Dołącz do czytelników
Brak wyników

Sport

12 kwietnia 2022

NR 58 (Kwiecień 2022)

Niezłomny Christopher Froome

0 387

12 czerwca 2019 roku Christopher Froome wsiadał na rower z jednym marzeniem i jednym celem: za półtora miesiąca dołączyć do wielkiej czwórki pięciokrotnych zwycięzców Tour de France. Kilka godzin później marzenie to rozbiło się na murze jednej z posesji przy trasie Critérium du Dauphiné.

Froome od blisko trzech lat wytrwale skleja je w całość. Nie wie, czy uda mu się ponownie połączyć wszystkie niezbędne elementy. Nie wie, czy wystarczy mu czasu i sił. I nie wie, czy ta praca, prawdopodobnie największa w całej jego karierze, zakończy się choćby małym sukcesem. Mimo to nie ustaje w wysiłkach nawet na moment.
– Myślę, że to był jeden z najdziwaczniejszych wypadków, do jakich doszło na rowerze – mówił Froome w pierwszej rozmowie, jaką jego zespół opublikował prawie dwa miesiące po dramatycznych scenach na trasie Critérium du Dauphiné.
– To po prostu nie ma sensu – wciąż powtarzał niespełna rok później, próbując wspólnie z dziennikarzami magazynu „Rouleur” zrekonstruować przebieg wydarzeń.
Samego wypadku nie pamięta. Zna go wyłącznie z relacji jadącej za nim w samochodzie ekipy, z którą jechał na rozpoznanie trasy czwartego etapu wyścigu.
Tego dnia miał rywalizować w jeździe na czas. Dwudziestosześciokilometrowa trasa najpierw pięła się w górę na niewielkie wzniesienie Saint-Andre-d’Apchon, by później krętą drogą zjeżdżać w kierunku miejscowości Roanne.
To właśnie na zjeździe brytyjski kolarz miał puścić kierownicę i odwrócić głowę, by przedmuchać nos. Nagły podmuch wiatru szarpnął jednak rowerem, nad którym jadący prawie 60 km/h Froome stracił panowanie. Zatrzymał się na okalającym jedną z posesji murze.
Natychmiast chciał wsiąść na rower i jechać dalej. Członków zespołu, którzy wysiedli z auta i ruszyli mu z pomocą, pytał podobno o to, czy wszystko jest w porządku i czy to nie zaszkodzi startowi w mającym się rozpocząć trzy tygodnie później Tour de France.
 

1. Czwarta żółta koszulka Froome, Tour de France 2017.


Iskierka nadziei

Już tam, na drodze do Roanne, nie mieli dla niego dobrych wieści. Po operacjach, które przeszedł później w szpitalu w Saint-Ètienne, rokowania zdawały się jeszcze gorsze. Do tego, co zwykle opisuje się jako „lista obrażeń”, dużo bardziej pasowałoby określenie „skala zniszczeń”: połamane żebra, przebite płuca, złamany łokieć, uszkodzony kark i niemal doszczętnie pogruchotane kości prawej nogi. To, co wcześniej było jego kością udową, po trwającej siedem godzin operacji przypominało skomplikowaną konstrukcję z tytanowych śrub i prętów.
Dwa miesiące po tamtych wydarzeniach, wciąż jeszcze nie mogąc poruszyć nogą, mówił, że jest gotowy rozpocząć walkę o realizację swojego najważniejszego celu: piątego triumfu w Tour de France. Od lekarzy usłyszał, że istnieją szanse na jego pełen powrót do zdrowia. I to wystarczyło.
– To było wszystko, co chciałem usłyszeć w tamtym czasie – przyznał. – Od tego momentu moje nastawienie całkowicie się zmieniło. Jedynym celem, jaki sobie postawiłem, jest powrót na trasę Tour de France w przyszłym roku.
Najpierw jednak musiał na nowo nauczyć się chodzić. I jeździć, jak co jakiś czas przypominał ktoś w złośliwym komentarzu. Bo nienaturalnie powykrzywiana, czasem wręcz koślawa pozycja urodzonego w Kenii kolarza była od zawsze przedmiotem wielu drwin w peletonie. Na początku kariery część kolarzy bała się jeździć obok niego. Nic więc dziwnego, że i część kibiców dopatrywała się w jego nietypowym „stylu” również jednej z przyczyn wypadku pod Roanne.
 

2. Vuelta a España  2017. 


Na cenzurowanym

Froome zresztą nigdy nie cieszył się przesadnie dobrą opinią wśród miłośników kolarstwa. Część zarzucała mu skrajny egoizm i niepotrzebną wewnętrzną rywalizację w Team Sky z Bradleyem Wigginsem, zwłaszcza podczas Tour de France w 2012 roku. Sam Froome swoje zachowanie tłumaczył później chęcią uniknięcia przykrych doświadczeń z hiszpańskiej Vuelty rok wcześniej, gdzie Wiggins nie wytrzymał trudów wyścigu, a na kontratak Froome’a było już zbyt późno. Wyścig wygrał wówczas Hiszpan Juan Jose Cobo, po latach zdyskwalifikowany za nieprawidłowości w paszporcie biologicznym.
Co ciekawe, o swoim prawdopodobnym „zwycięstwie” w hiszpańskim wyścigu sprzed ośmiu lat Froome dowiedział się, leżąc we francuskim szpitalu. Decyzję o dyskwalifikacji Cobo ogłoszono bowiem 13 czerwca 2019 roku. Dzień po tym, jak Froome rozbił się na rekonesansie „czasówki” w Critérium du Dauphiné. Formalnie zmiana klasyfikacji Vuelty z 2011 roku nastąpiła kilka tygodni później.
Ale dawne zatargi z Wigginsem nie były jedynym problemem, który kładł się cieniem na bogatej w triumfy karierze Froome’a. Nie pomagały mu tajemnicze historie z zagadkowymi pakunkami dostarczanymi do siedziby brytyjskiego zespołu (tzw. afera „jiffy bag”). Poważną rysą na wizerunku kolarza okazało się też ujawnienie przekroczenia dopuszczalnego poziomu salbutamolu w organizmie kolarza podczas wygranej przez niego Vuelty w 2017 roku.
Nieoficjalnie mówi się o tym, że Team Sky uruchomił potężną machinę prawną w celu oddalenia tych oskarżeń. Główna linia obrony opierała się na stwierdzeniu, że przekroczenie dopuszczalnego poziomu substancji w organizmie kolarza (Froome jako astmatyk korzystał z tzw. zwolnienia terapeutycznego na jego stosowanie) wynikało m.in. z odwodnienia. Światowa Agencja Antydopingowa (WADA) również miała wiele wątpliwości co do samego badania. Najpierw wstecznie korygowano wyliczenia dotyczące dopuszczalnych limitów, później stwierdzono, że nie jest możliwe dokładne odtworzenie warunków panujących podczas wyścigu. Ostatecznie służby antydopingowe złożyły broń.
Ale cień wątpliwości wobec czystości kolarza pozostał, co niektórzy kibice demonstracyjnie okazywali mu podczas kolejnych występów. Do buczenia w jego obecności i innych form okazywania mu dezaprobaty musiał po prostu przywyknąć. Ale zdarzyło się też oblewanie go moczem, z czym już pogodzić się nie jest tak łatwo.
Niechęć wobec kolarza była tak duża, że w pewnym momencie pojawiły się nawet teorie spiskowe, mówiące o tym, że wypadek przed etapem jazdy na czas był sfingowany, a sam kolarz ukryty w szpitalu w celu uniknięcia kontroli antydopingowej. Nie było w tym czasie takiego absurdu, którego nie można by w jakiś sposób powiązać z Brytyjczykiem.
Z całym tym negatywnym nastawieniem zewnętrznego świata Froome musiał się zmagać tak samo jak ze skutkami odniesionych w wypadku obrażeń. Do pewnego momentu miał za sobą murem stojący zespół i grono życzliwych mu ludzi, którzy w znacznym stopniu chronili go przed skutkami tej niechęci. Później niestety okazało się, że wypadek przytrafił mu się w najgorszym z możliwych momentów.
 

3. Froome odbiera symboliczną nagrodę za zwycięstwo w dwóch wielkich tourach, Vuelta a España 2017. 


Zbieg okoliczności

Osiem miesięcy, jakie upłynęły od wydarzenia pod Roanne do pojawienia się Froome’a na starcie UAE Tour w Dubaju, kolarz spędził na niebywale wytrwałej, żmudnej pracy nad powrotem do formy.
– Tydzień po tygodniu wyznaczałem sobie małe cele, pozwalając sobie na trochę więcej ruchu. Tylko małe cele – mówił, a na jego profilach w mediach społecznościowych pojawiały się raz po raz relacje z dokonywanych postępów.
Największym problemem było przywrócenie pełnej sprawności i siły prawej nodze, którą przez wiele tygodni nie mógł nawet poruszyć. Wymagało to niezwykłej determinacji i cierpliwości. Na szczęście po jakimś czasie okazało się, że jazda na rowerze sprawia mu mniejszy dyskomfort niż chodzenie. Mógł w końcu zacząć ćwiczyć.
Wyścig w Zjednoczonych Emiratach Arabskich miał być pierwszym sprawdzianem tych starań. Okazał się równie bolesną, jak sama kraksa, lekcją pokory. Dziesięciokilometrowy podjazd pod Jebel Hafeet, który w normalnych okolicznościach nie stanowiłby dla czterokrotnego triumfatora Tour de France żadnego wyzwania, tym razem ciągnął się w nieskończoność. Na szczyt dotarł prawie 11 minut po Adamie Yatesie, który tamtego dnia triumfował.
Dwa dni później, gdy etap ponownie kończył się na tym samym wzniesieniu, było już nieco lepiej. Ale Froome wciąż wjeżdżał pod górę w grupie kolarzy, z którymi wcześniej nie miał zbyt wielu okazji do rozmowy, bo zwykle jechali daleko za jego plecami. Był gotowy na długi powrót, ale prawdopodobnie dopiero wtedy zrozumiał, że ta droga może być jeszcze dłuższa, niż sobie przez ostatnie osiem miesięcy wyobrażał.
Wyścig w Emiratach zakończył się przedwcześnie po wykryciu wśród członków obsługi przypadku zakażenia koronawirusem. Większość ekip utknęła na kilka dni w hotelu w Abu Zabi. Do zespołu Ineos wtedy właśnie dotarła informacja o śmierci Nico Portala, jednego z jej dyrektorów sportowych, który zmarł nagle na atak serca w swoim domu w Andorze.
 

4. Froome podczas czasówki na 4. etapie Criterium du Dauphiné 2021.


Nowe porządki

Rozprzestrzeniająca się na cały świat pandemia COVID-19 na wiele miesięcy sparaliżowała kolarską scenę. Jakby tego było mało, śmierć Portala, uznawanego za jednego z głównych architektów największych sukcesów Team Sky (przemianowanego w 2019 roku na Ineos), zachwiała w pewnym sensie żelaznymi regułami, na których opierało się funkcjonowanie zespołu, komplikując przy okazji i tak niełatwą sytuację Froome’a.
Dotychczas bowiem brytyjski zes...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 10 wydań czasopisma "bikeBoard"
  • Dodatkowe artykuły niepublikowane w formie papierowej
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych wydań magazynu oraz dodatków specjalnych...
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy