Dołącz do czytelników
Brak wyników

Przygoda

7 maja 2021

NR 48 (Kwiecień 2021)

A może by tak na Cypr?

64

Ta niewielka wyspa na Morzu Śródziemnym jest raczej mało znana w kolarskim i triathlonowym świecie. Pomimo że sam Rafał Majka gościł na niej ze swoim pro teamem, Republika Cypryjska nie zasłynęła do tej pory w żaden szczególny sposób w kolarskim świecie. A szkoda… Cypr, choć nie do końca znany, może zachęcić kolarzy nieskończonością krętych, oddalonych od samochodowego ruchu, dróg. Już w niewielkiej odległości od nadmorskich kurortów wznosi się masyw górski, który ze szczytem Olympus, sięga prawie 2000 m n.p.m.

 

Mikroświat

Bywamy tam dwa razy w roku, to znaczy bywaliśmy, kiedy jeszcze podróże nie były podporządkowane urzędowym obostrzeniom. Mikroświat, jaki oferuje Republika Cypryjska, jest jakby wyjęty filmu Moje wielkie greckie wesele, gdzie najważniejsza jest rodzina i jej najstarsi członkowie, dlatego nikogo nie dziwi, że władze państwa obawiają się obecnej sytuacji na świecie. Inaczej może być po północnej stronie Cypru, która należy do Tureckiej Republiki Cypru Północnego i w której panują inne rządy. Od połowy XX wieku obydwa narody walczą o terytorium na wyspie. Dzisiaj, przedzielona tak zwaną zieloną linią, wyspa zamieszkiwana jest przez Greków po jej południowej stronie i Turków w jej północnej części.

POLECAMY


Grecka, bardziej górzysta część, pełna jest krętych asfaltowych dróg, doskonałych do jazdy na szosie. Wszędzie pachnie tu drzewami oliwnymi, pomarańczami i cypryjską kawą. To radosne miejsce, podobne innym śródziemnomorskim krajom. Zazwyczaj zatrzymujemy się w miejscowości Limassol, położonej mniej więcej w środkowej części południowego wybrzeża, zaraz przy Akrotiri Bay. Stąd blisko już do masywu gór Troodos. Już niespełna dziesięć kilometrów od miejskiej plaży zaczynają się długie, widowiskowe podjazdy. Najszybciej można do nich dotrzeć ze wschodniej części miasta, jadąc przez miejscowości Germasogeia i Akrounta. Tam po drodze możecie wypić pierwszą poranną cypryjską kawę. Parzona jest w małym tygielku, tak samo jak kawa turecka, ale o tym w greckiej części wyspy się nie mówi. Jest cypryjska i tyle. Podaje się ją zazwyczaj w trzech wersjach: σκέτο (skéto), μέτριο (métrio), γλυκό (glykó), czyli bez cukru, z cukrem i słodką w towarzystwie dużej szklanki wody. Taka kawa postawi Was na nogi przed mocnym podjazdem.


Najbliższy podjazd znajduje się na końcu miejscowości Akrounta i ciągnie się przez ponad pięć kilometrów, pokonując na tym odcinku około 500 metrów w pionie, aż do Dierony i Arakapas. Z tych miejscowości można wybrać różne opcje trasy prowadzące w inne części wyspy. Jeśli macie siłę na kolejne podjazdy, dotrzecie w dalsze rejony tej pachnącej pomarańczami wyspy – jeśli nie, można powrócić do bardziej uczęszczanych przez samochody asfaltów i dokonać odwrotu w stronę morza. W ten sposób zakosztujecie pierwszych smaków cypryjskiego kolarstwa, robiąc pętlę nieprzekraczającą kilkudziesięciu kilometrów.

 


 

 

 


Z dala od cywilizacji

My zwykle jedziemy dalej. Dalej, czyli wyżej i ciężej, trasą dla prawdziwych koneserów. To jedna z naszych ulubionych pętli. Jadąc prosto z miejscowości Arakapas w stronę Sikopetry, zaczynamy wspinać się po bardzo krętym asfalcie. Co prawda jego jakość na chwilę delikatnie się obniża, ale wynagradzają to jedyne w swoim rodzaju widoki. Droga zaczyna przypominać alpejski podjazd, a w oddali wyłania się mała wioska pełna domów wyrastających prosto ze skał. Nie ma już odwrotu, droga wiedzie tylko przed siebie, nie ma skrzyżowań, na których można uciec przed piekącymi nogami. Mijamy wioskę, na szczęście tą drogą, która oszczędza nam ostrego zjazdu i jeszcze ostrzejszego podjazdu. Jedziemy obwodnicą, której może nie pokrywa asfalt klasy premium, ale która szczęśliwie omija kilkunastoprocentowe podjazdy – na tym etapie wszyscy już wolą równo pod górę. Drogi są wąskie, a z samochodów zostały tylko stare pick-upy, które, mamy wrażenie, zaraz zastąpią tylko osły i kozy. Trzeba jechać, bo do głównej drogi trochę zostało.


Uporawszy się z wąskimi, dalekimi od cywilizacji drogami, w końcu wpadamy (lub może wręcz padamy) na główną drogę. Obieramy kierunek na zachód do miejscowości Agros, położonej na wysokości 1100 m n.p.m. Za nami jest już ponad 50 kilometrów, z czego raczej wszystko pod górę. Czas na przystanek. Rozsiadamy się w jednej z knajpek, z powrotem w cywilizacji. Jest kawa, jest pita, jest halloumi i zapach grillowanego mięsa. Na Cyprze w porze lunchu, w niedzielę, górskie wioski pachną grillem i winem. To taki tutejszy zwyczaj na spędzenie leniwego popołudnia. Lokalsi całymi rodzinami wyjeżdżają z miasta do pobliskich miejscowości jeść, pić i celebrować życie w jak największym towarzystwie. Muzyka na żywo, gwar rozmów przy ogromnych stołach, tętni życie. Zupełnie inaczej niż jeszcze kilkanaście kilometrów wcześniej, na podjeździe.


Z Agros możecie się pokusić o zjazd główną drogą. No chyba że jest niedziela, a jedzenie w restauracjach zaczęło się już kończyć, w takiej sytuacji szukajcie alternatywy. Unikniecie ruchu i dźwięku klaksonu, który co chwilę będzie Was pozdrawiał. Jeśli przemierzacie tę trasę w tygodniu, wybierzcie szeroki dobry asfalt drogi E110, który w mgnieniu oka zabierze Was kilkaset metrów w dół.
 

 

 

 

 


Nostalgia

Zjazdy to płuca przepełnione zapachem wyspy. Każdy kilometr jest inny. Czuć ciepło, ale też chłód jej górskiego powietrza. I zapach cyprysów. Jest wyjątkowy, ale dociera do nozdrzy dopiero wtedy, kiedy słońce przestaje rozgrzewać nasze ciała, zroszone potem na podjazdach.
Jeśli jesteście już zmęczeni, możecie jechać prosto nad morze, schłodzić nogi i ciało, usiąść na chwilę z zimnym piwkiem w dłoni.


Jeśli jednak tak jak my bardziej lubicie się wspinać, a każda okazja do kolejnych przewyższeń kusi Was bardziej niż wiatr na zjeździe, to koniecznie musicie odbić z asfaltowego pasa do miejscowości Apsiou. Rozwidlenie drogi nie jest łatwe do wychwycenia, gdy leci się z prędkością światła, pokonując szerokie zakręty w dolnym chwycie, ale na pewno warte zwolnienia i wypatrzenia. Gdy odbijecie w kolejną małą dróżkę, przejedziecie przez miejscowości Apsiou i Mathikoloni – kolejne małe miasteczka, pełne uroczych domków. Po kilku małych, w porównaniu do początku trasy, podjazdach ukaże Wam się miasto, wpadające do kończącego się horyzontem morza – Limassol.

 

 

Wracamy nad wodę

Jeśli uda Wam się złapać popołudniowe słońce, to na zjeździe poczujecie, czym rządzi się prawdziwe kolarstwo romantyczne. Rozległe miasto, rozprzestrzeniające się, wydawałoby się, w nieskończoność, będzie błyszczeć i mrugać figlarnie w stronę Waszych obiektywów. Prawdziwa złota godzina, podczas której wyspa robi się jeszcze cieplejsza niż za dnia, a wszystko „pali” się dosłownie w oczach, przykryte lekką mgiełką słonej nadmorskiej bryzy.


Cypr jest inny niż reszta Europy, pełen domków w greckim stylu, ale w wersji z kamienia, z okiennicami, które nie zawsze są niebieskie, jak podpowiadają stereotypy. Jest też dosyć suchą wyspą, w szczególności jesienią, pełną piaskowo-białych skał. Widok gór, które wyrastają tu praktycznie u stóp nadmorskiej miejscowości Limassol, jest w tak bliskiej odległości od morza dość nietypowy. Wszędzie indziej na wyspie trzeba przejechać o wiele więcej kilometrów i wspiąć się o wiele wyżej niż do Akrounty – pierwszego przystanku na naszej trasie, by zaznać górskiej jazdy. Tutaj, w okolicy Limassol, jest inaczej: górsko, skaliście i zadziornie.


Istnieje wspólny mianownik dla całej wyspy: masa nieuczęszczanych dróg. Ich sieć, niczym dobrze utkana pajęczyna, zaprowadzi Was praktycznie w każdym kierunku. O dziwo, zazwyczaj po asfalcie, zwykle krętym, starym lub nowym, wąskim lub szerszym, ale zawsze prowadzącym w coraz to nowe niesamowite miejsca. To jedna z tych kolarskich miejscówek, która mimo wieloletnich eksploracji wciąż potrafi odkryć przed nami nowe drogi i nowe asfalty.

Dzięki rowerom poznaliśmy tę wyspę od zupełnie innej strony. Dzikiej, ale też chyba prawdziwszej: z praniem wywieszonym nad suchym piaskiem dzikiego zbocza, ze śmietnikami rozwalonymi przez zgraję kotów, czy z kozami błąkającymi się po górskich zboczach. Zjedliśmy najlepsze halloumi, dostaliśmy kawał chleba od babci, która właśnie wypiekała go dla całej wsi, wypiliśmy hektolitry cypryjskiej kawy, zawsze μέτριο (métrio), zajadając się prażonymi orzechami w miodzie lub owocami w syropach cukrowych. Poczuliśmy prawdziwy zapach wyspy, temperament jej mieszkańców i słońce, które lubi prażyć na podjazdach.
 

 

 

 

 


Woda ni

...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 10 wydań czasopisma "bikeBoard"
  • Dodatkowe artykuły niepublikowane w formie papierowej
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych wydań magazynu oraz dodatków specjalnych...
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy