terenie ogranicza się do dróg leśnych, też był im na rękę. Reżyserka i producentka Moment Hennessey Turenne dotarła do Grega Stumpa, twórcy filmów narciarskich, któremu w 1994 roku Specialized zlecił nakręcenie filmu o rowerach. Bystra reżyserka miała dostęp do opowieści o narodzeniu freeride'u z pierwszej ręki. Doskonale znała światek riderów, a za sąsiadów miała Bjorna Engę i Christiana Begina, którzy byli zaangażowani nie tylko w ten projekt, ale także potem sami stworzyli najbardziej pornograficzną serię filmików pt. Kranked. Greg Stump w filmie Turenne nie tylko opowiedział o perypetiach przy powstawaniu Pulp Traction – pierwszego rowerowego filmu, który dało się obejrzeć bez znudzenia, ale przekazał jej też świeżo zdigitalizowany materiał nakręcony na potrzeby tego obrazu. W Moment twórcy pierwszych rowerowych filmów i występujące w nich gwiazdy szczerze opowiadają o tym, że był to jeden wielki wygłup, nikt z nich nie miał pojęcia o tym, czym jest ówczesne MTB i w którym kierunku się rozwija. Przypadkiem pokazali emocje, jakie może rodzić jazda na rowerze, bo Pulp Traction nakręcono według standardów obowiązujących w tamtych czasach filmy narciarskie. Begin chciał zachwycić Stumpa jako operator i całkowicie pominął wyścigi XC oraz błahe wycieczki. Plenery znalazł w dzikiej Kanadzie, gdzie lobby turystów pieszych nie było tak negatywnie nastawione do MTB jak w USA. Zjeżdżano szlakami pieszymi, powstawały pierwsze odcinki specjalnie budowane pod potrzeby MTB, budowano specjalne mostki nazywane potem northshorami i oczywiście ekscytowano się stromymi pasażami. Ale dopiero Wade Simmons, Brett Tippie, Ritchey Schley i Aaron Knowles podpuszczeni przez Begina zdecydowali się wjechać w naprawdę stromy teren. I ich wyczyny wywarły niezwykle głęboki wpływ na międzynarodową publiczność. Okazało się, że MTB może być zabawne, emocjonujące, dzikie i niepohamowane. Równocześnie w Kanadzie do głosu doszli tacy dziwacy jak Todd Fiander, zwany „the Digger”. Odcisnął głębokie piętno na MTB na kolejne dekady. Widok zsuwających się ze stromych stoków rowerzystów jest przypisany do filmów rozpowszechnianych jeszcze za pomocą standardu VHS. W Ameryce dostępność stromych zboczy zbiegła się z suchą żwirową nawierzchnią, co promowało nurt bardziej dynamiczny. Ale w Europie i jej skalistych alpejskich szlakach jazda po stromym częściej kojarzyła się ze szlakami dla pieszych, a potem nawet dla wspinaczy. Rodziła się elitarna rozrywka najodważniejszych. Połączenie trialu, w którym wyżej punktowany jest brak podparć niż czas przejazdu, połączono to z pokonywaniem ultrastromych ścieżek. 
 

 

 


Vertriders ekscytowali się najbardziej przejazdami po via ferratach, czyli odcinkach dla pieszych o takiej stromiźnie czy ekspozycji, że zabezpieczonych stalowymi poręczówkami. Jednak oni nie dość, że nie przypinali się do uprzęży, to zjeżdżali wzdłuż stalowych lin rowerem. W wielu wypadkach przejazdy przypominały rowerowe szachy i kluczowe okazywały się sekwencje ruchów. Równowaga i intelekt przeważały nad dynamicznym wykonaniem otwarcia, choć gdy kompromis pomiędzy nachyleniem a przyczepnością zaburzał się na niekorzyść tej ostatniej, dynamika ruchów pozwalała opanować prędkość pionową ruchu, a w konsekwencji uratować śmiałka przed konsekwencjami upadku.
Ale vertriding nie umarł. Na Ziemi wciąż jest z tysiąc osób, które kultywują tę dziwaczną dyscyplinę MTB, a jednym z nich jest mój kolega, Mariusz Bryja, znany polski endurowiec jeżdżący aktualnie dla Gianta. Zaprosił mnie na wycieczkę, żebym na własne oczy zobaczył, jak gra w rowerowe szachy. Kiedy zobaczyłem jednak jak on i jego przyjaciel ze Słowacji, Ladislav Tomáš, aka Laci (39 lat), znany słowacki vertrider, poruszają się w bardzo silnie nachylonym terenie, zacząłem mieć wątpliwości, czy dyscyplinę można postrzegać jako mniej dynamiczną od pozostałych stylów MTB. Początkowo vertridowcy długo się przymierzają. Szukają optymalnego punktu otwarcia. Zaczynają od stójki i powoli przesuwają się za krawędź stoku, potem z wolna się zsuwają, żeby w jakimś krytycznym punkcie dać się porwać potwornej sile, jaką jest grawitacja. W poszukiwaniu przyczepności wykonują szereg bardzo dynamicznych ruchów i albo akcja kończy się kolejną stójką i okrzykami satysfakcji, albo spektakularnym upadkiem, turlaniem, panicznym chwytaniem podłoża pazurami, czasami trzaskiem gałęzi. Laci opisuje to tak: Zanim pokonasz krawędź, musisz być skupiony i spokojnie na nią najechać, dokładnie w miejscu, które pozwoli ci bezproblemowo zacząć linię. Jeśli schrzanisz ten element, upadniesz i to może być ostatnia rzecz, jakiej doświadczysz w swoim życiu. Pokonując pionowy odcinek, muszę jechać bardzo rozważnie i powoli, więc okulary mam założone tylko ze względu na bezpieczeństwo, a nie z obawy przed załzawieniem pod wpływem szaleńczej prędkości. Bryja dodaje, że: Na bardzo trudnych fragmentach ruch wydaje się statyczny, bo nawet minimalnie zbyt szybkie rozpoczęcie może powodować na tyle duży przyrost prędkości, wynikający z grawitacji, że nie będzie się go dało skontrolować i łatwo wpaść w przepaść. Dociekałem, czy upadki są bardziej niebezpieczne, jeśli popełni się błąd? Paradoksalnie wszystkie kontuzje, które miałem, zdarzyły się podczas enduro na łatwych, ale szybkich trasach – powiedział Ladislav. Może dlatego, że na tych łatwych odcinkach traciłem koncentrację i nie doceniałem sytuacji? Wmawiałem sobie, że skoro udało mi się zjechać po stromych i niebezpiecznych trasach, to poradzę sobie ze wszystkim i nic mi się nie stanie? – zastanawia się słowacki vertrider. Bryja, obeznany z trudnymi trasami enduro, ma inną opinię: Niby jedziesz wolno, ale przy dużej ekspozycji utrata balansu zawsze wywołuje lot przez kierę i spadasz z dużej wysokości w dół. Nawet 2–4 m, więc możesz się tuyrlać i tuyrlać, i tuyrlać. Może być groźniej niż na szybkości enduro - z charakterystycznym góralskim zaśpiewem kończy Bryja. Ale Tomáš opowiada: „Miałem taki upadek przy zupełnie zerowej prędkości – zahaczyłem kierownicą o gałąź. Upadłem błyskawicznie i coraz szybciej zacząłem się staczać po stromym trawiastym zboczu. W ogóle nie mogłem się zatrzymać! Koziołkowałem. Migała mi trawa, niebo, gałęzie sosen, aż zatrzymałem się dopiero po około trzydziestu metrach. Skończyło się na kilku szwach na brodzie, ale naprawdę się bałem. Kiedyś, gdy jeździliśmy w okolicach Innsbrucka, byłem też świadkiem, jak mój przyjaciel Tolek (polski vertrider i mój dobry partner vertride) przewrócił się w ten sposób. Mimo że toczył się po kamienistym terenie, a nie po trawie jak ja, miał tylko kilka otarć i skręconą kostkę. Nie wiem, czy w takich momentach można jakoś wpłynąć na to, co się dzieje. Myślę, że to po prostu kwestia szczęścia… Decydujące jest, czy Twój anioł stróż nie wziął sobie akurat wolnego dnia!” – żartuje Laci.
 

 


Przestaję być gadatliwy, bo docieramy do momentu, kiedy podjazd przeradza się w podejście. A podejście ze stromego w pionową ścianę. Pot leci mi ciurkiem i zmagam się z grawitacją oraz słabą przyczepnością. Stopy stawiam z coraz mniejszą pewnością, potykam się, ześlizguję i ciężko dyszę. Mariu...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 10 wydań czasopisma "bikeBoard"
  • Dodatkowe artykuły niepublikowane w formie papierowej
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych wydań magazynu oraz dodatków specjalnych...
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy