Dołącz do czytelników
Brak wyników

Temat

7 sierpnia 2020

NR 42 (Sierpień 2020)

#strongrittandkate

0 273

Z grupą kolarek i kolarzy, którzy promowali akcję pomocy potrąconym 1 czerwca kolarkom, przejechałem w wozie serwisowym z Częstochowy do Gdańska. W trakcie tej podróży patrzyłem na jadących kolarzy i kierowców, rozmawiałem z zawodowcami oraz amatorami i przez 18 godzin myślałem o naszym bezpieczeństwie na drogach. Dzielę się tym i zachęcam do dyskusji, żeby wyjście na szosę nie było rosyjską ruletką.

Leje deszcz, a temperatura nie przekracza 10°C. Ciało marznie z niewyspania, a w głowie pożar niepokojów o czekającym dystansie. Nikt wokół nie przejechał w jednym wysiłku tak długiego dystansu. Nikt, nawet Przemek Niemiec. „On teraz więcej jeździ, niż jak się ścigał, zobacz, jaki wycieniowany” – mówi do mnie Zenon Jaskóła, poprawiając się w fotelu załadowanego do pełna busa. Z trudem łapiąc równowagę w kołyszącym się samochodzie, przestawiam skrzynki z ciastkami i układamy bidony, żeby były bliżej wejścia. Już czas, bo do przedniego okna podjeżdża pierwszy kolarz, chwyta się framugi i o coś prosi. Zenon, który siedzi w głębi, dosłyszał i ożywiony pyta nas przy drzwiach: „Bułki gdzie są? Oni teraz muszą jeść solidnie, żele zostaw na koniec, teraz nie wolno im ich dawać”. Wie, co mówi, jest jedynym Polakiem, który po miesiącu ścigania stanął na podium Tour de France. Wojtek Kluk odpala baterię sygnałową i rozchodzą się dźwięki tak charakterystycznej melodii La Cucaracha. Wszyscy czujemy dreszcz wywołany skojarzeniami z wielkiego wyścigu. Sygnał się urywa, a Wojtek mówi do mikrofonu: „Karmienie!”. Obstawiający nas motocykliści intuicyjnie zmieniają się pozycjami i błyskając kogutami, potwierdzają gotowość. Szosa jest pusta i z przodu, i z tyłu. Łapię za klamkę drzwi bocznych i rozsuwam je na pełną szerokość. Do środka wdziera się zimne powietrze zmieszane z wodnym pyłem. Kurczę się, ale lewą nogę wystawiam na próg busa i blokuję wielką ikeowską skrzynką napchaną bułkami. „Cheese or chicken” – żartujemy, wydając buły. „Byle bez folii” – buńczucznie żartują podjeżdżający do pędzącego busa kolarze. „Bidon?” „Nie, na razie mamy wszystko”. Pomiędzy jadącym busem a rowem rozgardiasz, mijanie się barkami na centymetry, jeszcze niepewne gesty obsługi, ale powoli zaczynamy wchodzić w rytm. Dochodzi szósta rano, a grupa ciśnie już od godziny i to nie jest tempo rozgrzewkowe, napierają pełnym speedem. Z szarości dnia wyłaniają się tylko jaskrawe kaski z dużym napisem #strongrittandkate. Nie jadą dla siebie. To coś więcej.
 

POLECAMY

 

 

Zajeżdżamy do zajazdu pod Wieluniem, wyładowujemy torby, a kolarze zaczynają momentalnie się rozbierać. Zapinam kołnierz i odwracam się plecami do wiatru i widzę, jak za samochodem szczupłe, blade postacie stoją boso na betonie parkingu. Naciągają na siebie suche getry, rękawki i zmieniają buty. Jest szansa, że wyrwaliśmy się ze strefy opadów, ale na razie idziemy na śniadanie. „Kolarskie!” Z radością obwieszczają uczestnicy, nakładając na talerze omlety i naleśniki. Justyna i Paweł Baryłowie i Marcin Burchaciński wiedzieli, czym poczęstować swoich starych przyjaciół i całkiem nowych kolarskich znajomych. Są kolarzami, więc odpowiednie na wysiłek menu było dla nich całkiem oczywiste. Wszyscy futrują w szalonym tempie i zapijają litrami kawy. Ubytek kaloryczny to efekt deszczu, wiatru i niskiej temperatury. Ale po śniadaniu kolorki wracają, a Wojtek Kluk, swoim tubalnym głosem, jak przywódca stada, zagania towarzystwo na rowery, mówiąc: „Nie ponaglam was, ale za pięć minut musimy opuścić parking”. Nie trzeba mówić im więcej, wychodzimy. Na zewnątrz Przemek Niemiec tłumaczy, dokąd jedziemy i w jakim celu. Pokazuje do kamery swój rower i opowiada, po co te błyskające lampki i dlaczego ma jaskrawy kask. Pani z TVP Info cierpliwie wysłuchuje i dopytuje o kolejne szczegóły. Zachodzę w głowę, dlaczego telewizja zainteresowała się naszym problemem, zazwyczaj ogólnopolskie stacje zajęte są naparzanką polityków i zwłaszcza w ostatnim czasie innych newsów nie było. Dociera do mnie, że dziś jest cisza wyborcza i wreszcie możemy zjednoczyć się we wspólnej sprawie. Jeszcze tylko grupowa fota i kolarze jeden po drugim wskakują na rowery i opuszczają gościnny parking. Zaczyna się ściganie z czasem. Próbujemy się namierzyć, ale oprócz grupy szesnastu kolarzy i kolarek oraz czterech motocyklistów, do skoordynowania mamy jeszcze trzy osobne zespoły: kamerzystę, kierowniczkę planu i prowadzącego program „Dzień dobry TVN”. Dlatego aktualnie słowem klucz jest „pinezka”. Kosmiczna technologia zaklęta w telefonie, a pozwalająca się wzajemnie namierzać. Okazuje się, że test zdajemy dopiero analogowo. Wymaga to jednak pewnych poświęceń. Do zapchanego pod sufit busa pakujemy kamerzystę z wielką Betą i filigranową (na szczęście) kierowniczkę planu, która gorączkowo konferuje z siedzibą telewizji o czasie możliwego wejścia na antenę. Wojtek próbuje znaleźć kolarzy i miejsce, w którym będą się dobrze komponowali. Wreszcie się zatrzymujemy. Z kolejnych samochodów wysiadają ludzie telewizji i ustawiają się do swoich zadań, a na horyzoncie widać błyskające na żółto lampki marszali z APC Moto Pasja na motocyklach. To znak, że za chwilę będą z nami główni aktorzy przejazdu. Prowadzący dostaje strzępy informacji, co, po co i dlaczego. Chwyta to wszystko w lot i z ujmującym uśmiechem czaruje kolarzy i kolarki, którzy właśnie nadjechali. Udało się. To po prostu niebywałe. Zachwyt nad profesjonalizmem to jedno, ale dla mnie ważniejsze jest to, że te same treści pojawiły się w dwóch skrajnie nastawionych stacjach. Dziś ważne są: #strongrittandkate, „bądźcie ostrożni na rowerach”, „uważajcie na rowerzystów”, „wprowadźmy przepis o omijaniu rowerzysty na co najmniej półtora metra”. Cud. Jak w Wigilię, a to przecież początek wakacji. 
 


Po śniadaniu w Wieluniu do naszej ekipy dołączyli Alan i Norbert Banaszkowie, Tobiasz Pawlak i Michał Podlaski z Mazowsza Serce Polski Cycling Team, którzy zostaną z kolarzami do Torunia. Wsparli swojego kolegę teamowego Karola Domagalskiego, który prowadzi nas od Częstochowy. Peleton wyraźnie przyśpieszył i dla wielu jadących tempo okazuje się krytycznie wysokie. Nie mogą dopasować kadencji, wiercą się i od czasu do czasu „strzelają”, więc trzeba ich podciągać za busem. Wreszcie „dyrektor sportowy” naszej ekipy, Zenon Jaskuła, przywołuje Przemka Niemca i w żartach zachęca go, żeby pokazać „młodym”, kto tu jest szefem. „Poszarp im nogę” – mówi, bo jak wie, respekt peletonu można uzyskać tylko przewagą fizyczną. Przemek tylko się uśmiecha i łapie w lot aluzję. W grupie z Częstochowy do Gdańska jadą nie tylko zawodowcy, ale i wielu amatorów ze sklepu Kluka, czyli Farbrykarowerow.com w składzie: Marcin Gembicz, Rafał Klama, Mateusz Komar, Tomasz Jaworski, Cezary Muller, Michał Nabiałek, Michał Bareła czy Paweł Szczerba i Dominik Patrzykowski. Wojtek Kluk opowiada: „A Michał Barczyński nasz fizjoterapeuta i bikefitter drugiego stopnia to wsiadł na szosę dopiero dwa lata temu, a zobacz, jak się trzyma”. Dwa lata i porwał się na taki dystans?! Niewiarygodne. Ale z drugiej strony, szyje jak maszyna Singera. Niemiec ma posłuch i po chwili tempo się stabilizuje. Ale trudno powiedzieć, żeby kolarze jechali noga za nogą. No właśnie, ale przecież nie tylko kolarze. Od Częstochowy w peletonie jedzie bliska koleżanka Rity Malinkiewicz i Kasi Konwy, czyli Kasia Solus-Miśkowicz. Z kolei drobniutka @ministra_kolarstwa [Instagram], czyli Ewa Kołodziej jednoznacznie pokazuje, że tempo jest lepsze, ale wciąż za wysokie, ale to chyba kokieteria, bo choć przeklina jak szewc, to jedzie ramię w ramię z wielkimi jak dęby chłopami. W Gdańsku powie, że miała chwile zwątpienia, ale jak Przemek Niemiec zapiął tempomat na 40 km/h to średnia wyszła 34. Utrzymała to tempo na całym dystansie 504 km. To wzbudziło niekłamany respekt u wszystkich, nawet u najbardziej utytułowanych uczestników. Z tą średnią to w ogóle są jaja. Kurek miał 37, ale jechał tylko część dystansu z Torunia do Gdańska.
 


Z przeciwnego pasa nadjeżdża dwóch niepozornych kolarzy i bezceremonialnie wpycha się do grupy. Wiem, że było bardzo wielu chętnych, ale Wojtek Kluk postawił sprawę jasno: jadą tylko sprawdzeni i zaproszeni. Bezpieczeństwo jest priorytetem. Tylko kto w Polsce ma aktualne spodenki Ineos? Jasne. To Michał Gołaś i Łukasz Owsian z Arkea Samsic. Pierwszy swój dożywotni kontrakt z ekipą zawdzięcza swojemu pseudonimowi „Profesor” i już po chwili wiem dlaczego. Kiedy otwieramy drzwi pędzącego busa, a miękko mówiący Michał pozdrawia wszystkich, od razu daje się wyczuć specyficzną aurę, jaką roztacza. Wszystkim jest miło, wszyscy czują się ważni i zaopiekowani. Michał prowadzi nas do miasta pierników jak po sznurku, ale niespodzianka, jaką przygotował na parkingu pod sklepem Gołaś Bike, zapiera dech w piersiach. Katering jak na ekskluzywnym garden party. Najwyższej klasy paliwo dla sportowców i to w ilościach, których nawet mocno wyposzczona grupa mająca na celu pokonać dystans 500 km nie jest w stanie przejeść. Sklep Michała Gołasia to tygiel, w którym łączą się idee i marzenia kolarzy na każdym poziomie zajawki. Przyszli zawodowcy i fani, sądząc po minach, wszyscy zachwyceni. Ale Wojtek stawia sprawę jasno i przed niejednym uczestnikiem rośnie poważny dylemat: „albo wsiadasz do busa teraz, albo ciśniesz do Gdańska. Nie ma innej opcji”. Zenon Jaskuła konfidencjonalnym szeptem mówi, że ten postój jest najdramatyczniejszym momentem przejazdu. Z jednej strony wydrenowany z energii organizm musi dostać zastrzyk kalorii, a z drugiej posiłek rozleniwi i obniży morale. Uczestnicy robią dziarskie miny, ale widać, że walczą ze sobą, bo za chwilę nie będzie już odwrotu. Nie wiedzą też, czego spodziewać się po organizmie, nikt z obecnych nie jechał jeszcze tak daleko na rowerze, nawet Przemek Niemiec, uczestnik kilkunastu etapówek i klasyków i tryumfator wielu spośród nich. Cezura 250 km jest wielką niewiadomą, bo granicę strefy komfortu przekroczono kilkadziesiąt kilometrów temu. Do boju skutecznie zagrzewa wulkan pozytywnej energii, Irek Bieleninik. Jego żarty, miny i szczera chęć pomocy są nie do przecenienia. Ale w podjęciu decyzji o kontynuacji jeszcze bardziej pomaga obecność jedynej już (Kasia Solus-Miśkowicz musiała się odłączyć nieco przed Toruniem, bo za chwilę miała dołączyć do zgrupowania kadry) w peletonie dziewczyny. Ministra cały czas pyskuje, że za szybko, ale nie zwalnia na jeden obrót korbą. 
Na ulicach i szosach coraz więcej ludzi na trasie nas pozdrawia i dopinguje. Są z rowerami albo zwyczajnie stoją przy drodze, klaszcząc. Samochody ustępują drogi, a ludzie doskonale wiedzą, co tu się dzieje i zatroskani pytają, gdzie wrzucić pieniądze. „Nie, proszę Pani, my nie zbieramy do żadnej puszki, my tylko chcemy zwrócić uwagę na zbiórkę, która ma miejsce na https://pomagam.pl/kasia_rita. Kasa tylko przez internet”. Opowiadamy na stacjach benzynowych i miejscach, w których wysiedliśmy z busa dla zrobienia zdjęć kolarzom. Zaskakujące jest to, że ludzie wiedzą, o co chodzi. Ten tragiczny wypadek rzeczywiście poruszył sumienia bardzo wielu ludzi. 

Za Toruniem zaczynamy kluczyć wąskimi przepięknymi drogami, ruch jest sporadyczny, a złote rozbłyski słońca nadają oprawę i dodają animuszu. Bajeczny moment, prawdziwie golden hour całego przejazdu. Zniżające się nad horyzontem słońce dostarcza coraz mniej energii i temperatura gwałtownie spada. Tempo wręcz przeciwnie. Do przejazdu dołączają kolejni forlauferzy – Adrian Kurek z Mazowsza, Łukasz Derhelt z Dre Rowery i Jakub Krzyżak X Trener, a zaciętość na twarzach jadących jasno informuje o poziomie wysiłku. Jedziemy już od tylu godzin, że przewaga siły woli nad akumulowanym w bateriach prądem jest widoczna. Wojtek Kluk przez megafon oznajmia: „Obowiązkowy postój na wymianę oświetlenia”. Wyskakujemy z busa i z wielkiego pudła wyciągamy świeżo naładowane Flary. Niektórzy się wygłupiają, inni się uśmiechają, ale po oczach widać, że kres sił jest bliski. Przed nami jeszcze prawie dwie stówy, w sumie bliżej niż dalej, ale teraz się zacznie. Kiedy kolarze i kolarka pojechali i trzasnęły drzwi, na pokładzie wesołego dotąd busa zapanowała cisza....

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 10 wydań czasopisma "bikeBoard"
  • Dodatkowe artykuły niepublikowane w formie papierowej
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych wydań magazynu oraz dodatków specjalnych...
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy