Dołącz do czytelników
Brak wyników

Felieton

24 czerwca 2021

Od redakcji #6/2021

141

Pora zimna zaczęła się we wrześniu i podczas gdy niektórzy wieszczyli, że nie zakończy się nigdy, nagle wybuchło L A T O. Jego znaki widać na drzewach, liniach opalenizny na ramionach, a u mnie rozkwitło szkarłatem i purpurą na udzie. Można powiedzieć: „Sie jeździ, sie wywala”. Elokwentni rzucą mimochodem: „Upadki są immanentną cechą kolarstwa”. I dobrze chociaż, że „sie jeździ” w terenie i sprawdza możliwości utrzymania przyczepności przy różnych stopniach nachylenia w bok.

 

POLECAMY

Taka fanfaronada w najgorszym razie kończy się siniakami i utratą godności, jeśli ktoś to wydarzenie obserwował. Jednak gorzej jest, jeśli ktoś wie, że pewne zachowania prowadzą do katastrofy i nie reaguje. Mariusz Czykier (str. 86) reaguje. Pisze o wojnie plemion, fałszywych regułach i rachunku krzywd. Każdy z nas, rowerzystów, powinien przeczytać ten artykuł każdorazowo przed wyjściem na rower. Ja wyczytałem z niego przestrogę zimną jak ostrze noża: na szosach i drogach kolarze i rowerzyści toczą wojnę o godność i supremację. David pokonał Goliata, owszem, ale miał potężniejszy oręż niż proca. My do samochodziarzy startujemy opancerzeni lajkrą, śmiesznym kapelutkiem ze „steropianu” na głowie i wyobrażeniami o własnych prawach i przywilejach – to żałosna donkiszoteria. 

 

Słyszałem ostatnio, że przeprosić i wybaczyć może tylko ktoś, kto jest silny i się nie boi. Ktoś, kto panuje nad sytuacją, przy czym panowanie nie powinno opierać się o przewagę siły fizycznej czy masę pojazdu, którym kieruje. Na drodze publicznej „wybaczyć” oznacza „przepuścić”, „odpuścić”, „udzielić pierwszeństwa przejazdu”, nawet gdy to ten drugi wymusza, żeby koniec końców dojechać do celu. Wiem po sobie, że my rowerzyści i kolarze nie umiemy „wybaczyć”. Chyba jeszcze jesteśmy za słabi, ale liczę na to, że można to wypracować, zwłaszcza że są wzorce pokazujące, iż można być tytanem. Ania Tkocz (na str. 10) opisuje Bartka, chłopa, którego nie pokonała dwuipółtonowa bryła skalna. Poddała się tylko jego noga, ale nie On. I On tą jedną nogą robi nam wykład na temat tego, jak silna może być wola Człowieka, podczas gdy ludzie (przez małe „l”) wymiękają, gdy deszcz pada. 

 

Nadzieją są ponoć dzieci i dlatego tyle uwagi poświęciliśmy rowerom dla nich. Artykuły autorstwa Maćka Patrzałka i jego syna Artura wyzwoliły wspomnienia i dotarło do mnie, że wśród naszych młodocianych testerów był i Michał Topór (11K subskrybentów na YouToube) i Kriss Kaczmarczyk (gwiazda DH i uczestnik filmów rowerowych i 5K followersów na Insta). Zastanawiam się, jak pójdzie Arturowi i jego tacie. Mój syn Mikołaj też zasłużył się w dziedzinie testowania rowerów dziecięcych i do dziś dzielnie towarzyszy mi w trakcie sesji zdjęciowych; w tym numerze też mi pomógł i był cierpliwy. Zastanawiam się właśnie, jak go skłonić do wyjazdu na wspólny rower w ten weekend? 

 

Przypisy