Dołącz do czytelników
Brak wyników

Temat

16 listopada 2020

NR 45 (Listopad 2020)

Kolarski e-sport – wyścigi w wirtualu

13

Międzynarodowy Komitet Olimpijski w 2017 roku uznał, że wyczynowe e-sporty można uważać za aktywność sportową, ale żeby zaakceptować ich miejsce wśród „prawdziwych sportów”, musi z nich zniknąć agresja, np. zabijanie przeciwników. Najszybciej uznania mogą się doczekać symulacje fizycznych sportów, jak FIFA czy NBA2K. MKOl zwraca też uwagę na konieczność istnienia globalnego ciała regulującego e-sporty, niezależnego od producentów gier.

Debata, czy kolarstwo „pokojowe” jest „prawdziwe”, czy „gorsze”, a może jeszcze bardziej wymagające, dopiero się zaczyna. Na razie wirtualne ściganie na poziomie profesjonalnym jest widziane jako urozmaicenie lub, w czasach pandemii, alternatywa dla realu. W świecie amatorów natomiast zaczyna się już specjalizacja – są tacy, którzy ścigają się tylko w wirtualu. Uważam, że uznanie kolarskich wyścigów wirtualnych za odrębną gałąź sportu nie będzie trudne. W porównaniu z niektórymi „klasycznymi” e-sportami uprawianymi od ponad dekady, to nowość, ale spełniają wiele reguł, jakim podlegają dyscypliny olimpijskie. Przyglądnęliśmy się temu, jak pod koniec 2020 r. wygląda świat wirtualnych wyścigów profesjonalnych i amatorskich. Opisujemy, jak wziąć udział w wyścigu i jaki jest do tego potrzebny sprzęt.

POLECAMY

Wyścigi profesjonalne

Charakterystyczną różnicą między wyścigami w realu a wirtualnymi jest czas trwania. Podczas gdy klasyczne etapy lub jednodniówki trwają często 3–7 godzin, wyścigi wirtualne są znacznie krótsze, trwają nawet poniżej 1 godz. i nie dłużej niż 1,5 godz. To nie oznacza, że są łatwiejsze. W końcu wyścigi CX lub XC też mają taki charakter, a nikt nie uważa tych dyscyplin za sport dla mięczaków. Krótsze wysiłki wymagają za to zupełnie innego przygotowania i treningu, a zwycięzcy na dłuższych dystansach odbywanych w realu niekoniecznie są najlepsi w bardziej eksplozywnych wysiłkach realizowanych zgodnie z całkiem inną taktyką.

KISS Super League i Zwift Racing League
Pierwszy, 10-tygodniowy sezon pierwszej wirtualnej serii profesjonalnych e-wyścigów – KISS Super League (KSL) – miał miejsce na platformie Zwift już na początku 2019 r. Brały w nim udział zespoły: Israel Cycling Academy, Cofidis, SEG Racing Academy, Team Novo Nordisk, Ribble Pro Cycling i Pro Racing Sunshine Coast. Panie ścigały się we wtorki, panowie w środy. Wyścigi były rozgrywane w wirtualu, ale zawodnicy byli fizycznie zgromadzeni w jednym miejscu zmieniającym się co tydzień. Celem tego przedsięwzięcia było zademonstrowanie możliwości i zidentyfikowanie największych potrzeb rozwojowych. W 2020 r. właśnie ruszyła Zwift Racing League – współorganizowana przez WTRL (start-up), Zwift, Zwift Live i Zwift Community Live. W jej ramach zaproszone zespoły prawie zawodowców ścigają się w „Premier League”. Będą też bardziej dostępne „Community Divisions” podzielone na kategorie szerzej opisane w sekcji wyścigów amatorskich. Sezony mają być krótkie – 3–4 na rok.
 

1. Zawodowy peleton jest podzielony w sprawie wirtualnego ścigania. Mat Hayman, sensacyjny zwycięzca Paris-Roubaix w 2016 nie mogąc jeździć drogowo po złamaniu ręki skutecznie przygotował się do pokonania piekła północy trenując i ścigając się na Zwift bez wychodzenia z garażu. Greg Van Avermaet wygrał wirtualny Tour of Flanders rozegrany na platformie Bkool w kwietniu i przyznał, że to dobra zabawa i dawno nie miał tak wysokiego tętna. Podczas pierwszego lockdownu, Geraint Thomas zebrał 360 tys. funtów na cele charytatywne. Wyzwaniem, które podjął było 3 dni jeżdżenia po 12 godzin (tyle, ile trwają zmiany dla personelu szpitali w UK). Przejechał w sumie 1220 km. Peter Sagan nie jest zwolennikiem wirtualu. Choć ich nienawidzi, nazwał rolki swoim przyjacielem i ma też sponsorowany trenażer Wahoo, ale Zwifta nie popiera. „Jestem prawdziwym kolarzem, a nie wirtualnym” powiedział podczas sesji pytań i odpowiedzi na Instagramie. „Może pościgam się na Zwifcie na rowerze elektrycznym, co o tym myślicie? Oczywiście żartuję...”


Profesjonalne wyścigi wirtualne w 2020 r. – Tour de Suisse i Tour de France
Pierwszym szerzej nagłośnionym wirtualnym wyścigiem etapowym dla zawodowców był Digital Swiss 5 e-sportowy odpowiednik Tour de Suisse, który został w tym roku odwołany. Pięcioetapowy wyścig odbył się 22-26 kwietnia na platformie Rouvy. Wzięły w nim udział wszystkie (19) zespoły WorldTour. Oprócz zastosowanego pierwszy raz na większą skalę współzawodnictwa z domu – w większości państw Europy obowiązywał wówczas lockdown, ciekawą odmianą strategiczną była koncepcja ławki rezerwowej podobnej do tej z konkurencyjnej do UCI ligi Hammer. Zespoły mogły wystawić na każdy etap po trzech zawodników, więc w danym momencie ścigało się 57 spośród około 200 zgłoszonych zawodników. Platforma Rouvy oferuje rozszerzoną rzeczywistość (AR – Augmented Reality). Zawodnicy poruszali się rowerowymi awatarami po świecie stworzonym z nagrań wideo prawdziwych szwajcarskich przełęczy. 
Ciekawym rozwiązaniem było otwarcie platformy dla amatorów, którzy wieczorem, po przejeździe prosów, mogli pokonać tę samą trasę. Organizator pokazał nawet interesujące porównanie pros vs. fans. Na każdym etapie wygrali wprawdzie zawodowcy, ale różnice były zaskakująco małe. Etapy wirtualne były znacznie krótsze od realnych odpowiedników – 33–46 km, czyli dla zwycięzców trwały od 46 do 76 minut.Pojawiły się nawet nagrody dla najlepszych amatorów. 
Kiedy w kwietniu przesunięto Tour de France z tradycyjnego lipcowego ścigania na wrzesień, Zwift wyczuł okazję i uzgodnił z ASO (organizatorem Le Tour) i UCI wirtualną wersję, która zaczęła się 4 lipca i której 6 etapów rozłożonych było na trzy kolejne weekendy lipca. Podążając za trendem, Zwift przygotował nie tylko tradycyjne ściganie mężczyzn – 23 zespoły, ale również osobne etapy zespołów kobiet – 16 zespołów. Każdy zespół mógł wystawić na etap do czterech zawodniczek/zawodników, w tym jeden zawodnik nie mógł wystartować w więcej niż trzech etapach, zawodniczka w więcej niż czterech. Była to też okazja do premiery nowego wirtualnego świata w Zwift. Etapy wiodły mieszanką tras w najstarszym z wirtualnych światów – Watopię, jak również przez nowy świat "Francja", który oprócz sztucznych tras jak „Casse-Pattes” (literalnie: na połamanie nóg) ma również wirtualne odwzorowanie jednego z najbardziej brutalnych podjazdów znanych z Le Tour – Mt. Ventoux. Ostatni etap nie mógł rozegrać się nigdzie indziej niż na cyfrowym Champs-Elysees. Podobnie jak w kwietniowym Digital Swiss 5, wyścig miał wymiar wydarzenia medialnego, dostosowanego do przyznanego czasu antenowego. Etapy wirtualne były znacznie krótsze niż klasyczne – między 23. a 48. kilometrami. Trasy, na których w weekendy ścigali się zawodowcy, były otwarte dla amatorów w ciągu poprzedzających tygodni.
 

 2. Brytyjskie Mistrzostwa Zwift eRacing. Przed 2020 współzawodnictwo na Zwift było sportem halowym, ponieważ łatwiej o kontrolę  i wsparcie. Nawet przy perfekcyjnym przygotowaniu instalacji samego zawodnika, jego słabsze połączenie 
do Internetu i większa sieciowa „odległość” do serwerów Zwift, może skutkować opóźnieniami  o ułamki sekund,  co może mieć wpływ na ucieczki i sprinty – kluczowe w dyscyplinie, w której wyścigi trwają do 90 min.


Wirtualne mistrzostwa świata w kolarstwie szosowym UCI
8 i 9 grudnia 2020 r. odbędą się e-sportowe mistrzostwa świata w kolarstwie pod egidą UCI. Zwycięzcy otrzymają takie same tęczowe koszulki, jakie np. wygrali w tym roku w Imola Anna van der Breggen i Julian Alaphilippe, ale oprócz tego dostaną też wirtualne koszulki do użycia w świecie Zwift. Męskie i damskie wyścigi poprowadzono tą samą trasą o tej samej długości w wirtualnym świecie Zwift – Watopii. Zapewne, podobnie do innych przeszłych wyścigów wirtualnych, będą to wydarzenia dość krótkie, łatwiejsze do skupienia uwagi mediów.
 

3. Zawody Zwift League Wiggins x Pinarello ...

 

4. ... oraz kobieca Zwift League Canyon/SRAM

 

Wyścigi profesjonalne w mediach

Rynek e-sportów jest podobno warty obecnie 1,5 mld USD rocznie. To przychody producentów gier, ale również prawa do transmisji i reklamy. Wirtualne kolarstwo nie ma raczej takiego potencjału, ale widać, że organizatorzy dużo inwestują i starają się znaleźć formułę, która przyciągnie widzów i budżety. Digital Swiss 5 był transmitowany na żywo w 27 krajach (w tym w Polsce na kanale Eleven Sports) z wielojęzycznymi komentarzami na żywo. Jakość realizacji była wysoka, być może dzięki temu, że Rouvy przygotowywało się już do takiego wyścigu jeszcze przed pandemią. W większości używali swoich nagrań z przejazdów motocyklem, ale w niektórych momentach do ujęć „z helikoptera” używali też płynnych przejść do Google Street View.
Pod koniec 2018 r. Zwift został doinwestowany kwotą 120 mln dolarów i część z tych środków przeznaczył na rozwój platformy do transmisji z wyścigów profesjonalnych. Na początku 2019 r., za czasów KISS Super League, jeszcze było za wcześnie na efekty. Zdarzały się wpadki w rodzaju niemożności pokazania „fotofiniszu” w bardzo wyrównanym sprincie, a ogólny wygląd transmisji był bardzo podobny do tego, co można zobaczyć na platformie w dowolnym momencie. Już te pierwsze próby pokazały jednak, że niektóre aspekty interesujące dla widzów łatwiej można zobrazować w nowej formule, np. moc w watach i W/kg pokazywaną dla wszystkich zawodników i w czasie rzeczywistym – coś, co nadal podlega silnej cenzurze w klasycznym kolarstwie. Fani z kontami na Zwift mogli też dopingować zawodników przez dawanie dając im zwiftowego „Ride On” w mobilnej apce Companion (to odpowiednik facebookowego „like’a”, czy stravowego „kudosa”).
Od czasów KSL zmieniło się wiele. Transmisja z wirtualnego Tour de France kilka miesięcy temu była ogromnym przedsięwzięciem logistycznym i skorzystała z nowych rozwiązań. Z informacji zebranych przez DCRainmaker.com na trasach było do 140 wirtualnych kamer, z których używano na raz ośmiu, widok zawodników zbierano z ich 90 kamerek internetowych na dwóch wielkich spotkaniach na Zoomie – jednym dla panów, jednym dla pań. Za transmisję odpowiadały trzy zespoły, każdy w innym kraju. Specjalna wersja aplikacji była serwowana z ośmiu przeznaczonych do tego serwerów w full HD, z wszystkimi możliwymi szczegółami. Tam, gdzie w normalnym świecie Zwift można wybrać jedną z 10. opcji podglądu „kamery”, w wersji aplikacji Zwift Broadcast, producenci mieli możliwość dowolnego definiowania lokalizacji kamer. Oczywiście wszystkie kamery cały czas nagrywały do możliwych powtórek. Zespół reżyserski składał to wszystko w czasie rzeczywistym w transmisję dostarczaną do sieci telewizyjnych zupełnie jak przy realizacji obsługi worldtourowego wyścigu w realu. Biorąc pod uwagę przeskok w ciągu półtora roku, można się spodziewać, że w niedalekiej przyszłości relacje z wyścigów wirtualnych wyprzedzą poziom realizacji wydarzeń w realu.
 

5. Wirtualna wersja Nowego Jorku, a konkretnie Central Parku, ma zwłaszcza  w kategorii podjazdów elementy, które nie są odwzorowaniem realu - szklane estakady i futurystyczne budynki. Może zainspiruje architektów z roku 2100.

 

6. Alpe du Zwift jest za to bardzo wierną kopią legendarnego podjazdu na Alpe d'Huez, pomijając ciekawsze elementy scenografii.

 

 7. Na szczycie Alpe du Zwift jest maszyna losująca, za pomocą której można się wyposażyć na górskie wyścigi. Czasami udaje się, za zupełną darmoszkę, wygrać superlekkie koła Lightweight Meilenstein – najszybsze koła górskie w Zwift. Podobno, żeby je zdobyć, średnio wystarczy wyjechać 
13 razy, chyba, że ktoś ma szczęście.


Czy sukcesy w wirtualu przekładają się na sukces w realu i odwrotnie?

Takie pytania zadawano już dawno przy wirtualnych wyścigach samochodowych. Od 2016 r. Zwift organizuje akademie zapewniające zwycięzcom kontrakt w zawodowym zespole. W ten sposób z wirtualu do realu przeszły cztery dziewczyny i trzech chłopaków (męskie akademie zaczęły się rok później). Sukces wirtualny nie jest gwarantem pasma sukcesów w peletonie, ale ogólnie laureaci radzą sobie bardzo dobrze, choć nie w pierwszej lidze – WorldTour, tylko w zespołach lig krajowych lub kontynentalnych. Tegoroczne akademie trwają w okresie od października do grudnia i zostały rozszerzone. Teraz jest również biegowa i tri – obie nowe koedukacyjne.

Wyścigi amatorskie

Wyścigi amatorskie zdominowała platforma Zwift i o niej głównie piszemy. Ta wirtualna scena wyścigowa rozwija się w tempie typowym dla Internetu – bardzo szybko i staje się coraz bardziej skomplikowana i dojrzała. Każdy może na niej znaleźć coś dla siebie, nawet bez doświadczenia. Nieodzowna będzie przynajmniej średnia znajomość angielskiego i niezniechęcanie się rozwiązaniami, które w wielu miejscach nadal wyglądają na posklejane taśmą. Opisanie wszystkich niuansów ścigania na Zwift nie jest możliwe bez zanudzania i pewnie nie ma nawet sensu, ponieważ takie repozytoria wiedzy już istnieją, np. opisuje je doskonały blog 
zwiftinsider.com. Poniższy opis ma być wprowadzeniem i zachętą do spróbowania.
Oprócz Zwift wyścigi amatorskie organizowane są też na innych platformach, np. Bkool przestał produkować trenażery i przerzucił się na software. Okazjonalnie wyścigi organizowane są na Rouvy. Tegoroczne majowe Gran Fondo Gdynia z powodu pandemii zostało przerobione na wydarzenie wirtualne na tej platformie, a opłacone udziały zostały (za zgodą uczestników) przekształcone na elektroniczne wejściówki dające też miesiąc dostępu do platformy. Gran Fondo prowadziło trasą, którą w normalnych okolicznościach uczestnicy pokonywaliby osobiście. Zwift ma jednak tak wielką przewagę nad innymi platformami, że nie widzimy w tym momencie sensu opisywania rozwiązań niszowych.

Kategorie wyścigów amatorskich Zwift
Kategorie zawodnicze w realu są zwykle oparte na wynikach. W Zwift kategoryzacja jest oparta na koncepcji mocy rozwijanej na kg masy ciała i FTP (Functional Threshold Power) – czyli maksymalnej średniej mocy, którą dany zawodnik może utrzymać przez godzinę – określenie tego parametru jest kluczem do treningów na Zwift i dobrą praktyką przy wykorzystaniu miernika mocy w każdej sytuacji. Standardowe kategorie amatorskie:

  • A: 4–5 W/kg
  • B: 3,2–3,9 W/kg
  • C: 2,5–3,1 W/kg
  • D: 1–2,4 W/kg
  • E: open (bez kategorii)

Ponad kategorią A jest jeszcze A+, są też profesjonaliści – ich możliwości oscylują w iście harciej stratosferze 5,5–6,2 W/kg. Niektóre wyścigi mają swoje własne kategorie, choć większość korzysta z tego standardu. Ponieważ Zwift już teraz ma po kilkanaście lub nawet kilkadziesiąt wyścigów dziennie. Wystarczająco, to wystarczająco dużo, żeby zacząć myśleć o zmianach w koncepcji kategoryzacji. Być może w przyszłości zmieni się z mocowej na wynikową jak w realu.

Rejestracja na wyścig i wyniki
W tym momencie na platformie Zwift można znaleźć wyścig zaczynający się o dowolnej porze. Nie ma opłat za udział, tylko abonament platformy. Nikt też nie rozdaje „pakietów startowych”. Niektóre elitarne wyścigi na Zwift nie mają otwartej rejestracji i można być na nie tylko zaproszonym. Harmonogram dostępnych amatorskich wyścigów Zwift można znaleźć w aplikacji Companion lub na stronie 
zwift.com/events. Dużo lepiej jest jednak otworzyć niezależną stronę ZwiftHacks.com/app/events ze względu na znacznie lepsze możliwości wyszukiwania i filtrowania wydarzeń.
Żeby znaleźć wyniki, też należy się posłużyć zewnętrznym serwisem. Tym razem ZwiftPower.com. Można z jego pomocą przeglądać nie tylko wyniki wszystkich wyścigów na Zwift, ale też parametry uczestników (podczas rejestracji każdy deklaruje zgodę na ich publikowanie – RODO itp.). Podejrzanie wysokie parametry są flagowane. Na ich podstawie uczciwość zawodnika i wynik wyścigu mogą być zakwestionowane.

Elektroniczny doping
Tam, gdzie jest współzawodnictwo, zdarzają się też oszustwa. W wirtualnych wyścigach jeszcze trudniej kontrolować rozsianych po świecie zawodników, używających sprzętu, dla którego nie ma jeszcze precyzyjnego systemu certyfikacji i po prostu deklarujących parametry mające kluczowy wpływ na zachowanie ich awatarów w wirtualu. Klasyczny doping chemiczny jest takim samym zagrożeniem w wirtualu, jak w realnych wyścigach, ale niebezpieczeństwo dopingu elektronicznego jest znacznie większe, bo jest łatwo dostępny i często tani lub wręcz darmowy.
Już w 2019 r. był przypadek dyskwalifikacji profesjonalnego kolarza za nieetyczne wykorzystanie elektroniki – mistrzostwo Wielkiej Brytanii w e-wyścigach odebrano kolarzowi, który nielegalnie wykorzystał oprogramowanie zaprojektowane do testów mocomierzy i po zbudowaniu bota symulującego jazdę z nadludzkimi parametrami „wypracował” rower Tron (jeden z najszybszych rowerów w Zwift). Tego rowerowego awatara następnie użył w kwalifikacjach i samych mistrzostwach, nieco poprawiając swoje wyniki. Kontrowersyjnie niektórzy zawodowcy dostawali w przeszłości Tron bike’i od Zwifta bez wyjeżdżenia wymaganych od innych 50 km podjazdów (sumarycznej zdobytej wysokości). Teraz ta praktyka została już porzucona.

 

8. Na Zwifcie są nie tylko wyścigi przypominające kryteria uliczne. Bez problemu można też znaleźć inne dyscypliny, nawet drużynowe jazdy na czas. Ponieważ to jednak wyścigi, obowiązuje odgórna zasada zabraniająca używania rowerów TT. Startuje się na szosówkach ze zwykłymi kierownicami. Kaski, póki co, opcjonalne.


Podczas trzeciego z pięciu etapów Digital Swiss 5 jeden z zawodników AG2R La MONDIALE został wykluczony już w trakcie wyścigu ze względu na nierealistycznie wysokie parametry. Organizator, który monitorował zawodników pod tym kątem i sam zespół nie dopatrzyli się celowego działania kolarza. Prawdopodobnie przyczyną była błędna kalibracja trenażera.

Zaniżanie i zawyżanie wagi – ponieważ wszystko w Zwifcie kręci się wokół parametru watów na kilogram masy ciała, a ta jest po prostu deklarowana na formularzu, zaniżenie wpisu przy utrzymaniu mocy na tym samym poziomie skutkuje wyższymi osiągami. Przy wyścigach zawodowców i czołówki amatorskiej wprowadzono procedurę ważenia się w specjalnie wyznaczonych punktach lub filmowania w specjalnym protokole ważenia w domu.
Biorąc pod uwagę duże zainteresowanie zaniżaniem dlaczego ktoś chciałby wagę zawyżyć? Na przykład, żeby wystartować w wyścigu niższej kategorii niż jego obecne możliwości i łatwiej rywalizować ze słabszymi. 

Zaniżanie wzrostu – nawet bez kombinowania z masą ciała wpisanie nieprawdziwego wzrostu ma podobny wpływ na fizykę Zwift, zwłaszcza na płaskich odcinkach i podczas sprintów. Według Zwift Insider każde odjęte 15 cm to jak dodanie 5–10 W – czyli sporo, przy typowym amatorskim FTP na poziomie 250 W.

Zastępstwo – wyobraźmy sobie taką sytuację: zawodniczka zapisuje się na wyścig, a następnie zalogowany do jej konta na starcie pojawia się znacznie silniejszy kolega…

Niedokładność trenażera – w pewnym momencie jednym z bardziej popularnych „wyścigowych” trenażerów na Zwifcie był CycleOps Hammer 1/2, który miał wadę projektu powodującą zawyżanie deklarowanej mocy przy sprintach. Większość trenażerów, nawet direct drive, wymaga okresowej kalibracji. Bez niej mogą pokazywać moc niedokładnie. Jeszcze gorzej wygląda sytuacja z tanimi niedokładnymi trenażerami lub modelami z rolką oporową dociskaną do tylnego koła – Zwift dopuszcza używanie takich urządzeń na platformie i szacuje moc „Zpower”, ale w wyścigach są zabronione, ponieważ mogą przeszacowywać moc o setki watów, co może mieć oczywiście kluczowe znaczenie dla wyników. Skoro już wspomnieliśmy o kalibracji – polega ona na rozgrzaniu trenażera przez 10–15 min, rozpędzeniu się do prędkości 37–38 km/h i jeździe z rozpędu bez pedałowania aż do zatrzymania. Zwift buduje sobie wtedy krzywą oporu danego egzemplarza, której używa później do wyliczania mocy. Nawet w dopuszczonym do ścigania trenażerze direct drive można pokombinować z dynamiką spowalniania i krzywa będzie miała inny kształt.

Paszport biometryczny – Zwift Power

Niezależna strona Zwift Power, mocno i oficjalnie wykorzystywana przez Zwift, zapewnia mechanizmy kontroli, zbierając dane o mocy i tętnie podczas wyścigów i publikując elementy profilu użytkownika aktualnych w czasie wyścigu – masy ciała, wzrostu, FTP. Dzięki niej można śledzić, czy ktoś nagle nie stracił na wadze na pół dnia, nie zaczął generować mocy wystarczającej do urwania Mercxa lub nawet Hulka, lub nie przejechał wyścigu z podejrzanie niskim lub wysokim tętnem. Mechanizmy strony połączone z publikacją wyników wyścigów mogą też automatycznie zdyskwalifikować zawodnika za złamanie regulaminu. Każdy zawodnik ma swoje miejsce w globalnym rankingu i zmiany pozycjonowania też są odnotowywane. Osobna rejestracja na Zwift Power jest konieczna, żeby zacząć się ścigać na Zwift. Procedura jest nieco pogmatwana, więc lepiej dokładnie przeczytać instrukcję. Profil pod kątem wagi (w ubraniu rowerowym, bez butów) i wzrostu należy uaktualniać na 24 godz. przed wyścigiem.
Oszustów wyszukuje też organ antydopingowy Zwift Accuracy and Data Analysis Group – ZADA, który ma podobne uprawnienia jak klasyczne organizacje antydopingowe i jakkolwiek nie jest Interpolem i nie może interweniować globalnie, może za to współpracować z policją z kraju zawodnika, a w większości krajów rozwiniętych oszustwa w sporcie są wykroczeniami lub przestępstwami. ZADA może zażądać wideoweryfikacji danych z profilu (wstawienia prywatnego filmiku na YouTube) i drugiego zestawu danych opisanych w sekcji o rowerze fizycznym.
 

9. Na Zwift łatwiej niż w re...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 10 wydań czasopisma "bikeBoard"
  • Dodatkowe artykuły niepublikowane w formie papierowej
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych wydań magazynu oraz dodatków specjalnych...
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy