Dołącz do czytelników
Brak wyników

Sport

29 czerwca 2022

NR 60 (Czerwiec 2022)

Darkfest, czyli jasna strona ciemnej strony mocy

0 202

Freeride MTB i slopestyle są sportami bardziej niż elitarnymi i nie chodzi o wielkie pieniądze jak w tenisie, ale podobnie jak tam chodzi o lata ćwiczeń i garstkę ludzi na ziemi, o których kiedykolwiek usłyszysz. Jednak w tenisie wyjście poza strefę komfortu nigdy nie przekraczało paru kroków, a w slopestyle’u strefa komfortu zostaje opuszczona na wysokości dachu kilkupiętrowego bloku! Przynajmniej na Darkfest. Zanim obiema nogami staniesz na bezpiecznym gruncie, musisz przeżyć lądowanie. Wchodzisz w to? Nie sądzę.


The Fest Series to imprezy na przekór temu, co utarte. Podczas gdy jeździsz sobie spokojne rundki na swojej cross-countrówce i na jakimś leśnym pagórku spotykasz dzieciaki, które przelatują w powietrzu kilka metrów na własnoręcznie wykopanych hopkach, to mniej więcej wiesz, od czego zaczynali Sam Reynolds czy Nicholi Rogatkin. Tyle że oni poszli o wiele dalej. Zaczynali często od BMX-a lub dirtu, czasem przesiadali się na motocrossowy motocykl, ale spijana małymi łykami adrenalina powoli przestawała wystarczać, zawsze w głowie było coś większego, co można było skoczyć. Fest Series powstała dlatego, że to, co było do tej pory na świecie do skoczenia, dla kilku ludzi na ziemi wciąż było za małe, za nudne i zbyt zwykłe, za słabo wciskało w ziemię i za słabo wystrzeliwało w górę. Oni wiedzieli, że można to zrobić „bardziej”. Slopestyle to hermetyczne środowisko, czasem wchodzi do niego nowa twarz, ale na renomę pracuje się latami, najpierw ćwicząc na hopkach wybudowanych przez tatę za domem, potem, jeśli sprawy przybiorą szczęśliwy obrót, w blasku lokalnych jupiterów, by dalej, gdy szczęście i skilll dopiszą, na imprezach światowego formatu. Specyfika tego sportu wymusiła dziwny rodzaj rywalizacji, tu nie bije się czasów, nie walczy się z rywalem (no, może odrobinę), głównie chodzi o to, żeby zrobić coś o krok dalej, niż się robiło do tej pory, i kiedy się to uda, z jakiegoś powodu cieszą się wszyscy. Nieważne, czy samemu umie się to od dawna, czy właśnie ktoś podniósł poprzeczkę do poziomu, który wydawał się nieosiągalny – każdy postęp generuje myśli o kolejnym kroku dalej. Każdy nowy trik, każdy wyżej wysłany rower jest osiągnięciem dla całego środowiska, bo oznacza, że wciąż możliwy jest progres, że jest nad czym pracować, że będzie jeszcze więcej narkotycznej adrenaliny. To kontuzjogenny sport, w którym co chwilę ktoś pauzuje. Wypadkom sprzyja wysokość, prędkość i balansowanie na granicy „da się/nie da się”, „uda się/nie uda się”. Jak tłumaczył kiedyś Szymon Godziek – jedyny polski uczestnik Darkfestu i bardziej znanego wszystkim Red Bull Rampage: Nie robimy rzeczy bardzo ryzykownych. Wszystkie triki, jakie wykonujemy, są w granicach naszych umiejętności i możliwości. Z punktu widzenia zwykłego śmiertelnika możemy wydawać się szaleńcami, ale my wiemy, co robimy, nikt z nas nie chce zginąć, a to, że czasem coś nie wyjdzie, jest wpisane w ten sport.
 

1. Foto: Grant Mclachlan


„Jam session do rana”

Darkfest ma formułę rowerowego jamu: jeden termin, jedna miejscówka i zbiorowe jeżdżenie. Przez lata podobne zawody były tworzone przez korporacje i sponsorów – brakowało w nich innowacji, wizji, kreatywności, a przede wszystkim wkładu samych riderów. Dodatkowo ograniczenia związane z bezpieczeństwem i narzucone przez organizatorów sprawiały, że niektórzy riderzy odbierali to jako okoliczności niesprzyjające rozwojowi dyscypliny i ich samych. Postanowili zatem stworzyć własną platformę, gdzie skala ficzerów przewyższała wszystko, co do tej pory funkcjonowało w świecie freeride’u i slopestyle’u. W 2015 roku, na drodze głosowania przeprowadzonego przez Pinkbike Fest Series głosami 4 milionów użytkowników zdobywa tytuł najpopularniejszego wydarzenia roku. W kwietniu 2022 roku na poprawione tory w RPA przybywa 28 riderów, w tym 5 pań. To pierwszy raz, gdy ta zdominowana przez testosteron impreza otwiera swe podwoje dla pięknej, acz równie szalonej płci. Darkfest 2022 to pięć dni ćwiczeń, prób i wspólnych lub solowych przejazdów, które poprzedzają ostatnie dwa dni, w których przy trasie pojawiają się widzowie. Jest tu trochę jak na skokach narciarskich: czasem najważniejszy dzień psuje zbyt silny wiatr, i tak stało się podczas tegorocznego Darkfestu – w najważniejszym dniu lotów było mniej, bo nikt nie chciał za bardzo ryzykować.
 

Foto: Syo van Vliet

Foto: Grant Mclachlan

1. Sam Hodgson podczas tsunami backflip. 
2. Chelsea Kimball –  jedna z pięciu niesamowitych latających dziewczyn. 
3.  Król i królowa Darkfestu: Bienvenido Aguado i Chelsea Kimball.

Chodź, przeskoczymy nad Lidlem!

Ma znaczenie, czy lecisz sam, czy za kimś. Jeśli lecisz za kimś, to on już za ciebie rozwala powietrze, więc ty lecisz w tunelu i masz mniejszy opór powietrza – tłumaczy Szymon Godziek, który w Big Air MTB ma już swoją zasłużoną pozycję. Hopy na Darkfest są niewiarygodnie wielkie, to przechodzi ludzkie pojęcie, nawet dla mnie te przejazdy są stresujące. Jest adrenalina. Rzeczywiście, rozmiary elementów toru w RPA przekraczają wszystko, co wybudowano dotąd w tym zakresie na świecie. Wybicia i lądowania zostały zaprojektowane przez najlepszych riderów i shaperów na planecie i nawet zdjęcia zdają się oddawać ich skalę. Każdy kolejny Darkfest podnosił poprzeczkę w zakresie tego, co jest możliwe na MTB. A od tego rok...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 10 wydań czasopisma "bikeBoard"
  • Dodatkowe artykuły niepublikowane w formie papierowej
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych wydań magazynu oraz dodatków specjalnych...
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy