Dołącz do czytelników
Brak wyników

Turystyka

27 czerwca 2019

Wielka pętla wokół Tatr (1 dzień na rowerze)

0 30

 

To się stało latem zeszłego roku. Borys nas zdradził - kupił szosówkę i zdjął daszek z kasku. Zgroza! Ku mojemu przerażeniu Jacek i Kisiel wkrótce dołączyli do schizmy. Zaczęło się niewinnie - czasem poranne przejażdżki na szosie, "gadki-szmatki", że to w sumie też fajne jeżdżenie, chociaż można rozróżniać grubość farby do malowania pasów na jezdni i takie tam. Lawina też czasem zaczyna się od małego kamyczka. A pożar od iskierki.

Od zawsze jeździliśmy na góralach. Dla większości z nas od nich ponad dekadę temu zaczęła się przygoda z rowerem . Z czasem sprzęt stawał się coraz cięższy i bardziej off-roadowy. O szosie owszem rozmawialiśmy, ale bardziej w kategoriach nabijania się z cienkich kółek i problemów z pokonywaniem pęknięć w asfalcie. Teraz muszę przyznać, że się wtedy wszyscy myliliśmy. Wąskie opony wcale nie zawężają horyzontów. A przygoda nie kończy się w miejscu, gdzie zaczyna się asfalt.

Pod koniec sezonu Borys rzucił hasło: - A może byśmy tak objechali Tatry dookoła?

- Człowieku, w jeden dzień? Ile to kilometrów?
- Koło dwustu. 
(Znacząca cisza)
- Łamiecie się, nie damy rady?
(Po chwili znaczącej ciszy)
- Kto nie da rady? My się łamiemy?

W ten sposób świt pewnej soboty w środku września zastał nas dojeżdżających do Zakopanego samochodami wypakowanymi cienkokołowymi przecinakami. Prognoza mówiła o pięknej słonecznej pogodzie 10-15 oC . Ale nie było nic o tym, że rano pod Nosalem będzie 1oC PONIŻEJ zera!

Gorączkowe poszukiwania ujawniły znaczące braki w garderobie. No to będzie ostry start. Według planu powinniśmy zatoczyć pętelkę kończącą się na tym samym parkingu pod Nosalem, który wybraliśmy, bo łatwo do niego dojechać omijając centrum Zakopanego.

Rozpoczynamy Drogą Oswalda Balzera i dzwoniąc zębami z zimna przejeżdżamy koło kaplicy na Jaszczurówce. Droga ma tam świeżo położony asfalt, biegnie gęstym lasem, a parę podjazdów i zjazdów zapewnia przynajmniej małą rozgrzewkę. W Wierchporońcu skręcamy w prawo na drogę (nr 960) prowadzącą do przejścia granicznego w Łysej Polanie. Koniec dobrego asfaltu. Dzwonieni zębami nie cichnie, ale teraz to już dzięki drodze. Póki co trwają małe ataki, próby sił i wyczuwanie przeciwników. Oficjalnie to wycieczka bardziej krajoznawcza, niż sportowa, ale wiadomo jak to jest, kiedy spotyka się czterech facetów.

Na granicy okazuje się, że Jacek nie wziął paszportu. Cóż za schematyczna sytuacja. Testujemy podejście z dowodem osobistym. To działa! Czujemy się bardzo unijnie. Z Łysej Polany jedziemy (droga nr 67) przez urokliwą wioskę - Tatrzańska Jaworzyna, za którą mamy pierwszy większy podjazd na Zdziarską Przełęcz (1080 m n.p.m.). Nie jest bardzo stromy, ale dość długi. Jakość drogi zmienia się właściwie tuż za granicznym szlabanem.

Niesamowite. Nasi drogowcy zawsze narzekają na warunki klimatyczne, ale Słowacy mają przecież takie same, nie?! To czemu u nich się da, a u nas nie?

Z przełęczy zjeżdżamy przez Zdziar aż do Tatrzańskiej Kotliny. Za wsią skręcamy w prawo na drogę nr 537. Do tej pory nie mieliśmy wielu okazji, żeby pooglądać góry, jednak teraz pokazują nam się Tatry Wysokie w całej okazałości. Przerwa na sesję fotograficzną. Jako pierwszy rozpoznajemy Lomnický Štit (Łomnica) o wysokości 2634 m n.p.m.

Jedziemy dalej lekko wznoszącą się, gładką jak stół drogą przez piękne uzdrowiska tatrzańskie: Tatrzańską Łomnicę, Starą Leśną i Tatrzańską Leśną. Następny przystanek wypada w Górnym Smokowcu przy rekomendowanym przez Borysa sklepie sportowym (po lewej stronie, przy samej drodze). Ceny są bardzo zachęcające i wybór spory. Po dokonaniu zakupów dojeżdżamy do Starego Smokowca. Tu zwyciężyło podejście wycieczkowe i zrobiliśmy sobie dłuższą przerwę śniadaniową na tarasie z pięknym widokiem na okoliczne szczyty Wysokich Tatr. To był błąd, po takiej przerwie trudno ruszyć, ale na szczęście ta część trasy to prawie płaski odcinek przez Tatranské Zruby, Tatrzańską Polankę do Wyżnich Hagów. Droga aż od Starej Leśnej wiedzie lasami. Zaczyna się teraz bardzo długi i średnio stromy podjazd pod Štrbské Pleso (Szczyrbskie Jezioro).
Na skrzyżowaniu przed wjazdem do tej miejscowości po raz pierwszy krytycznie patrzymy na zegarki i decydujemy do samej miejscowości nie wjeżdżać. Za długo to śniadanie trwało. Jeżeli ktoś chce zaliczyć premię górską "pierwszej kategorii" to może dołożyć sobie ten kilometr. Wrażenia gwarantowane! Za przełęczą
rozpoczyna się najdłuższy w czasie całej wycieczki zjazd. Droga aż do Podbańskiej wiedzie cały czas lasami, jest dobrze wyprofilowana, więc prawie nigdzie nie trzeba hamować. Prędkości dochodzą do 80 km/h. Na gładkim asfalcie to wielka przyjemność.
Opuszczamy lasy i Wysokie Tarty. Na zjeździe grupka rozdzieliła się. W oczekiwaniu na maruderów rzucamy ostatnie spojrzenia na Krywań oraz w prawo, na Wołowiec. Mamy przed sobą najmniej ciekawy, płaski odcinek wiodący przez wsie Przybylina, Vavrisovo, Liptowski Peter, Liptowski Gródek (Liptovský Hrádo...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 10 wydań czasopisma "bikeBoard"
  • Dodatkowe artykuły niepublikowane w formie papierowej
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych wydań magazynu oraz dodatków specjalnych...
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy