Dołącz do czytelników
Brak wyników

Kupowanie suplementów diety

Artykuł | 10 marca 2019 | NR 23
197

Rynek suplementów diety rośnie szybciej niż grzyby po deszczu. Łatwo można się pogubić, bo niby wszystkie z tych produktów mają działać, ale często po kilku tygodniach ich stosowania zmniejsza się zawartość naszego portfela, a nie np. tkanki tłuszczowej. Warto więc wiedzieć, co wybrać.

O tym, po jaki produkt sięgamy, decyduje oczywiście nasza potrzeba, ale nie mniejsze znaczenie ma siła perswazji reklamy. Stąd swojego czasu rekordy sprzedaży notowała witamina D, a w zeszłym roku wielu Polaków zaczęło masowo cierpieć na skurcze mięśni z powodu braku magnezu. Chłoniemy informacje z mediów jak gąbka wodę, nierzadko wmawiając sobie dolegliwości a następnie z uporem maniaka lecząc je. 

Co mówi nauka

W przypadku suplementów diety dla sportowców nie jest inaczej, tyle że o popularności decydują najczęściej znajomi, twierdząc, że „to działa”, a działać wcale nie musi. Akurat w tej dziedzinie, jak w mało której, siła perswazji wydaje się nie mieć granic. W takich przypadkach warto kierować się rozsądkiem i zaufać przede wszystkim wynikom rzetelnych badań naukowych, które opis skuteczności i rekomendacje spożycia opierają na obiektywnych, a nie subiektywnych rezultatach (w tym przypadku efekt placebo zawsze jest brany pod uwagę w grupach kontrolnych, a zakres i rozmach badań utwierdza w przekonaniu skuteczności ich stosowania). Ciekawym przykładem z tego obszaru może być dobrze znana L-karnityna, która swą popularność zawdzięcza reklamowanym możliwościom spalania tkanki tłuszczowej. Nic bardziej mylnego, bo środek ten oddziałuje na nasze ciało, ale głównie ułatwiające regenerację, co potwierdzają badania. Natomiast w kwestii spalania tłuszczu wyniki są tak znikome, że nieistotne statystycznie. 

Homeostaza i hormeza

Suplementy nie rozwiązują wszystkich problemów, ale mogą czasami wspomóc nasz wysiłek. Odpowiednio dobrane mogą wspierać utrzymanie homeostazy organizmu. Dlatego gdy mamy problem z nadmierną masą ciała, sięgamy przede wszystkim po spalacze tłuszczu (tu sprawdzi się kofeina), a gdy z niedowagą - po produkty białkowe, zwiększamy lub zmniejszamy podaż węglowodanów i różnicujemy ich rodzaj zależnie od typu wysiłku oraz pijemy lub łykamy więcej witamin i minerałów, gdy za oknem robi się gorąco. Takie działania pomagają nam zachować równowagę i czuć się dobrze, wedle zasady akcji i reakcji. Co innego, jeśli sięgamy po produkty, które nam nie szkodzą, ale nie do końca ich potrzebujemy lub nie znamy ich zakresów referencyjnych, jak np. w przypadku witamin i minerałów. Badania wskazują, że szkodliwym dla organizmu nie musi być sam produkt, ale jego zbyt duża dawka, co nazywane jest hormezą. Co ciekawsze, ten sam niszczycielski czynnik w małych ilościach działa na nas mobilizująco, przez co wykształcamy np. mechanizmy obronne. Brzmi znajomo, bo tę zasadę wykorzystuje się w przypadku szczepień, ale również w promieniowaniu jonizującym, suplementach (np. antyoksydantach blokujących adaptację do wysiłku i postęp), odżywianiu, czy wysiłku fizycznym lub w stresie (mała dawka angażuje do działania, ale zbyt duża może blokować nasze możliwości). Chodzi zatem o znalezienie złotego środka, bo nie substancja, ale dawka czyni truciznę.

Australijska lista

Statystyki dotyczące sprzedaży suplementów diety jasno wskazują na zwyżkowy trend. Nie powinno zatem dziwić, że znajdziemy je już nie tylko w specjalistycznych sklepach, ale również w aptekach, na stacjach benzynowych i w pobliskich, osiedlowych sklepach. W tym gąszczu można się pogubić, nie tylko ze względu na ich ilość, ale także jakość i typ. W przypadku firm, które je produkują, łatwiej nie jest. Z roku na rok pojawiają się nowe, oferujące odżywki o coraz bardziej wymyślnych nazwach. Sposobem na odnalezienie się w tej dżungli jest np. klasyfikacja suplementów diety proponowana przez Australijski Instytut Sportu.

Przedstawia ona cztery grupy różniące się między sobą skutecznością działania potwierdzoną wynikami badań naukowych (punkt 1), bezpieczeństwem stosowania i legalności użycia. W grupie A znajdują się produkty polecane sportowcom, które faktycznie wspierają organizm, np. kofeina, probiotyki, kreatyna. W grupie B również są suplementy polecane sportowcom, ale takie, które wymagają jeszcze badań potwierdzających ich jednoznaczne oddziaływanie (HMB, glutamina, oleje rybie, kurkumina i inne). Grupa C to produkty, których wyniki badań wskazują, że nie przynoszą korzyści i nie zaleca się ich stosowania, a D to substancje zabronione. Te ostatnie z pewnością działają, jak np. efedryna lub DHEA, nawet pozytywnie, ale ich efekty uboczne są zagrożeniem dla zdrowia i życia i stąd znajdują się również na liście substancji zabronionych Światowej Agencji Antydopingowej (WADA).

Wszystko jest trucizną i nic nie jest trucizną, bo tylko dawka czyni truciznę. ~Paracelsus

 

Czerwone światło

O tym, że nie warto sięgać po doping wiedzą wszyscy. Jedni się z tym zgadzają, drudzy od czasu do czasu sprawdzają na własnej skórze, jak dobrze się ma czarny rynek. Złapanie na dopingu nie jest jednak czymś najgorszym, co może nas spotkać. Sama definicja zawiera jego dwa, zawsze istotne oddziaływania. Pierwszym jest oczekiwany efekt, jak np. poprawa sprawności działania układu krążeniowo-oddechowego (tutaj działanie mamy zapewnione), a drugim jego uszkodzenie. Z synergistycznym występowaniem obu trzeba się liczyć. Stąd np. zakazane jest stosowanie narkotyków, które np. zmniejszają ból, polepszają chwilowo percepcję, ale z czasem oddziałują negatywnie na układ nerwowy, niszcząc go. Celem nadrzędnym WADA jest ochrona zdrowia i stąd też stworzenie listy substancji zabronionych i monitorowanie ich spożycia.

Chociaż na zawodach amatorskich kontrole takie są rzadkością, warto mieć świadomość, że sięgając po doping lub suplementy niewiadomego pochodzenia możemy narazić siebie samych na niebezpieczeństwo utraty zdrowia. To o wiele większa cena niż dyskwalifikacja. Aktualne informacje o dopingu i walce z nim można znaleźć na stronie WADA (www.wada-ama.org) i Polskiej Agencji Antydopingowej (www.antydoping.pl).

Drobnym drukiem

Czasami sama świadomość oddziaływania substancji czynnej, jak np. kofeiny, nie wystarczy. Producenci suplementów...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 10 wydań czasopisma "bikeBoard"
  • Dodatkowe artykuły niepublikowane w formie papierowej
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych wydań magazynu oraz dodatków specjalnych...
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy