Dołącz do czytelników
Brak wyników

Przygoda

17 sierpnia 2021

NR 52 (Sierpień 2021)

Grizlowanie na Wolinie

0 59

Wioska Wikingów wydaje się uśpiona. Być może chłopcy spływają właśnie jakąś większą rzeką w głąb Europy i proszą o podzielenie się zbożem i ewentualnie jakąś lokalną walutą, bo na północy bida. W słowiańskiej wiosce też cisza. Słowiańska wioska ma recepcję i tam się dowiadujemy, że na razie zamknięte, ale z parkingu możemy spokojnie skorzystać. Mamy trzy rowery z pochylonym w lewym kierunku napisem: dwie nowiuśkie gravelówki, które czekają właśnie na swoją premierę i lekko podrasowaną szosówkę – będzie szybko, tym bardziej że szosówka należy do przewodnika.

45 KONTRA 32

To, że jesteśmy właśnie tutaj, to znaczy przed skansenem przy Centrum Słowian i Wikingów Jomsborg-Vineta Wolin u „bram” Wyspy Wolin, nie oznacza, że od początku taki był plan. Planów było dużo. Gdy na liczniku ma się 650 kilometrów pokonanych samochodem i drugie tyle czeka w drodze powrotnej, dodatkowo ma się tylko dwa dni na jazdę na rowerze, jeden z nich zaplanowany jest na zwiedzanie miasta, to ten drugi… ten drugi musi być naprawdę bardzo dobry! Od tygodnia Paweł i Oskar bombardują nas gpx-ami, z których każdy nazywa się tak, że od razu chce się go przejechać. Każdy w tytule ma słowo gravel i synonim zwrotu bardzo dobry, a całość często dopieszczona jest jakimś niecenzuralnym słowem, które tylko wzmaga apetyt. Po wstępnej selekcji stoi przed nami wybór między trasą Szczecin–Kostrzyn przez Puszczę Bukową, Gryfino, las krzywych sosen i dziesiątki kilometrów wiodących innymi lasami, których nazwy zna w Polsce kilka osób, a trasą na największej polskiej wyspie, której nazwę kojarzy przynajmniej 30 osób z mojej klasy z podstawówki (za to ręczę).
– To jednak musi być Wolin, Ania – tłumaczy Miłosz. – Tamtą trasą nikogo nie zachęcisz do zrobienia sobie rowerowego weekendu. Dlatego właśnie parkujemy pod skansenem w Wolinie i w chłodnym wietrze pakujemy w kieszonki prowiant i ekwipunek. Pięć minut później, przeprawiając się mostem przez rzekę Dziwnę, jesteśmy na wyspie Wolin.
Szybcy jak błyskawica przelatujemy przez miasteczko i asfaltową drogą mkniemy w głąb wyspy, na bocznych drogach asfalt trochę się pogarsza. Czterdziestopięciomilimetrowe gumy w miętowo-szarym Grizlu „cudownie” kleją się do drogi, a moje serce wrzuca na jedynkę i włącza najwyższe obroty. Modlę się o las i jakiś teren, żeby Paweł w końcu zakopał się na tych swoich wąskich oponkach i trochę zwolnił. Zapominam, że 32 milimetry z bieżnikiem też potrafią dać czadu w terenie – las nie przynosi oddechu. Na szczęście sam w sobie jest doskonały: piaszczysto-ziemiste podłoże, trochę sosnowych szyszek, trochę korzeni, jeszcze nie pachnie samym morzem, ale pachnie byciem z dala od miasta, a to jest zwykle moment, w którym głowa zaczyna odpoczywać.

POLECAMY

Achtung, piach!

Jeśli lubisz jeździć po piachu, odwiedź Mazowiecki Park Krajobrazowy, Jurę Krakowsko-Częstochowską i przede wszystkim Pustynię Błędowską (to ostatnie to istny Koksijde, a tak serio, to po Pustyni ani w jej bezpośredniej okolicy nie da się jeździć na gravelu, pewnie na MTB jest równie koszmarnie). Jeśli lubisz umiarkowanie głęboki piach, na którym jazda jest trudna, ale nie niemożliwa, przeplatany z niepiaszczystą leśną nawierzchnią i asfaltami, Wolin Ci się spodoba. To znaczy mniej więcej tyle, że to bajeczny teren na każdy rower.
 

1. Rybacy na plaży w Międzyzdrojach – scena jak z XVII-wiecznego obrazu niderlandzkiego malarza. 

 

2.  Jedna z krytych strzechą chat, którą mijaliśmy w drugiej części naszej rundy, jadąc wzdłuż wybrzeża Zalewu Szczecińskiego. 

 

3. Śledź Bałtycki – 7 zł/kg.


Wyspa

Jeśli wyobrażasz sobie wyspę jako łachę piachu wystającą z bezmiaru oceanu, na której jak parasolka w koktajlu tkwi palma, pod którą siedzi półnagi rozbitek, wpychający „message to the bottle”, to Wolin nie jest taką wyspą. Wyspowość Wolina gwarantuje otaczający go z jednej strony Zalew Szczeciński, Morze Bałtyckie z drugiej, rzeka Świna i rzeka Dziwna. Jako że Zalew Szczeciński „zrobiony” jest z Odry, a obie wymienione wyżej rzeki wypływają z zalewu i wpadają do morza, można na siłę powiedzieć, że Wolin jest fragmentem lądu w delcie Odry. Jest to jednak na tyle duży fragment lądu, że znalazła się na nim całkiem pokaźna liczba miejscowości oraz całkiem gęsta sieć dróg o różnorodnej nawierzchni.
Przez wyspę przebiega szlak rowerowy R10, który „objeżdża” dookoła cały Bałtyk i liczy 8539 kilometrów. Nas szlak jednak nie interesuje, my mamy w planach jazdę po mniej „jeżdżalnych” nawierzchniach, by posmakować tego, co potrafi Canyon Grizl. Na Wolinie najgorsze nawierzchnie prowadzą do najlepszych miejsc, a to oznacza, że już po kilku kilometrach jazdy leśną szutrową drogą wbijamy się w Woliński Park Narodowy i docieramy do Zagrody Pokazowej Żubrów.

Międzyzdroje

Cały czas cieszę się, że jest środek tygodnia i że daleko jeszcze do wakacji i inwazji turystów. Od Zagrody Żubrów do pierwszych zabudowań Międzyzdrojów poruszamy się przepięknym bukowym lasem. Na drzewach nie ma jeszcze liści, w lesie pełno jest słońca i jazda jest czystą przyjemnością. Robimy małą rundę i zjeżdżamy na prawie pustą plażę, na której stoi kilka kutrów. Przy sporym stole pracują ludzie w sztormiakach i oprawiają zielone śledzie. Ryby wyplątywane są z sieci i trafiają do zbiorczego pojemnika stojącego wprost na piasku. Ludzie rozmawiają po polsku, niektórzy z silnym wschodnim akcentem, nie chcą zdjęć, więc staram się uszanować taką decyzję, żal mi jednak takiej sceny, która przy odpowiednim świetle byłaby wręcz ikoniczna. Jeździmy trochę po plaży, ciesząc się obecnością morza, klifem porosłym sosnami, pogodą i utwardzonym przez wodę pasem piasku.
Pamiętam Międzyzdroje z początku lat osiemdziesiątych: wiklinowe plażowe kosze, drewniane białe molo, po którym spacerowałam z babcią, motorek na monety, którego ujeżdżał mój kuzyn oraz starą willę kilka kroków od plaży, otoczoną ogromnym ogrodem – tam mieszkaliśmy. Nie pamiętam żadnych dziecięcych pragnień w postaci waty cukrowej, świecidełek czy innych gadżetów, których moja babcia odmawiała spełniać. Chyba po prostu ich tam nie było… Po prawie czterdziestu latach niebytności molo w Międzyzdrojach podkopało moją wiarę we własną pamięć: jest betonowe, z metalowymi barierkami, poprzedzone jakimś tunelem, w którym każde dziecko jest w stanie podnieść swoim opiekunom ciśnienie – gofry, lody, kanapki ze śledziem, dmuchane zabawki i inne bezużyteczne gadżety rodem z „Dalekiego Wschodu”. Gdzie są poszarzałe od słonej wody deski, po których chodziłam na bosaka z dziadkiem? Gdzie białe balustrady, które oświetlone białym północnym słońcem sprawiały, że wszystko się w człowieku wyciszało? Gdzie ta atmosfera cudownego starego kurortu, którą byłam w stanie docenić, będąc tylko sześcioletnim dzieckiem? Międzyzdroje, zraniłyście mnie! To jak spotkać starego przyjaciela po latach i zupełnie się na nim zawieść.
Odbijam sobie to straszne wrażenie, jadąc przez całe miasto pod prąd – w przypływie buntu i kolarskiego rozsądku, odwróciliśmy bowiem trasę Oskara i jedziemy ją na opak.

Ucieczka z wyspy Wolin, czyli Świnoujście

Na wylocie z Międzyzdrojów tabliczki proszą o niekarmienie dzików. Stojąc jeszcze na molo, widzimy jednego, który spaceruje po plaży – spora szczeciniasta świnka! Zachodnia część miasta rozbudowuje się, mijamy budowę kompleksu hoteli o szklanych balkonach, których elewacje skręcają się jak śruba. Uspokaja się trochę moje poczucie estetyki, bo budynki są gustowne, ale wiem, że mieszkańcy toczą tu boje o inną inwestycję, która prawdopodobnie dojdzie do skutku – wielkie 33-piętrowe wieże z apartamentami.
Trasa między Międzyzdrojami a Świnoujściem to znów szybkie doskonałe szutrówki, którymi mkniemy w zawrotnym tempie. Mijamy przemysłowe zabudowania Gazoportu z ogromnym zbiornikiem na gaz. Żeby przyjrzeć mu się lepiej, jedziemy gładką jak stół ścieżką rowerową, będącą fragmentem trasy R10. Gdy wracamy na kurs, chwilę przed dotarciem do ujścia Świny, mijamy pozostałości po baterii brzegowej (Strandbatterie) wybudowanej w latach 1909–1910. Bateria armat dalekonośnych służyła ochronie portu, ujścia Świny i redy. Obecnie po dłuższym okresie bez deszczu do bunkrów można wejść, w deszczowym okresie są niestety zalane. Miłosz odkrywa inny sposób zwiedzania betonowych budowli – po prostu jeździ po nich na rowerze, umiejętności z MTB pomagają. Ulica Ku morzu obfituje w atrakcje: jeździmy chwilę po Forcie Gerharda, doskonale zachowanej pruskiej budowli z połowy XIX wieku, służącej obronie Cieśniny Świny. Bukowy las, ścieżki, fosy i stare mury są tutaj tłem naszej jazdy. Stare militarne zabytki mieszają się z nowszymi z czasów drugiej wojny światowej – taka filozofia charakterystyczna dla turystycznych miejscowości, że zagęszczenie tematycznych atrakcji to lep na turystów. Pewnie to działa. Na nas podziałała latarnia morska, która dumnie stoi również po tej stronie Świny oraz widok na wyjście z portu. Pomachaliśmy promowi, który właśnie wypływał w morze i ruszyliśmy ku przeprawie promowej na wyspę Uznam i do głównej części miasta.

Uznam, prawie Niemcy

Do Polski należy tylko niewielka część wyspy, jej niemiecka część oferuje prawdziwy turystyczny rowerowy raj, w którym dodatkowo można poczuć klimat starych nadmorskich kurortów. My do Niemiec mamy zakaz wjazdu – pandemia szaleje, granice są zamknięte, nie mamy żadnych papierów, które pozwalałyby nam troszkę pozwiedzać za granicą. Prom z Warszowa (czyli z dzielnicy, w której stoi Fort Gerhard) płynie szybko i często jak „autobus do centrum” 
(co 40 minut), przejazd jest darmowy i mogą z niego korzystać tylko samochody należące do mieszkańców Świnoujścia. Nie obowiązuje to pieszych i rowerzystów. Prom Karsibór, znajdujący się trochę dalej, w pobliżu wjazdu na wyspę Karsibór, obsługuje wszystkich, ale jeszcze nie postanowiliśmy, czy z niego skorzystamy.
Moje Wahoo przez 15 minut pokazuje, że przemieszczam się po wodzie. Świnoujście w przedwakacyjnej porze nie jest zalane turystami, jest ich niewielu, zresztą trudno odróżnić ich od mies...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 10 wydań czasopisma "bikeBoard"
  • Dodatkowe artykuły niepublikowane w formie papierowej
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych wydań magazynu oraz dodatków specjalnych...
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy