Dołącz do czytelników
Brak wyników

Przygoda

14 lipca 2022

NR 60 (Czerwiec 2022)

Oldschool MTB Kiedy nie było jeszcze Twistera...

0 324

Jesteśmy już trochę ujechani, mamy za sobą parę rundek w jednym z popularnych ośrodków ścieżkowych, ściągamy ochraniacze, gawędzimy, liczymy, ile to już lat jeździmy tu sobie na ścieżkach i że rośnie kolejne pokolenie, robimy się trochę sentymentalni i wtedy nastoletni syn mojego kolegi zadaje pytanie, które podnosi poziom nostalgii do poziomu +100.

 

To gdzie ty, tato, jeździłeś, jak nie było ścieżek?
 

POLECAMY

Foto: Anna Tkocz

 

Dajemy się wciągnąć i zaczynamy opowiadanie. Młody słucha, a my tłumaczymy, że trzeba było jeździć po wydeptanych przez piechurów ścieżkach, drogach rozjeżdżonych przez traktory leśników i halach pokrytych owczym łajnem. Nikt nie dbał o promień skrętu i wyprofilowanie bandy, nie mówiąc o takich sprawach jak materac na drzewie i znaki ostrzegawcze przed odcinkami dwukierunkowymi. Gdy mówię mu, że niektórzy dalej tak jeżdżą, patrzy z niedowierzaniem.

 

Łączną długość tras zbudowanych w oficjalnych ośrodkach rowerowych można już liczyć w setkach kilometrów. To, co na początku wydawało się dodatkiem i pełnym adrenaliny uzupełnieniem „normalnej” jazdy, dla tysięcy rowerzystów w Polsce stało się celem samym w sobie. Część z nich kupiła pierwszy poważny rower z myślą o jeździe w ścieżkowych ośrodkach i nigdy nie zapuściła się poza nie, część dokonała świadomego wyboru. Znakomicie, niech każdy produkuje endorfiny tak, jak chce, byle przy tym nie szkodził innym. Może być jednak tak, że Srebrna, Czarna, Kozia czy inna góra nie ekscytują już tak jak kiedyś. Nudzi Cię gadanie o tym, że w ośrodku X dołożyli 120-metrowy nowy odcinek i jest tam fajny zakręt z podstępną bandą. Jeśli weekendowy tłok na dojazdówkach Cię irytuje, kolejka do zjazdu i zbyt duży ruch na samym zjeździe wkurzają i z zaciekawieniem patrzysz na puste polany na szczycie po drugiej stronie doliny, ten tekst jest dla Ciebie.

 

W polskich górach są ponad 4 tys. km szlaków turystycznych. To dane oficjalne, do których trzeba dodać pewnie drugie tyle znakowanych szlaków gminnych i pewnie dziesięciokrotnie więcej ścieżek, duktów i dróg leśnych, których nikt nie oznakował. Znakomita większość z nich nadaje się do jazdy na rowerze. Trzeba tylko wiedzieć, jak to robić. Poniżej odpowiedzi na pytania, które coraz częściej słyszymy, więc żeby uprościć sobie życie, będziemy teraz odsyłać pytających do tego tekstu.
 

 

1. Dreszcz emocji, gdy już wiesz, że powrót będzie po ciemku.
2. Czasem trafiasz w takie miejsca, że nie wiesz, czy jechać, czy po prostu się delektować w drodze – na Przehybę.  
3. Można jeść gruz i pić wodę z kałuży, ale dobra kawa zawsze się sprawdza.

 

 

MTB? 

Znajomy pulmonolog (taki lekarz, do którego trafiają ci, którzy za dużo palą, zanim jeszcze trafią do innego lekarza – onkologa) zdradził nam, że MTB w ich łacińskim slangu oznacza bakterię – prątka gruźlicy (mycobacterium tuberculosis). Nie bardzo widzimy związek pomiędzy gruźlicą i rowerem, więc trzymamy się wersji, że to Mountain Terrain Bike. W skrócie chodzi o to, żeby miał szeroki zakres przełożeń i grube opony, ale nie grubsze niż 3 cale, bo wtedy służy do jeżdżenia po plaży.

 

 

Dlaczego „Mountain”, skoro do jazdy wystarczy pagórek, kilka dobrze wykopanych band i gapów?

To ściema. Podobnie jak z oponami zimowymi, na których jest oznaczenie M+S (Mud and Snow), a większość z nich nigdy nie widzi ani błota, ani śniegu. Poprawia samopoczucie właściciela, bo w naszej kulturze wciąż jeszcze góry kojarzą się z heroizmem, odwagą i czymś lepszym. Do czasu, bo wpływ literatury młodopolskiej nie będzie trwać wiecznie i ten mit jest wypierany przez reklamy term i nieprzypadkowe skojarzenia z pazernością na dutki.

 

 

Podobno niektórzy jeżdżą w górach, to prawda?

Prawda. Gdy już wymyślono te rowery na grubych oponach, to część ich użytkowników zaczęła sprawdzać, gdzie będą dawać radę. Na szosie nie było szału, na jeziorach lepsze były rowery wodne; okazało się, że po kilku modyfikacjach da się jeździć w mocno pofałdowanym terenie. Nikt ich tam nie wyprzedzał, bo nie było jeszcze quadów.

 

 

Foto Anna Tkocz

4. Można w schronisku, a można w szałasie z szumiącym piecykiem na drewno. 
5. Nie oszukujmy się, schroniska są spoko, ale prawdziwa przygoda to nocleg pod gołym niebem. Wtedy oczywiście coś na komary i coś dobrego do wieczornej gawędy. 
6. Gdy trasy planuje fan dzikich szlaków i wiatrołomów...

 

 

Po co oni właściwie jeżdżą po tych górach?

Mountainbikerzy mają te same motywacje, które kierują skiturowcami (tymi narciarzami, którzy zapuszczają się poza okolice Kasprowego Wierchu), którzy zamiast jeździć po wygodnych trasach narciarskich przy wyciągach, łażą gdzieś po lawiniastych stokach i ryzykują skręcenie kolana na szreni z dala od bazy TOPR-u. Inny podobny typ to wspinacze, którzy wolą podchodzić godzinami z ciężkimi worami pod jakąś kruchą i mokrą ścianę, zamiast wspinać się w kolorowej bulderowni zaraz po wypiciu najmodniejszego boliwijskiego przelewu.

 

Dziwacy jeżdżący po górach na rowerach mówią też o kontakcie z przyrodą bez zbędnego i niechcianego towarzystwa, odrobinie nieprzewidywalności, przygodzie i otwartości na niespodzianki, z którymi trzeba sobie poradzić. Dla innych istotny jest etos drogi, ważniejszej niż cel, do którego prowadzi.
Jeśli chcecie sami sprawdzić, o co w tym chodzi, wybierzcie się pogodnym lipcowym świtem na górską trasę.

 

 

Jak planować trasy?

Trzeba uwzględnić teren, własne siły i doświadczenie. W trudnym terenie Beskidów i Sudetów nasza średnia prędkość może być zaskakująco niska. Na wielogodzinnych wycieczkach po pieszych szlakach może się okazać, że poruszamy się w średnim tempie 6–9 kilometrów na godzinę. Przydaje się dobre rozumienie mapy, po to żeby odpowiednio dopasować trasy podjazdów i zjazdów. Zazwyczaj lepiej jest wybrać mniej nachylony podjazd po lepszej nawierzchni, a zjeżdżać stromszym, trudniejszym technicznie terenem. Jest jednak granica nachylenia stoku, po której przekroczeniu okazuje się, że lepiej wynieść rower niezjeżdżanym odcinkiem, a zjechać nieco łatwiejszym terenem. Unikamy wtedy poruszania się pieszo zarówno w górę, jak i w dół.

 

Niezwykle ważnym czynnikiem podczas jazdy po górach jest różnica wysokości. Pokonanie odcinka 10 km może nam zająć kilkanaście minut (szybki, łatwy zjazd leśną drogą) lub nawet dwie godziny (ultrastromy podjazd przeplatany podejściami, a potem jeszcze stromszy, trudny technicznie zjazd). Bez właściwego czytania mapy można wpaść w pułapkę i niespodziewanie przedłużyć wycieczkę o wiele godzin.

 

 

Czy są tereny, gdzie jazda jest zabroniona?

Tak. W parkach narodowych generalną zasadą jest to, że jeździć można wyłącznie po szlakach dopuszczonych do ruchu rowerowego. Znajdziecie je na mapach. Czasem są to całkiem ciekawe odcinki, czasem nadające się bardziej do łatwej jazdy rekreacyjnej. Na terenie Lasów Państwowych, a to większa część polskich gór, można poruszać się rowerem po istniejących drogach, szlakach i ścieżkach. Koniecznie musicie jednak pamiętać, że na pieszych szlakach, nawet takich, gdzie jazda rowerami jest dozwolona, piesi mają pierwszeństwo i to rowerzyści muszą im ustępować. Zasada ta będzie miała poważne konsekwencje w przypadku zderzenia z pieszym i raczej trudno będzie udowodnić, że to nie rowerzysta ponosi winę za wypadek.

 

 

W co trzeba się wyposażyć?

Trzeba być do pewnego stopnia samowystarczalnym, bo, w przeciwieństwie do przejezdnych dróg i rowerowych ośrodków, o pomoc może być trudno. Oznacza to właściwe wyposażenie i umiejętności, które pozwolą poradzić sobie z najczęstszymi awariami (dziura w oponie/dętce, zerwany łańcuch, poluzowane śruby), podstawową apteczkę, naładowany telefon (trzeba uwzględnić, że w wielu miejscach w górach brakuje zasięgu), w razie potrzeby z dodatkowym powerbankiem.

 

W przypadku zabłądzenia przydaje się mapa (papierowa albo offline w telefonie). Na wielogodzinne trasy zawsze zabieram też latarkę czołówkę. Oświetlenie mocowane na kasku sprawdza się w terenie najlepiej i umożliwia bezpieczny powrót po zmroku. Nawet jeśli na trasie znajdują się schroniska lub inne miejsca, gdzie można kupić coś do jedzenia i picia, koniecznie trzeba mieć ze sobą wodę i energetyczne przekąski, które zapobiegną odwodnieniu i hipoglikemii. Obie z tych przypadłości mogą pokrzyżować nasze plany dotyczące szybkiego zakończenia wycieczki i zamienić ją w długotrwałą mordęgę.

 

7. Wycieczkowy poker: kto wyciągnie teraz lepszą kanapkę? Hala Stumorgowa pod Mogielicą - zdjęcie z archiwum bikeBoard. 
8. Jamie Oliver style w wydaniu MTB. Pieczarki z ogniska mają moc!
9. „Pokaż, źle to robisz", czyli jak zostawić naprawę koła w rękach kolegi. 
10. Dobrze mieć w grupie kogoś, kto ogarnia nawigację. Wybierzcie osobę, która nie jest fanem wiatrołomów.

 

 

W co się ubrać?

Trzeba dobrać takie ubrania, które zapewnią komfort oraz bezpieczeństwo przy niespodziewanej zmianie pogody lub przymusowym postoju. W moim plecaku zawsze znajduje się minimalistyczna kurtka przeciwdeszczowa, a na dłuższych trasach również dodatkowa bluza z długim rękawem, której grubość dopasowuję do pory roku i przewidywanej pogody. Zazwyczaj nie wyciągam ich z plecaka, ale jeśli pogoda się pogorszy lub czas wycieczki się wydłuży niespodziewanie (zabłądzenie, awaria sprzętu, kontuzja) lub na przykład trzeba poczekać kilka godzin na pomoc, mogą być nieocenione. Przy temperaturach bliższych zeru bluza jest zastępowana cienką puchówką, która kompresuje się do rozmiarów małego bidonu. To plus owinięcie się folią NRC powinno zapewnić przetrwanie nawet awaryjnego noclegu w lesie.

 

 

Apteczka?

Obowiązkowo. O tym, co w niej wozić, możecie przeczytać w numerze 4/2022 „bB” w artykule „Ratunek w górach”. Moje absolutne minimum to rolka szerokiego bandażu elastycznego, stripy do spinania brzegów ran (takie cienkie paski z mocnym klejem), mocny plaster bez opatrunku (świetnie sprawdza się plaster używany przez wspinaczy do owijania palców, ma bardzo mocny klej) i przynajmniej kilka jałowych kompresów. Wersja nieco bogatsza to dodatkowo środek dezynfekujący i tabletki przeciwbólowe, ewentualnie leki antyalergiczne, rozkurczowe i na biegunkę. W razie wypadku zestaw minimum pozwoli zabezpieczyć rany, zatamować krwotok i albo bezpiecznie wrócić, albo czekać na pomoc.

 

Apteczka jest tym elementem wyposażenia, który przydaje się równie rzadko jak skuwacz do łańcucha. W przeciwieństwie jednak do skuwacza w krytycznych sytuacjach będzie liczyła się bardziej. Bez skuwacza możecie jechać w dół, do cywilizacji (typowy wycof w górach), z mocno krwawiącą nogą może być to zaś co najmniej problematyczne.

 

 

Do czego to wszystko spakować?

Pomimo całego bikepackingowego szaleństwa i prześcigania się producentów w proponowaniu toreb, torebek i sakiewek mocowanych w każdym możliwym miejscu, na dłuższych, trudnych trasach w górach królowanie plecaka wydaje się na razie niezagrożone. Ramy rowerów z pełną amortyzacją nie mieszczą zbyt wielkich torebek, zamocowanie dużej sakwy na kierownicy ogranicza łatwość sterowania, a dropper pozwoli co najwyżej na zamontowanie mikrotorebki pod siodłem. Realnie do dyspozycji mamy: małą torebkę mocowaną na górnej rurze, podobną wewnątrz przedniego trójkąta i małą torbę na kierownicę. Razem około 3–4 litry ładunku, czyli tyle, ile mają najmniejsze plecaki. Wystarczy na parogodzinną wycieczkę przy dobrej pogodzie, na dłużej już nie. Torebki nie rozwiązują też tematu wożenia zapasu wody, a ramy MTB rzadko pozwalają na jednoczesny montaż bidonu i torby wewnątrz przedniego trójkąta.

 

 

Jaki zatem plecak wybrać?

Wygodny i mieszczący wszystko, co potrzebne. Odradzamy plecaki szkolne, wspinaczkowe i ogólnoturystyczne. Próba używania takiego plecaka podczas jazdy w trudnym terenie dość szybko uświadomi nam, dlaczego. Plecak nie będzie stabilny na nierównościach, a na stromych zjazdach może naciskać na tył kasku, zsuwając go nam na oczy. Można w ten sposób sprawdzić, jak długiego odcinka zjazdu obraz przechowujemy w naszej pamięci operacyjnej. Zapewniam, niezb...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 10 wydań czasopisma "bikeBoard"
  • Dodatkowe artykuły niepublikowane w formie papierowej
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych wydań magazynu oraz dodatków specjalnych...
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy