Dołącz do czytelników
Brak wyników

Przygoda , Turystyka

10 stycznia 2022

NR 56 (Styczeń 2022)

Woda w egzotycznej podróży

0 889

To nie jest tekst dotyczący filtrów ani tabletek uzdatniających. Woda bywa słodka lub słonawa, krystalicznie czysta lub lekko zabarwiona minerałami okolicznych gór. Nie ma jednak wątpliwości, że prawdziwe problemy zaczynają się, gdy jej nie ma… lub gdy nie potrafisz o nią zapytać.

Tropiki

Panuje przekonanie, że picie wody płynącej swobodnie w rzekach i strumieniach strefy tropikalnej miewa nieprzyjemne konsekwencje. Zaczynałem moją podróż właśnie w takim regionie, dokładniej: na półwyspie Jukatan. I zacząłem od kupowania wody w butelkach.
— Butelkę wody, poproszę.
Niska sprzedawczyni dzielnicowego sklepiku z hukiem postawiła na ladzie dwulitrową coca-colę. Powtórzyłem, że chodzi mi o wodę. Kobieta pokiwała głową, powtórzyła moje słowa: agua, agua (hiszp. woda) i wskazała gestem obu dłoni na czarną butelkę z czerwono-białym logotypem. Dopiero zaczynałem się uczyć hiszpańskiego, do grona znanych mi słów należało już kluczowe agua, tyle że najwyraźniej nie oznaczało tego, co obiecywał słownik.
Minęło dobrych kilka dni, bym się dowiedział, że w Meksyku na wodę mówi się agua pura (dosłownie: czysta woda), natomiast samo określenie agua może oznaczać dowolny napój. Październik 2013 roku to miesiąc, w którym spożyłem najwięcej coca-coli w moim życiu.
Gdybym chciał na co dzień pijać wodę mineralną, zbankrutowałbym jeszcze w Ameryce Środkowej. Zacząłem więc prosić o kranówkę w domach życzliwych ludzi, ale często spotykałem się z odpowiedzią, że lepiej nie, że woda z kranu nie jest wodą pitną. Gdy jednak mój język hiszpański pozwolił mi na zadanie pytania: „Ale wy pijecie tę wodę?”, przeszedłem na kranówkę wszędzie tam, gdzie miejscowi odpowiadali twierdząco, czyli prawie wszędzie.
W górzystej Kolumbii trasa podróży raz po raz przecina przełęcze położone na trzech tysiącach metrów nad poziomem morza, gdzie przezroczyste strumienie dają gwarancję czystości swych wód. Być może to ogólna zasada: w regionach gęsto zaludnionych zawsze znajdziemy kogoś, kto podzieli się z nami czystą wodą. W regionach słabo zaludnionych można ufać w czystość wody ze źródeł naturalnych. No chyba że takie źródła nie istnieją.
 

POLECAMY

1. La Guajira: niewielka pustynia położona na półwyspie podzielonym między Kolumbię  i Wenezuelę


Pustynie

La Guajira to pustynia dla początkujących. Znajdzie się tam dużo piasku i można się na niej zgubić, ale jest również na tyle niewielka, że bez specjalistycznych umiejętności w dziedzinie orientacji koniec końców wygrzebie się człowiek nad brzeg morza. Bo La Guajira to półwysep na granicy między Kolumbią i Wenezuelą: suchy skrawek ziemi zamieszkany przez lud Wayuu i kozy. Wybierając się na przełaj z Uribii w kierunku Cabo de la Vela wiedziałem, w co się pakuję, więc wziąłem ze sobą odpowiednią ilość wody. Straciwszy orientację, podążyłem za śladami kozich kopytek, które doprowadziły mnie do osady złożonej z trzech domów. Biznes, jaki mi zaproponowano, to informacja za pół litra wody. Zaprotestowałem. Ostatecznie zgodzono się na kilka kromek chleba w zamian za dokładne wskazówki, którędy kontynuować drogę.
Większa część wybrzeża Peru jest pustynna. Setki kilometrów piachu przecinane są jedynie od czasu do czasu przez zielone doliny rzek spływających z Andów do Pacyfiku. Tam też rozwijają się niewielkie rolnicze miasteczka oddane uprawie ryżu, oliwek lub bazylii. W północnej części kraju leży Piura, miasto, w którym działał słynny burdel uwieczniony w powieści Mario Vargasa Llosy „Zielony dom”. Za miastem rozciąga się pustynia Sechura. Na około 220 kilometrach nie trafimy na żadną zieloną dolinę, zieloną osadę czy choćby zielony dom: jedynie piach i gnany zimnym prądem Humboldta silny wiatr z południa. Zabrałem ze sobą około ośmiu litrów wody: w uchwytach na ramie butelki 2- i 1,5-litrowa, jeszcze jedna półtoralitrowa z tyłu i wielka trzylitrowa na przedni bagażnik.
Na długich odcinkach bez wody należy zaopatrzyć się nie tylko w wodę do picia, ale i do gotowania i podstawowej higieny (mycie garnka, mycie zębów). Rzecz jasna więcej wody wypijemy w regionach gorących, gdzie ciało poci się bez ustanku i gdzie dobrze jest zadbać o uzupełnienie elektrolitów. Niezawodna recepta kolumbijskich kolarzy to dodać do wody sok ręcznie wyciśnięty z cytryny i kawałki paneli, czyli kostki zdehydratowanego soku trzcinowego, dostępnego w każdym sklepie od Meksyku do Boliwii.
Ostatecznie pustynia Sechura nie okazała się aż tak straszna. Okazało się, że południowe przedmieścia Piury rozciągają się w nieskończoność i tak z 220 kilometrów zrobiło się 180. Przy jednym z ostatnich domów napełniłem wnętrzności wodą do wysokości gardła, poprosiłem gospodarzy o uzupełnienie pustej butelki i ruszyłem w nieznane.
 

2. Zona de dunas, czyli strefa wydm na peruwiańskiej pustyni Sechura. 

Półpustynie

W zachodnim Paragwaju i zachodniej i północnej Argentynie trafisz na strefy półpustynne rozciągające się na setki kilometrów. Może nie są to piaszczyste pustkowia peruwiańskiej Sechury, przynoszące na myśl obrazki z afrykańskiej Sahary, ale przez długie tygodnie i miesiące podróży będziesz musiał zachować czujność, jeśli chodzi o wodę. Miejscowości pojawią się raz na 80 czy 100 kilometrów. Co więcej, od czasu do czasu silne wiatry utrudnią przebywanie takich odległości w ciągu jednego dnia. Nie pozostaje nic innego, jak uzupełniać zapasy wody zawsze, gdy jest to możliwe i wyjeżdżać z miejscowości tylko z pełnymi butelkami.
Ostatecznie rzeczywistość częściej okaże się życzliwsza niż apokaliptyczne ostrzeżenia niektórych mieszkańców regionu. Na przykład przejazd przez „piekielną” prowincję Formosa na północnych krańcach Argentyny to w rzeczywistości bułka z masłem. To prawda, jest sucho, pusto i kaktusy stanowią przeważający element lokalnej flory, ale regularnie co 25 kilometrów trafia się na kolejne miejscowości, które w swoim czasie formowały się wokół kolejnych stacji kolejowych nieistniejącej już linii z Buenos Aires.
Innymi słowy: raczej aż tak źle nie będzie, ale 5 litrów wody warto ze sobą wozić.
Być może właśnie ze względu na swój półpustynny charakter, północno-zachodnia Argentyna spłodziła mit Difunty Correi. Ta ludowa święta miała, według legendy, umrzeć z pragnienia, chroniąc jednocześnie przed śmiercią swoje dziecko. Dziś przy samotnych drogach argentyńskich pustkowi wznoszą się ołtarze Difunty, gdzie wierni składają… butelki z wodą. Święta raczej się nie obrazi, jeśli pożyczymy sobie parę litrów. I, tak przeczuwam, po to właśnie powstała ta nowa świecka tradycja: by podróżujący konno pasterze i gastarbeiterzy sprzed wieku od czasu do czasu mogli zaopatrzyć się w życiodajny płyn pośrodku pustyni.
 

 3. Megakopalnie odkrywkowe w całych Andach zużywają niewiarygodne ilości wody. Często w miejscach, gdzie wody wcale nie ma pod dostatkiem.


Prawdziwy problem

Gdy dojechałem do boliwijskiego La Paz, w milionowej metropo...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 10 wydań czasopisma "bikeBoard"
  • Dodatkowe artykuły niepublikowane w formie papierowej
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych wydań magazynu oraz dodatków specjalnych...
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy