Dołącz do czytelników
Brak wyników

Porady

13 kwietnia 2022

NR 58 (Kwiecień 2022)

Ratunek w górach

0 501

Co roku w sezonie rowerowym w Beskidach GOPR interweniuje średnio od 150 do 200 razy, wyjeżdżając do wypadków, którym ulegli rowerzyści. Tendencja ta rośnie mniej więcej od roku 2018, w którym liczba wypadków podwoiła się w stosunku do roku 2017. Od tamtego czasu, jak w legendzie o powstaniu gry w szachy, wypadków przybywa w postępie geometrycznym.

 

POLECAMY

Podczas powstawania tego artykułu naszym konsultantem był Adam Tyszecki, ratownik zawodowy, Kierownik Sekcji Operacyjnej Bielsko-Biała Grupy Beskidzkiej GOPR.

W GOPR od 15 lat. Specjalizuje się w technicznych dziedzinach ratownictwa. W ramach zdobywania uprawnień instruktora GOPR pisze pracę o taktyce działań ratowniczych na górskich ścieżkach rowerowych. Pasjonat gór, outdooru, skiturów i żeglarstwa. Jeździ na hardtail'u, ale na singlach częściej można spotkać go w butach biegowych podczas kontroli dróg dojazdowych dla ratowników.

 

 

 

Skąd takie statystyki?

MTB, kiedyś zarezerwowane dla miłośników gór, doświadczonych zawodników cross-country i zjazdowców, stało się dostępne i powszechne. Rosnąca popularność ośrodków ścieżkowych czy bike parków z wyciągiem, który eliminuje czynnik kondycyjny, niegdyś kluczowy, powoduje, że w góry w ostatnich latach trafia więcej osób. Góry, jak galeria handlowa, wydają się czekać na „klientów” z otwartymi rękami, oferując wszystko, co potrzebne jest do uprawiania MTB: nachylone stoki, gładkie ścieżki, które zachęcają do puszczenia hamulców oraz podwózkę na górę. Sprzęt, który „umi” wszystko, czeka w wypożyczalniach, nierzadko również z dodatkowym elektrycznym kopem, żeby już niczego nie trzeba było robić na siłę.

 

Czy wypadkom ulegają zatem osoby mniej doświadczone, skuszone nowymi możliwościami? Niekoniecznie, choć tendencję tę potwierdza Adam Tyszecki, kierownik Sekcji Operacyjnej Bielsko-Biała Grupy Beskidzkiej GOPR. „Zwozimy z gór osoby, które na przykład wybrały się kolejką na Szyndzielnię i postanowiły zjechać RockNRollą, nigdy wcześniej nie będąc na rowerze w górach. Stosunkowo rzadziej interweniujemy w wypadkach doświadczonych rowerzystów, choć może wynika to z tego, że oni radzą sobie we własnym zakresie”.

 

Doktor Wojciech Solecki z Kliniki św. Łukasza w Bielsku-Białej, do której często trafiają kontuzjowani rowerzyści (bez „pośrednika” pod postacią GOPR), wśród najczęstszych urazów związanych z uprawianiem kolarstwa górskiego wymienia otarcia i skaleczenia (często o dużej powierzchni), rany, stłuczenia, skręcenia, złamania, wstrząśnienia mózgu (70% osób, które go doznały, nie były tego świadome, gdyż może do niego dojść, nawet gdy głowę chroni kask) oraz urazy klatki piersiowej*. 


Kolarstwo górskie jest sportem dynamicznym, w którym rozwijane prędkości znacznie przewyższają naturalne prędkości, z którymi porusza się człowiek podczas chodu czy biegu, wymagającym umiejętności technicznych. Poza sprawnością fizyczną ogromną rolę odgrywa tu doświadczenie, w tym obeznanie z różnorodnymi warunkami i właściwościami nawierzchni w zależności od pogody i wilgotności, jak również znajomość samego roweru. Brak odpowiedniego doświadczenia może skutkować większym ryzykiem wypadku. Ryzyko to wzrasta również z rozwijaną prędkością.

 

Według danych Grupy Beskidzkiej GOPR najczęstszymi urazami rowerzystów są urazy kończyn górnych (w tym uszkodzenia nadgarstków, obojczyków i dyslokacje barków) i dolnych oraz głowy, ok. 30% to urazy wielonarządowe. Około 35% wszystkich wypadków, do których wzywane jest Górskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe to wypadki ciężkie, które wymagają szybkiego transportu do szpitala.

 

Dysproporcja w liczbie wypadków między kobietami i mężczyznami odzwierciedla rzeczywistą proporcję między rowerzystami a rowerzystkami uprawiającymi kolarstwo górskie, gdzie 80–85% stanowią mężczyźni i oznacza to, że żadna z płci nie wykazuje większej skłonności do „glebienia” na szlakach.

Ze statystyk wynika również średni wiek osoby ratowanej, który wynosi 33 lata. 

 


 

 

 

Niech pierwszy rzuci kamieniem,

kto nigdy nie przeleciał przez kierę. Zmęczenie, dekoncentracja, klątwa ostatniego zjazdu, zła ocena sytuacji, złośliwość rzeczy martwych, nowe hamulce, cokolwiek… to się zdarza, nawet najlepszym. Według badań, do których dotarł Kuba Jonkisz z Enduro Trails, ryzyko uszkodzenia ciała w kolarstwie górskim nie jest wyższe niż przy innych popularnych aktywnościach sportowych. Wynik dla kolarstwa górskiego to średnio 1,2–1,54/1000 (1,2 do 1,54 urazu na tysiąc razy „uprawiania”), dla porównania w piłce nożnej wskaźnik ten wynosi 2,4/1000, w narciarstwie alpejskim 3/1000 (źródła: Aitken SA, Biant LC, Court-Brown CM. Recreational mountain biking injuries. Emerg Med J. 2011, 28(4):274–9. doi: 10.1136/emj.2009.086991).

 

Fakt, że GOPR interweniuje w narciarskich wypadkach 1800–2000 razy w sezonie, czyli od 9 do 10 razy więcej niż w wypadkach rowerowych, przy jedynie czterokrotnej przewadze liczebnej narciarzy nad rowerzystami, świadczy o tym, że MTB nie jest sportem wysoce kontuzyjnym. W kolarstwie górskim nie ma bezpośredniego kontaktu z innymi zawodnikami, nie walczy się tu o ścieżkę (choć bywają osoby, które czują taką potrzebę), jak również prędkości rozwijane nie mogą być porównywane z tymi osiąganymi przez narciarzy, nawet amatorów.

 

Najczęstszą przyczyną uszkodzenia ciała na MTB jest lot przez kierownicę, utrata przyczepności, zahaczenie przeszkody (skały, korzenia, drzewa), uderzenie w przeszkodę oraz niedolot lub za dalekie lądowanie za hopką. Zgodnie z przedstawionymi wcześniej statystykami, jeśli przeciętny kolarz wychodzi na rower średnio raz na trzy dni, oznacza to, że tylko raz na 28 miesięcy mocniej się potłucze. To może mocno uśpić czujność i pozwolić wierzyć, że „mnie to nie dotyczy” w związku z tym, „po co mi apteczka” i „jak już się coś wydarzy, nauczę się wzywać GOPR”.

 

 

Jak wezwać GOPR?

Kiedy rozmawiam o tym z Adamem Tyszeckim, on nie ma wątpliwości: przez aplikację Ratunek! „To metoda najprostsza, wymagająca minimalnej dozy trzeźwości umysłu, która jednocześnie jest metodą najlepszą, gdyż daje dyspozytorowi najwięcej informacji w najkrótszym czasie”. Podczas gdy wezwanie telefoniczne wymaga rozmowy, przedstawienia okoliczności wypadku, miejsca zdarzenia i sposobu dojazdu do niego, użycie aplikacji sprawia, że dyspozytor otrzymuje od razu wiadomość o lokalizacji poszkodowanego, informację o stanie baterii telefonu, a jeśli użytkownik uzupełni skrupulatnie dane w aplikacji, także kontakt do rodziny i informację o chorobach przewlekłych, grupie krwi czy przyjmowanych lekach.

 

Należy pamiętać, że do wypadku często dochodzi w terenie, którego nie znamy lub miejscu, którego nawet dokładnie nie da się zlokalizować na mapie, zwłaszcza gdy zasięg telefonii komórkowej jest słaby. Telefonicznie trudno również jest przedyktować współrzędne geograficzne, nawet jeśli osoba dzwoniąca jest na tyle opanowana, że potrafi je odczytać z telefonu. Bezapelacyjnie znacznie łatwiej jest w nerwach odpalić w telefonie aplikację i trzy razy stuknąć w obrazek, niż odnaleźć numer alarmowy na liście kontaktów i przeprowadzić rozmowę, przekazując dane, które elektronicznie poleciały do dyspozytora w ułamku sekundy. 

 


Aplikacja działa przy bardzo słabym zasięgu sieci komórkowej, gdyż w takim wypadku wysyła do dyspozytora SMS. Może być również pomocna w przypadku, gdy ktoś zgubi się w górach, gdyż daje możliwość namierzania, a dyspozytor jest w stanie wskazać kierunek odejścia. 

 


 

 

 

Aplikacja Ratunek

  • Aplikacja Ratunek działa na wszystkich telefonach.
  • Jest bezpłatna.
  • Kod QR do aplikacji często jest umieszczony na szlakach, ścieżkach rowerowych, w schroniskach – jeśli jeszcze jej nie masz, ściągnij ją, gdy rozpoczynasz wycieczkę. 
  • Wezwanie pomocy przez aplikację Ratunek następuje przez trzykrotne uderzenie palcem w obrazek symbolizujący przycisk z emblematem krzyża i gór. 
  • Wezwanie pomocy wyświetlane jest w centrali na dużym monitorze i zostaje w systemie – nie ma możliwości, by wezwanie zaginęło. 
  • Potwierdzeniem przyjęcia wezwania, jest otrzymanie SMS lub rozmowa z ratownikiem. W sytuacji, gdy zasięg sieci GSM jest bardzo słaby, aplikacja i tak wyśle wiadomość z danymi lokalizacyjnymi i będzie próbowała nawiązać połączenie, nieustannie szukając sygnału sieci. Nawet gdy połączenie zostanie przerwane i nie uda się porozmawiać z ratownikiem, centrala alarmowa odbierze kolejne próby nawiązania kontaktu i wyśle pomoc. 
  • By ściągnąć aplikację Ratunek, wejdź na ratunek.eu

 

 

Weź głęboki oddech i rozmawiaj

Adam Tyszecki mówi: „My się nigdy nie wkurzamy, jeśli ktoś wzywa pomocy. Z naszego punktu widzenia, lepiej pojechać do czegoś, co okaże się błahostką i nie stanowi wielkiego zagrożenia, niż żeby się miało okazać, że ktoś pod wpływem adrenaliny schodzi z rowerem z gór z połamanym kręgosłupem i naraża się na długofalowe komplikacje”.

 

Jeśli z jakiegoś powodu nie możesz skorzystać z aplikacji Ratunek i wzywasz pomoc przez telefon, przygotuj się, że będziesz musiał ustalić i przekazać swoją lokalizację. W tym celu najlepiej jest podać ostatni znany sobie punkt, np. stacja kolejki linowej na Szyndzielni. Adam Tyszecki odradza „ściemnianie” i podawanie punktów terenowych, których nazw nie jesteśmy pewni lub są zwyczajowe. Nie było tabliczki z nazwą? Nie masz stuprocentowej pewności, że Przełęcz Kołowrót to właśnie to miejsce, gdzie się znajdujesz? Nie podawaj tego!

 

Z doświadczenia ratowników wynika, że osoby wzywające pomocy potrafią pomylić szlak zielony z niebieskim (są podobne), a to oznacza, że ratunek może ruszyć na zupełnie inną stronę góry. Czasem wystarczy odczytać z mapy Google lub z mapy.cz nazwę (szczyt, potok, osada, polana, hala itp.), jaka jest wyświetlana w pobliżu naszego położenia, by ratownicy się zorientowali, gdzie się znajdujesz. Choć z reguły ratownicy zwykle dopytują i „wyciągają” z dzwoniącego informacje, gdzie jest, nawet jeśli poszkodowany jest zupełnie niezorientowany w terenie. 

 


Bardzo ważny przy wzywaniu pomocy, jest opis okoliczności wypadku, a nie opis samych skutków. Informacja o tym, że ktoś złamał rękę (co w niektórych przypadkach jest w stanie zdiagnozować nawet laik) może być niewystarczające, a co gorsze, może sugerować, że wypadek nie jest poważny. Służby ratunkowe inaczej podchodzą do sytuacji zagrożenia życia, a taką może być na przykład potężna gleba z uderzeniem klatką piersiową czy brzuchem w kierownicę, zderzenie z drzewem, uderzenie głową, utrata przytomności, zamroczenie itd. Takie informacje należy bezwzględnie podać podczas rozmowy z ratownikiem. 

 

 

 

 

 

Jeśli jesteś poszkodowany lub byłeś świadkiem zdarzenia, koniecznie poinformuj:

  • czy upadek nastąpił z dużą siłą/przy dużej prędkości;
  • czy poszkodowany uderzył w ziemię/rower/kierownicę klatką piersiową;
  • czy nastąpiło zderzenie z przeszkodą;
  • czy poszkodowany uderzył głową (warto obejrzeć stan ka...

Artykuł jest dostępny w całości tylko dla zalogowanych użytkowników.

Jak uzyskać dostęp? Wystarczy, że założysz bezpłatne konto lub zalogujesz się.
Czeka na Ciebie pakiet inspirujących materiałow pokazowych.
Załóż bezpłatne konto Zaloguj się

Przypisy