Dołącz do czytelników
Brak wyników

Sport

23 listopada 2021

NR 55 (Listopad 2021)

Enduro w Czarnej Górze
Mistrzostwa Polski Enduro Sienna 25–26 września 2021 r.

0 68

Mistrzostwa Polski enduro odbywają się od 2015 roku, ale wciąż tylko od czasu do czasu. W tym roku, po dwuletniej przerwie, miały miejsce po raz czwarty i jak zwykle odbiły się echem w środowisku najmocniej zainteresowanych. Echo było głuche, dlatego postanowiliśmy po raz kolejny wziąć w nich udział, żeby sprawdzić na własnej skórze, jak było i mieć okazję do rozmów z uczestnikami.

Sławomir Łukasik – EWS

Po ostatnim etapie Enduro World Series Sławek Łukasik (z prawej widać jak radził sobie na Californii) utrzymał siódme miejsce w klasyfikacji generalnej i jest jak dotychczas najwyżej notowanym Polakiem w jakiejkolwiek klasyfikacji grawitacyjnej. Kibice enduro na świecie zdali sobie sprawę z jego istnienia dopiero wtedy, kiedy został uhonorowany nagrodą dla najlepszego prywaciarza tygodnia po wyścigu La Thuille. A polscy fani enduro widząc, jak Łukasik depcze po piętach największym herosom dyscypliny, już całkiem zwariowali. Szczególnie końcówka sezonu była dla Łukasika burzliwa. Mieliśmy okazję z nim rozmawiać po zwycięstwie w Mistrzostwach Polski w Czarnej Górze. Podsumował wtedy swoje dotychczasowe przygody przed niesławnym występem w Tweed Valley: Nie czuję, żebym zrobił coś szczególnego względem poprzednich lat treningów. Od około dziesięciu lat trenuję regularnie sezon w sezon. Przykładam się do tego i całą uwagę poświęcam jeździe. Testuję siebie, testuję to, co wpływa na mnie dobrze, sprawdzam, co mi przeszkadza. Współpracuję z Arturem Chryszko, który prowadzi mnie treningowo, pracuję z dietetykami, rozpisują mi dietę. Mikesz Coach prowadzi mnie pod względem treningu psychomotorycznego. I te wszystkie elementy, cegiełki wpływają na poziom formy i zaczynają budować rzeczywistą przewagę. Dlatego wystarczy dopracować każdy szczegół i niech każdy z nich przyniesie tylko po 1–2%, to w sumie generuje zauważalny postęp.
W Finale Ligure ostatecznie sklasyfikowano mnie na ósmym miejscu. Urwałem łańcuch na Pro Stage i odrobiłem stratę tylko do ósmego miejsca, chociaż na każdym z OS-ów kręciłem się wokół czwartej pozycji. Aktualnie jestem siódmy w klasyfikacji generalnej to i tak jest znacznie ponad to, czego się spodziewałem na początku roku. Było to dla mnie zaskoczeniem, ale starałem się o taki wynik. Biorąc pod uwagę to, że jest to mój pierwszy pełny sezon enduro EWS, spełniam swoje skryte marzenia. Na początku sezonu miałem plan, żeby miksować zjazd i enduro. Dziś widzę, że to był błąd, trzeba było od razu pocisnąć mocno enduro. Mimo pozornych podobieństw te dyscypliny trudno jest łączyć. W przyszłym sezonie chciałbym się skoncentrować wyłącznie na enduro, traktując zjazd tylko jako dodatek do sezonu startowego, gdy nie będę miał żadnych możliwości startowych enduro. Rozmawialiśmy ze Sławkiem przed jego występem Vittoria EWS Tweed Valley, gdzie został zdyskwalifikowany za ominięcie jednej z bramek. Dla wielu z nas decyzja ta jest kontrowersyjna, ponieważ po raz pierwszy w EWS, w tym samym miejscu pojawiły się i bramki, i taśmy, co mogło wprowadzać w błąd, czy należy jechać pomiędzy taśmami, czy konieczny jest przejazd przez dodatkowe zawężenie toru jazdy, tak żeby zmieścić się także pomiędzy tyczkami bramki. Richie Rude i Sławek Łukasik ścięli pomiędzy taśmami a zewnętrzną stroną bramki. Pierwszy z nich utracił szansę na walkę o zwycięstwo serii, a Polak nie mógł się bić o pierwszą dziesiątkę. Sławomir przeprosił i wziął to na klatę. W efekcie w całej serii zajął 11. pozycję, co i tak jest wynikiem, który przejdzie do historii polskich sportów grawitacyjnych.
Po Mistrzostwach Polski w Czarnej Górze powiedział nam też: Całym sercem jestem zjazdowcem i moje starty w DH są zawsze wielką nagrodą i przyjemnością. Nie, nie traktuję występów w zjeździe treningowo, żeby lepiej jeździć enduro. To nic, że starty w pucharach świata DH są bardzo wyczerpujące fizycznie i mentalnie. Kocham to. Z drugiej strony w DH samej jazdy jest znacznie mniej niż w trakcie EWS i to stąd wynika dla mnie większa atrakcyjność enduro jako dyscypliny kolarskiej. Cały dzień jestem na rowerze i nie trzeba się tak stresować. Zastanawiając się nad różnicą w obu dyscyplinach, Łukasik powiedział nam: Dopiero teraz zrozumiałem ideę ścigania w enduro. Nie chodzi o to, żeby pocisnąć jeden odcinek na 100%, a reszta może się uda. Dziś wiem, że trzeba jechać bardzo rozważnie, żeby nie zepsuć ani siebie, ani roweru i jeszcze, żeby nie wypaść z trasy. Enduro okazało się dla mnie kwintesencją jazdy na rowerze. W treningach DH po defekcie zawodnicy teamowi zjeżdżają do bazy i servicemani naprawiają usterkę. Enduro jest bardziej demokratyczne, gdy Jack Moir na drugim stagu w Finale Ligure rozwalił koło, to musiał sobie kamieniem obręcz doprowadzić do porządku i dopiero potem pojechał dalej. I właśnie to mi się w enduro podoba, wyrównuje szanse pomiędzy zawodnikami, którzy tak jak ja nie mają zaplecza, a czołówką, bo przepisy wymuszają równość na tym polu. I moim zdaniem to jest naprawdę świetne. Wyrównanie szans zawodników Łukasik widzi także w tym, że do zawodów enduro skali mistrzowskiej można trenować nawet w Polsce. Nawet Myślenice czy Bielsko-Biała są wystarczająco dobrym terenem do realizacji wszystkich założeń treningowych. A jeśli chodzi o DH, to sensowny trening można prowadzić praktycznie tylko w Alpach, a w Polsce w zasadzie tylko trening w Czarnej Górze pozwala osiągnąć odpowiednie bodźce.


W tym roku mistrzostwa były szczególnie ważne, ponieważ wreszcie mogliśmy zobaczyć, jak nasze krajowe podwórko wygląda w kontekście globalnym. Wszystko dzięki trójce Polaków, którzy systemowo postanowili wziąć udział w pełniącym honory pucharu świata w enduro EWS-ie. Enduro World Series poświęciliśmy ogromny materiał w bB#9/2021, bo wszyscy gorąco kibicowaliśmy Kasi Burek, Luśkowi i Sławomirowi Łukasikowi. W Czarnej Górze jeszcze nie wiedzieliśmy, na którym miejscu ostatecznie odnotuje się w 2021 r. Łukasik, ale wiedzieliśmy, że będzie grubo. Dlatego niniejsza relacja mocno odnosi się do najważniejszej serii enduro MTB, ponieważ pokazuje, gdzie jesteśmy jako nacja i jak będzie wyglądała przyszłość dyscypliny w Polsce.
 

POLECAMY

Foto: Piotr Staroń, staronphoto.com


Odcinki specjalne

Nie sposób zacząć relacji bez omówienia tras, jakie przygotowano na MP w E w CG. Zacznijmy od tego, że powstawały dość szybko i patrząc na nie z punktu widzenia użytkownika bikeparku Czarna Góra, udostępniono coś, co nawet nie było półproduktem. Zawodnicy narzekali, że dziurawo, że kwadratowe zakręty, że korzenie i że cały czas trzeba pracować ciałem i nie da się złapać prędkości. I ja, jako uczestnik tych zawodów, zgadzam się ze wszystkim oprócz ostatniego. A to tylko dlatego, że ja tej prędkości miałem aż zanadto i dawno się tak nie bałem przyśpieszać jak w Czarnej. Powód był oczywisty. Świeże trasy w prawdziwie górskim terenie dość prędko zaczęły eksponować miliardy korzeni i kamieni. Korzenie były bardziej śliskie niż lód, a cała masa zagłębień całkowicie wykluczała poczucie flow. To dewastowało i dawało w kość. W trakcie rekonesansu tydzień przed imprezą było trudno, ale i zabawnie. Mimo to trudności wystarczyło, żeby  jeden z naszych kolegów skręcił kostkę. Ale nie zdawaliśmy sobie sprawy, jak będą wyglądały ścieżki w dniu zawodów. Z każdym przejazdem trudności się wyolbrzymiały, a prędkość była coraz trudniejsza do uzyskania, utrzymania i kontrolowania. Szczyt utrudnień miał miejsce w sobotę, ale niedzielna seria ścigania na odcinkach mierzonych wcale nie była lepsza, bo choć niewiele padało, to osiadła gęsta mgła i dopiero po południu zaczęło schnąć. Wtedy jednak było już po wszystkim i w najlepsze trwała dekoracja. Było sakramencko trudno, ale w mojej ocenie pomogło odsiać tak, że wyniki kapitalnie odzwierciedlają poziom poszczególnych zawodników. Dobrzy okazali się znacznie lepsi od tych, którzy w łatwych warunkach i na prostych trasach byliby tylko nieco gorsi. W łatwiejszych warunkach czasem wystarczy łut szczęścia i odwaga, żeby zyskać na czasie. Ale nie tu. W Czarnej Górze nie dawało się oszukiwać.
 

Sławek Łukasik – Mistrz Polski Enduro 2021

Chciałem zbudować trochę przewagi na pierwszym, drugim OS-ie, a później utrzymywać zdrowy dystans do przeciwników. Kontrolowałem kolejne etapy i szczególnie na ostatnim odcinku jechałem na pół gwizdka, żeby tylko dojechać, na luzie. Wiedziałem, że już niczego nie zmieni moja chęć do poprawienia czasu. Zbudowanie większej przewagi i ciśnięcie mogłoby tylko zaszkodzić. Zwłaszcza że za kilka dni będę w Szkocji. Jestem już tam myślami. Szczerze mówiąc, nawet miałem wątpliwości, czy tu startować. Gdyby nie to, że to mistrzostwa Polski, to pewnie bym odpuścił ten start. Ale uczciwie mówiąc, bardzo chciałem uzyskać trzeci tytuł mistrza Polski w tym roku. Bo mam już MP w pumptracku, w DH i teraz jeszcze w enduro!
Te zawody były dla mnie łatwe, bo nie było wielu podjazdów do OS-ów, a przerwy pomiędzy poszczególnymi startami były duże i miałem mnóstwo czasu na dojazd. Na EWS-ie jest o wiele ostrzej. Zjeżdżam z OS-u i od razu pedałuję na górę. I to nie tak, że jest luźna gadka i sobie kręcę z nogi na nogę. Jadę szybko, a i tak na górze nie ma dużo czasu, najwyżej 10–15 minut na ogarnięcie siebie i roweru przed startem. Zresztą w Finale Ligure zobaczyłem, co to znaczy szybko podjeżdżać, żeby zdążyć na odcinki. Wracając na trasy w Czarnej Górze, muszę powiedzieć, że same odcinki mierzone były tu strasznie męczące. Nie miałem żadnej przyjemności z jazdy po tych trasach. Cały czas była walka o prędkość i o to, żeby nie stanąć w miejscu. Szkoda, że nie było więcej płynnej jazdy. Na EWS-a trasy są zmienne i zawsze można znaleźć przyjemność z tego ścigania się, a tu była cały czas walka z rowerem o zachowanie prędkości. Myślę, że moja opinia byłaby inna, nawet gdyby poprzeplatać to trochę z Milky Wayem albo z trasami zjazdowymi. Byłoby fajniej zagwarantowałoby większą różnorodność, a tak to oceniam, że wszystkie odcinki wyścigu powtarzały ten sam schemat, a zawodnicy musieli zmagać się z każdym metrem trasy. A jeśli mnie trudno było poczuć frajdę, to nawet nie chcę wiedzieć, co czuli inni. To pozostawia organizatorom wiele miejsca na poprawę przed kolejnymi edycjami.
Zapytany o odniesienie się do zawodów światowych Sławek odpowiedział: W czasie EWS było mnóstwo OS-ów, które sprawiały mi przyjemność i były one bardzo różnorodne. W Canazei odcinki były supernaturalne, no piękne po prostu. Ładne widoki, ściółka, rozświetlony las, że aż było przyjemnie jeździć. Zapytany, skąd czerpie wiedzę o przejeżdżanych w czasie zawodów odcinków, niezrażony Łukasik odparł: Na urodę tras zwracałem uwagę w trakcie treningów. I uzupełnił swoją wypowiedź: W Szwajcarii w Crans Montana było dużo jazdy po bikeparku, wiele band i skoków, dzięki temu udaje się uzyskać różnorodność i uniknąć jednostajności. W Finale Ligure oprócz bardzo ciasnych i trudnych odcinków zaliczanych do Pro Stage były odcinki flow, takie jak znana wszystkim bywalcom Little Champery, gdzie dało się wyciągnąć radość z jazdy i ścigania.


Trudności i wyzwania

Zawodnicy reprezentowali aktualny przegląd stawki polskich endurzystów. Kategoria kobiet potwierdziła znaczne uszczuplenie stawki, choć najważniejsze pretendentki do tytułów stanęły na starcie. Brakowało może kilku juniorów z Bielska-Białej i Górnego Śląska. Bardzo precyzyjnie zaplanowany spektakl utracił jeden akt, czego osobiście żałuję, choć rozumiem rozsądek organizatorów. Klakier był zdecydowanie najtrudniejszym OS-em przygotowanym na ściganie w Czarnej. Dla mnie osobiście okazał się niezwykle udany pod względem pedagogicznym. Po raz pierwszy zrozumiałem przepis nakazujący jazdę w full fejsie na dojazdówkach. Przydał się. Ale sam odcinek mierzony był jeszcze trudniejszy. Skutecznie wyleczony z ambicji dotarłem do potwora, jakim była sekcja skośnie nastawionych głazów. Wiem, przejeżdżały go masterki, dzieci i tylko nieco młodsi ode mnie starcy na elektrykach. Amatorom na moim poziomie nie było to dane – dzięki temu dobitnie poznałem swoje miejsce w szeregu i bardzo wysoko cenię sobie tę lekcję. Uważam, że w zawodach o najwyższą stawkę rozróżnienie pomiędzy dobrymi a aspirującymi do miana elity jest absolutnie niezbędne. Trasy były wyłącznie wytyczone, setki przejazdów z każdym kolejnym, coraz mocniej obnażały korzenie, a one pokazywały rzeczywisty poziom umiejętności riderów. Garbata powierzchnia połykała koła i nawet 29” średnicy to było za mało, żeby uzyskać płynność przejazdu. Ciągła praca dla zmiany ułożenia środka ciężkości była szalenie wyczerpująca i wymagała znakomitego przygotowania siłowego nie tylko od nóg. Ze względu na śliskość każdy ryzykowny ruch, na który decydowano się bez poparcia w rzeczywistych umiejętnościach, kończył się glebą. Zwycięzcy mówili, że ich taktyką było kontrolowanie prędkości i ciężka praca dla zachowania bezpieczeństwa. Ostatnia sekcja skoków ostatecznie rozwiała wątpliwości dotyczące tego, kto powinien znaleźć się w czołówce. Jeśli ktoś nie potrafił wyjechać z lasu w odpowiednim czasie, nic nie zyskał przeskakując je gładko. Ale jeśli ktoś nawet znakomicie pokonał wyższe partie ostatniego OS-u, a z jakichś powodów nie skakał dużych podwójnych hop, tracił na tyle dużo czasu, żeby nie klasyfikować się z najlepszymi. Na trasach w Czarnej Górze wszyscy cierpieli, ale najlepsi cierpieli krócej. A ja na Klakiera, Gargamela i Dzika jeszcze wrócę. Dla samej tylko Californii warto w Czarnej Górze znaleźć się choćby i turystycznie. Potencjalnie są to najlepsze trasy enduro, po jakich jeździłem w Polsce. Na razie jednak należy na nie patrzeć wyłącznie jak na trasy wyznaczone. Wykonana robota kamieniarska jest na bardzo wysokim poziomie, ale to dopiero prolog do utworzenia w Czarnej Górze tras enduro. Dla przyjemnej amatorskiej jazdy potrzeba jeszcze dużo pracy ze strony budowniczych oraz czasu na rozjeżdżenie i ułożenie się profili zakrętów. Zgodnie z zapewnieniami właścicieli, w przyszłym sezonie tutejszy ośrodek wzbogaci się o świetnie przygotowane trasy enduro i nie możemy się ich doczekać.
 

 1. Krzysztof Kriss Kaczmarczyk (Tripula) ukończył na V miejscu w Elicie. 

 

2. Morze skał. 

 

3. Morze korzeni.


Sport, sport, sport

Sklasyfikowano dwunastu zawodników elity mężczyzn. Sławek Łukasik NS Bikes Frowerpower był drugi tylko na prologu, poza tym utrzymywał zdrowy dystans do znakomitego Damiana Konstantego (Antidote Gravity Revolt). Na czwartym i piątym OS-ie bardzo dobrze pokazał się Łukasz Szymczuk z Whyte Racing/KKW Wałbrzych, ale koniec końców pokonały go problemy techniczne i nie został sklasyfikowany na ostatnim odcinku mierzonym. Konsekwentnie i bardzo rozważnie cały wyścig przejechał znany także ze ścigania XC Michał Topór NS Bike Trezado, tracąc do najszybszego zawodnika w Polsce niespełna minutę.
Wśród pań klasyfikację Elity połączono z kategorią Juniorek Open, ponieważ tylko cztery zawodniczki w tych kategoriach zameldowały się na mecie. Kasia Burek (ABC – Arek Bike Center) sprawiła sobie na urodziny prezent w postaci białoczerwonego trykotu. Nie miała konkurencji na żadnym z odcinków specjalnych, wygrywając wszystkie w cuglach. Naprawdę dobrze wyglądały przejazdy jej młodszej koleżanki klubowej Oliwii Kuleszy. Wśród kobiet Masters do mety dojechały tylko trzy. Ale za to jakie. Najwyżej sklasyfikowano Asię Światłoń (KM Chempion Świdnik) w nylonie Eskimo. Przejechała wszystko czysto, chociaż przed zawodami trapiły ją różne przygody. Nad klubową koleżanką Iwoną Ivką Czyszczoń uzyskała ciut mniej niż minutę przewagi. Krystyna Wojtowicz zameldowała się na mecie ze sporą stratą do Eskimosek.
Mastersów na starcie pojawiło się czterech, a ukończyło trzech. Perin sponsorowany w tym sezonie przez ABC – Arek Bike Park walczył jak lew z drugim pokoleniem Kwaśnych. Patryk Kwaśny Trek Bielsko Racing stracił do seryjnego mistrza Polski niewiele, a na ostatnim OS-ie dołożył mu nawet 2,5 s, ale to nie wystarczyło na złoto.
Jedenastu Mastersów II pokonało wszystkie OS-y. Najszybszy był Paweł Reczek, i to mimo kapcia i urwanego przewodu hamulcowego po OS 4. Na mecie powiedział tylko, że zdecydował się jechać dalej, bo „na kapciu to nie jest szybko, więc nic się nie stanie”. Stracił wtedy 8 sekund do legendy enduro, Romka Kwaśnego (Trek Bielsko Racing), ale choć Kwaśny ojciec deptał mu po piętach, dawny trialowiec złotego medalu mu nie oddał. Podium zamknął Piotr Reczek, wyprzedzając takich tuzów polskiego enduro, jak jadący na Giancie Mariusz Bryja, Wieczorkiewicz na Dartmorze i Tasman Pałka z „bikeBoardu”.
Ośmiu zawodników zawalczyło o historyczny tytuł MP w e-bike’ach enduro. A pierwsza trójka rozegrała najpiękniejszy i najbardziej wyrównany pojedynek w całych mistrzostwach. Zarówno Białka, Motyka, jak i Krywult mieli na koncie po dwa wygrane odcinki mierzone. Krystian Białka (2B Enduro Team) najczęściej przyjeżdżał trzeci. Marcin Motyka (Dartmoor Enduro Team) aż trzy razy miał drugie miejsce, a pogodził ich zawodnik znikąd, czyli Sebastian Krywult. Znikąd, ale tylko dla fanów MTB! Natomiast warto wiedzieć, że Krywult jest wielokrotnym mistrzem Europy w enduro, na spalinówkach, więc to nie mogło się inaczej skończyć.
 

Kasia Burek – Mistrzyni Polski Enduro 2021

Po MP w Enduro Kasia Burek powiedziała nam, że jeszcze przed Finale Ligure skończyła swoje światowe tournée. Zdziwiliśmy się, bo żeby tak nagle przed dwoma ostatnimi edycjami EWS? Powód okazał się prozaiczny: Musiałam wrócić do pracy. A kiedy zapytaliśmy, co ją tak absorbuje oprócz ścigania się w EWS-ie, odpowiedziała, że uczy w technikum i zawodówce. Słowem: są to już raczej większe dzieci. Obserwują moje poczynania sportowe, a jakże. Kiedy wracam z gór, pytają, czy zaliczyłam jakieś drzewo. Żartuję! Kibicują mi i widzę, że doceniają mnie jako nauczycielkę, która nie tylko każe ćwiczyć, siedząc na ławeczce z kawusią, ale jest sportowcem i autentycznie świeci przykładem.
Te zawody były bardzo trudne ze względu na panujące warunki i trochę przypominały mi scenerię wyścigów EWS we Francji po deszczu, z tym, że tam było bardziej stromo i nie trzeba było tak walczyć o prędkość, ponieważ nie było tak płaskich odcinków. Płaskie odcinki na EWS są rzadkością. Natomiast jeśli chodzi o poziom rywalizacji, to biorąc pod uwagę to, że w Polsce czasami udaje mi się wbić w pierwszą trzydziestkę mężczyzn, tak na EWS-ie jestem w pierwszej trzydziestce kobiet. Bardziej jednak szukam porównania w klasyfikacji ogólnej. Dziewczyny w EWS-ie są świetne, ale dla większości ściganie enduro to jest jedyne zajęcie. Nawet dla tych spoza dwudziestki. Są takie, które może nie jeżdżą w zespole fabrycznym, ale tak prowadzą swoje życie, że są w stu procentach skupione na rowerach. Oczywiście nie wszystkie, ale większość. Natomiast w Polsce większość z zawodniczek i zawodników to normalni ludzie, którzy utrzymują się z czegoś innego, a sport jest dla nich tylko hobby. Wszyscy tutaj jesteśmy amatorami, może z wyjątkiem Sławka Łukasika – powiedziała nam Kasia. A kiedy zapytaliśmy ją o to, który OS podobał jej się najbardziej, odparła: Ja zawsze lubiłam Sowę, bo można tam było poczuć większe flow i Torpeda + DH Cup były fajne, bo można było pojechać bardziej w dół i szybciej. Gargamel był świetny do momentu, kiedy się nie rozjeździł, ale i tak jest lepszy niż Dzik. Dzisiaj to była dla mnie walka o utrzymanie prędkości na poziomie 
4 km/h. Jakikolwiek nieprzemyślany ruch na rowerze, odciążenie czy dociążenie koła kończyło się poślizgami, nad którymi nie byłam w stanie zapanować. Koła dosłownie rozjeżdżały mi się na boki. Wiem, że wszyscy ścigamy się na tych samych trasach i wszyscy mieli równ...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 10 wydań czasopisma "bikeBoard"
  • Dodatkowe artykuły niepublikowane w formie papierowej
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych wydań magazynu oraz dodatków specjalnych...
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy