Dołącz do czytelników
Brak wyników

Sport

18 lipca 2019

SPEN #3 + MSR Branisko

0 69

W poszukiwaniu zawodów enduro trafiłem na ciekawą propozycję naszych południowych sąsiadów. Seria SPEN czyli Pucharu Słowacji w Enduro zapowiadała się bardzo ciekawie. 5 edycji zawodów w 5 różnych lokalizacjach na Słowacji, a co najważniejsze- wszystkie stosunkowo blisko naszej granicy. Pierwsza odbyła się na Wielkiej Raczy, druga w Visnovem niedaleko Żyliny, a trzecia 14.07 w Branisku. Ta edycja była przy okazji Mistrzostwami Słowacji Enduro.

Kiedy 12 lipca w piątek dotarłem na miejsce organizacji zawodów moim oczom ukazał się położony na wysokości 650m n.p.m. bar dla turystów i kilka domków. Brak sklepu, zasięgu i ogólnie cywilizacji nie zachęcał. Wstępne spostrzeżenia zeszły na drugi plan gdy wsiadłem na rower i pojechałem w teren. To miejsce otoczone było technicznymi i długimi singlami, które zapowiadały ciekawą rywalizację.

W dzień treningów od rana trasy zapełniły się trenującymi zawodnikami, a okolica ożyła. Wszędzie pojawiły się namioty, kampery i głodni rywalizacji zawodnicy. Pogoda była średnia, co chwilę padał lekki deszcz co utrudniało treningi. Organizator zaplanował 6 odcinków specjalnych dla zawodników z licencją i o jeden mniej dla pozostałych. Trasa wg mapy mierzyła 38km i 1850 metrów deniwelacji, a wytyczająca trasy ekipa Kralovskiego Bajkobrania przyłożyła się do swojej pracy i wytyczyła długie, wymagających oesy. Większość odcinków była średnio trudna przy czym kondycyjna, za to jeden- startujący z wysokości 1200m n.p.m. Carbon Killer, był wisienką na torcie. W skrócie był to wielki rockgarden bez jasno określonej linii przejazdu wijący się między krzakami borówek. Do późnej nocy trwały rozmowy organizatorów czy nie jest on zbyt niebezpieczny dla zawodników. W dniu zawodów rano spadł deszcz przypieczętowawszy decyzję o skróceniu zawodów o ten odcinek. Wszystkie kategorie oprócz elity miały pojechać 5 odcinków, bez wspomnianego Carbon Killera. Większość zawodników przyjęła decyzję z ulgą bowiem na treningach mało kto zjechał kamienną ściankę. Część riderów żałowała anulowania odcinka, który cytując jedną ze światowej klasy zawodniczek: „Czynił te zawody prawdziwym enduro”. Zostało nam jednak 5 ciekawych singli do przejechania, więc bez ociągania ruszyliśmy na trasę. Odcinek pierwszy- „Rastodrom”, to wąska ścieżka między drzewami co chwila wpadająca do wąwozu, w którym czułem się jak Anakin Skywalker podczas wyścigu na planecie Tatooine. Dodajcie do tego ostre kamienie i ciasne, strome nawroty, a wyłoni się Wam wizja tego singla. Wielu zawodników zakończyło go z defektem eliminującym z dalszej walki. Do odcinka drugiego, na którego starcie czekał bufet, dotarliśmy asfaltowymi serpentynami. Os.2- „Żiletka” rozpoczynał się szybkim trawersem, by w połowie poprowadzić nas wąskim, kamienistym grzbietem grzebienia, któremu zapewne zawdzięczał swoją nazwę ten fragment trasy. Kto nie zachował równowagi i prędkości spadał kilka metrów w dół na prawo lub lewo. Po tym najkrótszym lecz treściwym odcinku czekał nas dla odmiany najdłuższy tego dnia podjazd liczący ok.700 metrów w pionie. Całe szczęście organizator zadbał by na tym odcinku zapewnić aż 2 punkty żywieniowe. Wtedy zrozumiałem dlaczego niektórzy jadą tylko z bidonem, a nie jak ja z wypchanym plecakiem. Odcinek 3 i 4(„Carbon Killer” i „Markova Skratka”) miały swój początek na górującym nam okolicznymi lasami szczycie Smrekovicy. Oba zaczynały się prostą przez las najeżoną śliskimi korzeniami by po kilkuset metrach wpaść na strome, kamienne ścianki. Różnica była taka, że na „Killerze” te kamienie kończyły się praktycznie na mecie, a „Markova Skratka” przechodziła w przyjemny, kręty singiel po lesie z kilkoma stromymi, sypkimi fragmentami. Podjazd na os.5 „Letisko” poprowadzono przyjemną drogą leśną. Sam odcinek początkowo wydawał się prosty i nie wymagający większej finezji, jednak przy większej prędkości małe drzewka mijały się z kierownicą niebezpiecznie blisko. Były też tutaj dwa solidne podjazdy, który na tym etapie zawodów dawały w kość. Dolny odcinek po lesie, to już czysta przyjemność. W drodze na ostatni tego dnia odcinek jeszcze raz była możliwość skorzystania ze specjałów serwowanych na bufecie. Jak to bywa na Słowacji, nie zabrakło serów, ciast i piwa bezalkoholowego(lanego z beczki! :o ). Gdy 30 minut później stanąłem na starcie OS6 „Motorest” byłem szcześliwy. To była esencja enduro: strome agrafki, szybkie trawersowane odcinki i prawie 300 metrów różnicy poziomów. Koniec odcinka zlokalizowany tuż przy bazie zawodów. Jeszcze tylko zwrot chipa i niecierpliwe oczekiwanie na resztę zawodników oraz wyniki końcowe.

W kategorii elity zwyciężył Martin Knapec z CTM Racing Team, wśród kobiet najlepsza była Kristyna Havlicka na Rock Machine, a kategorię mastersów wygrał Peter Drabik przed Tasmanem z ekipy bikeBoard.
(zdj. SPEN)
 

 

Przypisy