Dołącz do czytelników
Brak wyników

Sport

7 sierpnia 2020

NR 42 (Sierpień 2020)

Magurka 24 h dla Kasi i Rity

109

Czy da się podjechać 16 razy na Magurkę Wilkowicką w 24 godziny, w dodatku na rowerze enduro? Trudne sytuacje w naszym otoczeniu czasem popychają nas do podjęcia nadludzkiego wysiłku. Tak było w przypadku Olafa Odziomka i Bartosza Baturo, którzy charytatywnie zmierzyli się z jednym z najwredniejszych podjazdów enduro w Polsce, aby pomóc Kasi i Ricie.

Kasia Konwa i Rita Malinkiewicz na początku czerwca zostały poważnie potrącone przez samochód w Wilkowicach. Dziewczyny, poruszając się prawidłowo na rowerach szosowych, nie miały szans ucieczki i od dwóch miesięcy wytrwale walczą o powrót do zdrowia. Kolarze potrafią jednak stanąć za sobą murem i szybko rozpoczęła się zbiórka pieniędzy na pokrycie długiej i kosztownej rehabilitacji. 

POLECAMY

Olaf i Bartek zorganizowali dla poszkodowanych koleżanek własne wydarzenie – MAGU24h, mające na celu zbiórkę określonej sumy pieniędzy za każdy ukończony przez nich podjazd na Magurkę. Kto choć raz znalazł się z rowerem w Beskidzie Małym, ten wie, że nawet jeden taki wyjazd wymaga sporej determinacji i dobrej kondycji. Góra o wysokości 909 m n.p.m. i o średnim nachyleniu wynoszącym 12% może dać popalić! Magurka Wilkowicka to nie tylko morderczy, asfaltowy podjazd, lecz także labirynt wspaniałych ścieżek. I to właśnie nimi panowie postanowili zjeżdżać na dół. 

Wyzwanie trwało równe 24 godziny i rozpoczęło się o świcie w sobotę 27 czerwca. Burzowa aura, deszcz i opadające mgły nie ułatwiały zadania, jednak szczytny cel całkowicie pochłonął chłopaków. W skupieniu i z najwyższą ostrożnością podążali w górę sztywnym asfaltowym duktem, a później, wybierając jedną z terenowych tras, sunęli w dół, pokonując narastające z każdą rundą zmęczenie. Motywowani przez przyjaciół i postronnych rowerzystów, mogli liczyć na wsparcie w ciągu dnia i nocy, a chętni dołączali do nich na każdym przejeździe. Niektórzy kibice spali w swoich samochodach na parkingu, aby tylko przybić piątkę podczas finałowego przejazdu o 4 rano. 

Ostatecznie panowie dostali się na szczyt aż 16 razy, pokonując 116 km i 6563 m przewyższenia! Ten zdecydowany rekord Magurki pewnie na długo pozostanie na ich koncie. 

Olaf z Bartkiem udowodnili, że wspólnie możemy zrobić więcej. Zbiórka pieniędzy dla Kasi i Rity trwa nadal i również zachęcamy, aby dołożyć swoją cegiełkę w tym trudnym dla nich wyścigu o lepsze jutro. 

Adres zbiórki: 
https://pomagam.pl/kasia_rita 

Więcej na WWW.BIMBER.BIKE
 

1. Olaf i za nim Bartek na jednym z pierwszych zjazdów

 

2. Olaf krótko po wschodzie słońca na asfaltowym podjeździe na Magurkę Wilkowicką. 

 

3. Kolacja z przyjaciółmi tuż przed zmierzchem. Z prawej strony Maciej – Bike Doctor, czyli kilkukrotny wybawca chłopaków.

 

Z Olafem Odziomkiem rozmawiała Anna Tkocz

Kto wpadł na ten pomysł?
Mieliśmy już jedną podobną próbę wcześniej. Wiesz, Magurka jest ciężka: stromo do góry, trudno w dół – tej góry nie „robi się” więcej niż cztery razy w ciągu dnia. Po czterech razach, nawet jeśli nie zachodzi jeszcze słońce, i tak masz dość. My zrobiliśmy dziesięć. W jedenaście godzin! Zrobiliśmy to dlatego, że to było bez sensu – wiedzieliśmy, że nikt zdrowy by na to nie wpadł. Była dobra pogoda, trasy w dół trzymały jak złoto – idealny zbieg okoliczności. Nawet się specjalnie nie zajechaliśmy. Doskonały punkt wyjścia do podbicia stawki, prawda? Chwilę potem mieliśmy już głowy pełne gdybania na temat 24-godzinnego rekordu. Ale jeszcze bez żadnych konkretów. I wtedy wydarzył się…

...wypadek.
Tak. To było straszne. My się tu wszyscy znamy. Wypadek dziewczyn nami wstrząsnął. Wszyscy to bardzo przeżyliśmy. Nie zastanawialiśmy się długo – pogadałem z paroma firmami, które zgodziły się zapłacić określoną kwotę na rzecz rehabilitacji dziewczyn za każdą „wjechaną” przez nas Magurkę. Wiedziałem, jaki był odzew wśród znajomych, gdy jechaliśmy nasze dziesięć Magurek i byłem pewien, że tym razem też ktoś wpadnie pokibicować. 

Wpadł?
Nie uwierzyłabyś ilu! Bardzo dużo osób chciało w tym uczestniczyć, ale już na samym początku ustaliliśmy, że wyzwanie realizujemy sami – tylko ja i Bartek. Rozmawialiśmy z Markiem Konwą – mężem poszkodowanej w wypadku Kasi, że to nie może być „pospolite ruszenie”. Asfaltowa droga, którą podjeżdża się na szczyt Magurki, jest prywatna, jeżdżą nią mieszkańcy, trasy zjazdowe są trudne i nie wszystkie są zalegalizowane – nie chcieliśmy tam tłumów. Tak było rozsądniej. Ogłosiliśmy to i ludzie to zrozumieli. Jednak w ciągu dnia co chwilę ktoś do nas dołączał, przyjaciele, znajomi, ktoś z moich sponsorów. Od początku był z nami Rafał Nycz, który stworzył niesamowitą galerię zdjęć z tego wydarzenia. Do teraz, kiedy patrzę na te foty, mam na twarzy uśmiech na zmianę ze łzami – wszystko to wciąż wzbudza we mnie niesamowite wzruszenie. 

Wcześnie zaczęliście...
Czwarta pięćdziesiąt, mieliśmy trochę obsuwy. W nocy nad Bielskiem przeszła burza. Położyłem się bardzo wcześnie, wiedząc, co mnie czeka i prawie nie zmrużyłem oka. Trochę budziły mnie emocje, potem burza, później krople deszczu nie chciały się uspokoić i dudniły o parapet. Kiedy zaczynaliśmy, nie byłem w najlepszym stanie. Po pierwszym zjeździe byliśmy totalnie przemoczeni i musieliśmy się przebrać. Kiedy słońce zaczęło przygrzewać, nocny deszcz zaczął nasycać powietrze – zrobiło się upalnie i parno. Na dziewiątym albo dziesiątym podjeździe strasznie rozbolała mnie głowa; czułem, że jestem przegrzany. Wróciłem na chwilę do domu, wziąłem zimny prysznic, zjadłem obiad i wróciłem na trasę. Od tamtego momentu szło już dużo lepiej. 

Były jakieś defekty?
Były. Jeździliśmy wprawdzie ostrożnie, ale odwiedził nas na chwilę Janek Kiliński z Dartmoora, a przy Janku trudno utrzymać spokojne tempo, przycisnąłem więc trochę na zjeździe i pyk – rozwalone koło. Jeżdżę z wkładkami do opon i bez odpowiednich narzędzi trudno to naprawić. Telefon, parę sekund rozmowy, kilka minut bezradności i zjawiał się Maciek Wojtowicz, czyli Bike Doctor. Kiedy o 23:00 znów złapałem kapcia, Maciek znów wsiadł w samochód i chwilę później znów rozkładaliśmy mobilny warsztat na...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 10 wydań czasopisma "bikeBoard"
  • Dodatkowe artykuły niepublikowane w formie papierowej
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych wydań magazynu oraz dodatków specjalnych...
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy