Dołącz do czytelników
Brak wyników

Przygoda

13 czerwca 2019

NR 31 (Czerwiec 2019)

Szlaki Ziemi Świętej

0 183

Myśl jak wielbłąd. Jedź jak tygrys. I pij jak wiking powracający z pola bitwy! Nasz przewodnik tego dnia – Maor – udzielił nam takich rad, aby przygotować naszą ekipę na czekający nas skwar na Pustyni Judzkiej. Wielbłądy również szukają najłatwiejszej drogi i nigdy nie pójdą pod górę, dlatego szlaki ich wędrówek nadają się dla rowerzystów. A płynny styl jazdy tygrysa i tak mamy we krwi. Przynajmniej taką mamy nadzieję.

Jeszcze nie ma siódmej rano, a termometr już pokazuje 24 stopnie. Będzie fajnie. Michele, kolega z zespołu Qloom, i ja siedzimy na kocu na Pustyni Judzkiej z Maorem i Hovavem, który jest przewodnikiem rowerowym i budowniczym szlaków, i jemy śniadanie. W oddali widzimy Jerozolimę i inne mniejsze miasta. W pustynnym krajobrazie wszystko wydaje się rzadko rozsiane i szare. Nawet oko musi przyzwyczaić się do tej nieskończonej przestrzeni. Hovav zna każdy szlak w Izraelu. To jedyne miejsce, w którym to właśnie Maor lepiej rozpoznaje szlaki w labiryncie wędrówek wielbłądów, które przemierzają skalisty region. Wszyscy nazywają go „Dozorca”. Za pomocą GPS zarejestrował tutaj ok. 700 km tras. Znajduje każdą z nich bez pomocy urządzenia nawigacyjnego. Obiecał nam, że czeka nas niezwykły dzień i niespodzianki.

Pakujemy to, co zostało z naszego śniadania, i wskakujemy na rowery. Nasi izraelscy przyjaciele dają z siebie wszystko. Potrzebujemy trochę czasu, aby przyzwyczaić się do tego śliskiego i skalistego terenu. Najpierw chcą pokazać nam szlak, który jeszcze nie jest oficjalny. Nie możemy się doczekać. Zatrzymujemy się i usta otwierają się nam szeroko już po zaledwie 10 minutach. Jej! Ogromny wąwóz pojawia się tuż przed nami. Otwór jest głęboki, z tarasowymi formacjami skalnymi z żółtego piaskowca po obu stronach. Przypomina Wielki Kanion lub Dolinę Kali Gandaki w Nepalu. Najlepsze jest jeszcze przed nami: po lewej stronie, wysoko nad wąwozem, biegnie szlak. Zawsze piekielnie blisko krawędzi i ponad wieloma tarasami. Marzenie się spełniło! Rzecz w tym, że niewiele tu może pójść źle. Na niektórych odcinkach nie można przejechać na szerokość kierownicy, co chroni przed upadkiem. 
 

 

 

 Nad jednym odcinkiem szlaku rozciąga się nawet dach, ponieważ nierówne formacje z piaskowca sięgają nieba nad nami. Totalna ekstaza!

Mimo naszego podniecenia daleko w oddali dostrzegamy budynek. Razem z Michele nie możemy uwierzyć naszym oczom. Z kanionu wystaje budowla, która idealnie pasuje do otoczenia, ponieważ jest zbudowana z piaskowca. Jest ogromna, ma wieże, kopuły i niezliczone piętra. Przyklejona jest do krawędzi kanionu jak gniazdo jaskółki. Po zaledwie kilkuset metrach płynnej jazdy po szlaku zatrzymujemy się pod wrażeniem Mar Saba. Po prostu nie mamy dość tego widoku. Hovav wyjaśnia, że jest to klasztor prawosławny, który do dziś zamieszkują mnisi. Został założony przez mnicha pustelnika – Świętego Sabę w V w. W czasach świetności klasztoru mieszkało tam nawet 8000 mnichów, co wyjaśnia jego niewiarygodny rozmiar.

Słońce dalej unosi się na niebie. A wraz z nim rośnie temperatura. O jedenastej jest już ponad 30 stopni. Staramy się jechać dalej wzdłuż jednego z najbardziej znanych szlaków Izraela: Sugar Trail. Biegnie on starym szlakiem trasy karawanowej w kierunku Morza Czerwonego. Już w dawnych czasach handlarze podążali tym szlakiem. Karawany transportowały sól, przyprawy i cukier. Niektóre studnie po drodze są oblegane przez kozy i musieliśmy je objechać. Podjazdy nigdy nie są trudne do pokonania, a ścieżki są tak łagodne, jakby były stworzone dla rowerzystów. Krajobraz nas porywa i błyskawicznie czujemy się odizolowani od cywilizacji. To tak, jakbyśmy wylądowali na innej planecie. Dwudziestopięciokilometrowy, często wyboisty, pustynny szlak jest nie z tego świata. Każdy rowerzysta, który odwiedza Izrael, musi go obowiązkowo zaliczyć.

Kąpiel w Morzu Martwym powinna również znaleźć się na liście rzeczy do zrobienia podczas objazdu po Ziemi Świętej. Razem z Michele nie chcemy przegapić tej atrakcji i jedziemy w kierunku plaży. Gdy zbliżamy się do Morza Martwego, wzmaga się zapach zgniłych jajek – to ze względu na zawartość siarki w wodzie. Brzeg pokryty jest skorupą skrystalizowanej soli. Przypomina to las stalaktytów, który sięga wody. Ostrożnie wchodzimy do morza. Wiele słyszy się o tym, że możesz po prostu pozwolić sobie na unoszenie się w wodzie i że nie możesz utonąć. Jesteśmy sceptyczni, dopóki sami się nie przekonamy. Ostrożnie zanurzamy się w wodzie. Odrywamy jedną stopę od dna, później drugą. I… plusk, unosimy się na powierzchni jak korek. Nie możemy się powstrzymać od śmiechu. To wyjątkowe uczucie można w dużym stopniu opisać jako nieważkość.

Naprawdę nie jest nam do śmiechu, gdy widzimy kilka wymarłych miast wzdłuż brzegu. Ogromne dziury są wszędzie w ziemi. Wyglądają niczym leje po bombach. Hovav wyjaśnia, że stale obniżający się poziom morza wypłukuje ziemię, powodując zapadanie się gruntu. Jest to spowodowane spiętrzaniem dopływów dla elektrowni wodnych. Wzmożone odsalanie na cele rynku światowego również odciska swoje piętno. Idziemy do opuszczonego hotelu i Hovav pokazuje nam punkt, z którego mógł wejść do wody z tarasu dwie dekady temu. Dziś to miejsce zajęły plantacje arbuzów, a brzeg oddalony jest o ponad 100 m. Kwitnący niegdyś hotel z gośćmi, którzy chcieli się kąpać, zakończyła działalność przed wielu laty.

Na tym świecie jest kilka miast otoczonych pewnym mistycyzmem. Bez wątpienia jednym z nich jest Jerozolima. Oczywiście to część naszej trasy. Słyszeliśmy wiele historii na temat tego miasta z lekcji religii w szkole. Po przyjeździe zdajemy sobie sprawę, że nic nie wiemy. Co to było z Górą Oliwną? Jaka jest różnica między wielkimi religiami tego świata? Co naprawdę oznacza Ściana Płaczu? Mamy wiele pytań, na które nie znamy odpowiedzi.

Stara część Jerozolimy jest religijna w takim stopniu, którego nie można znaleźć nigdzie indziej. Składa się z czterech dzielnic, które różnią się pod względem etnicznym i religijnym: muzułmańskiej, chrześcijańskiej, ormiańskiej i żydowskiej. Każda ma swój urok i charakter. Goście z całego świata tłoczą się w wąskich, tętniących życiem ulicach. Wielu pielgrzymów przyjeżdża tutaj, aby odwiedzić święte miejsca Jerozolimy, których jest ich tak wiele na tak małej przestrzeni. Kościół Grobu Pańskiego, który stoi na przypuszczalnym miejscu grobu Jezusa, meczet Al-Aksa, grób Najświętszej Maryi Panny, Góra Oliwna i Ściana Płaczu – by tylko wymienić kilka z nich. To tylko krótka część pozornie niekończącej się listy atrakcji do odwiedzenia. Spędzamy dzień, snując się bez celu po alejkach i na rynku, a następnie przegryzamy pyszne specjały oferowane wokół. Uwielbiamy chałwę – typową słodką przekąskę z mielonego sezamu i syropu cukrowego, która może być serwowana z wszelkiego rodzaju dodatkami, jak orzechy, pistacje, ziarna kawy czy różne przyprawy. To wakacje dla zmysłów.

 

 Następnego dnia budzik budzi nas o czwartej rano. Sennie patrzę na Michele, który też wygląda na naprawdę zmęczonego. Ale musimy ruszać. Hovav będzie za 
30 minut, aby wyruszyć z nami na południe do pustynnego miasta Mitzpe Ramon. Będzie to nasza baza na najbliższe dni, kiedy będziemy przemierzać na rowerze Pustynię Negew. To małe miasteczko leży na skraju krateru, który powstał w wyniku erozji ziemi – Machtesch Ramon – jest to największy tego rodzaju krater na Pustyni Negew. Rozciąga się na obszarze prawie 40 km. Tylko kilka kroków dzieli parking od krawędzi krateru. Ziemia bezpośrednio przed nami opada pionowo ok. 100 m lub więcej. Ogromny obszar na dole wygląda jak bezkresna otchłań. Krawędź kraterów ciągnie się przez wiele kilometrów po naszej lewej stronie. Szczerze mówiąc, byliśmy oniemiali. To nie było spowodowane zmęczeniem, ale niesamowitym pokazem natury.

Następne dni spędzimy na szlaku rowerowym Israel Bike Trail, który zaczyna się tutaj. Ten gigantyczny projekt to liczący 1100 km szlak górski podzielony na 27 dziennych etapów. Gdy oznaczenie tej trasy rowerowej zostanie ukończone, za kilka lat będzie ona prowadzić bezpośrednio z Ejlatu na południu aż do góry Hermon na północy Izraela. Przygotowanie Israel Bike Trails jest przedsięwzięciem krajowym. Za projekt odpowiada miejscowy Zarząd Ochrony Przyrody i Parków Narodowych (Israel Nature and Parks Authority). Około 360 km tras na południu zostało już zbudowanych i oznaczonych.

Hovav, jak zawsze zmotywowany, zaczyna. Staramy się nadążyć za jego tempem, ale znowu nie mamy szans. Nie jesteśmy przyzwyczajeni do temperatury ani suchego powietrza. Bardzo potrzebujemy blisko pięć litrów wody każdego dnia. To sprawia, że rano wieziemy ciężkie zapasy na plecach. Szlak jest gładki jak węgorz i czysty, jakby został zamieciony miotłą. Otaczają go skały po lewej i prawej stronie na szerokość 50 cm. Nie dałoby się jechać po nich na rowerze. Nasze maszyny przetaczają się idealnie po ścieżce. Trudno sobie wyobrazić, ile godzin musiało zabrać usuwanie skał grabiami i łopatami. Dowiedzieliśmy się, że cały szlak przez Pustynię Negew został ukształtowany ręcznie. Raz za razem krawędź krateru w magiczny sposób przyciąga nas do siebie, abyśmy mogli zobaczyć widoki. Wkrótce dostajemy reprymendę. To wszystko jest rezerwatem przyrody i powinniśmy pozostać na szlaku. Oczywiście spełniamy prośbę Hovava. Jesteśmy pod wrażeniem jego szacunku dla natury i ostrożności, z jaką się wśród niej porusza. Kilka kilometrów dalej na szlaku otwiera się stroma ściana krateru. Szlak rowerowy prowadzi w dół, do podłoża krateru, równolegle do stromej ścieżki dla pojazdów czterokołowych. Widać już niekończący się pas szlaku, który wije się daleko stąd. Przepełnia nas radosne wyczekiwanie. Razem z Michele jesteśmy pewni, że ten zjazd jest niesamowity. Losujemy, aby zdecydować, kto zjedzie pierwszy ścieżką. Michele wygrywa. Zaczynamy z uśmiechem na twarzy i nie jesteśmy rozczarowani. Linia biegnie w doskonałych krzywych. Małe skarpy pozwalają na szybką jazdę. Ponownie usunięto wszystkie przeszkody ze szlaku i możemy cieszyć się ciągłą jazdą.

Kopce są instalowane w regularnych odległościach lub przynajmniej wtedy, gdy jeden szlak przecina inny lub gdy dojeżdżasz do skrzyżowania. Małe kamienie z logo szlaku lub nawet małe betonowe filary wskazują drogę, więc naprawdę nie można się zgubić. Co kilka kilometrów mijamy duże kamienne płyty, na których przedstawiono poszczególne odcinki tego pięknego szlaku. Czas biegnie szybko i wkrótce przemierzyliśmy prawie cały krater. Etapy...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 10 wydań czasopisma "bikeBoard"
  • Dodatkowe artykuły niepublikowane w formie papierowej
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych wydań magazynu oraz dodatków specjalnych...
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy