Dołącz do czytelników
Brak wyników

Sport , Otwarty dostęp

16 listopada 2020

NR 45 (Listopad 2020)

Cross country w czasach zarazy

14

To był najkrótszy w historii sezon cross-country światowego formatu – trwał dokładnie 10 dni, od pierwszego wyścigu Pucharu Świata rozegranego 1 października w Nowym Mieście na Morawach w Czechach, poprzez drugą edycję rozegraną dwa dni później również tam, po Mistrzostwa Świata w Leogangu zakończone wyścigiem elity kobiet i mężczyzn 10 października.

Dla kibiców to nie było nawet jak mała puszka coli, to było jak coca-colowy cukierek nieodwinięty nawet z papierka – na żadnym z wyścigów nie było zgody na uczestnictwo kibiców i nikt z nas nie mógł do końca delektować się śledzeniem rywalizacji. Wszyscy mieliśmy odczucie, że tegoroczny sezon miał w sobie dużo z totalizatora sportowego – jednym zdaniem: był loterią. 
Kiedy 4 października dotarliśmy na Arenę Vysočina, poczułam się nieswojo. W ubiegłych latach w dzień wyścigów elity wejście na teren areny i do lasu zawsze było biletowane i od rana na drodze prowadzącej z miasta w stronę areny ustawiały się już długie sznury samochodów, które kierowane były na pobliskie parkingi. Sunący tłumnie biathlonowymi ścieżkami między parkingami a areną kibice gromadzili się później na trybunach, pod trybunami. Serwowano jedzenie i piwo, a w lesie, gdzie każdy próbował wyszukać i zaklepać sobie najlepsze miejsce przy trasie, było ciasno, głośno i wesoło. Mitas Choice – kamienisty karkołomny zjazd – czy Expert Climb – długi stromy podjazd, były szczelnie obsadzone kibicami długie minuty przed startem, że chęć wciśnięcia się tam podczas wyścigu, kończyła się fiaskiem. W tym roku las zionął pustką. Garstka osób, którą stanowili trenerzy, mechanicy i inni członkowie drużyn niebiorący w tym czasie udziału w wyścigu rozproszyli się wśród drzew. W pobliżu trasy najczęściej spotykaliśmy innych fotografów. Las był cichy: nie dzwoniły dzwonki, nie huczała arena, nie słychać było głosów z telebimów, nie było wiwatujących kibiców, których reakcja zawsze odpowiadała za niesamowitą atmosferę Nowego Miasta, o której od lat mówili sami zawodnicy. Dziwnie się jedzie w takiej ciszy. Zwykle nie słyszy się własnego oddechu, taki jest ryk. Teraz jest cisza. Trudno sobie wyobrazić, że trwa wyścig – mówi Ola Podgórska z Volkswagen Samochody Użytkowe MTB Team chwilę przed wyścigiem elity kobiet podczas drugiej edycji Pucharu. 
W tym roku Puchar Świata to fotografowie niewpuszczeni na linię mety, dziennikarze bez dostępu do zawodników, maseczki na twarzach wszystkich uczestniczących w imprezie, brak kibiców, zaskakujące zwycięstwa w elicie mężczyzn oraz detronizacja Nino Schurtera. Pandemia koronawirusa uczyniła z cross-country – wydawać się mogło – niszową dyscyplinę i trudno było oprzeć się wrażeniu (miejmy nadzieję, że mylnemu), że wszystkich przestało to interesować. Rozgrywane w ciągu kilku dni dwie edycje Pucharu Świata łatwo było przegapić, a następująca krótko później rozgrywka o mistrzowskie tytuły wydawała się pozbawiona faworytów, za których można było trzymać kciuki, nawet jeśli prześledziło się wyniki z Pucharu. Napięcie nie rosło przez cały sezon, nie obserwowaliśmy zmagań i rywalizacji pomiędzy poszczególnymi zawodnikami. Z punktu widzenia kibica zwycięstwo, dobrą lub złą dyspozycję można było śmiało przypisać przypadkowi. Najbardziej znamienny w tym sezonie okazał się wymóg posiadania negatywnego wyniku testu na koronawirusa w czasie mistrzostw świata. Wszyscy zawodnicy, obsługa, dziennikarze i fotografowie wybierający się na Mistrzostwa Świata do Leogangu musieli przedstawić ważny test na koronawirusa z negatywnym wynikiem. 

POLECAMY

Eva Lechner i Rebecca McConnell po szalonym sprincie wjeżdżają na metę MŚ 2020 w Leogangu.

 

Mistrzyni świata z 2018 roku – Kate Courtney, przed startem w Nowym Mieście na Morawach.
Maseczki obowiązkowe aż do momentu startu.


Kalendarz miał wyglądać zupełnie inaczej, jeszcze w maju spodziewano się pięciu startów w Pucharze Świata. Skompresowany do dwóch jesiennych miesięcy miał dać szansę na ściganie i zbieranie punktów w pięciu edycjach: Lenzerheide w Szwajcarii, Val di Sole we Włoszech, Les Gets we Francji oraz w Nowym Mieście na Morawach, gdzie jedna po drugiej miały mieć miejsce dwie edycje. Ostatecznie sezon okrojono do dwóch edycji w Nowym Mieście, które odbyły się na przestrzeni sześciu dni, łącznie z wyścigami w konkurencji short track i treningami poprzedzającymi wyścigi. To stanowiło niemałe obciążenie dla zawodników, można było się spodziewać, że niektórzy zawodnicy zaczną kalkulować i że nie pojadą na sto procent swoich możliwości w jakiejś rozgrywce. Warto pamiętać, że start w short tracku i uzyskana tam lokata rozstawiała zawodników w sektorach startowych podczas wyścigów XCO. 
Cross-Country Short Track z oficjalnym skrótem XCC, przypisanym przez Międzynarodową Unię Kolarską, został oficjalnie wpisany w program Pucharu Świata w 2018 r. To krótki, bardzo dynamiczny wyścig przebiegający na krótszym i łatwiejszym technicznie torze o długości około 1–1,5 kilometra. Na trasie często pojawiają się terenowe przeszkody, ale jest ich mniej niż na XCO, więc naturalną koleją rzeczy staje się jazda w grupie. Często przyznawane są specjalne bonusy punktowe lub nagrody pieniężne za zwycięstwa w sprintach na poszczególnych okrążeniach – to sprawia, że dyscyplina jest bardzo widowiskowa dla kibiców, jednak bardzo wyczerpująca dla zawodników. Nie traktowana tak poważnie jak główny wyścig cross-country, ma jednak znaczenie, ze względu na wpływ na ustawienie w sektorach startowych. Zawodnicy stają więc przed dylematem: czy warto dobrze pojechać na XCC i być dobrze rozstawionym na starcie głównego wyścigu, ale stracić dużo sił, czy lepiej zachować siły i wyprzedzać podczas zmagań XCO. W Nowym Mieście w XCC wśród kobiet zwycięża w pięknym stylu Brytyjka Evie Richards, za nią plasują się Pauline Ferrand-Prévot na drugim miejscu i Loana Lecomte na trzecim, Maja Włoszczowska jest siódma. W elicie mężczyzn pierwsza trójka składa się z Meksykanina Jose Gerardo Ulloa Arevalo i dwóch Francuzów: Victora Koretzky’ego i Maxime’a Marotte’a. Podczas pierwszej edycji Pucharu rywalizacja w short tracku, po deszczowych dniach, toczy się w chlapiącym błocie, dwa dni później błoto przesycha, ale tworzy kleistą nawierzchnię, po której trudno się jedzie zawodnikom podczas wyścigów XCO pierwszej edycji Pucharu, a w ostatni dzień drugiej edycji Pucharu na trasie pojawia się nawet kurz. Druga edycja Pucharu również rozpoczyna się wyścigami na krótkim torze, w którym zawodnicy znów muszą podjąć decyzję: czy walczyć o dobrą lokatę tu, czy zachować siłę na XCO. Wśród kobiet wygrywa znów Evie Richards, a druga (po raz drugi) jest Pauline Ferrand-Prévot. Wśród mężczyzn wygrywa Henrique Avancini, nikt jednak nie śmiał przewidywać, że Brazylijczyk sięgnie po złoto dwa dni później podczas bardzo wyrównanej walki na długiej trasie. 
Po dwóch edycjach Pucharu Świata można było pomyśleć wszystko. Z jednej strony wydawało się, że dawni liderzy wciąż pozostają w grze i że 10 października w Leogangu jeszcze wszystko może się wydarzyć. Z drugiej strony można było nabrać wątpliwości odnośnie do pierwszego twierdzenia, zwłaszcza w elicie mężczyzn, w której dotychczasowy mistrz świata i niepisany faworyt Nino Schurter w pierwszej edycji, przebijając się z dalekich pozycji ostatecznie, kończy na czwartym miejscu, a w drugiej edycji po sprincie z Avancinim i Milanem Vaderem jest trzeci. Po swoim zwycięstwie w drugiej edycji Pucharu Świata Avancini miał powiedzieć: To marzenie, które tkwiło we mnie od około dziesięciu lat. Wiem, ile pracy włożyłem w to, aby się tu dostać, i jest to wyjątkowy moment dla mnie i mojego kraju. Jestem więcej niż szczęśliwy. Wszystko jest możliwe, gdy naprawdę wierzysz i usilnie na coś pracujesz. Nie mam takiego talentu jak ci faceci. Byłem bardzo zmotywowany i chciałem pokonać Nino, ponieważ jest on najczystszym talentem w tym sporcie.
Podczas pierwszej edycji na najwyższym stopniu podium staje młody Duńczyk – Simon Andreassen (w drugiej edycji 13.), dla którego jest to pierwsze w życiu zwycięstwo w Pucharze Świata. W pobliżu podium pojawia się również Maxime Marotte (drugi w pierwszej edycji, 11. w drugiej), Henrique Avancini, który w drugiej edycji zgarnia złoto, Milan Vader (trzeci i drugi) oraz Victor Koretzky. 
Wśród kobiet, mimo że w pierwszej edycji niespodziankę zrobiła wszystkim młoda Francuzka Loana Lecomte (oficjalnie jeszcze w kategorii U23; tak też będzie, zmuszona przepisami, startować podczas mistrzostw świata), wygrywając z dużym prowadzeniem nad Anne Terpstrą i Pauline Ferrand-Prévot, to jednak Pauline pozostaje faworytką. Jej równy poziom pozwala przypuszczać, że będzie chciała po raz kolejny sięgnąć po tęczę. Anne Terpstra również niewiele odstaje od czołówki, dwa razy druga, wydaje się poważną konkurencją dla Pauline w walce o tytuł mistrzyni świata. Evie Richards, która z Nowego Miasta wyjeżdża z dwoma złotymi medalami z XCC, trzyma się w pierwszej dziesiątce w XCO. Wraz z Kate Courtney (USA), Siną Frei (Szwajcaria), Rebeccą McConnell (Australia) oraz Laurą Stigger (Austria), Leną Gerault (Francja) i Alessandrą Keller (Szwajcaria) będzie miała ochotę na podjęcie walki o laury w Leogangu. Maja Włoszczowska zarówno w pierwszym, jak i w drugim wyścigu plasuje się poza pierwszą dziesiątką: na miejscach 14. i 13.
Pauline Ferrand-Prévot po swoim zwycięstwie w drugiej edycji powiedziała: Czułam się coraz lepiej po każdym wyścigu w miarę upływu sezonu. Wyścigi w Nowym Mieście dały mi dużo pewności siebie i były dobre dla mnie fizycznie. Teraz chodzi o skupienie się na regeneracji sił i przygotowaniu na sobotę w Leogangu. 
W U23 wśród kobiet na uwagę zasłużyła Holenderka Ceylin del Carmen Alvarado, która w Nowym Mieście wywalczyła złoto i srebro podczas wyścigów XCO (w pierwszej edycji wygrywa Georgia Marchet z Włoch). Wśród mężczyzn bezkonkurencyjny jest Brytyjczyk Thomas Pidcock, znany również z rywalizacji w kolarstwie przełajowym. Z przełajowych gwiazd w Czechach zabrakło Mathieu van der Poela, który w tym czasie skupił się na karierze szosowej i kto wie, czy dla monumentu nie poświęcił kolarstwa górskiego na dobre. 

Mistrzostwa świata w błocie i śniegu

Trasa w Leogang ma długość 3,6 km i 210 m przewyższenia na każdym okrążeniu. Przez cały tydzień poprzedzający najważniejsze starty pada deszcz ze śniegiem. Leogang po raz pierwszy gości mistrzostwa świata w cross-country, wcześniej w roku 2012 był gospodarzem MŚ w zjeździe. Wtedy pogoda była doskonała, a trasa szybka. MŚ XCO miały wtedy miejsce na trasie w pobliskim Saalfelden, a pogoda na początku września była dość stabilna. W tym roku zawodnicy po dezorientującym sezonie zdominowanym przez pandemię koronawirusa na trasie mistrzostw świata zmagają się z niezwykle trudnymi warunkami. Błoto, wąskie pasaże trawersujące porośnięte trawą stoki oraz mokre korzenie w lesie stanowią arenę zmagań. Mimo że w dzień wyścigu deszcz ustaje, trzy główne podjazdy na trasie są bardzo trudne. Poza kontrolą wydają się również zjazdy, podczas których dochodzi do kilku upadków, również zawodników z czołówki. Błoto stanowi też dodatkowe wyzwanie dla sprzętu, który ulega awariom – Yana Belomoina walczy z popsutym dropperem, Kate Courtney (mistrzyni świata XCO z 2018 r.) również po upadku zwraca się o pomoc do mechaników. 
W tygodniu przed głównym wyścigiem broniąca tytułu w elicie kobiet Ferrand-Prévot opisuje swoje wrażenia z trasy: Zrobiłam przegląd okrążenia we wtorek i było dobrze. Warunki powodowały, że ziemia była lepka, więc można było poczuć, że podjazdy są ciężkie. Na trasie są trzy główne podjazdy, ale w sumie nie ma tu nic technicznego. We wtorek wieczorem padało i okrążenie stało się ekstremalnie błotniste i bardzo śliskie. Trening to była niezła zabawa dla wszystkich, ponieważ rower pozostawał totalnie poza kontrolą.
Zapytana o swoją dyspozycję, dodaje: Tym razem jest inaczej niż w 2016 roku, kiedy broniłam po raz pierwszy mistrzowskiego tytułu. Mam pięć lat więcej doświadczeń życiowych i sportowych i jestem bardziej dojrzała. Przed mistrzostwami w 2016 roku byłam zdenerwowana i nie byłam też fizycznie gotowa do obrony tytułu. Tym razem czuję mniejszą presję. To był dziwny rok dla wszystkich, także dla mnie z drugą operacją, którą przeszłam na początku roku. Wiedziałam, że nie jestem jeszcze gotowa ani na mistrzostwa kraju, ani na mniejsze wyścigi, ale jednocześnie chciałam już wygrywać. Więc na początku sezonu byłam wobec siebie trochę nie fair. W końcu cieszę się, że tu jestem i mam okazję bronić koszulki. Mistrzostwa Świata stały pod znakiem zapytania od jakiegoś czasu. Ale wreszcie je mamy i uważam, że jest to dobre dla naszego sportu. Zawsze to fajniej dla mnie obronić koszulkę i zdobyć prawo do jej ponownego noszenia, zamiast po prostu ją zatrzymać, ponieważ mistrzostwa świata nie mogą się odbyć.
 

Eva Lechner jedzie po tytuł wicemistrzyni świata. Leogang.

 

Agresywna taktyka Milana Vadera opłaciła się. Mistrz Niderlandów w pucharze świata XCO plasował się bardzo wysoko, w pierwszej edycji stanął na trzecim stopniu podium, a w drugiej (na zdjęciu) jeszcze się poprawił i sięgnął po srebro.

 

Henrique Avancini (Brazylia), Anton Cooper (Australia), Luca Braidot (Włochy), Vlad Dascalu (Rumunia), Simon Andreassen (Dania) i Stephane Tempier (Francja) na początku wyścigu elity mężczyzn w Leogangu.


Zmagania rozpoczynają się wyścigami juniorów i juniorek 8 października. Tęczowe koszulki nosić będą Mona Mitterwallner z Austrii oraz Lennart-Jan Krayer z Niemiec. 
Wśród Polek Patrycja Zawierta jest 15., Milena Drelak 21., a Matylda Szczecińska jeden raz zdublowana przez czołówkę jest 29. Polska reprezentacja juniorów kończy wyścig bez spektakularnych sukcesów: 58. jest Maciej Dąbrowski, 65. Konrad Gola, a 70. Krzysztof Klimek. Na MŚ łącznie startuje 82. juniorów.        
Kolejne zmagania to piątkowy wyścig orlików (U23), gdzie zgodnie z prognozami, udowadniając...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 10 wydań czasopisma "bikeBoard"
  • Dodatkowe artykuły niepublikowane w formie papierowej
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych wydań magazynu oraz dodatków specjalnych...
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy