Dołącz do czytelników
Brak wyników

Przygoda

19 września 2022

NR 63 (Wrzesień 2022)

Z Giełdy Papierów Wartościowych na Tour de France

0 33

O wejściu WIG20 na poziom 1860 pkt inwestorzy mogą na razie tylko pomarzyć. Marzeniem Jarosława Dominiaka, szefa Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych, było na poziom 1860 pkt wjechać na rowerze, bo tam znajdowała się meta amatorskiej wersji najsłynniejszego wyścigu. Po drodze – jak to na giełdzie – było raz w górę, raz w dół.

Jarosław Dominiak na co dzień zajmuje się inwestowaniem i jest prezesem stowarzyszenia zrzeszającego 18 tys. drobnych graczy giełdowych. Znaczna część z nich to osoby aktywne fizycznie, co widać na corocznej konferencji WallStreet – grupa zapaleńców zaczyna tam dzień od biegania, a dopiero później idzie na wykłady i panele dyskusyjne.

POLECAMY

Pomysł na udział w l’Étape du Tour de France narodził się już kilka lat temu, ale dopiero w tym roku udało się zapisać – co roku lista zapełnia się w niecałe 5 minut, a limit uczestników to 16 tysięcy osób. Numeru startowego nie można odstąpić innemu zawodnikowi, więc jeśli nie uda się znaleźć w gronie szczęśliwców, to na kolejną szansę trzeba czekać rok lub dłużej.

Jarosławowi Dominiakowi na profesjonalne przygotowanie do wyścigu brakowało czasu, ale okazało się, że przejechane wcześniej w roku 2 tysiące kilometrów po górach, a zwłaszcza zimowe przygotowanie na nartach biegowych wystarczyły, aby 10 lipca przejechać we Francji naszpikowane podjazdami 167 km. Suma przewyższeń na l’Étape wynosi 4700 metrów i wygranie tego wyścigu jest marzeniem każdego z 16 tysięcy startujących amatorów (nawet gdy głośno przyznają się jedynie do marzenia o ukończeniu tej morderczej trasy). Jarosław Dominiak na linii mety melduje się na 6044. miejscu, po niespełna 11 godzinach jazdy.

Wyzwania logistyczne

L’Etape du Tour to logistycznie ogromne przedsięwzięcie ze względu na liczbę osób biorących udział.
– Bez wsparcia przyjaciół czy rodziny ogarnięcie wszystkiego jest wymagające i czasochłonne. Zarezerwowanie noclegu niedaleko startu graniczy z cudem, dlatego żeby dotrzeć na 8:45, wstaliśmy o 4, bo lokalne drogi, które później są trasą wyścigu, są zamykane dość wcześnie. Są dostępne transfery z różnych miejsc i miasteczek, ale o godzinie 3 w nocy. Byłem świadkiem, jak ludzie siadali rano na rower i pokonywali przełęcze, by stanąć na starcie – mówi Jarosław Dominiak.
Większość tych, którzy dotarli w tym roku do mety, potrzebowała na to przynajmniej dziesięciu godzin. Jeśli dzień wcześniej zostawili tam samochód, to czekał ich jeszcze kilkugodzinny powrót. Jeśli zdecydowali się skorzystać z transportu organizatora, to… nie mogli zapakować roweru. Dlatego dobrze jest, gdy można skorzystać z pomocy bliskiej osoby.
– Bez tego trzeba się przygotować na bezsenną noc. Ze wszystkich imprez sportowych, w których brałem udział, ta jest najbardziej złożona. Na dodatek byłem tak podekscytowany możliwością wzięcia udziału w tym wydarzeniu, że pewnie przeoczyłem kilka oficjalnych wskazówek. Zapłaciłem frycowe – przyznaje Jarosław Dominiak.
Startujący, którzy mają problem techniczny z rowerem, mogą korzystać z oficjalnych punktów serwisowych. Dotyczy to jednak mniejszych defektów. Większe, jeśli zawodnik nie poradzi sobie z nimi sam, eliminują z wyścigu.
– W przypadku problemów np. z kołem raczej nie byłoby możliwości jego wymiany przy tej liczbie uczestników. Wymiana dętki musi być dokonywana we własnym zakresie – zgodnie z zaleceniami organizatorów trzeba było mieć co najmniej dwie w zapasie. Wydaje mi się, że dużym problemem były hamulce szczękowe. Jeśli nie jest się profesjonalistą i chce się zachowawczo zjeżdżać, to długie hamowanie bardzo rozgrzewa obręcze, przez co dętki i opony pękają. Im bardziej stromy i długi zjazd, tym więcej było problemów i kolarzy majstrujących na poboczach – dodaje Jarosław Dominiak.

 

 

Zabezpieczenie trasy

Na trasie zawodów zarówno startujący, jak i kibice mogą czuć się bezpiecznie, o ile respektują podstawowe zasady. Dostosowanie prędkości jazdy do swoich możliwości, warunków klimatycznych i trasy to główne obowiązki zawodników. W przypadku kibiców muszą oni utrzymać odpowiedni dystans od startujących, o co w emocjach nie jest łatwo. Obie grupy wykazują się jednak wysoką kulturą, co wpływa na bezpieczeństwo na trasie.
– Na trasie czekały autobusy, które woziły na metę osoby rezygnujące z dalszej jazdy. Przed niebezpiecznymi punktami stali wolontariusze, którzy informowali sygnałami dźwiękowymi o tym, że trzeba zwolnić i zachować szczególną uwagę. Ratownicy z karetek mieli najwięcej pracy w związku z przegrzaniem organizmu i przemęczeniem zawodników, bo temperatura podczas wyścigu sięgała 40 stopni Celsjusza. O skali trudności i bezpieczeństwa decydują przede wszystkim jednak zawodnicy. Na przykład, aby dostać się do strefy bufetowej, trzeba było zjechać z trasy na pobocze, zejść z roweru, postawić go i czekać na dostęp do jedzenia i picia, a niektóre osoby – może w amoku lub z ignorancji – wjeżdżały czasami w tych miejscach w innych. Na zjazdach lub w niebezpiecznych miejscach większość jednak zachowywała ostrożność. Ja czułem się komfortowo, nawet jeśli wiązało się to z jazdą z prędkością 70 km/h tuż nad przepaścią – opowiada Jarosław Dominiak.
Podczas dużych zawodów amatorskich wyzwaniem jest odpowiednie pogrupowanie na starcie, tak aby biec czy jechać w towarzystwie osób o zbliżonym poziomie wytrenowania. Na l’Étape du Tour de France ustawienie bazuje na osobistej deklaracji, ale Jarosław Dominiak uważa, że funkcjonuje to dobrze.
– Najbardziej obawiałem się tego, że popełnię jakiś błąd lub zdarzy się to innym, np. z przyczyn technicznych. Nie zauważyłem jednak poważnego wypadku. Wydaje mi się, że wysiłek organizatorów i świadomość zawodników były na bardzo wysokim poziomie. Na pewno zawodnicy czują respekt przed tym wyścigiem, który ma górski charakter i pięć gwiazdek wśród zawodowców. Mijania nie da się uniknąć, ale nawet w pierwszej części wyścigu nie było z tym problemu. Spokojnie mogłem wtedy wyprzedzać lewą częścią drogi, która była pusta – dodaje kolarz wywodzący się z ziemi wałbrzyskiej.
Jednym z głównych problemów zawodników sportów wytrzymałościowych jest przyswajanie i dobre trawienie dużych dawek węglowodanów. W przypadku l’Étape du Tour de France dochodzi do tego bardzo wysoka temperatura powietrza.
– Jeśli ktoś jest skoncentrowany na maksymalizacji swoich możliwości i łamaniu rekordów, to korzystanie z punktów żywieniowych na trasie na pewno nie jest dobrym rozwiązaniem. W takim wypadku lepiej mieć wsparcie własnego teamu. Ja korzystałem z oficjalnych bufetów. Trzeba było postawić rower w wyznaczonym miejscu i podejść kawałek, żeby wolontariusze mogli napełnić moje bidony. Na punktach było tłoczno i trzeba było uzbroić się w cierpliwość – dodaje Jarosław Dominiak.

Rozczarowania

Wyścig dostarczył polskiemu kolarzowi amatorowi wiele satysfakcji i pozytywnych emocji. Zgrzyt był właściwie tylko jeden.
– Na mecie miały być namioty do odpoczynku i pasta party. Wjechałem w połowie stawki, a zastałem tylko niegazowaną wodę i sok pozostały po arbuzach. Tam jest masa ludzi i trzeba przemieszczać się z rowerem, którego nie ma gdzie postawić. Szuka się miejsc w restauracji, by cokolwiek zjeść. I trzeba czekać – mówi Jarosław Dominiak, dodając jednocześnie ze zrozumieniem, że nie przyjechał tam, by usiąść w namiocie i zjeść makaron na mecie. Euforii i radości z ukończenia zmagań w limicie czasowym nic nie było w stanie mu odebrać.
Czterdziestosześciolatek wielokrotnie był w Alpach francuskich i jeździł trasą l’Étape du Tour de France, ale prawowity udział w tym wydarzeniu to – jak podkreśla – zupełnie co innego.
– Gdy zbliżasz się do pierwszego szczytu Col du Galibier i widzisz przed sobą półtorakilometrowy sznur kolarzy, a za sobą wijącą się drogę, na której nie widać końca zawodników, to przeżywasz niesamowite emocje – mówi Jarosław Dominiak.
Najwięcej kibiców przyjeżdża w okolice Alpe d’Huez na wyścig główny, ale również ten amatorski przyciąga wielu fanów.
– W miasteczkach po drodze wystawiano urządzenia do tworzenia wodnej mgiełki i szlauchy z wodą, aby można się było schłodzić. Dopingujący stali też na podjazdach i przełęczach. Wzdłuż trasy nie brakowało zaparkowanych kamperów, które stacjonują tam aż do głównego wyścigu. Tour de France to po igrzyskach letnich i piłkarskim mundialu impreza o największej liczbie kibiców – dodaje Jarosław Dominiak.
L’Étape du Tour de France to wyścig typowo amatorski, w którym zawsze można spotkać osoby o podobnych możliwościach i z którymi przyjdzie ściągać się na całej trasie lub wzajemnie wspierać. To impreza, która ma swój wyjątkowy klimat i przyciąga wyjątkowo ambitne i zdeterminowane osoby, nawet jeśli istnieje ryzyko, że nie zmieszczą się one w limicie czasu.
– Podczas pierwszego podjazdu jeszcze było słychać rozmowy, ale już w trakcie drugiego i wobec wielkiego upału każdy oszczędzał siły. Na punktach żywieniowych i prostych odcinkach wracał gwar. Ja miałem taki moment, że na ostatniej dojazdówce pod Alpe d’Huez na prostej złapałem się jednego starszego ode mnie zawodnika. Sam nie jeżdżę szybko takich odcinków, ale z nim kręciliśmy z prędkością 38 km/h i mijaliśmy innych jak pociąg. Po pewnym czasie odwrócił się do mnie, a ja nie byłem w stanie dać mu zmiany, nie przez to, że jestem egoistą, ale byłem po prostu „ugotowany” – wspomina Jarosław Dominiak.

Największe wyzwanie

Przygotowanie profesjonalnych zawodników opiera się na odpowiednim, żmudnym i ciężkim treningu, regeneracji i diecie. W przypadku amatorów te elementy są poniekąd na dalszym planie – za pracą, rodziną i prywatnymi obowiązkami, do których trzeba dopasować pasję.
– Miałem z tyłu głowy, że nie jeżdżę tak długich dystansów i bałem się, że wraz z przewyższeniem będzie to duże wyzwanie. Staram się jeździć, ile mogę, ale praca mocno ogranicza możliwości treningu. Lubię podjazdy, a z Wrocławia jest niedaleko w Góry Sowie. Trening, który nie ma 1000 m przewyższenia, nie daje mi satysfakcji. Może właśnie to pomogło w l’Étape du Tour de France? – zastanawia się Jarosław Dominiak.
W przygotowaniach pomocna była też druga z pasji – biegi narciarskie. W marcu tego roku Jarosław Dominiak ukończył Bieg Wazów,...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 10 wydań czasopisma "bikeBoard"
  • Dodatkowe artykuły niepublikowane w formie papierowej
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych wydań magazynu oraz dodatków specjalnych...
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy