Dołącz do czytelników
Brak wyników

Przygoda

6 grudnia 2021

NR 55 (Listopad 2021)

20 845 metrów w dół

0 379

„Za chwilę będzie z góry” – rzuca w naszą stronę jakiś rozentuzjazmowany turysta. Tętno mam na tyle wysokie, że trudno się znacząco uśmiechnąć, ale generuję jakiś uśmiechopodobny grymas, bo niby czemu miałabym być niemiła – człowiek chce dobrze. Każdy, kto jeździ po górach, wie jednak, że z góry wcale nie jest łatwiej. A czasem nie jest nawet dużo szybciej.

 

POLECAMY

To tak zaskakujące, że nawet ja sama potrafię się na to nabrać. Drugi podjazd trailem dra Wiessnera na Rychlebskich Ścieżkach idzie zwykle dobrze. Jest południe, bidon jest pełny, nogi kręcą, przy bramce rozpoczynającej zjazd już planuję kolejne rundy: teraz Superflow, potem Tajemny i Mramorovy, a potem się zobaczy. Kiedy jestem na dole po drugim zjeździe, muszę się zatrzymać w barze, bo zaschło mi w gardle i trochę trzęsą mi się ręce. Ostatecznie, trzeci zjazd jest tak wymęczony, że błędy sypią się jeden za drugim i łatwo o jakiś głupi wypadek. Słaby core, powiecie, słaba głowa.

Na zjeździe mózg musi szybciej przetwarzać informacje i jeśli nie jest odpowiednio ćwiczony, zmęczy się. Wszystkie mięśnie, które na podjeździe odpoczywały sobie w statycznej pozycji, teraz walczą o równowagę i bezpieczną szybką linię. Czekam na ten moment w mojej sportowej karierze górala, kiedy mózg przestanie się przegrzewać i kiedy łydki nie będą tak palić, a głowa i ciało zaczną współpracować we wszystkich bandach i hopach na trasie, a ja osiągnę stan przepływu. Czekam.

 

„W Everestingu najtrudniejsze nie jest pokonanie dziewięciu tysięcy metrów podjazdów. Większym wyzwaniem jest nie rozpieprzyć się na zjeździe”. Mówią to wszyscy, którzy mają to za sobą: przy tym całym zmęczeniu, po ciemku, łatwo się rozkojarzyć, zareagować za późno i skończyć w rowie.
A co, gdyby odpuścić sobie pedałowanie pod górę i tylko zjeżdżać. Dawać się wyciągnąć na górę kolejką, wsiadać na rower i ziuuu w dół? Robić tylko to, co większość populacji uważa za łatwiejsze. Ile metrów w dół udałoby się wtedy pokonać?


 

1. Ralph i Sylvan podczas jednego ze zjazdów. 

 


Szwajcarska tradycja

Pierwsi sprawdzają to Szwajcarzy i to głównie oni dzierżą przez lata kolejne rekordy. W 2010 roku Thomas Giger wraz z René Wildhaberem pokonują 12 555 metrów zjazdów podczas jednej sesji. Trzy lata później Giger umawia się z Thomasem Frischknechtem i biją poprzedni rekord o 1017 metrów. To ciągle nic, gdyż nasza rodaczka – Bożena Gomułka (pisaliśmy o jej niesamowitym wyczynie w artykule Podwójny Everesting jest dla bab, który ukazał się w bB#1/2021) w czasie oficjalnie zarejestrowanego przejazdu wykonała podwójny Everesting, a to oznacza, że pokonała zarówno w górę, jak i w dół przewyższenie przekraczające 17 696 metrów, będąc pierwszą kobietą na świecie, która ma na koncie taki przejazd. W Everestingu nie chodzi jednak o rekord, chodzi o samo ukończenie wyzwania. Przewyższenie jest ustalone, nie można pokonać go na raty, to znaczy z noclegiem i trzeba wykonać je na jednym podjeździe, to znaczy jeżdżąc tam i z powrotem. Na własnych nogach. Na szosie.

 


Czy zjazd na szosie jest łatwiejszy niż zjazd terenem? To zależy. Ale raczej jest! Jest równo, szybko, na ridera nie czyhają koleiny, luźne kamienie, dropy, nie trzeba dokręcać, unikać zahaczenia o coś pedałem czy suportem, należy poddać się drodze i rozsądnie używać hamulców. To wszystko. Może dlatego nikomu nie przyszło na myśl bicie rekordu długości zjazdu na szosie. „Chodźcie, będziecie mnie zawozić samochodem na górę albo będę sobie wjeżdżać kolejką na Górę Żar i zobaczymy, ile razy uda mi się zjechać”. Nie, nikt nie mówi takich rzeczy. Nikt chyba nie miałby ochoty czymś takim się chwalić.
 

 

 

2. Wyzwanie nie mogłoby się udać, gdyby nie niewyobrażalna wręcz liczba dostępnych w Davos Klosters kolejek górskich. 

 


Nie ma się czym chwalić!

Latem 2020 roku Olaf Odziomek i Bartosz Baturo podczas wyzwania MAGU24h w 24 godziny pokonali na rowerach enduro 16 razy jeden z najcięższych asfaltowych podjazdów w Polsce, po to by następnie 16 razy zjechać z Magurki Wilkowickiej. Terenem! Mrocznymi dzikimi trasami enduro, które dla niejednego są zwyczajnie za trudne! Ostatecznie panowie dostali się na szczyt aż 16 razy w ciągu doby, pokonując 116 km i 6563 m przewyższenia, przeżywając upał i kilka nawałnic. Kto zna Magurkę, ten wie, że musiało to być ekstremalnie trudne – nikt przy zdrowych zmysłach nie wjeżdża tam więcej niż cztery razy w ciągu dnia. Ekipa nie pobijała wtedy żadnego rekordu (zresztą prawdopodobnie nikt długo nie porwie się na podobną próbę poza samym Olafem, który już się do tego przymierza), akcja miała szczytny cel – zebranie funduszy na rehabilitację poszkodowanych w wypadku kolarek – Rity Malinkiewicz i Kasi Konwy.


 

3. Walka z czasem oznaczała, że piknik mógł odbywać się tylko w czasie transportu w górę.

 


A Szwajcarzy dalej swoje

Właściwie oczywiste jest, dlaczego tak się uparli. Bo mogą! Mają najlepsze góry w Europie, mają kolejki górskie, szutrowe dojazdówki i gęstą nieprzebraną wręcz sieć singletracków. Uparli się, bo właściwie, gdy dobrze opracuje się regulamin wyzwania, nigdzie indziej na świecie nie będzie można go zrealizować. Nie umieścili w regulaminie wprawdzie zapisu, że wyzwanie musi być Swiss Made, ale wystarczył zapis, że zjazd musi odbywać się za każdym razem inną trasą i całość wyzwania musi zamknąć się w 16 godzinach (by ciemności nie potęgowały ryzyka). I bam! Szach-mat! Łaskawcy zlitowali się nad resztą świata i nie dopuścili w tym wyzwaniu możliwości użycia helikoptera, ale wszelakie odmiany transportu publicznego oraz samochód były jak najbardziej legalne.

 

Tak więc zaraz za Gigerem, Wildhaberem i Frischknechtem podążyli kolejni śmiałkowie: bliźniaczki Caroline i Anita Gehrig pobiły rekord chłopaków w 2014 roku w Vinschgau, pokonując 15 117 metrów w pionie podczas zjazdu. Rok później Ken Imhasly i Alain Gwerder jako pierwsi przekroczyli barierę 20 000 metrów zjazdu w Wallis i utrzymali swój rekord aż do lipca 2021 roku, gdy Silvan Marfurt i Ralph Van Den Berg ustanowili niepobity dotąd rekord w Davos Klosters. I to właśnie z nimi udało nam się pogadać.

 


 

4 i 5. Region Davos Klosters to również nieprzebrane traile i trasy enduro. 

 


20 845 metrów w dół

To wyzwanie dotyczy MTB. I dotyczy tylko zjazdu. Zasady są proste: żaden trail nie może być przejechany dwukrotnie i żadnych elektryków! Czas! Start! Meta czeka po 16 godzinach. I co? I nic. Takie wyzwanie w Davos brzmi jak żart: niezliczona liczba wyznaczonych singletracków oraz sieć kolejek linowych i zębatych pozwala przemierzać okolice rowerem bez konieczności podejmowania mozolnych podjazdów. Chwila w ciepłym wagoniku, zapiąć kask, zapiąć kurtkę, wskoczyć na siodełko, odblokować amor, puścić heble i czuć, jak uśmiech przybiera kształt wielkiego banana! Davos Bahnentour (kolejkowy tour), którego opis i tracki GPX można kupić na oficjalnej stronie Davos Klosters za osiem franków szwajcarskich (35 zł za dostęp do GPX-a!), jest tego idealnym przykładem: kolejkami i rowerem na tej trasie pokonuje się 100 kilometrów i 10 000 metrów zjazdu. To właśnie na niej trenował przed wyzwaniem Ralph Van Den Berg.
 

 

 

6. Żadnych szutrówek! Tylko techniczne górskie traile. Wjeżdżaj, jak chcesz, ale zjazd ma być pure MTB!

 


Wstań o 4 rano i jedź!

Ralph Van Den Berg (czyż tłumaczenie tego nazwiska nie brzmi Ralph z Góry) przyznaje, że właśnie Davos Bahnentour stał się inspiracją do przygotowań do pobicia rekordu w liczbie wertykalnych metrów pokonanych podczas zjazdu. I gdy w 2015 roku rekord przekroczył liczbę 20 tysięcy metrów w pionie, Ralph zaczął poważnie myśleć o podbiciu tego zapisu właśnie w Davos. Początkowo nieśmiało, gdyż jego forma była daleka od ideału, ale w 2020 roku skontaktował się z Niemieckim Instytutem Rekordów (Rekord-Institut für Deutschland), by skonsultować zasady wyzwania i rozpoczął przygotowania.


I gdy myśli się o górskim zjeździe i biciu rekordu, na myśl od razu przychodzi pytanie, dlaczego by nie wybrać najłatwiejszych tras zjazdowych i zjeżdżać tak, by nie męczyć zbytnio ani głowy, ani ciała. Otóż, jako że zasady tego wyzwania były tworzone przez jego dotychczasowych zdobywców, zjad szutrówką po prostu odpadał. Zasady były jasne: tylko techniczne górskie traile, wjeżdżaj, jak chcesz, ale zjazd ma być pure MTB!

Dodatkowym utrudnieniem była zasada, że start i meta trasy rekordu muszą się znajdować w tym samym punkcie. Mamy więc 16 godzin na przebycie odpowiedniej liczby kilometrów przy użyciu transportu publicznego i rowerów, tylko 25% całej trasy może przebiegać tymi samymi szlakami (to oznacza zazwyczaj wspólne początki i końcówki poszczególnych traili), 75% trasy zjazdu musi być techniczną ścieżką MTB, a rekord liczy się, gdy liczba zjechanych metrów w pionie przekroczy 20 tysięcy. Prościzna!

 


 

7. Na tej wycieczce nie było podjeżdżania! Jedynie czyste, niczym nieprzerwane flow. Przez 20845 m w dół! 

 


Jak się do tego przygotować?

„Tego lata przygotowania okazały się niełatwe ze względu na długo zalegający w górach śnieg, który zaczął znikać dopiero wtedy, gdy lato już dawno rozhulało się w dolinach” – mówi Ralph. To oznaczało, że wiele fragmentów trasy było zaplanowanych palcem po mapie, bez możliwości sprawdzenia ich na żywo. Brak szans na przejechanie niektórych odcinków na rowerze przed wyzwaniem świadczył, że planowanie ich na mapie musiało być niezwykle precyzyjne. To była żmudna robota, która oznaczała zaplanowanie całodniowej trasy w najdrobniejszych szczegółach: począwszy od wyboru tras, kolejności ich pokonywania, wyboru środka transportu na górę, posiłków, innych bardziej pobocznych elementów, które mogły zaważyć na powodzeniu przedsięwzięcia.

 


 

8. Ralph Van Den Berg dziękujący swojemu Specialized Enduro S-Works oraz Silvan Marfurt z Trekiem Slashem.

 


Rowery

Tutaj nie było żadnych czarów: Ralph jechał na Specialized Enduro S-Works, Silvan na Treku Slashu. Żeby nie narażać się na kapcie, które mogły ich skutecznie spowolnić, obaj jechali na wkładkach CushCore, przy ciśnieniu w oponach w okolicy 1,6 bara (czyli mięciutko). Na szczęście żaden mechaniczny problem nie zatrzymał reali...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 10 wydań czasopisma "bikeBoard"
  • Dodatkowe artykuły niepublikowane w formie papierowej
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych wydań magazynu oraz dodatków specjalnych...
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy