Dołącz do czytelników
Brak wyników

Temat

7 lipca 2020

Kolarzu, czy jesteś jak żona cesarza?
Wstępniak bikeBoard #7/2020

108

Nie mam już siły do tego wstępniaka. Piszę kolejny raz i cały czas mam wrażenie, że nie jest taki, jak trzeba. Kasuję kolejne wersje i zaczynam od nowa. Ale wreszcie dotarło do mnie, że nie musi być ani przejmujący, ani być popisem wartkości pióra, nie musi być dobry, przerażający ani merytoryczny. Spróbuję jeszcze raz:


Po prostu, w dzień dziecka dwie koleżanki pojechały na rower... Wszyscy wiecie, co było dalej.

Sprawa wygląda w tej chwili tak, że jeśli naprawdę przejmujesz się losem tych dwóch kolarek, możesz się za nie pomodlić, przekazać na ich rzecz krew albo datek na rehabilitację, która z całą pewnością będzie koszmarnie trudna, bardzo droga i oby nie permanentna. Nie zwlekaj! pomagam.pl/kasia_rita #strongrittaandkate

 

Zdjęcia rowerów po tej katastrofie są tragiczne, ale gdy widzę zmasakrowany przód niesławnej Astry, dociera do mnie dysproporcja szans kolarza z kawałkiem styropianu przyczepionym tasiemką na głowie w konfrontacji z kierowcą opancerzonym blachą, otoczonym poduszkami powietrznymi, ukrytym za hartowanymi szybami. 

 

Tak, narasta we mnie gniew! Każdy i każda z nas obserwuje te fejsiki w czasie jazdy, poprawianie butów, tępy nic nie widzący wzrok, olewanie przepisów i zwykłą niechęć do rowerzystów. Mnie z wiekiem przyszło jeszcze drugie spojrzenie. Nie jesteśmy bez winy. Obserwuję siebie i innych rowerzystów i dobrze wiem, ile razy zignorowałem „stopa”. Ile razy „hybrydowo” podchodziłem do znaków poziomych skrzyżowań (na części byłem pieszym, na części rowerzystą, a na części pojazdem zmechanizowanym), bo tak było mi wygodniej. Czerwone światło? Eee, przecież to skrzyżowanie było puste! Dobrze wiem, że jak była zabawa i się z chłopakami ścigało, to się ścinało zakręty, no nie? Ale nie chodzi mi tylko o takie ewidentne przestępstwa względem KRD.

 

Mamy całkiem sporo przywilejów i te wykorzystujemy do granic wytrzymałości innych uczestników ruchu. Jazda ciągiem rowerowo-pieszym? Daj spokój, to dla dzieciaków, ja odbywam trening, bo musi być odbyty, więc ciągnę szosą – jak szosowiec! A jak to komuś przeszkadza, to niech się wali, ja jestem „w prawie”. Fakt. Jazda chodnikiem, kiedy mi pasuje, a potem bicie po gębach komentujących to nastolatków? Bywa. Dobrze na insta napisać, że „pojechałem do ...” (tu wstaw nazwę odległej miejscowości). Tylko, że w jaki sposób tam dotarłem to inna sprawa. A że prowadziła tam dwukierunkowa „krajówka” bez utwardzonego pobocza i obciążona ruchem jak cholera, to dla mediów społecznościowych nie ma znaczenia. Ważne, żeby wyczyn był! A że kierowca tira nie może zmieścić się przy wyprzedzaniu? Jego sprawa, mnie wolno, jestem pełnoprawnym uczestnikiem ruchu. Obowiązek świateł dla pojazdów zmechanizowanych? Bardzo dobrze, niech świecą, ale ja jadę rowerem, do zmierzchu możecie mi naskoczyć. A po zmierzchu? Sorki, musicie mi wybaczyć, wiecie jak jest, zagapiłem się i czas przeleciał albo defekt był i nie zdążyło się. Nie, lampek nie wożę, trening robię, każdy gram na wagę KOMa.

 

 

Ja nie mówię, że tak zachowuje się każdy, ale najczęściej nie zauważamy belki w swoim oku, a chcemy wydłubywać drzazgi z oczu innych. To prawda, że zwłaszcza w tak niebezpiecznym środowisku, jakim jest ogólnie pojęta szosa, każda i każdy z nas ma prawo do wytężonej uwagi innych kierujących. Ale czasami jest jak z tym brakiem umiejętności do wyznaczania trasy po drogach o małym natężeniu ruchu. Czasem jest tak, jak z brakiem lampki i jazdą stealth po zmroku, czy wybiórczym traktowaniu przepisów. Więc dobrze wziąć pod uwagę fakt, że przedstawiciel handlowy musi zrobić plan sprzedaży do 18:00 i byt jego rodziny zależy tego, czy zdąży. Musimy sobie zdawać sprawę z tego, że po drugiej stronie hartowanej szyby siedzi ciężko pracujący człowiek. I może się składać tak, że on patrząc na twój drogi rower i wyścigane ciało widzi utracjusza, który relaksuje się w jego miejscu pracy i to go zwyczajnie wkurza. Jeden przeklnie, inny zmniejszy dystans przy omijaniu, a kolejny zepchnie do rowu. To nieważne, czy jego brak uwagi albo frustracja jest do wytłumaczenia. My nie mamy w takim starciu najmniejszych szans.

 

 

Z szacunku dla ciężko pracujących na powrót do normalności Rity, Kasi i ich najbliższych bądźcie ostrożniejsi, mądrzejsi i nie szafujcie własnym życiem żeby wykazać swoje prawo do jazdy po drodze. Nie prowokujmy kierowców, darujmy sobie zaczepki. Jadąc rowerem jesteśmy na gorszej pozycji. Więc lepiej mężnie ustąpić. Ale kiedy już zsiądziemy z rowerów walczmy jak lwy o swoje prawo do jazdy po szosach. Bijmy się o sensowne zmiany w KRD i o świadomość naszej bezbronności w razie zderzenia z samochodem. Domagajmy się drakońckich kar dla piratów drogowych. Tylko najpierw udowodnijmy wszystkim że jesteśmy jak żona Cezara – bez skazy

 

 

Przypisy