Dołącz do czytelników
Brak wyników

Sport

12 kwietnia 2022

NR 58 (Kwiecień 2022)

Dlaczego warto się ścigać?

0 247

Zapytałam Matyldę Szczecińską z KROSS ORLEN Cycling Team o to, czy na zawodach woli być pierwsza lekką ręką, czy druga po zaciętej walce.

Matylda odpowiedziała bez zastanowienia: Gdy staję na starcie każdego wyścigu, zawsze najważniejsze jest dla mnie to, aby w pełni wykorzystać możliwości, jakimi dysponuję danego dnia. Jeżeli mam wygrać, to tylko po zaciętej walce. Tylko wtedy dojeżdżając na metę, czuję prawdziwą satysfakcję i mogę być z siebie zadowolona, nawet jeśli ostatecznie nie wygrywam. W sytuacji, kiedy jedzie się bez szczególnego wysiłku, można by w ogóle nie startować, bo czy można to wtedy nazwać wyścigiem?
Matylda jest młodą zawodniczką, ubiegłoroczną triumfatorką Mistrzostw Polski XCO w Boguszowie-Gorcach w kategorii U23. Jej potencjał dostrzeżono i od tego roku Matylda będzie walczyć w szeregach KOCT, dla niej udział w zawodach stanie się priorytetem, to im podporządkuje swoją rutynę. Co jednak sprawia, że co roku tysiące amatorów, których egzystencja nie zależy od sportowych wyników, ba!, których sportowe wyniki pozostaną niezauważone przez 99,9% społeczeństwa, decyduje się na kosztowne (jak by nie patrzeć) starty w amatorskich wyścigach? Co daje ściganie? Co daje udział w zawodach? Będzie trochę przewrotnie o tym, jakie zyski niesie ściganie się na rowerze.

POLECAMY

Sprawdzam

Kiedy nie ma się nad głową trenera, rodziców, ambitnego nauczyciela, dla których się trenuje, startuje, wygrywa i doświadcza porażek, motywacja do startu w zawodach przychodzi naturalnie wraz z poczuciem postępów w jeździe czy treningach. Mówiąc trening, mam na myśli nie tyle rozłożony w czasie plan z konkretnymi celami długofalowymi, ile po prostu bardziej konsekwentne jeżdżenie na rowerze. Zajawka rowerowa dość szybko przeradza się w dążenie do bycia lepszym. To się dzieje po pierwszym podjeździe bez życzenia śmierci wszystkim towarzyszom, po rosnącej średniej z przejazdów na rutynowej trasie. Słabnąca zadyszka, łagodniejszy ból nóg, coraz dłuższe dystanse, coraz krótsze czasy PR-ów (personal records) zawsze będą powodować pytania o to, jak bardzo się poprawiłem, jak wypadłbym na tle innych, może mam ukryty talent, który się marnuje. Wyścig bez dwóch zdań to weryfikuje. Dodatkowo weryfikuje też kolejne aspekty, z których istnienia nie zdawało się do tej pory sprawy: jak organizm reaguje na wysiłek na poziomie startowym, jak działa stres startowy, jak wiele jest osób o podobnym poziomie, niższym poziomie i znacznie szybszych. Na pierwszych zawodach nikt jednak nie potrafi znaleźć odpowiedzi na druzgocące pytanie, jak to możliwe, że istnieją osoby dwa razy szybsze od innych. To wydaje się fizycznie niemożliwe. Procedura „uzależnienia” od ścigania u większości amatorów przebiega podobnie: jeśli pierwszy start nie jest świadomie ostatnim, czyli po pierwszym starcie nie pojawiła się myśl, że to definitywnie nie dla mnie, kolejne treningi, praca nad formą i podporządkowanie rutyny kolarstwu podpowiadają konieczność przeprowadzenia kolejnej próby skuteczności podjętych wysiłków. Wyścig znów będzie to weryfikował.
 

1. PKO Ubezpieczenia Via Dolny Śląsk 2022 już wystartował. Ślężański Mnich już za nami, szykujemy się do Szosowego Klasyku w Miękini. W tym roku nie będziesz potrzebować licencji, żeby poczuć emocje, które rozgrzewają prawdziwy peleton.  


Świadomość swojego ciała

Kolejne starty oznaczają wzbogacanie doświadczenia. Pierwsze wyścigi będą kopalnią wiedzy o sobie, o innych zawodnikach, o kolarskiej kulturze, zwyczajach, zasadach, trasach, niebezpieczeństwach i szansach. Dowiesz się, że start wspólny nie wygląda jak start Wielkiej Pardubickiej i moment, w którym usłyszysz wystrzał startowego pistoletu, i moment, gdy w końcu uda Ci się ruszyć na trasę, dzielą długie sekundy. A potem przebiegną tysiące podobnych sekund, w których będziesz tracił czas i zyskiwał go, irytował się i dostawał skrzydeł. Dowiesz się, czy chłód Ci służy, czy wręcz przeciwnie, zaczniesz rozpoznawać pierwsze sygnały odwodnienia, pierwsze oznaki, że trzeba coś zjeść, poznasz po sobie, kiedy tracisz koncentrację, kiedy stres przejmuje nad Tobą kontrolę, kiedy zbliża się skurcz. Wyścig skrupulatnie wypunktuje i wyliczy wszystkie pozornie zaoszczędzone minuty, w których mogłeś się napić, a tego nie zrobiłeś. Wszystkie błędy popełnione na trasie i podczas przygotowań będą Cię chłostać ze zdwojoną siłą, byś dobrze zapamiętał każdą lekcję. Ale zaprzyjaźnisz się ze swoim ciałem i poczujesz, jak ono do Ciebie przemawia: co chciałoby zjeść, czego się napić i kiedy należy odpocząć.

Co słychać poza strefą komfortu?

Samotnie nigdy się nie dowiesz, jak naprawdę jesteś szybki. Nie chodzi tu o relatywizm i porównanie się z innymi. Dopóki nie zmusisz się do „nieswojego” poziomu wysiłku, usiłując utrzymać się w peletonie, w grupie czy uciekając wyprzedzonemu zawodnikowi, nigdy się nie dowiesz, że tak potrafisz. I to zazwyczaj jest przełom! Jazda z mocniejszymi od siebie to dar, a zawody sprawiają, że nie chcesz od razu zabić wszystkich, którzy próbują Ci uciekać, nie zamierzasz się za to obrażać, ale traktujesz to ambicjonalnie – a to klucz do sukcesu.
 

 2. Wielu polskich zawodników z amatorskiej stawki wychowało się na maratonach MTB. Cyklokarpaty (na zdjęciu) czy Bike Maraton opanowały polskie górzyste południe. Maratony MTB to kilka intensywnych godzin, w najlepszych okolicznościach przyrody, wśród podobnych sobie ludzi.  


Nauczysz się cieszyć z przegranej

Co? No, tak. Bo lepiej być drugim po walce niż pierwszym lekką ręką. W sumie to nieważne, którym jest się na mecie (no, chyba że jest się czwartym, wtedy podobno gorzej, jak lamentują komentatorzy w TV). Bycie czwartym, gdy „objechało” się piątego, to genialne uczucie. Bycie pierwszym, gdy nie było kogo „objeżdżać”, to dopiero porażka! Choć też nie do końca, bo oznacza jedynie, że na tamtej trasie, w tamten dzień, z Twoją nogą i techniką byłeś najlepszy. Co z tego, że lekką ręką.

Nauczysz się nie traktować rzeczy zbyt poważnie

Pierwsze porażki będą bolesne: tyle przygotowań na marne! Jeden głupi błąd! Gdybym to… jakbym tamto… Z czasem nauczysz się, że zawody to: po pierwsze, Twój wybór, po drugie, porażki to ich element, tak jak pały to element szkoły. Nagle się okaże, że porażki to żadne porażki, a ważne lekcje. Dzień później, jakby nigdy nic, świat będzie wymagał od Ciebie pójścia do pracy, świat nie zrozumie Twojej porażki, ba!, zbagatelizuje ją. „Stary! To tylko rower. Który byłeś? To chyba super wynik, nie?!”. Może nawet po jakimś czasie koledzy przestaną nazywać Cię rowerowym świrem, a Ty przeniesiesz ten rozważny luz na inne sfery życia.

Zaczniesz lepiej jeździć na rowerze

Dość oczywiste, bo zawody to też trening, w dodatku bardzo intensywny. Jeśli dodać do tego dobrą regenerację po, Twoje VO2max pójdzie w górę. Ale nie o to chodzi. Na zawodach mamy większą skłonność do podejmowania ryzyka. Podczas wyścigu, z jakiegoś powodu, mózg, który wcześniej odmawiał zmierzenia się z jakąś ścianką, nagle dostaje olśnienia i wie, jak należy to zjechać. W dodatku jest całkowicie pewien, że to się uda. I dopóki ktoś mu w tym nie przeszkodzi (np. nagły atak braku zaufania do samego siebie), zrobi wszystko, żeby zgrabnie Cię przez tę ściankę przeprowadzić bez szwanku. To samo dotyczy szosy: będziesz odważniej wchodził w zakręty, precyzyjniej z nich wychodził, nauczysz się być gotowym na pełny gaz za zakrętem, na przetasowania w peletonie. A co jest w tym wszystkim najlepsze? Że zdobyta umiejętność pozostanie, gdy skończy się wyścig.

Poznasz niesamowite miejsca

I spotkasz fajnych ludzi. To się po prostu stanie. Wiele wyścigów to imprezy w małych miejscowościach, do których nigdy byś nie trafił na wczasy all inclusive. Odkryjesz wiele magicznych miejsc spoza przewodników turystycznych, które okażą się rowerowym rajem, do którego będziesz chciał wracać. I nie chodzi tu o odległe krainy, ale miejsca „pod nosem”. Przejechanie trasy wyścigu daje Ci eksperckie punkty do odznaki krajoznawcy i to wcale nie jest bez znaczenia.

Kupisz sobie fajniejszy rower

To nie będzie nawet fanaberia. To będzie potrzeba. Uzasadniona. Zrobisz to rozważnie, bez ekscesów. Trochę będzie Cię bolało serce, że to przecież straszna fura pieniędzy, a potem uznasz, że nie mogłeś wydać ich lepiej. I kropka.

Będziesz mógł przejść na zasłużoną emeryturę

A potem przyjdzie taki moment, że powiesz, że zrobiłeś już swoje i teraz możesz jeździć dla przyjemności. A jeszcze trochę później, w każdy kolejny sezon znajdziesz sobie wyścig, który pojedziesz tylko dla funu. I powiem Ci coś, wtedy dopiero naprawdę się okaże, jak bardzo lubisz jeździć na rowerze. Szybko!
 

Udział w zawodach niejedno ma oblicze

Maciek Puź, trener w na-osi.pl

Właśnie. Zawody sportowe często są głównym motorem do treningów i kojarzą się nam jako nadrzędny cel wszystkich działań. Trudno się z tym nie zgodzić. Sam wielokrotnie pisałem o takim właśnie podejściu.
W życiu jedn...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 10 wydań czasopisma "bikeBoard"
  • Dodatkowe artykuły niepublikowane w formie papierowej
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych wydań magazynu oraz dodatków specjalnych...
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy