Dołącz do czytelników
Brak wyników

Sport

25 września 2019

Piekło Południa 2019

0 195

To było godne pożegnanie lata! Któż mógł się spodziewać, że zapowiedzi organizatora o gwarancji świetnej pogody nie będą tylko zabiegiem PR-owym! Kiedy niemal każdy kolarz 3 dni wcześniej zastanawiał się nad wydobyciem skrzętnie schowanych ciepłych ubrań, a wielu bliżej było do przywitania się z trenażerem niż z wyjściem na zewnątrz, to w weekend mogliśmy się przekonać, że zapowiedzi nie były fikcją. Ten dzień, dwudziesty drugi września okazała się być jednym z przyjemniejszych momentów całego sezonu, a każdy kto zdecydował się na start w niedzielnych zawodach aż tryskał energią do walki w tych pięknych okolicznościach. Co więcej, nie był to stan trwający tylko przed startem, bo tylu zadowolonych twarzy i pochlebnych opinii nie widziałem już dawno.

Ale po kolei, była to już trzecia odsłona 'Piekła Południa'. Mimo niezbyt długiego stażu w kalendarzu amatorskiego ścigania szosowego w Polsce, wyścig szybko nabrał renomy, a co więcej olbrzymiego zainteresowania, bo kiedy pierwsza impreza przyciągnęła ok 150 osób, druga już ponad 200, to w tym roku liczba ta przekroczyła liczbę 250 uczestników, a jak sami organizatorzy zapowiadają, na tym nie koniec! Tym razem miejscowością startu była Łużna (co roku na zmianę z Moszczenica, bazą wydarzenia jest jedna bądź druga z sąsiadujących gmin). Mimo że start zaplanowany był na 12.30 już dużo wcześniej można było spotkać w okolicy wielu kolarzy próbujących przygotować się do wyścigu, bo jak zapewne dobrze wiecie, mimo iż nazwa 'Piekło Południa' nie odnosi się do kultowego „Piekła Północy” - czyli wyścigu Paris-Roubaix, lecz do krwawych wydarzeń z okresu I Wojny Światowej, to również trudy trasy wielu uczestnikom mogą kojarzyć się z iście diabelskim pomysłem. Mimo że to dystans tylko 54 km to suma przewyższeń sięgająca 900 metrów, a długość wspinaczek przekraczająca 28 km, to liczby które dość dobrze oddają skalę trudności z jaką przyszło się zmierzyć w tym roku. Przed startem każdy z uczestników przy zapisie otrzymał pakiet startowy, zawierający pamiątkowy bidon, zestaw gadżetów, oraz bardzo dobrze przygotowaną planszę wyścigu z najważniejszymi informacjami, przedstawioną w bardzo prosty i czytelny sposób. Dokładnie z wybiciem zaplanowanej godziny tj. 12.30 nastąpił start wielobarwnego peletonu w którym zgromadziło się kilkaset osób. Na szczęście organizatorzy idąc za doświadczeniem z lat poprzednich zdecydowali się na start honorowy za samochodem i dopiero po upływie ok 2 km jazdy na podjeździe zasygnalizowany został start ostry. Dzięki temu wariantowi już na tych kilku kilometrach osoby chcące wyrwać do mocnej rywalizacji mogły dość swobodnie ominąć osoby czujące się niepewnie w dużym ścisku i na dużej prędkości. Tak też, po sygnale do startu ostrego tempo w czubie peletonu dosłownie wystrzeliło. Po pierwsze spowodowane było to chęcią rywalizacji, a po drugie chwilę później rozpoczął się długi zjazd, bardzo dobrą drogą do miejscowości Moszczenica. Przez tych kilka kilometrów dominował obraz zwartej grupy, jednak już pierwszy mocniejszy podjazd pod Kociany (finałowa wspinaczka zeszłorocznej edycji), gdzie ulokowana została premia górska Wójta Gminy Moszczenica, dobrze wyklarował sytuację, a u jego szczytu na czole uformowała się ok 25 osobowa grupa kolarzy, która po chwili już mknęła po drodze, która jest flagowym elementem wyścigu, tj. zjeździe do Moszczenicy. 19 ostrych zakrętów prowadzących po niezbyt dużej stromiźnie, ale dość mocno wynoszących, przez co za każdym razem konieczne było mocne hamowanie, pokonanie zakrętu, rozkręcenie roweru maksymalnie jak się da i znów to samo po kilkudziesięciu metrach, istny rollercoaster! Dalsza część rywalizacji to powrót podjazdem pod Staszówki skąd dosłownie chwilę wcześniej zjeżdżaliśmy, a to już 30 kilometrów za nami, iście piekielne tempo! Od tego momentu rywalizacja weszła w decydującą fazę, gdyż trudności jakie zagwarantowali organizatorzy, zdecydowanie mocniej zaakcentowane były w końcowej fazie trasy. Najpierw ostry zjazd wąską drogą w kierunku Biesnej zakończony bardzo ostrym skrętem w lewo, gdzie trzeba się mocno pilnować żeby nie przestrzelić zakrętu, a później niemniej stromy podjazd na premię górską Wójta Gminy Łużna. Dalsza trasa to pętla zakończona ponownym zjazdem do Biesnej i na sam deser dwa krótkie lecz treściwe podjazdy. Pierwszy, kilometrowy, miejscami sięgający 15% nachylenia i ostatecznie finałowy podjazd z ulokowaną na szczycie metą o  maksymalnym nachyleniu przekraczającym 20%! Te dosłownie kilkaset metrów trwało i trwało, a ci którzy zachował choć trochę sił i motywacji mogli spokojnie nadrobić kilka pozycji do poprzedzających uczestników którzy wyglądali jakby poruszali się w zwolnionym tempie i wreszcie jest! META! Można spokojnie dać eksplodować płucom, napawając się triumfem nad rywalami, lub nad samym sobą, dodajmy do tego piękne widoki, całe mnóstwo kibiców gorąco dopingujących uczestników, idealną pogodę, oraz świetnie zabezpieczoną trasę, na której mimo wielu trudności, naprawdę mogliśmy czuć się komfortowo i bezpiecznie. Dostajemy z tego istną bombę która musi okazać się sukcesem, bo właśnie na takie miano zasługuje ta impreza. Ze wszystkimi trudnościami trasy najlepiej poradził sobie Adam Wójcik (IN Mogilany Cycling Team) z czasem 1 godziny 25 minut i 27 sek zapewniając sobie pewne zwycięstwo, drugi na metę dotarł Damian Bartoszek (AGROCHEST TEAM) tracąc niemal 15 sekund, a podium uzupełnił Amadeusz Brachaczek (Vestis - Rokosz Team) ze stratą 35 sekund do zwycięzcy. Wśród pań po triumf tego dnia sięgnęła Angelika Tlołka (JAS-KÓŁKA) z czasem 1:35:39 druga pozycja przypadła Agacie Wawrzaszek (Wagi Dębica) która straciła do zwyciężczyni 3 minuty i 15 sekund, a najniższy stopień podium przypadł Katarzynie Wełnie (72D ROWMIX Java Team) z czasem gorszym o 4 minuty i 16 sekund od zwyciężczyni. Wśród uczestników trwała również rywalizacja o zwycięstwo w kategorii premii górskich, a wśród nich kolejny triumf tego dnia odniósł Adam Wójcik (IN Mogilany Cycling Team) zapewniający sobie triumf, będąc najlepszym na obu odcinakach premiowych, na drugiej pozycji uplasował się Damian Bartoszek (AGROCHEST TEAM),  a trzecią pozycję wywalczył Amadeusz Brachaczek (Vestis - Rokosz Team)

Gratulujemy, nie tylko zwycięzcom w wielu kategoriach, ale każdemu uczestnikowi, który zechciał się zmierzyć z trudami trasy. Tu wypada też serdecznie się ukłonić organizatorom, którzy wywiązali się ze swoich zobowiązań w sposób wzorowy, aż miło popatrzeć jak kiedy wszystko działa jak dobrze naoliwiona maszyna, brawo! Na pewno nas nie zabraknie na kolejnej odsłonie cyklu, mamy nadzieje, że za rok też zobaczymy się na tym godnym pożegnaniu lata.
 

 

Przypisy