Dołącz do czytelników
Brak wyników

Sport

12 lipca 2021

NR 51 (Lipiec 2021)

Puchar Świata XCO Leogangi

69

Po raz pierwszy w tym roku zobaczyłem na żywo wyścig pucharu świata i chcę się podzielić wrażeniami, których nie zaznałem po obejrzeniu relacji Red Bull TV.

Z kilkoma spostrzeżeniami nie spotkałem się też w innych mediach. Żebyśmy mieli jasność, przekaz generowany przez Red Bulla jest najlepszą formą prezentowania wyścigów MTB. Jak na razie. Z roku na rok jej realizacja jest coraz lepsza, a prowadzący komentatorzy wyścigów XCO są doprawdy świetni. Emocjonalny ignorant Rob Warner i wycofany szczególarz Bart Brentjens stanowią doskonały duet nakręcający atmosferę i okraszający widowisko całą masą niecodziennych szczegółów z życia zawodników. Kilka wykorzystałem. Starałem się przekazać atmosferę wyścigu, jaka udzieliła mi się w sercu Alp.
Wyścigi XCC dojrzały do miana pełnoprawnej dyscypliny, wreszcie udało się pogodzić sensowny regulamin sportowy z telewizyjnością przekazu. XCC na ekranie wygląda nieźle, a na żywo jest nieprawdopodobnie emocjonujące. Chłonąc adrenalinę bezpośrednio od zawodników i kibiców, naprawdę można na dwadzieścia minut zapomnieć o Bożym Świecie. Moje kibicostwo ukształtowała trasa w NMNM w Czechach. Bardzo krótka, z małą liczbą płaskich podjazdów, zapewniająca sporo skakania, a wszystko w zasięgu wzroku kręcącego głową kibica. Uważam, że takie wyścigi dałoby się zorganizować w większości miast, które potrafiłyby zgromadzić wielotysięczną publikę żądną emocji i krwi. W Leogangu podano tę samą potrawę z innymi przyprawami i było całkiem inaczej, ale równie ciekawie i emocjonująco. Melisą i czosnkiem niedźwiedzim były ukształtowanie areny i przynależące do niej różne elementy, takie jak: końcówka bikeparku, asfaltowy pumptrack i ścieżki szkoleniowe z ciasnymi bandami. Łatwo było z tego ułożyć krętą i wymagającą trasę. Ale dołożono do tego jeszcze nagle przyrastającą wysokość, co spowodowało, że i zawodnicy, i widzowie stwierdzili, że byliśmy świadkami mini XC z dość długimi podjazdami i solidnymi zjazdami. Takie ukształtowanie całkowicie zmieniło obraz walki. Mistrzowie krótkich i dynamicznych podjazdów zostali zdominowani przez zawodników i zawodniczki siejące postrach w trakcie XCO. Miało to odzwierciedlenie w tym, że zwyciężczyni XCC Loana Lecomte (Massi) stanęła też na szczycie na podium XCO, najszybszy w XCO Mathias Flueckiger (Thomus RN Swiss Bike Team) był dzień wcześniej tryumfatorem short tracka. Nawet kolejne miejsca się zgodziły, bo Ondřej Cink z Kross Orlen Cycling Team zajął dubeltowe drugie miejsce w obu wyścigach.
 

POLECAMY

1. Ten zakręt całkowicie zaczopował drugą połowę peletonu. Szybsi uciekli, wolniejsi na trawie zostali bardziej w tyle. Wśród nich znalazł się niestety Bartek Wawak.


Ja wychwyciłem jedno: takie ukształtowanie jak zaproponowane w Leogangu odcina harcowników wprowadzających zamieszanie w pierwszych szeregach startu wyścigu głównego. Choć nie wnosi to niczego do atmosfery wyścigu, to zmienia obraz wyścigu głównego. Staje się on bardziej przewidywalny i cała dwudniowa impreza staje się nacelowanym na liderów przedsięwzięciem. „Starym” zależy na utrzymaniu status quo, młodsi dają ferment i emocje, a także niepewność wyniku „starym”, co skłania ich do błędów i walki na pazury. W XCC z Leogangu wolałbym kilka podjazdów zamiast jednego, lecz naprawdę długiego, więcej opcji tras, przeszkód skłaniających do podjęcia ryzyka, bo to ułatwiłoby walkę zawodnikom młodszym, odważniejszym, choć także mniej doświadczonym i słabszym. Evie Richards nie jest wprawdzie zawodniczką znikąd i ciężko pracowała na swoje sukcesy w juniorkach i U23, ale ubiegłoroczne starcie z tytankami Elity XCO było dla niej ciężką próbą. Podejrzewam, że gdyby nie zwycięstwa w shorttrackach podczas Pucharów Świata w Nowym Meście w 2020 r., jej talent potrzebowałby więcej czasu, żeby rozkwitnąć do tak powtarzalnych wyników w tym sezonie (5. NMNM, 6. Leogang). Maja Włoszczowska powiedziała mi, że jej rezygnacja ze startu wynikała ze złego samopoczucia, które zaczęło się jeszcze po pucharze w Czechach. Nasza zawodniczka jest wrażliwa na zimno, a miała okazję przemarznąć, pełniąc swoje obowiązki wobec sponsorów i doprawiła to reakcją obronną organizmu po szczepieniu. Ale jak wyznała po wyścigu w Leogangu: wraca do dobrej formy. Najgłośniej komentowanym przypadkiem była wpadka Nino Schurtera, który debiutując na nowym rowerze na samym starcie XCC, najpierw wystrzelił z zatrzasku lewą stopę, a po pół obrotu korbą drugą! Ta katastrofa kosztowała go na tyle dużo, że po połowie wyścigu uznał, że nie dogoni czołówki i wraz z Andrim Frischknechtem doczołgali się do mety w tempie treningowym. Wobec tego Nino, tak jak i nasza zawodniczka, w niedzielnym wyścigu głównym XCO startowali z ostatnich rzędów.
Przez cały poprzedzający zawody tydzień przez Leogang przechodziły niezwykle obfite ulewy. W lesie błoto było straszne, wyeksponowane korzenie zdradliwe, nawet szutrowe fragmenty grząskie. W sobotę podczas XCC było pochmurno i chłodno, ale wiatr szybko suszył trasę i, co najważniejsze, cały czas nie padało. Skały przestały być aż tak śliskie, korzenie stały się przejezdne, tylko nachylenie i długość podjazdów pozostała mordercza.

Wyścig kobiet zdominowała drobna trzpiotka. 
Lecomte, jadąc cały czas w bardzo wyprostowanej pozycji i pedałując od niechcenia, jakby jechała z pustym koszykiem na targ, już na pierwszym kółku wypracowała niewiarygodnie dużą przewagę przed zagiętymi i zaciętymi – rodaczką Pauline Ferrand Prévot (Absolute – Absalon – BMC) i amerykanką Haley Baten (Trinity Racing MTB). Taktyka młodej Francuzki była prosta, szybki odjazd przeciwniczkom, tak żeby na zjazdach móc wybierać najłatwiejszy wariant i bez ryzyka zsuwać się na dół. Do pieca dokładała dopiero na podjazdach, ale w ogóle nie było widać wysiłku, kiedy pedałowała. Jej wynik to kwestia nieprawdopodobnej liczby watów na kilogram jej ciała i bardzo precyzyjnego doboru trasy. Mimo perlistego śmiechu i trzepotania rzęsami widać, że jedzie na zimno i nie daje ponieść się emocjom. W czasie wyścigu jej twarz wyraża maksymalną koncentrację i bojaźń. Do przedostatniego okrążenia jej nastawienie i żelazna konsekwencja pozwalały jej uzyskiwać najlepsze czasy przejazdu. Co ciekawe, takie rutyniarki jak Australijka Reb McConnel (Primaflor Mondraker Xsauce), a nawet Jen Rissveds ze Szwecji traciły nieco więcej, bo Jolanda Neff ze Szwajcarii (Trek Factory Racing XC), plącząca się na podjazdach w granicach dziesiątej pozycji, dobiła do czołówki po kapitalnie przejechanych zjazdach. Inna Polka (żartowałem), Maja Włoszczowska, bardzo mocno pojechała pierwsze dwa okrążenia, konsekwentnie przebijając się z ogona wyścigu, co pozwoliło jej uplasować się ok. 17–18 pozycji. Na ostatnim kółku jeszcze przyśpieszyła (15. czas okrążenia), dzięki czemu dojechała na metę na 17. pozycji. Kasia Solus-Miśkowicz jechała bardzo solidny wyścig, jednak dopiero po drugim okrążeniu miała na tyle dużo swobody, żeby uzyskiwać lepsze czasy, choć wciąż było to ponad pół minuty wolniej od Włoszczowskiej. W Leogangu startowała jeszcze Paula Gorycka (Sturby – Bixs Team) i dwudziestoczteroletnia Gabriela Wojtyła, Mistrzyni Polski U23 XCO i przełajach oraz brązowa medalistka Mistrzostw Polski w Elicie. Niestety, pierwsza z nich dostała dubla po czwartym okrążeniu, a druga po trzecim. W czołówce wyścigu Haley i Neff dewastowały przeciwniczki na zjazdach. A Lecomte wyprostowana jak na trekkingu wypracowywała na tyle dużą przewagę na podjazdach, że w dół była w stanie jechać swoje, bez ryzyka, ale i dużych strat. Jej przygotowanie było najlepiej widoczne po długim i stromym podjeździe pod wyciągiem orczykowym. Odchodziła przeciwniczkom na dwie minuty, żeby potem trwonić to na zjazdach, jednak wciąż świadomie kontrolując wyścig. Gdybyż jeszcze zawieszenie jej fulla cokolwiek się uginało, naprawdę mogłoby być jeszcze lepiej.
 

 2. Ondrej Cink nie ma kompleksów i śmiało atakuje, przerzedzona stawka liderów w Leogangu była dobrą areną do prezentacji talentu tego świetnego Czecha.


Na czwartym okrążeniu Neff zaatakowała zaraz za bufetami na najtrudniejszym technicznie podjeździe. Stromizna narastała w zatrważającym tempie, a trudności techniczne spowalniały wszystkie zawodniczki. Chciała odskoczyć rywalkom przed zjazdami, na których chciała jeszcze bardziej im odjechać. Za znanym endurowcom odcinkiem Bongo Bongo, w miejscu, gdzie w zasadzie już zaczynało się łatwiej, musiała przegiąć i zaliczyła upadek. Jak powiedziała mi na mecie: „Bardzo uderzyłam brzuchem o ziemię i całą twarzą zaryłam. Okulary rozpadły mi się na kawałki i bardzo mnie wszystko bolało”. Mimo wszystko wskoczyła na rower i nie zważając na okoliczności, rzuciła się już nie w pogoni za jadącą na drugiej pozycji Risveds, ale żeby załapać się chociaż na szerokie podium. „Dopiero po wyjeździe z lasu dogoniły mnie inne dziewczyny” – powiedziała Jolanda. Kiedy mnie mijała, zawodziła i szlochała tak głośno, że wszyscy kibice zamarli. Jeszcze wtedy nie wiedzieliśmy, czy emocje i płacz są efektem bólu, czy złości. A trzeba wiedzieć, że Jolka jest jak koń czystej rasy wyścigowej, emocjonalna, szczera, płochliwa i wrażliwa, a w tym wszystkim szalenie wzruszająca i autentyczna. Udowadnia jednak, że nie jest mimozą, bo choć trochę narzekała na nadgarstek, to koniec końców okazało się, że jest złamany.
Trzecie miejsce wśród kobiet przypadło młodziutkiej, zaledwie dziewiętnastoletniej lokalesce. Laura Stiger (Specialized Racing) przedzierała się przez stawkę, bo słabo poszedł jej short track i chciała jak najlepiej wypaść na własnym terenie. Z pewnością pragnęła odnieść sukces, ale początkowo chyba nie bardzo wierzyła, że podium jest w jej zasięgu. Kiedy ta wiara się umocniła, po raz pierwszy w karierze mogła stanąć na podium Elite Woman XCO.
Lecomte śmiała się na mecie jak gimnazjalistka, ale bez obaw – wyrażała swoje poruszenie zwycięstwami. Jest twardą i skoncentrowaną zawodniczką, która nie dość, że wie, czego chce, to znalazła sposób na to, żeby to osiągnąć. Po trzech tegorocznych zwycięstwach w pucharze świata jest chyba gotowa na więcej. I myślę, że tym czymś może być podium na Igrzyskach w Tokio. Mam jeszcze jedną obserwację: biorąc pod uwagę, że jeszcze w ubiegłym roku nie była w stanie złożyć jednego zdania po angielsku, imponuje żelazną konsekwencją. W tym roku mówi to, co chce bez promptera. To nakierowuje mnie na myślenie, że wielu zawodnikom i zawodniczkom z naszego podwórka przydałyby się lekcje z lektorem języków obcych. A nóż coś wygrają.

Wyścig mężczyzn

W Leogangu na starcie zabrakło dwóch najwyżej punktowanych zawodników pucharu świata. Mathew van der Poel (Alpecin–Fenix) miał inaczej ułożony terminarz wyścigów. Start w Tour de Swiss okazał się owocny, gdyż dwukrotnie wygrywał etapy. To, że po szóstym wycofał się ze względu na obawy dotyczące dyspozycji przed innymi kluczowymi zawodami – TdF oraz igrzyskami tylko wzmacnia respekt rywali. Ciekawe czy oprócz drugiego etapu w TdF wygrał coś jeszcze, wy już wiecie ja jeszcze nie. Na wyścigu nie było też kontuzjowanego Thomasa Pidcocka (Ineos Grenadiers). Ciekawe jest to, że w sześć dni po potrzaskaniu obojczyka w drobiazgi był w stanie jeździć rowerem na stojąco! Ze względu na restrykcje, kwarantanny i utrudnioną logistykę, do pucharu świata na rundę austriacką i francuską nie wrócił także Henrik Avencini – zawodnik, który może namieszać w stawce XCO.
 

 3. Organizatorzy przygotowali dwie linie pumptraka do wyścigu XCC. Myślałem, że rywalizacja będzie bardziej efektowna, jednak z pojedynczymi wyjątkami wszyscy pompowali tylko na gęściej ustawionych garbach i nikt nie skakał. 
 4. Śmiała próba ataku Jolandy Neff w czasie XCC na pozycję mistrzyni świata Ferrand - Prevot nie powiodła się francuzka bez pardonu zamykała zakręty. Ale już w wyścigu głównym Neff pokazała się, z jak najlepszej strony. Czy zobaczymy ją jeszcze w tym roku na podium? 
5. Mathias Flueckiger dobrze komponuje się na tle alpejskich szczytów, w tym sezonie planuje być 100% zawodowcem. Podobno wcześniej wcale nie wyglądało to tak dobrze.


XCC

Dlatego wszyscy spodziewali się głośnego powrotu na szczyt podium szwajcarskiego weterana, który w zasadzi ściga się już wyłącznie z emerytowanym Jiulienem Absalonem o rekordy i wejście do annałów. Jednak potwornie nieudany start w short tracku, jaki zaliczył Nino Schurter (Scott – SRAM – MTB Racing Team), który przy startowej erupcji siły wystrzelił z pedałów HT uwierzył że start z czwartego rzędu niewiele różni się od takiego, w którym stoi się bliżej kreski. 
W XCC ucieszył nas przejazd sąsiada zza granicy jadącego na polskim rowerze – swoją drogą – niezłych dożyliśmy czasów, Czech na Krossie z Przasnysza w Pucharze Świata w Austrii! Cink (Kross Orlen Cycling Team) powiedział po wyścigu, że bardzo pasowała mu trasa short tracka, ponieważ podjazdy były długie i strome, dzięki czemu przypominała mu trasę XCO. Podjazdy nie były mu straszne, ale to nie wystarczyło, żeby pokonać fenomenalnego zawodnika w czerwonym trykocie. Niezwyciężony okazał się na chłodno kontrolujący krótki wyścig Mathias Flückiger (Thomus RN Swiss Bike Team) – świeży mistrz Szwajcarii, trzeci w XCC był holender Milan Vader (KMC – Orbea), a czwarte miejsce zajął Francuz Jordan Sarrou (Specialized Racing), który w zeszłym roku wygrał na tutejszej trasie XC jako pierwszy, zdobywając przy okazji tytuł mistrza świata. Z poloników odnotujmy niezły, choć nie bez przeszkód uzyskany, wynik Bartka „Łałaka” Wawaka. Czy obicia, jakich nabawił się po kraksie na short tracku, były warte uzyskanego miejsca startowego do XCO? Uprzedzając opis wyścigu głównego – nie bardzo, o szczegółach za chwilę.
 

6. Nie wiem, kto Loanie Lecomte ustawiał pozycję, ale sądząc po wynikach, mamy złe wyobrażenie o tym, czym jest prawidłowa pozycja XC. Na podjazdach jedzie bardzo wyprostowana – jak na rowerze miejskim, dopiero na zjazdach silnie ugina łokcie. Cały czas jest nieprawdopodobnie skoncentrowana i widać ten wysiłek na jej strapionej buźce. Wszystko maskuje śmiechem trzpiotki, ale to potwornie twarda zawodniczka.

 

7. Ferrand Prevot skutecznie utrudniała życie lepiej zjeżdżającym, ta taktyka nieomal wykluczyła Jolandę Neff z podium. Szwajcarka podjęła jednak ryzyko i zaatakowała, wybierając najtrudniejsze i najszybsze linie zarezerwowane przez mężczyzn. 


XCO

Trasa w Leogangu z początku i w obiektywie wygląda na łagodną łąkę. W rzeczywistości jest monstrualną miękką gąbką. Pod ściętą trawą jest dywan wysysający energię i rower toczy się wyłącznie po w miarę wydeptanej ścieżce. Po trzech pierwszych zakrętach osobiście miałem dość kolarstwa, a zawodnicy Pucharu Świata dopiero wpadali do strefy serwisowej.
Potworny start XCO dał się większości zawodników we znaki do tego stopnia, że przed trzecim wirażem zawodnicy ze środka stawki musie...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 10 wydań czasopisma "bikeBoard"
  • Dodatkowe artykuły niepublikowane w formie papierowej
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych wydań magazynu oraz dodatków specjalnych...
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy