Dołącz do czytelników
Brak wyników

Rowery

5 marca 2021

NR 47 (Marzec 2021)

Giant Trance X 29 1 vs E+2 Pro 29

0 313

Co jest lepsze? Lepszy osprzęt i ponad pięć tysięcy na wyjazdy czy większy skok i elektryczne wspomaganie? W szranki stają dwa rowery z jednej stajni o bardzo pokrewnym przeznaczeniu do użytku w jeździe ścieżkowej i delikatnego enduro.

Trance X pojawił się w 2012 roku i był w tamtym czasie naprawdę rewolucyjny. Miał dopasowaną do nowego formatu kół (29”) geometrię, opuszczaną sztycę i zawieszenie Maestro o skoku 120/127 mm. Po kilku latach niepotrzebnej aberracji (ech, te głupie 27,5”) Trance X znów stanął na kołach 29”, dzięki czemu w 2021 roku znów śmiało może się dobijać do podium. Geometrycznie to całkiem inny rower, ale Giant dalej prowadzi narrację o rowerze do wszystkiego, takim, który znakomicie podjeżdża i jeszcze lepiej zjeżdża. 
Perfekcyjny ścieżkowiec nierobiący siary na trasach enduro. Tak, tak, skok wahacza w Reignie (full enduro, dwuznaczność zamierzona) jest tylko o 11 mm większy! Na przykładzie Trance X i Reigna widać jak bardzo przesunięto kompromis dotyczący uniwersalności rowerów. Trance X jest rzeczywiście rowerem do wszystkiego, ale utracił gdzieś po drodze swoją crossowatą proweniencję i nie sposób ścigać się nim na podjazdach z bolidami XCO. Z drugiej strony – jak on zmężniał! Spójrzcie choćby na 36 mm golenie widelców. 
Ponieważ w linii rowerów z elektrycznym wspomaganiem Gianta jest także Trance X z przyrostkiem e+, postanowiliśmy sprawdzić, który z nich jest lepszy… 
Ja wiem, że zawsze w takich sytuacjach powinniśmy zapytać: „do czego?”. Patrząc z boku, trudno się domyślić, że te rowery coś łączy – wyglądają skrajnie inaczej, jednak już z perspektywy siodełka i kierownicy widać, że różnice stanowią zaledwie niuanse. No, może oprócz przygniatającej różnicy ciężaru. Trance X 29 1 to najdroższy model w ofercie polskiego dystrybutora. 
Dlatego choć różnica w cenie to „zaledwie” cztery tysiące, od razu wiadomo, że specyfikacja wspomaganego elektronami Trance X będzie uboższa. Dotknęło to elementów zawieszenia, napędu, hamulców i kół. Z zaskakujących różnic w Trance X e+ skok wahacza jest większy. To co prawda tyko 5 mm, ale podobnie jest z nieco szerszymi oponami. Dowiedzmy się, czy te dodatkowe milimetry wymiaru się dodają i jak oba rowery jeżdżą. A na koniec napiszemy, który jest lepszy… i dla kogo.
 

POLECAMY

1. Nie tylko dampery różnią się technologicznie, ale i układ dźwigni Mestro się zmienia i dlatego zawieszenie różni się nie tylko o 10 mm skoku, lecz także całkowicie inaczej pracuje. 

Trance X 29 1 

Pozycja za kierownicą jest dość wysoka, a proponowana przez kokpit sylwetka wyprostowana. Nie daje poczucia siedzenia „w” bolidzie. Siedzi z wierzchu, a środek ciężkości jest wyraźnie wyższy niż w najnowszych rowerach enduro i all mountain. Trance X traktowany zgodnie z instrukcją użytkowania jest bezpretensjonalny i nie wymaga determinacji do jazdy, wystarczy na niego wsiąść i pojechać. Rowerzysta nie musi szukać optymalnego ułożenia środka ciężkości. Giant już to znalazł i podsuwa użytkownikowi na tacy. I w sumie to wystarczy. Jeśli chcesz wycisnąć z niego wszystkie zalety i walory, musisz jednak dysponować nienaganną techniką, ale jeszcze ważniejsze jest przestawić Flip Chipa do pozycji Low. W tym rowerze zmienia się ułożenie śruby mocującej rurki podsiodłowe wahacza do rockera i dostępna zmiana jest znacząca, dużo większa niż w konkurencyjnych rowerach, gdzie z rzadka przekracza 0,5°. Giant Trance X 29 1 daje 0,7° w kątach i spore różnice w długościach poszczególnych odcinków. Sprawdźcie naszą tabelę. Trance X bez motorka po przestawieniu do Low jest na szczęście wciąż łatwy do opanowania, nawet przez przeciętnie wyszkolonego ridera. Jednak kiedy prędkość i wielkość przeszkód narasta, utrzymanie stabilności nie jest banalne. Żółtodziób nie poleci piecem równo z większymi endurówkami, ale dobry rider zachowa zdrowy dystans. Ten rower nie oferuje autopilota i nie wybacza błędów w ustawieniu środka ciężkości, a w kokpicie jest stosunkowo mało miejsca na poprawianie błędów w docisku kół. Jeśli jedziesz naprawdę szybko, w każdy zakręt musisz wejść idealnie, na każdy większy skok musisz być przygotowanym i mieć plan B. Biorąc to pod uwagę, Giant jest u szczytu mojej zjazdowej listy przebojów dla swojej kategorii. Kluczową cechą tego roweru są amortyzatory z grupy enduro, czyli „36 Fit4 o skoku 150 mm w połączeniu z mechaniką wahacza Maestro, zapewniającą 135 mm ugięcia z tyłu”. Tak dużej dysproporcji w wartości skoku pomiędzy przodem a tyłem nie sposób domyślić się w czasie jazdy. Jedynym sygnałem jest bardzo szybko postępująca twardość zawieszenia doprowadzanego do skraju możliwości na naprawdę szybko jechanych, duuużych przeszkodach. Najeżdża się jak na endurówce, ale finisz w innych rowerach klasy 150/150 przychodzi i szybciej, i łatwiej. W porównaniu do endurówek na Trance X 29 trzeba się bardziej postarać, bo brakujące półtora centymetra skoku wahacza trudniej zamaskować po krzywym skoku. Natomiast na sztucznych, dobrze przygotowanych ścieżkach typu flow, jest jak w niebie. Ogon o krótkim skoku nie przepada, zachowuje właściwą wysokość i geometrię. Ale musimy napisać, że Trance X 29 jest podsterowny. Można temu zapobiegać, ale miejsca pomiędzy kierownicą a tylną osią dla gorzej jeżdżących jest ciut za mało. Zawieszenie współpracuje na podjazdach, że aż miło, dynamikę porównywalną do rowerów klasy DownCountry zabijają jednak ciężkie, lecz wytrzymałe koła. Żeby oddać uczciwie ten fakt, powiedzmy, że nie chcielibyśmy w tym rowerze innych. Zachwycająca jest ergonomia punktów kontaktu, czyli kierownicy, gripów i siodełka. Kapitalny z punktu widzenia enduro jest dobór hamulców. Natomiast irytująca jest chimeryczność działania XT. Z naszych doświadczeń wynika, że powtarzalnością działania nie grzeszą. W jednych rowerach działają jak marzenie, żeby w kolejnym z rowerów zapowietrzać się, pompować i grzać na potęgę. Bardzo sprytnie dobrano zestaw opon. Minion na przedzie to jest marka, dołożenie podobnego kowadła z tyłu byłoby przesadą, jednak w odwodzie Giant ustawił Dissectora, oponę nieco delikatniejszą, ale nie żaden tam slick, tylko poważnie klockowany bieżnik z nieprzesadnie podatnym oplotem. W sumie doskonały zestaw do mocnego downcountry, a nawet delikatnego enduro.
 

Trance X E+2 Pro 29 

Okazał się rowerem niezwykle żwawym i żywiołowym i to nie tylko ze względu na wspomaganie. Łatwość wprowadzania w skręty jest zaskakująca i porównywalna do modelu unplugged. Nie wyjaśnia tego wartość kąta główki, ale nieduży ciąg widelca. Łatwo wywołać skręt samym ruchem kierownicy, co wspiera początkujących. Zaawansowanym może się spodobać zabawowość, jaką oferuje. Chęć wkręcania się w zakręty pogłębia bardzo nisko umieszczony środek ciężkości. Przejście ze skrętu w skręt wymaga dodatkowej pracy, między innymi głębokich przechyłów. Trance X e+ nie daje kierującemu tak precyzyjnie i na bieżąco dystrybuować masy pomiędzy kołami, bo kokpit jest dość ciasny (przód–tył), ale warto zwrócić uwagę na to, że porównujemy L bez prądu do elektrycznej M, co powinno dać do myślenia przy wyborze rozmiaru. Dlatego w ostrej jeździe wymaga dużego zaangażowania. Przy spokojnej jeździe pokazuje tirowską stabilność do tego stopnia, że trudno utrzymać promień skrętu w długich, szybko pokonywanych zakrętach. Używany na ostro, wymaga staranności i instruktorskiej przesady w akcentowaniu czynności. Kapitalnie umieszczony środek ciężkości pozwala zapomnieć o gigantycznej masie całkowitej i indukuje jeszcze jedną zaletę: cięższy rower dużo łatwiej przełamuje opory zawieszenia podczas uginania. To bardzo się przydaje w zestawieniu z umiarkowanie kulturalnymi pod tym względem amortyzatorami FOX podstawowych wersji. 36 Float Rythm nie ma czułości, ale w tym Giancie chodzi gładko i bez zacięć od pierwszych milimetrów ugięcia. DPS bez zbiorniczka zewnętrznego też dobrze sobie radzi i w tym rowerze zapewnia czułość na miarę wyższej klasy. Dopiero na trudnych dziurawych trasach jego zawieszenie w porównaniu do Trance X 29 1 okazuje się mniej wydajne, wymaga wolniejszej jazdy, a na koniec dnia i tak bardziej czuć nadgarstki. Traktowany łagodniej jest wygodniejszy od Trance X bez silnika i na przeszkodach o średniej wielkości poprawia błędy jadącego. Przy szybkiej jeździe Trance X e+ zbyt łatwo wykorzystuje cały skok i na większych przeszkodach nie wolno sobie pozwalać na tyle, co na bardziej dopasionym „unplagu”. Bikeparkowe przeszkody powinny powstrzymać przed brawurą. W trudnym skalistym terenie trzeba jeszcze zwrócić uwagę na bardzo nisko umieszczony silnik. Niezwykle często zdarzało się nam „zahaczyć podwoziem”. Rozbudowany ochraniacz pomaga się prześlizgnąć, ale wstrząsy nie są przyjemne, a że zdarzają się stanowczo zbyt często, mogą mieć negatywny wpływ na „moduł wspomagający”. Na wyróżnienie zasługuje bardzo dobrze działająca sztyca z ergonomiczną manetką. Sprytny ruch Gianta to ponadnormatywna obejma na dwie śruby. Wspólnie te elementy pozwalają cieszyć się płynnością ugięcia bez zacięć, a wręcz pozwalać opuszczać siodło w wybranym tempie, bo dźwignią łatwo skontrolować przepływ oleju w kartuszu. Wartość skoku sztycy uzależniono od rozmiaru, w M to 150 mm. Jest OK. Wspomaganie z nowej jednostki od Yamahy rasowane przez Gianta ma aż 80 N/m momentu i na najmocniejszym trybie potrafi przekroczyć moc wkładaną przez pedałującego aż o 360%. Nowy tryb automatyczny korzysta z sześciu czujników i analizuje moc generowaną przez rowerzystę, kadencję, prędkość, nachylenie terenu, obroty silnika i przyśpieszenie. Na trudnych podjazdach zaskakująco precyzyjnie i ze skuteczną mocą dołącza asystę. Na płaskim wymaga przyzwyczajenia, bo zmiany poziomu wspomagania wydają się dość chaotyczne. Giant popracował też nad ważniejszą cechą i SyncDrive Pro wyzwala maksymalny moment aż do kadencji 170 obr./min pedałami. W praktyce im szybciej kręcisz, tym mocniej wspiera w podjeżdżaniu, co przydaje się na najbardziej stromych stokach. Przy wolnych kadencjach silnik angażuje się mniej, mimo dużego wkładu pedałującego. Przy starcie moc przybywa szybko, a kręcić jest łatwo, ponieważ wyczuwalnie zmniejszono rozstaw pedałów [Q factor uzależniono od rozmiaru (sic!), w M wynosi 165 mm], a kąt podsiodłowy wypycha biodra daleko do przodu. Giant sprzedaje akcesoryjne batterypacki, pozwalające do seryjnych 625 Wh dodać zapasowe 240. To i naprawdę „sprytna” ładowarka podkreśla zaawansowanie technologiczne napędu opracowanego na bazie silnika Yamahy.
...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 10 wydań czasopisma "bikeBoard"
  • Dodatkowe artykuły niepublikowane w formie papierowej
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych wydań magazynu oraz dodatków specjalnych...
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy