Dołącz do czytelników
Brak wyników

Temat , Przygoda

14 października 2020

NR 43 (Wrzesień 2020)

Velo Dunajec
Przygoda, przygoda, każdej chwili szkoda

223

Długo się nie zastanawiam. Cieszę się na myśl o trasie, o której ostatnio w Małopolsce jest bardzo głośno, a większość znajomych twierdzi że przejechane przez nich fragmenty są bardzo fajne. Chcę się o tym przekonać na własnej skórze. Dołączy do nas jeszcze czterech kumpli i wystartujemy w sumie w szóstkę. Ja sam nie chcę rozpoczynać wyprawy w bierny sposób (zbiórka dopiero o 18:00) i na miejsce dojadę sobie z Krakowa na rowerze.

POLECAMY

We czterech zbieramy się pod Makiem w Nowym Targu, gdzie wciągamy niezdrowe jedzenie i postanawiamy, jak zwykle: „że to ostatni raz i że od teraz odżywiamy się już zdrowo”. Później robimy zapasy w znanej sieciówce i zabieramy się za poszukiwanie miejsca biwakowego. Marzy nam się przygoda i dzika przyroda. Wydaje się, że platforma widokowa w rezerwacie przyrody Bór na Czerwonem jest idealnym miejscem na rozbicie obozu. Okazuje się jednak, że to popularna miejscówka oblegana przez lokalsów i turystów. Marzenia o dziczy nie dotyczyły spotkań z dzikimi człekokształtnymi, dlatego wycofujemy się rakiem i ruszamy w las, by rozbić się w bardziej ustronnym miejscu. Wybieramy leszczynowy zagajnik. Tam dołączają do nas jeszcze dwaj uczestnicy wyprawy: szwagrowie Piotr i Paweł. Noc jest gwieździsta i zimna. Tomasz puszcza z komórki szlagier z końca lat 60. ubiegłego wieku: 

Przygoda, przygoda, każdej chwili szkoda,
Świat jest piękny, czy to znasz?
Otwórz oczy, patrz, otwórz oczy, patrz!
La, la, la... otwórz oczy, patrz. 

Refren wbija nam się w pamięć i wraca do nas przy wielu okazjach, stając się hymnem naszej wyprawy.

Mój puchowy śpiwór sprawdza się wyśmienicie. Ci, którzy śpią w syntetykach, rano wstają zmarznięci. Rześki poranek mobilizuje nas do szybkiego zorganizowania śniadania i błyskawicznego zwijania obozu. Przejeżdżamy niedaleko sportowego lotniska w Nowym Targu, gdzie podziwiamy startujące przy pomocy wyciągarki szybowce, w tle panorama Tatr. Ruszamy dalej, jednak po krótkim odcinku po prostu musimy się znów zatrzymać na widok bacy i stada owiec. Nie możemy się powstrzymać i strzelamy masę fotek. Dalsza droga do Dębna przynosi kolejne zaskoczenie: tym razem wrażenie wywiera na nas wyjątkowo gładka nawierzchnia. Jedziemy lekko w dół z wiatrem w plecy, mając po prawej szeroką panoramę Tatr. Na moście przed Frydmanem rowerówka jednak nagle się urywa (zapewne brak funduszy na rozbudowę mostu). Teoretycznie jest tu wymalowany pas drogi rowerowej, ale zwłaszcza w weekendy natężenie ruchu rowerowego skłania desperatów do jazdy wraz samochodami. Słabe to jest i w naszej opinii wymaga poprawy... Po przejechaniu mostu wzdłuż ruchliwej drogi trasa znów prowadzi nowiutkim asfaltem po wale, aż do przystani we Frydmanie. Jeszcze dwa lata temu (2018 r.), kiedy startowałem tu w zawodach triathlonowych, zawodnicy musieli biegać po nierównym klepisku, na którym łatwo było o kontuzję, a teraz piękny asfalcik! Sama przystań też odżyła. Sporo rowerzystów na trasie. We Frydmanie decydujemy się na chwilowy popas. Rozkładamy się na leżakach i raczymy się piwem bezalkoholowym i kawą. Miejscowy bar oferuje zapiekanki lub hot dogi, a my wcale nie grymasimy. Gasimy pragnienie, zabijamy głód i sycimy się wspaniałymi widokami na góry i Zalew Czorsztyński. To jednak nie koniec dnia, zatem wskakujemy na siodełka i z umiarkowaną prędkością gnamy do Niedzicy. Trasa jest tu ostro pofalowana, pociągnięta wzdłuż linii brzegowej zalewu. Zanim zjedzie się w dół, trzeba pokonać spore przewyższenia (ok. 15-procentowe nachylenie). Drażni nas „bzyczek” elektrycznego roweru (jeden z nas takowy posiada). Reszta jednak kręci na klasykach i bywa, że któryś zeskakuje z siodełka, by wpychać pod górę sprzęt obciążony klamotami. Trudy rekompensuje widok na dwa zamki (Niedzica i Czorsztyn) oraz na zalew i zaporę. Szybkie sweet focie i lecimy dalej na Pieniny. 

Malownicza trasa prowadzi nas przełomem Dunajca. Ciągniemy ze Sromowców Niżnych do Szczawnicy słowacką stroną. Ścigamy się z flisakami, ale ostrożnie, gdyż trzeba uważać na spacerowiczów. Mimo pandemii flisacy mają w łodziach komplet, a na ścieżce pełno turystów. Docieramy do Szczawnicy. Nad Grajcarkiem jemy nietani obiad, na szczęście smaczny, zdrowy i syty. Z pełnymi żołądkami pokonujemy odcinek przez Krościenko i Tylmanową, by w okolicach Zabrzeża przekroczyć Dunajec i dalej już jechać prawą stroną rzeki. Ten odcinek poprowadzony jest ruchliwą drogą Szczawnica–Kraków jest ona wąska, kręta i niemal pozbawiona poboczy. Dalej już nie narzekamy, ponieważ szosa jest dobra, a ruch lokalny słaby. Koło Łącka mijamy sady owocowe. Na myśl przychodzi nam wysokoprocentowy napój, lecz nikt z nas nie znajduje wystarczającej odwagi, by zagadać miejscowych gospodarzy o wyroby własne. Nagle mamy przymusową przerwę. Tomasz – „szef” łapie gumę. Jak przygoda, to przygoda! Normalnie poszłoby gładko, lecz okazuje się, że w jego elektryku inaczej to wygląda. Łatamy oponę taśmą budowlaną od wewnątrz, i od zewnątrz. Z czasem taśma się zwulkanizuje z oponą Polak wciąż potrafi. Wygląda to mało estetycznie, ale się sprawdza. Mamy jednak godzinne opóźnienie, a tu jeszcze koniecznie trzeba uzupełnić zapasy żywności. W Starym Sączu znajdujemy, w szczerym polu złocącym się o zachodzie pszenicą, sklep z owadem w logo. Obkupieni zmierzamy w miejsce zaplanowanego biwaku: na Bobrowisko. GPS doprowadza nas jednak na jakąś prywatną posesję zamiast na most i drugą stronę drogi. Musimy zawrócić. Ciśnienie wzrasta, gdy docieramy na Bobrowisko. Tu ogniska nie da się rozpalić. Wszędzie chaszcze i woda. Mimo że okolica przepiękna, humor nam siada już całkiem na widok zabawowego towarzystwa urządzającego sobie przyjęcie w naturze. Wahamy się, czy zostać, czy może nocować w okolicznym lesie.

Ruszamy na poszukiwania, lecz niczego nie znajdujemy (brak polanek i teren grząski). Musimy zatem zostać na Bobrowisku. Platforma obserwacyjna wykonana została z drewna i tak zaprojektowana, by łagodnie wpisywała się w teren. Cóż z tego, gdy w nocy okazuje się, że dach przecieka! Nie wystarczyło miejsca, byśmy wszyscy mogli rozbić namioty. Ułożyłem się zatem na deskach pod dachem i zasnąłem. W środku nocy obudziły mnie zimne krople deszczu. Surowy drewniany daszek wygląda malowniczo, ale nie został przykryty choćby papą. Chciałem, jak prawdziwy obserwator przyrody, spać pod gołym niebem. Mimo okrycia się tropikiem szybko przemókł mi mój cieplutki puchowy śpiwór. A gdy przestało padać, z okolicznych szuwarów wyleciały stada komarzyc, więc o piątej rano, niewyspany i zły, byłem zmuszony rozbić sobie namiot. Ech, przygoda, przygoda! 

Następny dzień rozpoczynamy od poszukiwania sklepu rowerowego w Nowym Sączu, by kupić oponę do elektryka Tomasza. Przy okazji stołujemy się w widocznej z daleka, znajomej wszystkim podróżnikom restauracji (i znowu przyrzekamy, że to ostatni raz). Nowy Sącz jest pechowy tym razem dla Pawła. Szybko łata dętkę, jednakże po pięciu minutach ponownie ma flaka w tym samym kole (jak przygoda, to… sic!)! Poszkodowany nabiera wprawy i ani się obejrzymy, rower jest gotowy do dalszej drogi. Ruszamy! To dzień podjazdów. Kręcimy wzdłuż kolejnego zalewu, tym razem Rożnowskiego. W Gródku nad Dunajcem wciągamy burgery (niezdrowe jedzenie wchodzi nam w krew). I znowu mozolnie wspinamy się na przełęcz. Każdy swoim tempem. Piotrka bolą kolana. Proponuję misie – żelki, które zawsze wożę na rowerowe wyprawy. Chyba pomagają, gdyż wkrótce widzę, że wszyscy wcinają owocowe galaretki. W drodze do przeprawy promowej przejeżdżamy przez urokliwy mostek. Prom cumuje niedaleko zamku w Czchowie. Na drugim brzegu brak 1,5 km wytyczonej drogi Velo Dunajec. Musimy jechać krajówką. Niebezpiecznie blisko naszą szóstkę mijają TIR-y. Niekiedy dosłownie na milimetry. Ten „niezrobiony” fragment Velo Dunajca mocno obniża ocenę całej trasy. Gdy wracamy na prawy brzeg, r...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 10 wydań czasopisma "bikeBoard"
  • Dodatkowe artykuły niepublikowane w formie papierowej
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych wydań magazynu oraz dodatków specjalnych...
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy