Dołącz do czytelników
Brak wyników

Sport

2 marca 2020

NR 38 (Marzec 2020)

Pierwszy raz Jak przeżyć, by chcieć więcej

72

„Maratony MTB? Rzeźnia! I jeszcze trzeba za to płacić! Po co to komu? W życiu nie miałbym z tego przyjemności! Niczego nikomu nie muszę udowadniać”. Jeśli myślisz podobnie, przewróć tych kilka kartek i nie czytaj. Jeśli jednak chodzi Ci po głowie start w pierwszym w życiu maratonie albo startujesz na krótkich dystansach, a chciałbyś spróbować swoich sił na dystansie giga, to jestem pewna, że znajdziesz tu coś inspirującego. 
 

U mnie to było proste. Był 2005 r., miałam za duży rower i zwykłe pedały i pojechałam na objazd trasy pierwszego maratonu w Istebnej w Beskidach. Zwykła wycieczka po górach, z przystankami przy sklepach i gadaniem po drodze. Nie miałam zamiaru w niczym startować, bo wydawało mi się, że w maratonach startują doświadczeni sportowcy, a ja byłam wcześniej trzy razy w górach. Przejechaliśmy dystans mega, podjazdy były straszne, zjazd z Ochodzitej po korzeniach koszmarnie stromy, i wtedy ktoś spytał, dlaczego nie startuję. „Wszystkie dziewczyny podobnie jeżdżą” – powiedział. Właśnie wtedy zostałam kupiona. Dwa tygodnie później miałam już pedały SPD, a miesiąc po objeździe trasy stałam na starcie historycznie błotnistego maratonu w Istebnej. Fakt, że znałam trasę bardzo mi pomógł, błoto było genialne, a moje miejsce na mecie przypieczętowało mój los. Na kolejne 13 lat. Nie żałuję ani jednego ze startów, ani jednej godziny spędzonej w górach i samochodzie, ani jednej złotówki wydanej na opłaty startowe, nie żałuję nawet kontuzji, których było kilka, ponieważ rower stał się moim sposobem na życie – i absolutnie mi to odpowiadało. Choćby z tego powodu, że przez 13 lat nie byłam na żadnej diecie! Jak przeżyłam swój pierwszy start? Jedząc, pijąc, „jadąc swoje” i ciesząc się z bycia w górach i pokonywania trasy. Niczego więcej na początek nie potrzebujesz!

Zapytałam maratońskich ekspertów z najwyższych stopni podium o ich rady i wspomnienia, by przekonać was, że maraton to nic strasznego. Przegadałam wieczór z moim ulubionym mechanikiem, by sporządzić dla Was listę serwisowych grzechów dzień przed startem. W końcu zasięgnęłam porady psycholog sportowej, by ostatecznie podsumowała, jak podejść do pierwszego startu, żeby stał się źródłem satysfakcji i radości, a nie stresu i zniechęcenia. Trzymam kciuki za Twój sportowy sezon.
 

Zuzanna Krzystała

Foto: Volkswagen Samochody Dostawcze MTB Team


Zawodniczka Volkswagen Samochody Dostawcze MTB Team. Zwyciężczyni wielu maratonów i wyścigów przełajowych, m.in. klasyfikacji generalnych na dystansie PRO Bike Atelier MTB Maraton (2017, 2018, 2019) czy klasyfikacji MEGA Bike Maraton (2018, 2019). Mistrzyni Polski w kolarstwie przełajowym 2020. Jedno z największych objawień ostatnich kilku lat w polskim kolarstwie górskim. Zuzia bardzo szybko z poziomu amatorskiego wzniosła się na poziom pozwalający rywalizować w najważniejszych krajowych zawodach. Zuzię pytam o jej pierwszy amatorski start. 

Pamiętasz swój pierwszy maraton? Czego najbardziej się bałaś?
Pamiętam. To był czeski maraton zaraz za polską granicą. Chyba najbardziej bałam się tego, że coś mi się stanie z rowerem i nie będę umiała sobie poradzić. No i tego, że będę ostatnia. Pojechałam najkrótszy dystans i byłam druga. Wcześniej byłam tylko obserwatorem i dziewczyną od bidonów: każdy wolny od studiów weekend spędzałam, dopingując mojego byłego męża, który był zawodnikiem lokalnego klubu. W końcu skończyłam studia i powiedziałam: dość obserwacji, teraz moja kolej. Wtedy uważałam, że te dwadzieścia kilometrów wyścigu to był niesamowity wyczyn. Pamiętam, że miałam dwa bidony, masę żeli i byłam za grubo ubrana. Wcześniej objechaliśmy trasę, żeby nic mnie na niej nie zaskoczyło. Pamiętam, że stojąc w sektorze z uzbrojonymi po zęby Czeszkami, byłam jednak śmiertelnie przerażona.

Kiedy startowałaś w pierwszym maratonie, podeszłaś do niego zupełnie „z marszu” czy trochę jednak trenowałaś?
Jeździłam raczej na wycieczki niż treningi. Nie nazywałam tego wtedy trenowaniem. Miałam za sobą dystanse dłuższe niż 20 kilometrów, więc liczyłam na to, że nawet w stresie i chcąc trochę przycisnąć, powinnam dać radę fizycznie. Moja rada jest taka, by pilnować swojego poziomu, żeby nie przeszarżować, nie gonić wszystkich, którzy wyprzedzą cię na trasie. Wiadomo, że to deprymujące i źle wpływa na morale. Jeśli boisz się tego, stań w końcowym sektorze – jest wtedy szansa, że to ty będziesz wyprzedzać, obserwuj wtedy siebie, jak nagle dostajesz skrzydeł. 

Co poradziłabyś początkującym?
Nie można nic zakładać: ani miejsca, ani czasu przejazdu. Pierwszy maraton trzeba potraktować jako próbę: sprawdzić, jak organizm reaguje na większe niż zwykle obciążenie, i poczuć emocje na starcie. Pamiętam, że moim pierwszym amatorskim startom towarzyszył stres podobny do tego, który teraz odczuwam przy najważniejszych zawodach w sezonie. Mój pulsometr, kiedy stałam jeszcze w sektorze, wskazywał odczyty, jakbym już jechała – serce waliło mi jak opętane. Trzeba słuchać swoich odczuć i nie martwić się za wiele. Warto mieć przy sobie podstawowe narzędzia, zapasową dętkę, upewnić się, że potrafi się ją wymienić. Dobrze wziąć wystarczającą ilość picia i coś do zjedzenia – coś, co na pewno będziesz w stanie przełknąć podczas wysiłku. Jeśli bardzo się boisz, że sobie nie poradzisz, poproś kogoś, by jechał z tobą do towarzystwa: tobie będzie raźniej, a doświadczona osoba wiele może ci w trakcie wyścigu podpowiedzieć. 

Zbyszek Mossoczy


Kolarz MTB i triathlonista, zawodnik drużyny „bikeBoardu”. Na swoim koncie ma najtrudniejsze i najbardziej wymagające wyścigi etapowe MTB na świecie – ponad 20 imprez wielodniowych na pięciu kontynentach, m.in. Absa Cape Epic w RPA, Iron Bike we Włoszech, Brasil Ride w Ameryce Południowej, Crocodile Trophy w Australii, Yak Attack w Nepalu w Himalajach. Jest zwycięzcą wyścigów „Wisła 1200” 2018, który ukończył w 62 godziny i 13 minut, oraz Carpatia Divide 2019 z wynikiem 58 godzin i 30 minut! Zbyszka pytam o pierwszy start na naprawdę długim dystansie.

Czy zawsze jeździłeś długie dystanse? Pamiętasz, jak to się zaczęło?
Nie, nie zawsze. Miałem 34 lata, kiedy zacząłem więcej jeździć i trochę ścigać się na rowerze w ramach rehabilitacji po artroskopii kolana. Kilkanaście lat wcześniej, podczas studiów włóczyłem się z sakwami. Najbardziej spektakularna była wyprawa nad Morze Barentsa – najbardziej na północ jak tylko było można w Europie. Zrobiłem wtedy na rowerze 3500 kilometrów w miesiąc, więc nie byłem takim zupełnym rowerowym żółtodziobem. Po pierwszych maratonach MTB na średnich dystansach, w 2006 roku doszedłem do wniosku że jeśli poświęcam dzień na zawody i spędzam wiele godzin w samochodzie, żeby dojechać na maraton i wrócić, to sama jazda na rowerze powinna trwać możliwie długo. Zacząłem regularnie wybierać najdłuższe dystanse. Oprócz rodzimych giga pojawiło się też coś jeszcze dłuższego – przez kilka lat z rzędu Salzkammergut Trophy na najdłuższym dystansie (211 km z ponad 7000 m przewyższenia), a w Polsce pamiętny Supermaraton MTB Kellys Podhalański i 200 km. Równolegle zacząłem przygodę z etapówkami: pierwsze trzy edycje Beskidy MTB Trophy, a potem w 2011 Cape Epic, AlpenTour, Brasil Ride i Carpatia MTB Venture. Okazało się, że największą frajdę sprawia mi pokonywanie długich dystansów i jazda kilka dni z rzędu. Lubiłem to, że nie jadę z wywalonym językiem, że cały wyścig przejeżdżam w tlenie. 

Co zwykle jesz? Co polecasz?
Dużo piję, bo odwodnienie to wróg długodystansowca. Sporo też jem. Jedzenie raz na 30 minut sprawdza się u mnie najlepiej. Na zmianę suszone owoce, batony, banany. Staram się, by batony były jak najmniej przetworzone i bez ulepszaczy: wybieram takie z dobrym składem, a nie tylko dużą ilością kalorii, na przykład na bazie daktyli. Świetnym posiłkiem jest garść suszonych owoców i orzechów. Czasem zjadam żele, zawsze sprawdzone wcześniej, ale robię to coraz rzadziej. W czasie Carpatia Divide 2019, który przejechałem w 2,5 doby, 
śpiąc w sumie dwie godziny, na całej trasie jadłem regularnie dzień i noc. Ale zjadłem też dwa „normalne” posiłki. Jestem konserwatywnym wegetarianinem, więc była to zupa i ruskie. Najwyraźniej starczyło, bo wygrałem. 

Kiedy się wie, że jest się gotowym na dłuższy wyścig?
Jest to indywidualna sprawa. Na pewno trzeba jeździć co pewien czas długie dystanse. Na początku wycieczkowo lub treningowo. Jeśli chcesz wystartować na giga to musisz mieć pewność, że potrafisz przejechać taki dystans. Trzeba doskonale znać swój organizm – swoje możliwości i potrzeby podczas jazdy. Testem mogą być długie jazdy „na sucho” bez adrenaliny, która towarzyszy wyścigom, tak aby poznać swój organizm. Trzeba wiedzieć co, ile i kiedy jeść i pić. I tego pilnować. Jest to kluczowe i decyduje o tym, czy uda się ukończyć zawody. Musisz poznać siebie od strony psychicznej, wiedzieć jak reagujesz na kryzysy (fizyczne i wynikające z nich kryzysy psychiczne), co ci wtedy pomaga. Najczęściej wystarczy na chwilę się zatrzymać, zjeść, napić się i odetchnąć. Ludzie czasem pytają mnie, o czym myślę podczas długiej jazdy. Tak naprawdę nie ma czasu na myślenie o czym innym niż jazda, trzeba skupić się na tym, co wydarzy się w najbliższym czasie, postarać się niczego nie zaniedbać, jeść i pić w odpowiednim momencie. Nie można w takim wyścigu stracić koncentracji.

Kiedy radzisz odpuścić? Co jest przeciwwskazaniem do wyścigów na długich dystansach?
Długi dystans zawsze jest trudniejszy, zarówno fizycznie jak i psychicznie. Przeciw­wskazaniem zawsze jest ból. Jeśli przy krótszych jazdach pojawiają się bóle stawowe, mięśniowe czy odzywa się kręgosłup, to można zacisnąć zęby i jakoś dociągnąć do mety. Na dłuższych dystansach nie jest to możliwe. Zdrowie jest przecież najważniejsze, a wielogodzinna jazda z oznakami, że jest coś nie w porządku, na pewno nie skończy się dobrze.

Bogdan Czarnota

Foto: Volkswagen Samochody Dostawcze MTB Team

 

Zawodnik, trener i opiekun w Volkswagen Samochody Dostawcze MTB Team. Doświadczony i wszechstronny zawodnik MTB. Wielokrotny zwycięzca klasyfikacji generalnej Bike Maraton i nieistniejącej już serii MTB Maraton Grzegorza Golonki. Wicemistrz Polski w kolarstwie przełajowym 2020. Bogdana pytam o jego pierwsze maratony w czasach maratonowego boomu i rady dla początkujących. 

 

Foto: Wiktor Bubniak Cyklokarapty

 

Pamiętasz swój pierwszy maraton?
Chyba nie. Pamiętam, że zacząłem jeździć w maratonach, bo zawody cross-country zrobiły się dziwne, jeśli mogę to tak ująć. Jeździłem wtedy w Silesii Rybnik i pamiętam, że od razu zaczęliśmy od trudnego górskiego ścigania. Wtedy na maratonach królowali Mirek Bieniasz, Remik Ciok i Andrzej Kaiser, maratony trwały po pięć, sześć godzin i pamiętam, że odbierałem te jazdy jako bardzo przyjemne. W tamtych czasach mieliśmy trochę inne metody treningowe i organizm był przygotowany na taki długotrwały wysiłek, choć, inaczej niż dziś, mniejsza była specjalizacja. Moje początki w maratonach przypadły na czasy maratonowego boomu w Polsce – wszyscy z cross-country przeszli wtedy do maratonu. 

Jaki dystans radzisz wybrać na pierwszy raz? Jak się do niego przygotować?
Radzę zacząć od mini (najkrótszy dystans), a później, po paru startach, spróbować sił w mega (średni). Start na najdłuższym dystansie (często grubo powyżej 70 kilometrów i mający 2000–3000 metrów przewyższenia) wymaga dobrego przygotowania i czasem dopiero po kilku latach ścigania można sobie na niego pozwolić. Dystans giga nie jest dla wszystkich, choć jest na pewno najbardziej satysfakcjonujący. Maratony MTB to nie jest dyscyplina, w której w bardzo krótkim czasie można się wiele nauczyć. Doświ...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 10 wydań czasopisma "bikeBoard"
  • Dodatkowe artykuły niepublikowane w formie papierowej
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych wydań magazynu oraz dodatków specjalnych...
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy