Dołącz do czytelników
Brak wyników

Przygoda

11 maja 2019

NR 29 (Kwiecień 2019)

Feel The Alps Epic Tour

0 147

 

Od mniej więcej 14 lat współpracuję z Livigno i okolicznymi regionami jako konsultant i osoba rekomendująca szlaki rowerowe. Livigno stało się z czasem moim drugim domem, objechałem tam parę zakątków w odległych dolinach, do których nie dotarła większość rdzennych mieszkańców.

W 2018 r., po przejechaniu ponad 50 km flow trails i zakotwiczeniu się przy Carosello 3000 Mountain Park, pomyślałem, że przyszła pora na back country, odkrywanie szlaków krajobrazowych na tyłach, mając na myśli potężne doliny między Engadyną a Livigno, do których się prawie nikt nie zapuszcza.

Przy wylocie doliny Fedèra znajduje się jezioro o tej samej nazwie, niewidoczne z żadnego innego miejsca, chyba że się dotrze aż do samego ujścia doliny. W 2018 roku latem postanowiłem z jednym z okolicznych mieszkańców, że dotrę do jeziora, jadąc granią ze szczytu Carosello 3000, by tam, w miarę możliwości, zorganizować nową trasę MTB. Droga była emocjonująca i niebezpieczna, z rowerem na plecach musiałem balansować na zawrotnych pochyłościach i wysokościach, co zwykle bardzo lubię, ale co się absolutnie nie nadawało jako propozycja trasy w rejonie turystycznym. Inne możliwości dotarcia do jeziora przez Engadynę były dla normalnego rowerzysty zbyt przerażające i za długie. Wtedy właśnie wpadłem na pomysł, że mogłoby się to udać z rowerem elektrycznym. Zimą przestudiowałem sobie tamtejsze tereny, korzystając z Google i map turystycznych, i wypatrzyłem jedną fajną i superdługą trasę dla miłośników rowerów elektrycznych. W czerwcu, zaraz po przyjeździe do Livigno, zaopatrzyłem się w dwie baterie i wybrałem w próbną trasę. Miejscem kluczowym była oddalona dolina za la Punt, skąd teoretycznie można się było dostać do Livigno.

 

Wszystko wyglądało bardzo obiecująco aż do chwili, gdy dotarłem na ostatnie 400–500 m przewyższenia i musiałem zainstalować drugą baterię. Od tego miejsca zrobiło się piekielnie stromo, nie mówiąc już o szlaku. Kamienie z czerwono-białymi oznaczeniami pojawiały się coraz rzadziej, ja coraz częściej gubiłem drogę. Dzięki doświadczeniu i umiejętnościom tropiciela wynajdywałem miejsca i przejścia, by zaoszczędzić sobie pchania i przenoszenia roweru.

Jak się okazało później, kosztem akumulatora i tylnej piasty. Było to strasznie męczące, nawet dla mojego e-Bike'a, powietrze się rozrzedziło, a na przełęczy upragnionego Lago Fedèra musiałem się jeszcze spodziewać wielkich połaci śniegu. Coraz częściej się zastanawiałem, czy nie zawrócić i pokonany dostać się do Livigno autobusem pocztowym. W końcu udało mi się jednak dojść do przełęczy, na której zgodnie z przewidywaniem leżało jeszcze mnóstwo śniegu, a spory kawałek szlaku zastąpiło osuwisko. Co teraz? Kilka kilometrów u dołu Engadyny położone jest S-chanf, a stamtąd rozciąga się legendarna przełę...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 10 wydań czasopisma "bikeBoard"
  • Dodatkowe artykuły niepublikowane w formie papierowej
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych wydań magazynu oraz dodatków specjalnych...
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy