Dołącz do czytelników
Brak wyników

Sport

20 listopada 2019

NR 36 (Listopad 2019)

Największe szosowe zaskoczenia i rozczarowania 2019 roku

0 27

Sezon 2019 przeszedł już do historii. Co prawda, pozostały do rozegrania wyścigi w Azji, podczas których zobaczymy ekipy WorldTour oraz Professional Continental. Niemniej na poważne ściganie trzeba będzie poczekać do stycznia i Tour Down Under. Niektórzy uważają, że prawdziwe ściganie rozpoczyna się wraz z wyścigiem Omloop Het Nieuwsblad, który rozgrywany jest na przełomie lutego i marca.

Warto usystematyzować sobie to, co wydarzyło się w poprzednim roku. Horyzontalne spojrzenie pozwoli nam wyciągnąć wnioski na kolejne sezony oraz przygotować się do tego, co może nas spotkać w następnym roku.

Największe pozytywne zaskoczenia

Podium Tadeja Pogačara w debiucie w Vuelta a España
Dwudziestojednoletni Słoweniec od dawna uchodził za ogromny talent. Było pewne, że prędzej czy później wbije się do światowego topu. Mało kto uważał, że stanie się to tak szybko. Pogačar już w lutym wygrał Volta ao Algarve, później był szósty w Vuelta al Pais Vasco, zwyciężył w Amgen Tou of California i uplasował się na czwartym miejscu Tour of Slovenia. Co ciekawe, od czerwca nie startował w żadnym wyścigu, a za cel obrał hiszpańską Vueltę. Oczywiście Słoweniec był zauważany przez ekspertów jako kandydat do pierwszej dziesiątki, ale to, co zrobił, zasługuje na ogromne uznanie. Pogačar od początku jechał równo, w okolicy piątego, szóstego miejsca. Kiedy zwietrzył swoją szansę, od razu postanowił ją wykorzystać – już na dziewiątym etapie z metą Los Machuco–Monumento Vaca Pasiega okazał się najlepszy z grupy faworytów. Następnie powtórzył to na trzynastym etapie, a na koniec dorzucił trzecią wiktorię na przedostatnim odcinku.
Trzy zwycięstwa i równa jazda przez cały wyścig złożyły się na trzecie miejsce w klasyfikacji końcowej. Słoweniec dokonał tego wieku zaledwie 21 lat. 
Przed nim świetlana przyszłość. Może zdominować Wielkie Toury na lata. Niemniej nie może się podpalić i podzielić losu Andy’ego Schlecka, który miał być gwiazdą kolarstwa, a tak naprawdę nigdy nie wygrał Wielkiego Touru.

Zwycięstwo Egana Bernala w Tour de France
Pogačar nie będzie miał łatwego zadania, ponieważ na Tour de France narodził się nowy dominator, a imię jego Egan Bernal. O jego talencie wiedzieliśmy od lat, ale tak jak w wypadku Pogačara, nikt nie myślał o tym, że w tym roku może on wygrać Tour de France. Na to zwycięstwo złożyło się wiele zdarzeń, ale najlepsi kolarze zawsze mają szczęście. Jeszcze przed startem wyścigu z rywalizacji wypisał się Chris Froome. Przy takim obrocie spraw liderem Team Ineos miał być Geraint Thomas, jednak Brytyjczyk nie przygotował na ten wyścig formy takiej jak rok temu. Bernal wygrał w tym roku Paryż–Nicea i Tour de Suisse, ale jako dwudziestodwulatek nie był tak wyrazistym kandydatem do zwycięstwa. Wyścig ułożył się jednak tak, że jazda w pociągu Ineos niemal dowiozła go do zwycięstwa. Thomas nie był w najlepszej formie. Bernal zyskiwał nad nim sekundy, dzięki czemu był wyżej w klasyfikacji generalnej. Jadący w żółtej koszulce Julian Alaphilippe szarpał i starał się nadrabiać czas, ale bez treningu wysokogórskiego nie da się wygrać Tour de France. Francuz strzelił na przedostatnim górskim etapie, co wykorzystał Bernal, ruszając po swoje. Kolumbijczyk, jadąc równo, w wieku 22 lat został zwycięzcą Tour de France. Przed nim świetlana przyszłość, o ile mądrze poprowadzi swoją karierę. Froome i Thomas jeszcze nie powiedzieli ostatniego słowa, a wręcz deklarują chęć walki o żółtą koszulkę. Bernal w kolejnym roku na Tour de France może zostać zdegradowany do miana pomocnika, ale Giro i Vuelta mogą być jego. Ponadto nie może się za szybko wystrzelać, tak jak zrobił to Nairo Quintana, który najlepsze rezultaty osiągał w wieku 22–25 lat, a teraz notuje słabsze wyniki.

Tęcza dla Madsa Pedersena
Mistrzem Świata raczej nie zostaje nikt przypadkowy. Niemniej czasami splot okoliczności sprawia, że ktoś ogrywa faworytów i zyskuje miano najlepszego na świecie. W tym roku los uśmiechnął się do Madsa Pedersena. Duńczyk nie był stawiany w gronie faworytów. Próżno było go szukać nawet wśród drugich noży. Jednak pogoda, która nawiedziła Yorkshire podczas wyścigu elity mężczyzn ze startu wspólnego, sprawiła, że czempionat stał się loterią. Od początku wielu kolarzy starało zabrać się w ucieczkę. W peletonie panował chaos, który był przyczyną kraks i upadków. Wyścig okazał się tym w rodzaju „jednego skoku”. Wystarczyło tylko zabrać się we właściwy odjazd. Mads Pedersen zaatakował w odpowiednim momencie i peleton już go nie dogonił. Na finiszu Duńczyk ograł faworyzowanego Matteo Trentina. Tym samym został najbardziej niespodziewanym mistrzem świata od czasów Alessandro Ballana (2008) i Mikela Astraloa (2003). Warto wspomnieć, że Pedersen ma dopiero 23 lata i cała kariera przed nim.

Giro d’Italia dla Ekwadoru
Kolejny egzotyczny kraj osiągnął zwycięstwo w Wielkim Tourze. Niestety, nie jest to Polska, ale położony wysoko w Andach Ekwador. W miejscu, w którym niegdyś królowały cywilizacje prekolumbijskie, narodził się Richard Carapaz. Do tej pory uważany za solidnego górala i oddanego pomocnika. W tym roku Ekwadorczyk wskoczył na wyższy poziom. Jego ekipa – Team Movistar – nie miała wyznaczonego jednego lidera na Giro d’Italia. On postanowił to wykorzystać. Już na początku wyścigu zaznaczył, że będzie się liczył, wygrywając czwarty etap. Dalej jechał równo i nie odstawał od rywali. Swoją dominację potwierdził na górskim odcinku z metą na Courmayeur, gdzie nad drugim Adamem Yatesem nadrobił ponad półtorej minuty. Można deprecjonować zwycięstwo Carapaza, ale w pokonanym polu zostawił Vincenzo Nibalego (zwycięzca wszystkich Grand Tourów), Primoza Roglicia (późniejszy zwycięzca Vuelty), Mikela Landę i naszego Rafała Majkę. Szkoda, że Ekwadorczyk doznał kontuzji w drugiej części roku i nie mógł stanąć na starcie Vuelty, bo mógłby powalczyć o podium, a nawet o zwycięstwo. Wydawało się, że po takim sezonie Carapaz będzie liderem Movistaru, z racji odejścia Nairo 
Quintany i wieku Alejandro Valverde. Jednak on zdecydował się na transfer do naszpikowanego gwiazdami Team Ineos. Być może będzie mógł liderować na Giro i Vuelcie, ale o Tour de France może tylko pomarzyć.

Dziewiętnastolatek mistrzem Europy i wicemistrzem świata 
W XXI wieku powszechnie się uznaje, że nastolatkowie dorastają szybciej. Remco Evenepoel uchodzi za prawdziwy fenomen. Belg jako junior ogrywał orlików, a teraz jako pierwszoroczny orlik bez trudu rywalizuje z najlepszymi kolarzami świata – i to ze sporymi sukcesami. Wszyscy byli ciekawi poczynań dziewiętnastolatka. On nie miał kompleksów. Jego menedżerowie spokojnie wprowadzają go do wielkiego kolarstwa, nie zafundowali mu startu w Wielkim Tourze, ale mimo to przejechał kilka wartościowych wyścigów. Już w pierwszych startach pokazał, że jest mocny – zajął dziewiąte miejsce w Vuelta a San Juan i czwarte w Presidental Tour of Turkey. Wielka forma przyszła w czerwcu, kiedy Evenepoel wygrał swój narodowy Baloise Tour of Belgium, a następnie był najlepszy na etapie Adriatica Ionica Race. W lipcu miał wakacje, które chyba spędził, wypruwając z siebie żyły, w sierpniu bowiem najpierw został mistrzem Europy na czas, a następnie wygrał World Tour Clasica San Sebastian. To nie koniec, we wrześniu dziewiętnastolatek był blisko włożenia tęczowej koszulki w kategorii elity mężczyzn. Ostatecznie skończyło się na drugiej lokacie ze stratą 1 minuty i 9 sekund do Rohana Dennisa. Można wysnuć tezę, że Remco Evenepoel jest bardziej wszechstronny niż Peter Sagan. Przypomina on samego Eddy’ego Merckxa. Jeśli zostanie właściwie poprowadzony, to Belgowie będą mieć pociechę z kolejnego „Kannibala”. 

Największe rozczarowania

Kolejny słaby sezon Kwiatkowskiego
Teraz przejdziemy do mniej przyjemnej części. Niestety,...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 10 wydań czasopisma "bikeBoard"
  • Dodatkowe artykuły niepublikowane w formie papierowej
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych wydań magazynu oraz dodatków specjalnych...
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy