Dołącz do czytelników
Brak wyników

Przygoda , Otwarty dostęp

7 sierpnia 2020

NR 42 (Sierpień 2020)

Okrutny Beskid Mały na szosie

84

Na mapie wszystko wygląda płasko, nawet podjazd pod Grossglocknera! Na Google Earth – w porównaniu z Grossglocknerem, który sam wygląda jak pagórek – okolice Bielska-Białej wyglądają jak nizina. Nie wiadomo tylko, dlaczego drogi wiją się tu serpentynami, a poziomice niepokojąco zagęszczają się w niektórych rejonach. Beskid Mały potrafi zaserwować wysokoprocentową mieszankę podjazdów i zjazdów, która szybko uderza do głowy i ścina z nóg.

Beskid Mały leży na granicy województwa śląskiego i małopolskiego, na wschód od Bielska-Białej, na północ od Żywca i na południe od Andrychowa. Nie są to wysokie góry, nie ma tu spektakularnych szczytów, na które szykuje się całodzienne piesze wycieczki, dlatego naszą rundę można tłuc od wczesnej wiosny do późnej jesieni, gdyż w ostatnich latach niewiele jest tu śniegu. Jednak to nie jest runda dla wielbicieli jazdy na czas. Na mapie nasza trasa przypomina latawiec z trzema frędzlami (trzema ślepymi podjazdami, z których tylko jeden nie prowadzi donikąd) i sznurkiem (dojazdem i powrotem do Bielska).
 

POLECAMY

1. Z Góry Żar rozciąga się rozległa panorama na Beskidy oraz jeziora Międzybrodzkie i Żywieckie

 

2. Początek podjazdu pod Hrobaczą Łąkę.


 
Orlen ul. Górska, Bielsko-Biała – Przełęcz Przegibek
– dystans 7,2 km
– różnica wzniesień 313 m
– średnie nachylenie 4% 
– maks. ok. 7% (na całej długości bardzo przyjemnie)

Zaczyna się niewinnie. Od kawy na Orlenie i pogawędki na parkingu. Nie ogranicza nas czas. Ogranicza nas prognoza pogody i burze w okolicy godziny 14:00, wszystkie jednak wierzymy, że mamy więcej szczęścia niż rozpiętości przełożeń i że zło przejdzie bokiem. Ekipa nie jest wielka: dwie góralki z gór i dwie prawie góralki ze Śląska. 100% chromosomów X, co w żadnym wypadku nie uwłacza trasie. Zasady zawsze są te same: im więcej watów na kilogram masy ciała generujesz, tym lepiej dla Ciebie. Płeć jest kompletnie nieważna. Jeśli będzie za lekko, podkręć tempo! 
Ruszamy powoli, bo podjazd pod przełęcz Przegibek trzeba jechać równo i nie dać się ponieść euforii pierwszych kilometrów. Ta pętla zaczyna się niemal w centrum miasta, obok nas ludzie spieszą do swoich spraw, spacerują, a my zaczynamy górską przygodę, która pod koniec zaprowadzi nas w to samo miejsce i może znów te same osoby będą nas mijać po drodze. Orlen na początku ulicy Górskiej idealnie nadaje się na start: duży bezpłatny parking przy bulwarach zaraz za nim pomieści sporo samochodów, a stacja benzynowa ma toalety i spory sklep na wypadek, gdyby ktoś zapomniał picia czy batonów na drogę. Poza tym to miejsce dzieli zaledwie paręset metrów od stacji PKP Bielsko-Biała Leszczyny, dokąd ze stolicy Górnego Śląska co godzinę kursuje pociąg. 
 

 3. Chwila odpoczynku przed podjazdem pod Przegibek,  w środku kadru Alina Kilian - bohaterka wywiadu o ultrasach z poprzedniego wydania bikeBoardu. 


Wraz z ostatnimi zabudowaniami dzielnicy Straconka i źródełkiem po lewej stronie drogi zaczyna się las – tam po raz pierwszy można poczuć zapach gór. Droga robi się trochę stromsza i w zależności od dnia i pory jest bardziej lub mniej ruchliwa. W weekendy to tamtędy turyści jadą w stronę przełęczy, by wyruszyć na spacer w stronę szczytu Magurki Wilkowickiej lub Gaików. Oba miejsca upodobali też sobie riderzy MTB z powodu gęstej sieci ścieżek o wątpliwym statusie legalności, ale o wysokim stopniu technicznej „soczystości”. 
Na Przegibku tłumy. Jest weekend i parking na szczycie pęka w szwach. Gdy jedzie się w przeciwnym kierunku, samochody parkujące wzdłuż drogi zapowiadają koniec podjazdu. Od strony Bielska szczyt po prostu wyłania się po kolejnej łagodnej serpentynie. Gdy mówimy o tej pętli i podjazdach na jej przebiegu, Przegibek uznaje się zwykle za dojazdówkę i nie zalicza się go w poczet tych łamiących morale. Na pewno można to uczynić z podjazdem w tę stronę. W drodze powrotnej dla wielu będzie zabójcą, zbawicielem lub po prostu kropką nad i trzeba mieć nie lada tupet, by zignorować Przegibek wracając, zwłaszcza że potrafi niesamowicie się dłużyć. Na przełęczy w Gawrze, jeśli macie czas, można uraczyć się grochówką, fasolką po bretońsku lub domowym ciastem – wszystko pyszne, a pani przemiła. Na tej pętli trudno uznać, że zjazd jest nagrodą za podjazd, większość zjazdów wymaga trochę mniejszego wysiłku, ale za to przebiega tak szybko, że czasem człowiek nie zdąży się tą nagrodą nacieszyć. Jedynie Góra Żar to kompilacja w stylu kara plus kara – trudny podjazd i zjazd, na których zmęczenie, kiepski asfalt, piesi i pojedyncze samochody na drodze czynią ją raczej nieprzyjemną. Przegibek to jednak ciąg nagród: podjazd jest przyjemny, a zjazd w stronę Międzybrodzia to jeden z najprzyjemniejszych zjazdów dnia: gładko, górsko, kręto, szybko i pachnąco. 
 

4. Hrobacza Łąka – gdy kończy się asfalt, Beskidy pokazują swoje prawdziwe oblicze. 


Międzybrodzie Bialskie – ul. Nowy Świat
– dystans 1,8 km
– różnica wzniesień 238 m
– średnie nachylenie 13%
– maks. ok. 22% (raczej rzeźnia)

Jeśli właśnie stoisz przed poprzeczną główną drogą w centrum Międzybrodzia Bialskiego, jesteś za daleko. Kilka metrów przed skrzyżowaniem, po lewej stronie drogi zaczyna się droga do piekła – Nowy Świat. „Po co tam jedziemy?” – ktoś pyta. „Co tam jest?” „Nic” – brzmi odpowiedź. Jedziemy tam, bo „jest podjazd do zrobienia”, i „nie zna życia ten, kto nie był na Nowym Świecie!”.
Zaczyna się od razu, to znaczy od razu widać, co Cię czeka, wtedy zwykle komuś się wymsknie… najpierw jakieś delikatne przekleństwo i cichy chichot, a później już nikt się nie hamuje. Płeć po raz kolejny nie ma tu nic do rzeczy. Jest stromo. Trudno tu przyspieszyć, trudno też na kogoś poczekać, bo jedzie się tu raczej na granicy czegoś, co można jeszcze nazwać kadencją – wolne przepychanie korb. Wysiłek, by kręcić trochę szybciej, wydaje się niemożliwy do podjęcia, a odpuszczenie tempa skończy się utratą równowagi. Tutaj wszystko dyktuje nachylenie, przełożenia i siła nóg. Nie jest jeszcze tak, że podnosi przednie koło, ale raczej trzeba odrobinę zmienić pozycję na rowerze, żeby tego uniknąć. Po chwili przestaje mnie interesować, jak szybko jadą moje koleżanki, a po dwóch chwilach przestaje mnie interesować cokolwiek, poza jednym – kiedy się to kończy. Druga plansza na moim Wahoo nie pokazuje jeszcze szczytu podjazdu, mogę tylko kontrolować, jak zmieniać się będzie nachylenie, czy popuści, czy trzeba będzie spiąć się jeszcze bardziej. W końcu jest! Z prawego skraju wyświetlacza wyłania się ostry czubek, to w tamtym miejscu kończy się asfalt i zaczynają się betonowe płyty. Od tego czasu interesuje mnie tylko to, kiedy osiągnę ten punkt. Gdyby ten podjazd był dwa razy dłuższy, moje nogi odmówiłyby posłuszeństwa. W takich momentach chciałabym pożegnać się z moim archaicznym napędem 2x10 i pozwolić sobie na szaleństwo z kasetą z 34 zębami. Wbrew temu, co mówią niektórzy, miękkie przełożenie nie sprawia, że jedzie się wolniej – ono czasem decyduje o tym, czy jedzie się w ogóle. 
Na szczycie (czyli na końcu asfaltu) nawet nie konsultujemy tego, czy ktoś potrzebuje przerwy. Przerwa sama się anonsuje. Siadamy na drodze i relacjonujemy swoje przeżycia, przegryzając batoniki. Zjazd ulicą Nowy Świat trwa chwilę i można się na nim psychicznie zmęczyć. Gdy puści się hamulce, rower momentalnie przekracza 50 km/h. Na wąskiej krętej drodze to nie jest komfortowa prędkość. Na głównym skrzyżowaniu w Międzybrodziu skręcamy w lewo i podążając główną drogą wzdłuż jeziora, kierujemy się w stronę zapory w Porąbce. Zanim tam dotrzemy, czeka nas kolejny „bezsensowny” podjazd donikąd – Hrobacza Łąka. 
 

5. Zapora Porąbka

 

6. Wąski spokojny asfalt między Zaporą Tresna a Międzybrodziem Żywieckim

 

7. Hrobacza Łąka – ciągniemy jeszcze kawałek rozwalonym asfaltem, na wypadek gdyby segment Stravy kończył się właśnie tutaj.


Międzybrodzie Bialskie – Hrobacza Łąka do końca dobrego asfaltu przed kapliczką
– dystans 1,93 km
– różnica wzniesień 227 m
– średnie nachylenie 12%
– maks. ok. 23% (raczej rzeźnia, ale nieco łatwiej niż Nowy Świat)

Podjazd pod Hrobaczą na samym początku cofa się w kierunku, skąd przyjechałyśmy. Po lewej stronie drogi pojawia się znak STOP, który dotyczy pojazdów wyjeżdżających właśnie stamtąd. Ten znak oznacza, że w drodze powrotnej, trzeba się będzie pilnować, żeby nie przestrzelić przez drogę – sprawne hamulce mogą się przydać. Czego się tu spodziewać? Drogi pod górę, domów po drodze, ludzi, którzy Ci mówią, że nie daliby się przekupić żadnymi pieniędzmi, by podjeżdżać tu na rowerze oraz widoku na Jezioro Międzybrodzkie, które podczas podjazdu będzie za Waszymi plecami, a podczas zjazdu nie będziecie mieli odwagi nawet na nie spojrzeć. Tak więc wszystkie te argumenty przemawiają za tym, że nie ma po co się tam pchać. Dlatego właśnie musiałyśmy to zrobić. 
Po przejechaniu Nowego Świata ten podjazd nie wydaje się już tak straszny. Okolica jest ładna, na moim Wahoo od razu ustawiam sobie drugą planszę i już z mniejszą niecierpliwością oczekuję pojawienia się wierzchołka. W końcu kończy się dobry asfalt, a po tym zniszczonym można podjechać jeszcze parędziesiąt metrów i w końcu rozsądek każe się zatrzymać. Dalej nawierzchnia robi się jeszcze gorsza, aby ostatecznie zmienić się w typowo beskidzki szlak prowadzący aż do schroniska na Hrobaczej Łące – trasa nie dla szosówek. Zrobienie KOM-a na Hrobaczej to marzenie. Możecie próbować zrobić go na zjeździe, gdyż istnieje taki segment, jednak ze względu na to, że jest wyjątkowo niebezpieczny, pozostaje ukryty. 
 

8. Odpustowy klimat na Górze Żar, w tle modernistyczny budynek kawiarni. 

 

9. Izotonik na szczycie. 0,0%

 

10. Góra Żar i ogrodzenie zbiornika elektrowni pompowo-szczytowej. Szykujemy się do zjazdu. 

 

Porąbka – Przełęcz Targanice (przez Wielką Puszczę)
– dystans 7,2 km
– różnica wzniesień 216 m
– średnie nachylenie 3%
– maks. ok. 14% (przez większość dystansu łagodnie; końcówka stromo, ale krótko)

Jezioro Międzybrodzkie, wzdłuż którego chwilę jedziemy, kończy Zapora Porąbka, za zaporą górska woda wpada do Jeziora Czanieckiego, a później znów zmienia się w rzekę Sołę, która toczy swoje wody aż do Wisły. Przejeżdżamy przez Zaporę Porąbka, skręcając z głównej drogi w prawo, a zaraz za zaporą odbijamy w lewo i delikatnie staczając się w dół, mkniemy do skrzyżowania z ulicą Wielka Puszcza. Wielka Puszcza to potok, który spływa z gór i wpada do jeziora, a wzdłuż jego biegu prowadzi delikatnie nachylona asfaltowa droga o tej samej nazwie i niewielkim ruchu samochodowym. Strava powie nam potem, że jadąc od Porąbki do miejscowości Wielka Puszcza, pokonuje się podjazd, droga jest jednak tak delikatnie nachylona i tak urokliwa, że prawie się tego nie odczuwa. Średni procent nachylenia opisanego fragmentu nabija się na ostatnich kilkuset metrach podjazdu – na szczyt Przełęczy Targanice. Czternaście procent brzmi srogo, ale to naprawdę krótki fragment i tyle pod górę przejedzie każdy, nawet zmęczony kolarz. Targanice leżą już w województwie małopolskim, a zjazd z przełęczy (to naprawdę trochę przesadzona nazwa z tą przełęczą, gdyż daleko jej do Stelvio czy nawet do kolejnej na trasie Przełęczy Kocierskiej) jest szybki i odrobinę kręty. We wsi skręcamy w lewo i od razu zaczynamy podjazd pod kolejną przełęcz. 

Targanice – Przełęcz Kocierska
– dystans 3,54 km
– różnica wzniesień 272 m
– średnie nachylenie 8%
– maks. ok. 13% (równe nachylenie, nie zabójcze, ale nie lekkie)

Kiedy nachylenie się ustabilizuje, trzeba będzie dobrać tempo do swoich możliwości, oprzeć się wygodnie na kierownicy i kręcić. Na tym podjeździe nie warto szarżować, bo on jakoś nigdy nie chce dać się łatwo podjechać. Asfalt jest bardzo dobry, ruch samochodów umiarkowany, a nachylenie trzyma procenty i nie ma tu co oczekiwać jakiegoś zluzowania rygoru. Na szczycie przełęczy robimy dłuższą przerwę w Kocierz Hotel & SPA: kawa, ciastka i izotonik w postaci bezalkoholowego piwa. Tutaj podczas 76. Tour de Pologne (2019 r.) była meta czwartego etapu, którego trasę „projektował” Przemysław Niemiec, a którego często można tu spotkać w czasie jego treningów. Po przejechaniu Przełęczy Kocierskiej czeka Was ponad 9 kilometrów zjazdu: najpierw stromo i bardzo szybko, później droga się wypłaszcza na tyle, że najdzie Was ochota trochę mocniej pedałować, by cieszyć się jazdą w dobrym tempie. Ten zjazd zakończy się krótkim wzniesieniem, po którego pokonaniu znów czekają Was prawie 2 kilometry w dół aż do...

Artykuł jest dostępny w całości tylko dla zalogowanych użytkowników.

Jak uzyskać dostęp? Wystarczy, że założysz konto lub zalogujesz się.
Czeka na Ciebie pakiet inspirujących materiałow pokazowych.
Załóż konto Zaloguj się

Przypisy