Dołącz do czytelników
Brak wyników

Przygoda

30 grudnia 2020

NR 45 (Listopad 2020)

Jedzenie w egzotycznej podróży

72

Musli, liofilizowany gulasz, preparaty z tauryną, napoje izotoniczne — wszystko to bez wątpienia produkty bardzo pożywne. Może nawet smaczne. Pytanie tylko, czy dostaniesz je w wiejskim sklepie typu „mydło i powidło” na głębokiej boliwijskiej prowincji. Odpowiedź brzmi: nie. Zapraszam na krótki kurs gotowania dla rowerzystów długodystansowych.

Podróż po Ameryce Łacińskiej rozpocząłem w Meksyku, był rok 2013. Już pierwszego dnia przyszło mi nauczyć się prostej prawdy, która miała decydować o codziennym menu przez kolejne lata wędrówki: jedz, co jest.
Przybywszy z pszenicznej Europy, w pierwszy wilgotny meksykański poranek poszedłem do sklepu po chleb. Błąd. Chleba albo nie ma, albo jest kosmicznie drogi i niesmaczny jednocześnie: gąbczasty kwadratowy blok zapakowany w grubą folię i oznaczony logotypem międzynarodowej korporacji. Jeszcze przez kilka dni miotałem się między zdziwieniem a frustracją, szukając upragnionego bochenka. Zawsze z tym samym, mizernym skutkiem.
Do kukurydzianej tortilli przyzwyczaiłem się bardzo szybko. Do dziś tęsknię za jej charakterystycznym, kwaśno-gorzkim posmakiem. I za setką innych posiłków z całego kontynentu.

POLECAMY

 

Przekąski

Imperium tortilli rozciąga się także na Gwatemalę i Salwador, a w górzystych regionach tych krajów awokado dosłownie lecą z drzew. Przy odrobinie szczęścia można je znaleźć wprost na asfalcie, innym razem: na targu za parę groszy. Stąd kukurydziany placek umazany kremowym miąższem zielonego „superowocu” to bardzo logiczny sposób na zabicie głodu. Kiedy znudzi się awokado, wysokoproteinowym wynalazkiem gwatemalskiego przemysłu spożywczego jest fasolowa pasta sprzedawana w metalizowanych saszetkach. Do tego sos chili i sok z wszechobecnej limonki — palce lizać!

 


 

 

 

Jedz, co jest 

Gdybyśmy ten sam zestaw forsowali jako uniwersalne wyżywienie w całej podróży i chcieli serwować sobie tortillę z awokado na przykład w Urugwaju — poszlibyśmy z torbami albo zostali z pustym żołądkiem. O tortillę byłoby nam trudno nawet w stołecznym Montevideo, a za niedojrzałe, importowane awokado zapłacilibyśmy krocie. Najdroższy z południowoamerykańskich krajów obfituje natomiast w wysokiej jakości twarde sery, które akurat tam można dostać w naprawdę niskich cenach. W Urugwaju opychałem się serem. W drugą stronę: w Gwatemali poszukiwania żółtego sera były tak skuteczne, jak polowania na porządny chleb w Meksyku.
W Kolumbii i Wenezueli tortille zamieniają się w arepy: znów kukurydziane placki, tym razem znacznie grubsze i najczęściej nadziewane. Również w tych dwóch krajach właściwie w każdym, choćby najmniejszym sklepie spożywczym trafimy na tzw. panelę, czyli brunatną kostkę słodkiej melasy z trzciny cukrowej. Panela jest wielkim przyjacielem rowerzysty. Woda z melasą i sokiem z cytryny to najlepszy napój izotoniczny na tropikalne upały. Równie powszechne jest dulce de guayaba, czyli bardzo twarda, sprzedawana w sporych blokach marmolada z guajawy: dużo cukru, dużo błonnika i przyjemny, kwaskowaty smak. 

 


Banany oraz większe, stosowane w kuchni platanos znajdziemy od Meksyku do Boliwii, ale w Ekwadorze ich obfitość jest wyjątkowa. Dostępne i uniwersalne – bo można je smażyć, gotować, piec czy dodawać np. do zupy – automatycznie wchodzą w codzienne menu każdego rowerzysty. W całej strefie tropikalnej owoce będą atrakcyjnym urozmaiceniem diety. Niektórzy ludzie wręcz nam podziękują, jeśli zabierzemy im trochę mango z przydomowego sadu. Mango to plaga. Spada, gnije potem na ziemi, ściąga muchy. Gospodarze rzucają je świniom. 

 


Peru znane jest przede wszystkim z owoców morza i pikantnej kuchni andyjskiej. Okazuje się jednak, że w tym kraju wyjątkowo łatwo także o… oliwki. Uprawia się je w deltach górskich rzek formujących prawdziwe oazy na pustynnym wybrzeżu. Tylko w Peru jadłem oliwki garściami, dosłownie.
We wstępie napisałem, że w niewielkich sklepach na boliwijskiej prowincji raczej nie dostaniemy profesjonalnej żywności wyprawowej. Ale znajdziemy dużo lepszych rzeczy, np. galaretkę z wołowego kopyta. Naturalna, słodka i doskonała na wzmocnienie stawów. W departamencie Tarija odetchną natomiast wielbiciele musli: andyjskie przedgórze obfituje w figi, brzoskwinie i winogrona. Bakalie – i bardzo przyzwoite wina – znajdziemy tam bez problemu.

 

 

 

 


Obiady

Przez większą część podróży aluminiowy garnek i kuchenkę woziłem ze sobą tak naprawdę na wszelki wypadek. W krajach takich jak Nikaragua, Panama czy Kolumbia miejscowości położone są dość blisko siebie, a nawet w najmniejszej wiosce znajdziemy przydrożną restaurację. Komu chciałoby się 
zabierać za gotowanie po godzinach pedałowania, jeśli za 6, 8 czy 10 złotych może natychmiast dostać dwudaniowy obiad i zimny sok z guajawy. 

 


Dopiero w pustynnych regionach Peru i na bezludnym boliwijskim Altiplano moja torba z żywnością przybrała na wadze. Jednak w dalszym ciągu mogłem liczyć, że najpóźniej za dzień czy dwa znów będę mógł zjeść pełnowartościowy obiad w lokalnej knajpce. Regularnego gotowania nauczyła mnie dopiero Argentyna.
Po pierwsze: obiady w Argentynie są drogie. Po drugie: nie ma co liczyć, że w wioskach i małych miasteczkach znajdziemy restauracje. I po trzecie: kilkudziesięcio- czy nawet stukilometrowe odległości między miejscowościami są raczej regułą niż wyjątkiem.

 


Hitem codziennego menu stał się dla mnie Ryż Rowerzysty. Ryż ma tę przewagę nad makaronem, że daje większe uczucie sytości (technicznie: ma większą zawartość węglowodanów). Ponadto nie zużywa nadmiaru wody, którą trzeba by odlewać po gotowaniu: to ważne w pustynnych regionach zachodniej części kraju. 

 


 

 

 

Przepis na Ryż Rowerzysty

Bierzemy garnek i zalewamy dno olejem z oliwek (w oliwkowym regionie La Rioja i San Juan jest nawet tańszy niż rzepakowy). Na podgrzany tłuszcz wrzucamy posiekane warzywa: cebula, marchew, więcej cebuli, dynię, jeszcze więcej cebuli, pomidor, odrobinę bazylii czy rozmarynu i kubek białego ryżu. Może jeszcze trochę cebuli. Mieszamy, prażymy, olej skwierczy i chlapie po łapach. Po kilku minutach całość zalewamy – uwaga! – dokładnie dwoma kubkami wody, dodajemy odrobinę soli, zamykamy pokrywkę...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 10 wydań czasopisma "bikeBoard"
  • Dodatkowe artykuły niepublikowane w formie papierowej
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych wydań magazynu oraz dodatków specjalnych...
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy