Dołącz do czytelników
Brak wyników

Przygoda

2 sierpnia 2022

NR 61 (Lipiec 2022)

Cypr Gravelowy raj odnaleziony

0 344

Początkowo rower gravelowy wydawał mi się absurdalnym wynalazkiem. Większość kolarzy reagowała na gravele podobnie jak ja sam i uśmiechała się znacząco pod nosem. Marketing, wiecie. Czas pokazał, że ci wszyscy sceptycy się mylili. Gravel z siłą wodospadu wdarł się w kolarski świat i stworzył zupełnie nowy nurt. Faktem też jest, że polski rynek aktualnie przeżywa prawdziwy boom na rowery gravelowe. Zupełnie mnie to nie dziwi, gdyż ta forma kolarstwa ma naprawdę wiele do zaoferowania.

Niedawno sam się o tym przekonałem. Okazało się, że jest to rower bardzo komfortowy i wszechstronny, daleki od „szosy na szerszych oponach”. Sprzyja spokojnemu podróżowaniu, eksploracji nieznanych terenów, gdzie najważniejsze są widoki i kontakt z naturą oraz współtowarzysze.
 

POLECAMY

Sosna kalabryjska. Najczęściej występująca na Cyprze odmiana sosny. Lasy zajmują tu tylko ok. 18% powierzchni wyspy, ale mają bardzo duże znaczenie ochronne i niewątpliwie dodają krajobrazowi uroku. 
 

Nasze trasy nie wykraczały poza pierwsze górskie pasma, przez co widoki na morze towarzyszyły nam prawie cały czas. 
 

 Zjazd z Luwaras prowadził częściowo przez Kakomallis Nature Trail, jeden z najbardziej widokowych szlaków Cypru.


Trudne początki

Przyznam, że po kilku kontaktach z rowerem przełajowym byłem do graveli nastawiony dość sceptycznie. Teraz już wiem, że błędem było szufladkowanie ich z góry. Mam spore doświadczenie w jeździe na rowerze górskim, zaliczone dziesiątki maratonów i sporo poważnych gór. W imię zasady – jak coś jest do wszystkiego, to jest do niczego – idea jazdy z barankiem w terenie zupełnie do mnie nie przemawiała. Mając w pamięci męczarnie kolegów przełajowców podczas wypadów choćby do Kampinosu, gdzie rower górski nie miał najmniejszych problemów, długo nie mogłem się przekonać.

Jak się okazało, wystarczy wybrać odpowiedni teren i wytyczyć właściwą trasę, a jazda na gravelu może stać się kwintesencją kolarstwa. Przy odrobinie wprawy da się to zrobić niemalże w każdym miejscu, choćby tam, gdzie asfalty nie są najlepszej jakości, za to leśne szutry ciągną się kilometrami. Pomimo konieczności omijania tych najbardziej karkołomnych ścieżek (co zwykle trudno mi przeboleć), wszystko odbywa się bez większej szkody dla czystej frajdy.

Cypryjskie szutry „przy okazji”

Jeśli chodzi o kolarskie początki, to mam chyba sporo szczęścia. Po wielu latach na MTB pierwszy raz na rowerze szosowym jeździłem w Calpe. Był to wypożyczony karbonowy Lapierre, a wkrętka nastąpiła błyskawicznie. Po powrocie w ciągu tygodnia miałem już swoją własną szosę. Podobnie było i teraz. Swoje pierwsze kroki na gravelu miałem okazję stawiać na Cyprze i ta forma kolarstwa całkowicie mnie zauroczyła. Z tą różnicą, że w związku z sytuacją na rynku, roweru już tak szybko kupić się nie udało. Na razie jest zamówiony, na czerwiec… 2023!

Cypr odwiedziliśmy w marcu, podczas obozu kolarskiego Na Osi, który organizowaliśmy. Maćkowi i mnie udało się wygospodarować trochę więcej czasu i przylecieć cztery dni przed resztą grupy. Czas ten spożytkowaliśmy na dopięcie ostatnich detali obozu, ale nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy nie wygospodarowali kilku godzin dziennie na rower.

Cypr jest naprawdę świetnym miejscem do uprawiania kolarstwa, jak się okazuje, każdego typu. Ostatnio na Cyprze byliśmy w 2020 roku i wyspa nas totalnie oczarowała. Jeździliśmy wtedy na szosach, więc ograniczały nas asfalty, ale to, co zobaczyliśmy, było niezapomniane. Wysokie malownicze góry, gęsta sieć dróg ze znikomym ruchem, przepyszna śródziemnomorska kuchnia i niesamowita lokalna gościnność. Długo można by wymieniać. O cypryjskich klimatach pisała w „bikeBoardzie” 4/2021 w materiale A może by tak na Cypr? Ola Korulczyk, która sama ma cypryjskie korzenie i wyspę zna na wylot.

Doskonale zapamiętaliśmy też wijące się po horyzont szutry, do których, z racji jazdy na wąskich oponach, nie mieliśmy wtedy dostępu. Na szczęście pamięć mamy jeszcze niezłą i przy kolejnej okazji już odpowiednio się do ich eksploracji przygotowaliśmy.
 

Kto nie miałby ochoty jechać tym trawersem?! 
 

Widoki na morze nas nie opuszczały. 

 

Plan jest. Pora na realizację

W Larnace wylądowaliśmy dość wcześnie, ok. 10:00 byliśmy już na miejscu. Przywitała nas słoneczna pogoda i przyjemna temperatura, która zupełnie nie zwiastowała późniejszej lodowatej tendencji. Pierwsze dni nam się jednak upiekły, a chłody nastały dopiero kilka dni później i przybyły wraz z naszymi obozowiczami. Napiszę tylko tyle, że najstarsi lokalesi nie pamiętali tak niskich temperatur w marcu, a w oddalonych od nas o ok. 100 km tureckich kurortach termometry regularnie pokazywały minus. Na szczęście prawie nie padało.

Szybki odbiór walizek rowerowych i za chwilę byliśmy już w drodze do Limmasol, gdzie mieliśmy zamieszkać. Na miejscu nasza zaprzyjaźniona wypożyczalnia Larnaca Pro Cycle dostarczyła nam Cannondale Topstone’y. Rowery jak zawsze w świetnym stanie, ale raczej podstawowe wersje. Jednak ani aluminiowe ramy, ani hamulce mechaniczne nie były w stanie podczas jazdy zetrzeć zachwytów i uśmiechów z naszych twarzy. No dobra, ostatniego dnia już dość mocno rozkalibrowana Sora momentami dawała się we znaki. Rowery były bardzo wygodne, a waga i brak włókna węglowego zupełnie nie przeszkadzały, nawet w najcięższym terenie. Może poza momentami butowania pod górę, ale o tym później.

Dodatkowo dzięki uprzejmości Veloart otrzymaliśmy prawdziwe gravelowe wyposażenie do naszych rowerów. Były to torby: montowana na kierownicy Rapha Bar Bag i podsiodłowa Apidura Expedition Saddle Pack. Sprawdziły się rewelacyjnie i każdą z nich z czystym sumieniem mogę polecić. Topowe wykonanie, wszystko się trzyma, suwaki i sprzączki działają, jak powinny. Tanie rzeczy to nie są, ale naprawdę warto zainwestować. Kupicie je oczywiście w Veloart, gdzie przy okazji wypijecie kawkę, a przy odrobinie szczęścia zbijecie piątkę z Kwiato.

Każdy szanujący się szosowiec wie, że zgodnie z zasadami Velominati podczas jazdy na rowerze szosowym obowiązuje zakaz używania jakichkolwiek toreb. Nawet tych małych podsiodłowych, choć ja akurat nie jestem aż takim ortodoksem. Jeśli jeździliście na szosie w wysokich górach lub nie do końca sprzyjającej pogodzie, zapewne wiecie, jak świetnie czasem byłoby jednak wziąć tę kurteczkę, która została w domu, bo nie mieściła się w kieszonce. To samo dotyczy jedzenia, bo czasem poza batonem czy żelem fajnie jest zjeść coś bardziej treściwego. Tak wyłamaliśmy się z żelaznych zasad, ale z torbami na kierownicy i podsiodłówkami mogliśmy sobie narobić kanapek, wziąć po dwie kurtki czy dodatkowe rękawiczki.
 

  

Jeden z pierwszych podjazdów. Okolice Limmasol.

Skrzyżowanie na przełęczy. Zardzewiały drogowskaz lata temu wskazywał drogę miejscowym podróżnym.

 

Pożyczamy trasę i w drogę

Po przylocie musieliśmy jeszcze trochę popracować i pora zrobiła się późna. Tym razem wbrew naszym zasadom ściągnęliśmy szybką trasę ze Stravy od lokalnego przewodnika MTB. Okazuje się jednak, że słowo „MTB” połączone z „gravel” może powodować sporą dawkę przekleństw. I tym razem tak się właśnie stało. Trasa MTB, skontrolowana przeze mnie pobieżnie, obfitowała w wiele fragmentów przeznaczonych do MTB. Jednak brak ścieżek, tony kamieni, liczne ścianki i ostre jak brzytwa krzaki nie popsuły nam zabawy. Kilka siarczystych przekleństw pod nosem skutecznie rozładowywało napięcie i z uśmiechem jechaliśmy dalej. Zresztą nie było tak do końca źle, były też szutry (bo są tam wszędzie!), piękne widoki i masa popołudniowego słońca.

Pomimo tych kilku niedogodności intro zaliczamy do udanych. W sumie wyszło ok. 25 km i 400 m przewyższenia. Idealnie na początek. Bardzo dobrze, że wpadka z trasą zdarzyła się właśnie wtedy, bo później było już tylko lepiej, a my zyskaliśmy nowe, bardzo cenne doświadczenie (które zresztą można zaadaptować w każdej lokalizacji: gravel po trasach oznaczonych w Komoot lub na Stravie jako MTB może nie chcieć jechać – przyp. redakcji).
 

Okolice Kyparissia Nature Trail. W tle jeden z licznych na wyspie kamieniołomów. 

 

Rajskie eksploracje

Trasę na kolejny dzień zaplanowaliśmy już bardzo skrupulatnie. Wszystkie sztuczki i warstwy map poszły w ruch, a kierowaliśmy się głównie zasadą – im bardziej dziko, tym lepiej. Owocem tego była trasa o długości 65 km i 1650 m przewyższenia, czyli już całkiem wymagająca jak na gravel.

Obserwując radary opadów, ruszyliśmy nie za wcześnie, o 11:30. Po znanym nam dobrze wyjeździe z miasta zjechaliśmy na drogę szutrową i zaczął się on, podjazd dnia. Już na mapie wyglądało to świetnie, a intuicja podpowiadała nam, żeby tam właśnie jechać: 15 km o średnim nachyleniu 4,2% (maksymalnie 13%) i 800 m przewyższenia, szutrowe serpentyny wykute w skale, wszystko przejezdne i świetnie utrzymane. Kilkakrotnie wraz z wysokością zmieniała się roślinność, a razem z nią krajobraz. Do tego co chwilę dostawaliśmy widoki na góry i morze w oddali – po prostu miazga. Słowa „sztos” i „bajka” odmieniliśmy przez wszystkie przypadki.

Po około półtoragodzinnej jeździe osiągnęliśmy przełęcz, a na niej stary, zardzewiały drogowskaz. Już wcześniej się zastanawialiśmy, skąd i po co są na Cyprze te wszystkie szutry. Strome doliny, pól uprawnych niewiele, a już na pewno nie w miejscach tak niedostępnych i skalistych. Drogowskaz może jednoznacznie tej odpowiedzi nie udzielił, ale podpowiedział, że kiedyś był tutaj normalny ruch i częściowo muszą być to drogi publiczne. To też tłumaczyłoby fakt ich ciągłego utrzymywania.

Po krótkiej przerwie i wrzuceniu na siebie cieplejszej warstwy ubrań ruszyliśmy w dół. Zjazd był lustrzanym odbiciem podjazdu, z tym że znajdował się po przeciwnej stronie doliny. Było trochę więcej błota i kamieni, co sprawiało, że momentami nie było łatwo. Pomimo że były to jedne z moich pierwszych gravelowych kilometrów, doświadczenie w MTB pozwoliło na komfortową jazdę, a nawet sporo zabawy z kontrolowanymi uślizgami włącznie.

Po zjeździe natrafiliśmy na dobrze znaną nam z szosowych wypadów miejscowość Apsiou. Troc...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 10 wydań czasopisma "bikeBoard"
  • Dodatkowe artykuły niepublikowane w formie papierowej
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych wydań magazynu oraz dodatków specjalnych...
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy