Dołącz do czytelników
Brak wyników

Przygoda

16 lipca 2019

NR 32 (Lipiec 2019)

Małe Pieniny – pasmo Durbaszki

0 148

Pieniny to niskie, lesisto-łąkowe góry umiejscowione zbyt blisko Tatr, aby zanęcić turystów żądnych prawdziwych wyzwań. Co nie znaczy, że nie warto tam pojechać i w ciągu jednego czy kilku dni zaznać wszystkich najważniejszych atrakcji. Ale najlepiej (co polecam nawet ja, zagorzały taternik) odkrywać je w inny sposób – właściwy dla ich odmiennego charakteru.

Mimo że z Tatrami konkurować nie mogą w żadnym aspekcie „górskości”, oferują coś innego. Ich malowniczość jest inna, atmosfera odmienna, innego rodzaju piękno, nieco inne emocje. Ale duch gór unosi się także nad Pieninami. Warto go poczuć. Poza tym jest to taki zakątek, gdzie w górach jeszcze mieszkają ludzie, wiodąc swoje zwyczajne życie w oderwaniu od turystycznych walorów regionu. Niestety, w znacznym stopniu nie są to rdzenni (związani z tym miejscem od wieków) mieszkańcy, bo ci w większości zostali wysiedleni tuż po II wojnie światowej w ramach akcji „Wisła”. Byli to przeważnie Łemkowie. Nieliczni spośród nich powrócili później na ojcowizny, ale zastawszy w swoich domach nowych gospodarzy – także przesiedlonych skądinąd na te ziemie – osiedlili się w nowych miejscach. Warto nadmienić, że nie słyszałem, aby ludność łemkowska tu zamieszkująca kolaborowała jakoś specjalnie podczas II wojny światowej z hitlerowcami czy z bandami UPA. Zastosowano więc wzorowane na sowieckim „zarządzanie zasobami ludzkimi” – z wielką szkodą dla ludzi rzecz jasna.

Przemiany społeczne docierają oczywiście także i tu, ale ludność zamieszkująca okolice Szczawnicy do tej pory w pewnej części żyje w symbiozie z przyrodą – jak dawniej wypasa owce, wyrabia sery. To ziemia, na której bacowie i juhasi zapalają w nocy ogniska pozwalające się ogrzać, zjeść coś ciepłego i odpędzić wilki. Gdzie ostry zapach dymu wyczuwa się nawet w niedzielę w kościele...
 

Trudny zjazd z Jarmuty – w dolinie Szczawnica i Krościenko
fot. Lesław Obłój


Obszar Pienin Właściwych (Środkowych) z masywem Trzech Koron to w głównej mierze Pieniński Park Narodowy, z wieloma ograniczeniami właściwymi takim obszarom i ze wzmożonym pieszym ruchem turystycznym. Jest to dla turysty pieszego najatrakcyjniejsza kraina w okolicy, ale na ogół nie nadaje się do turystyki rowerowej. Co innego Małe Pieniny. Albo nawet więcej – obszar Małych Pienin powiększony o ziemie do granicy Beskidu Sądeckiego. Czyli, w uproszczeniu, od okolic Vielkiego Lipnika na Słowacji do Prehyby czy może lepiej do Pasma Radziejowej – należącego już do Beskidu Sądeckiego. To jest raj dla turysty rowerowego. Ten właśnie skrawek Polski, ale i Słowacji, chciałbym w niniejszym artykule zarekomendować.

Przez lata dane mi było przejechać wielokrotnie i na różne sposoby ten obszar. W deszczu czy upale, wiele razy samotnie, ale i z synem czy z przyjaciółmi. Na rowerze sztywnym i na w pełni amortyzowanym ścieżkowcu.

Tu przedstawię bliżej jedną z propozycji, która powinna zadowolić zarówno tych, którzy mają do dyspozycji zaledwie jeden dzień, jak i pragnących przeżyć dłuższą wycieczkę. Na pewno jest to propozycja ciekawie wprowadzająca każdego rowerowego konesera w walory tych okolic.

Wysoka–Durbaszka–Jarmuta–Szafranówka

To klasyczna wręcz i jedna ze znakomitszych wypraw w rejonie Małych Pienin. Trudna wyrypa, bogata w warianty, długa i urozmaicona technicznie. Albo krótka, ale intensywna – do wyboru. Doprawiona w każdym z wariantów niesamowitymi widokami, dokładnie wpisującymi się w krajobraz tych ziem. Piękno krajobrazu i emocje opisują najlepiej tę rasową pienińską wycieczkę.

Często zaczynam ją w Szlachtowej (darmowy parking pod kościołem). Samochód można także zostawić pod Wąwozem Homole. Wąwóz warto przejść. Polecam jednak na to bardzo wczesne godziny poranne, bo inaczej dziki tłum gwarantowany. Co w połączeniu z bezsensownymi stalowymi ubezpieczeniami łatwych skałek może być za dużym wyzwaniem dla normalnych turystów...

Wracając do trasy rowerowej… Pierwszym wyzwaniem jest wspinaczka do schroniska pod Durbaszką.

Z asfaltu skręcamy w dobrze oznakowanym miejscu. Czeka nas sporo wysiłku, bo jest stromo, miejscami wymyta droga. Ale jest pięknie, widokowo, klimatycznie. Z każdym zakrętem góry coraz bliżej, a wioski nikną w dolinach. Blisko schroniska bacówka i niejednokrotnie kilkaset owiec. Zwierzęta oraz ich opiekunowie stanowią w tym miejscu zwykle jedynie atrakcję dla lubiących takie spotkania, a nie problem. Choć, prawdę mówiąc, pewnego wieczoru bacówkowy pies (owczarek podhalański z jakimś kolegą mieszańcem) puścił się za mną w pogoń. Ale to było przy zjeździe – instynkt zwierzęcia zadziałał na mój szybki ruch, jednak zwierzak nie utrzymał mojego tempa. Warto być tu, w Pieniach, przygotowanym na takie zdarzenia i zachować zimną krew.
 

Zrobiło się ciekawie – w lesie zaczęły się wyżłobione przez wodę koleiny
fot. Lesław Obłój


Schronisko pod Durbaszką jest miłym, dobrze wyposażonym obiektem (ciekawym pomysłem jest pozostawienie samochodu na dole i nocleg tutaj), po takiej wspinaczce z chęcią wypijemy tu łyk wody (chyba że zatrzymujemy się na noc – w takim razie i inne napoje są adekwatne, a może nawet zasłużone). Jeśli jednak to dopiero początek wycieczki, to przed nami dalszy podjazd (na szczyt, od którego nazwy wzięła się nazwa schroniska) w dwu wariantach: albo lekko wznoszącym się trawersem, albo wprost. Wariant prosty wiedzie po trawkach na sam szczyt – ciężko się jedzie, ale się da. To mozolne (przy podjeździe) około 110 metrów przewyższenia, za to daje sporo frajdy przy zjeździe. Taki zjazd na pieszych turystach także robi wrażenie! Szczególnie jeśli zakończony przy schroniskowych ławeczkach, po pokonaniu ładnie i z wdziękiem tamtejszych kamiennych schodów. Wariant łagodny (trawers Durbaszki w prawą stronę) nie sprawia żadnych problemów.

Kiedy już dojedziemy na górę, oczom naszym ukaże się droga samym grzbietem masywu. Bardzo lubię to miejsce, widokowe i dające tyle możliwości.

Teraz podejmujemy decyzję: w prawo czy w lewo?

W kierunku Wysokiej

Jadąc w lewo, szybko dojedziemy piękną grzbietową drogą w okolice Wysokiej. W pewnym miejscu zatrzymają nas jednak skałki – więc o wjeździe na szczyt na rowerze należy zapomnieć. Ja po krótkiej walce odpuściłem. Można tu zostawić swój pojazd i zdobyć Wysoką per pedes! Ale jest też inny ciekawy wariant. Zjazd łąką opadającym trawersem i z nawiązaniem do szlaku prowadzącego na Wysoką z Jaworek, co otwiera dalsze możliwości, łącznie z długim i pięknym wjazdem na Prehybę (pasmo Radziejowej) np. przez Dolinę Białej Wody i Obidzę… Ale to wariant długi i wymagający godny osobnej opowieści.

Można oczywiście spod Wysokiej wrócić na Durbaszkę i kontynuować główny wariant (prawdę mówiąc, zwykle to właśnie czynię) albo w ogóle tam nie jechać, tylko od razu spod Durbaszki skręcić na prawo, czyli w kierunku zachodnim.

Droga w prawo może doprowadzić nas aż do Szczawnicy (np. przez Szafranówkę), z odwiedzinami na wszystkich wierzchołkach pasma, na którym się znaleźliśmy! Trasa jest pierwszej klasy: widokowa, ale też można się rozpędzić, choć pod kołami miejscami koleiny i duże prawdopodobieństwo spotkania pieszych turystów. Pamiętajmy, że to szlak pieszy i nie możemy wymagać od piechurów, że będą pierzchać sprzed naszego koła. Ja wprawdzie spotkałem tam samych wyrozumiałych turystów, którzy już z daleka widząc pędzącego koleiną Franka – mojego syna (wtedy 10 lat) – zmienili tor swojej wędrówki, rozumiejąc, że przy takiej prędkości przeskoczenie w inną koleinę jest problematyczne.

Warto po raz kolejny zwrócić uwagę, że w tych okolicach bytują zwierzęta – nie mam na myśli zwierząt dzikich, które dbają o to, aby pozostać niewidocznymi, ale: owce, konie, krowy, psy. Na ogół także nie sprawiają one kłopotów, jeśli są właściwie pilnowane. Ale takie rzeczy to nie w Pieninach. Pięknego niedzielnego wieczoru jechałem ze Szlachtowej żółtym szlakiem pieszym. Ciężka wyrypa, szczególnie dla roweru o najmocniejszym przełożeniu 30/42. W pewnym miejscu, już gdzieś na grzbiecie w kierunku Durbaszki, jechałem może 7 km/h, cierpiąc na kolejnym podjeździe. Dźwięk, który rozlegał się po okolicy z coraz bardziej intensywnym natężeniem, przybrał realne, acz obfite kształty łaciatych zwierząt. Z pobliskiej górki zeszło i zagrodziło mi drogę stado krów. Wielkie alpejskie dzwonki na szyjach, w zestawie głównie krowy, ale widziałem także byka. Miały gdzieś mnie, mój rower i szlak. Patrzyły tylko spode łba na moją krwiście czerwoną koszulkę. Taką właśnie jak płachta torreadora. Szykowała się zemsta za wszystkie korridy. Gdyby była otwarta przestrzeń, na moim rączym rowerze Giant Trance (mimo że nie jestem zwolennikiem tego obszaru hiszpańskiej kultury) gotów byłem podjąć rękawicę rzuconą przez byka. Ale nie było miejsca, bo zwierząt przybywało. Bezczelnie pchały się na mnie. Na pokrzykiwania nie reagowały, przemocy używać nie chciałem. A róg czy to krowy, czy byka z łatwością przecina ciało nawet najtwardszego kolarza! Rozglądałem się za jakimś pastuszkiem, bacą, poganiaczem, juhasem, słowem: za człowiekiem, który mógłby wziąć odpowiedzialność za stado. Nic! Szerokim łukiem i męczącym, trudnym trawersem w wysokich trawach upstrzonych krowim łajnem i zrytym kopytami objechałem zwierzynę resztkami sił. Ale co to? Na czele stada kroczy dostojnie i środkiem drogi samotny koń. Na dziko, bez uprzęży. Wytężam wzrok: kroczy sam, bez człowieka. Co chwilę parska. Krowy idą za nim jak za panią matką. Groteskowa i surrealistyczna scena.

Wreszcie wróciłem na szlak i ruszyłem szybko, bo akurat zaczynał się spadek. Później żona przypomniała mi spotkanie z bykami w Alpach w drodze na Triglav. Tam kijkami trekkingowymi rozpędziłem namolne zwierzęta.

Przez Wysoki Wierch

Szlak niebieski (pieszy) wiedzie zboczem Wysokiego Wierchu (898 m n.p.m.) – czasami trudno, jadąc tamtędy, odmówić sobie tego wariantu. Wiatr we włosach, szybko podejmowane techniczne decyzje i prędkość to jest coś, co tygrysy lubią najbardziej. Wspomniany szczyt jednak warto odwiedzić. Jest to bardzo ładnie górujące nad okolicą wzniesienie, przez które przebiega granica polsko-słowacka. Aby tam dotrzeć, należy skręcić z niebieskiego turystycznego szlaku w lewo i wspiąć się na tę stromą górę.

Jadąc tam samotnie podczas deszczu, byłem przekonany, że w takich warunkach w tym miejscu z pewnością nikogo nie spotkam. Na szczycie zatrzymałem się, aby popatrzeć na świat i trochę odsapnąć. Po chwili doznałem znacznej konfuzji: zobaczyłem kilkadziesiąt hełmów i dwa razy tyle spoglądających na mnie w całkowitej ciszy oczu. Okazało się, że ćwiczył spory oddział jakiejś formacji militarnej w pełnym rynsztunku: w mundurach i z bronią. Trzeba przyznać, że niesamowicie potrafili się kamuflować – stopili się z tłem i nie poruszali, zauważyłem ich dopiero z kilku metrów. Fakt, nie miałem potrzeby być przesadnie czujnym i nie spodziewałem się tu nikogo, ale i tak manewry pod względem kamuflażu i tolerancji na deszcz chyba można im zaliczyć celująco.

Żółtym szlakiem pieszym

Z Wysokiego Wierchu można zjechać żółtym szlakiem na Słowację i kontynuować wycieczkę po tamtej stronie Małych Pienin, z możliwym dojazdem do Przełomu Dunajca przez Leśnicę. Próbowałem tego wariantu, ale w deszczu zjazd nie był przyjemny, a po tamtej stronie było jakby bardziej mokro. Godny rozważenia jest wjazd na pobliski Rabsztyn, mnie jednak zanęciła wąska ścieżyna żółtego szlaku (pieszego), niknąca gdzieś między drzewami. Jechałem więc dalej żółtym, ale na polską stronę, i szybko połączyłem się z porzuconym wcześniej szlakiem niebieskim.

Znów czas na decyzje co do dalszej drogi: można np. zjechać do Szlachtowej żółtym szlakiem pieszym. Oznaczenie jest ewidentne. Skręt w prawo o 90 stopni. Nie ma tam sugerowanego szlaku rowerowego, ale braki przeciwwskazań, aby tam jechać, pamiętając jedynie, że ktoś może tamtędy podchodzić! Zamiast wspomnianego skrętu pod kątem prostym sugerowałbym jednak pojechać może jeszcze 200 metrów grzbietem i tuż przy granicy lasu przeprowadzić trawers opadający (prawo-tył), ła...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 10 wydań czasopisma "bikeBoard"
  • Dodatkowe artykuły niepublikowane w formie papierowej
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych wydań magazynu oraz dodatków specjalnych...
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy