Dołącz do czytelników
Brak wyników

Sport

14 maja 2021

NR 49 (Maj 2021)

Błędne koło, czyli kasa w kobiecym peletonie

57

Jeden krok naprzód, dwa kroki wstecz – tak, w pewnym uproszczeniu, można opisać sytuację finansową kobiecego peletonu. Z jednej strony, wszyscy zdają sobie sprawę z problemu i serwują kolejne rozwiązania. Z drugiej, naprawa sytuacji w jednym miejscu niemal natychmiast wywołuje negatywne konsekwencje w kolejnym. Trudno uwolnić się od wrażenia, że kobiece kolarstwo kręci się w miejscu. Ale czy musi?

27 lutego 2021 roku w Gandawie na starcie wyścigu Omloop Het Nieuwsblad stanęło 175 kolarzy. Kilka godzin później w tym samym miejscu pojawiły się 144 zawodniczki. Pokonywały w większości tę samą, choć o ok. 80 km krótszą, trasę, korzystały z tych samych zabezpieczeń, rywalizację kończyły przejeżdżając tę samą linię mety. Nagradzane były na tym samym podium. Ale Davide Ballerini, który wygrał wyścig mężczyzn, opuścił je z czekiem opiewającym na 16 tysięcy euro. Anna van der Breggen wyjechała z Ninove bogatsza o nagrodę w wysokości 930 euro.
Siedemnastokrotna różnica w wysokości nagród poruszyła kibiców, którzy przed rozgrywanym tydzień później wyścigiem Strade Bianche zorganizowali internetową zbiórkę. Dochód z niej przeznaczony był na wyrównanie wysokości nagród w wyścigach kobiet i mężczyzn.

POLECAMY

Pokrętna logika

Na organizatorów flandryjskiego cyklu spadła fala krytyki. Odpowiedź, zgodnie zresztą z oczekiwaniami, skupiała się wokół dużych inwestycji, jakie poniesiono w celu przeniesienia kobiecej imprezy do wyższej kategorii oraz zapewnieniu sygnału telewizyjnego dla kobiecego wyścigu. Dlaczego jednak kosztami tych inwestycji obciążono de facto zawodniczki? Tego nie wyjaśniono. Na pocieszenie zostało zapewnienie, że celem organizatorów jest wyrównanie wysokości nagród do 2023 roku.
Tłumaczenie różnic w wysokości nagród niższym zainteresowaniem kobiecymi wyścigami jest od lat stałym punktem programu organizatorów imprez. W teorii brzmi dość logicznie: niższa oglądalność oznacza niższe wpływy z reklam i sponsoringu, a to przekłada się wprost na niższe wynagrodzenia dla zawodników.
Problem w tym, że ta logika bywa w istocie bałamutna. Po transmisjach z Omloop Het Nieuwsblad holenderska stacja telewizyjna TV1 ujawniła, że kobiecy wyścig cieszył się zainteresowaniem blisko 330 tysięcy widzów. Rywalizację mężczyzn oglądała widownia blisko o połowę mniejsza. I chociaż tę różnicę można wyjaśnić większą dostępnością rywalizacji mężczyzn w innych kanałach, co z pewnością wpłynęło na mniejszy udział TV1 w tym paśmie, to mimo wszystko teza o „małym zainteresowaniu” kobiecym kolarstwem staje się trudna do obrony.

Figowy listek

Tym bardziej że owo „małe zainteresowanie” niejednokrotnie bywało konsekwencją, jeśli nie celowego działania, to przynajmniej braku wyobraźni ze strony organizatorów. Wspomniany wcześniej wyścig Strade Bianche zasłynął przed kilku laty odwołaniem z trasy kobiecego wyścigu motocykli i helikoptera z kamerami. Mężczyźni jechali bowiem szybciej, niż przewidziano w pierwotnym harmonogramie i to tam przekierowano większość realizacji, by nie uronić nawet kilometra z zaplanowanej trasy. Telewidzom zamiast rywalizacji kobiet zaserwowano statyczny obraz z kamer na mecie i długie oczekiwanie, aż pojawią się tam panie kończące wyścig.
A i to nie było szczytem złej woli, bo historia zna również przypadki degradacji do niższych kategorii kobiecych wyścigów na słynnych trasach (np. Liege-Bastogne-Liege), byle tylko uniknąć obowiązku zapewnienia sygnału telewizyjnego dla tych imprez. Trudno w takich przypadkach argumenty o braku zainteresowania i niewystarczającej widowni kobiecych wyścigów traktować inaczej niż tylko jak listek figowy, służący przykryciu zaniedbań organizatorów.
Ten zestaw wymówek nie jest zresztą nowy. Przez lata korzystali z niego włodarze np. turniejów tenisowych. Odwoływali się do tej samej argumentacji, dodając czasami od siebie, że kobiecy sport „próbuje wieźć się na plecach mężczyzn”. W końcu ulegli, ale droga do tego była bardzo wyboista. Dość powiedzieć, że wywalczona w 1973 roku przez Billie Jean King równość w wartości nagród w wielkoszlemowym US Open na wdrożenie w innych wielkich imprezach czekała niemal trzy dekady. Dopiero w 2001 roku na podobny ruch zdecydowali się organizatorzy Australian Open. Roland Garros zwlekał z tą decyzją kolejne pięć lat, a w najbardziej konserwatywnym Wimbledonie nagrody wyrównano dopiero w 2007 roku.

Dziurawy system

Zresztą tenis, dzisiaj z dumą głoszący równe traktowanie kobiet i mężczyzn, uległ tak naprawdę pod presją największych gwiazd, grożących bojkotem prestiżowych imprez. Trudno sobie wyobrazić podobne protesty w kolarstwie, gdzie wynagrodzenia zawodniczek stanowią zaledwie promil kwot dostępnych w tenisie.
Ciężar unormowania kwestii wynagrodzeń w kobiecym kolarstwie wzięła na siebie Międzynarodowa Unia Kolarska (UCI), ale do sukcesu w tym obszarze jest wciąż daleko. Zaczęto bowiem od wprowadzenia wymogu wyrównania wartości wynagrodzeń minimalnych w ekipach kobiecych i męskich. Ale – przynajmniej na razie – tylko w najwyższych dywizjach, w kilkuletniej perspektywie (do 2023 roku) i bez zabezpieczenia w postaci dodatkowych regulacji.
Skutek jest taki, że choć wynagrodzenie kobiet powinno sukcesywnie rosnąć, w wielu wypadkach znacząco spada. Zawodniczki z jednej strony otrzymują więcej pieniędzy, ale z drugiej są obciążane przez drużyny rozmaitymi kosztami. Zwrot ekipie kosztów podróży, opieki medycznej lub opłata za użytkowanie sprzętu są na porządku dziennym. W ubiegłorocznej ankiecie zrealizowanej przez reprezentującą kobiece kolarstwo organizację Cyclists Alliance aż 43 proc. badanych zawodniczek wskazało konieczność kupowania własnego sprzętu lub opłacania podróży jako standardową praktykę.
W pewnym sensie ten wynik napawa optymizmem, wartość ta bowiem spadła o 8 punktów procentowych. w stosunku do poprzedniego badania. Ale to w dużej mierze zasługa kilku ekip, które postanowiły nie czekać na terminy wyznaczone przez UCI i na własną rękę wcześniej wprowadziły docelowe standardy.

Niewyraźny obraz

Tak zrobił chociażby fabryczny zespół Treka, który równe traktowanie kobiet i mężczyzn uczynił jednym z żelaznych punktów na liście reprezentowanych wartości, do minimalnych wynagrodzeń dodając takie oczywistości jak płatne urlopy macierzyńskie. Śladem amerykańskiej ekipy podążyli szefowie australijskiego Team BikeExchange, co mimowolnie znowu przywołuje skojarzenia z historycznym kierunkiem zmian w tenisie, zainicjowanych w USA i wprowadzonych później na antypodach. Oby tylko tym razem nie trzeba było czekać tak długo na podobne decyzje w Europie…
Ale pozytywne zmiany w najwyżej sklasyfikowanych drużynach trochę zaciemniają obraz całej dyscypliny. Na drugim biegunie znajduje się coraz większa liczba zespołów, które swoim zawodniczkom nie płacą właściwie wcale. Zdemolowany przez pandemię koronawirusa kalendarz wyścigowy w 2020 roku dodatkowo pogorszył i tak złą sytuację wielu ekip. Aż jedna czwarta badanych zawodniczek wskazała, że z tytułu swojej działalności w sporcie nie otrzymała w ubiegłym roku żadnego wynagrodzenia. Rok wcześniej podobną deklarację złożyło 17% badanych.
Pandemiczny kryzys położył się zresztą cieniem nie tylko na wynagrodzeniach zawodniczek, ale również na ich zaufaniu do szefostwa ekip. O połowę wzrosła liczba kolarek, które przy podpisywaniu kontraktów czuły się zmuszone do skorzystania z profesjonalnej pomocy prawnej. Ten dodatkowy koszt, rzecz jasna, musiały wziąć na siebie.

Co jest przyczyną, a co skutkiem?

Argumentacja w tym sporze szefów ekip przypomina tę samą, której używają organizatorzy wyścigów: pieniędzy jest za mało, bo zainteresowanie sponsorów przy relatywnie niewielkim zasięgu imprez nie uprawnia do oczekiwania wyższych kontraktów. Błędne koło się zamyka, a pytanie o to, co tu jest właściwie przyczyną, a co skutkiem, wciąż pozostaje bez odpowiedzi.
Decyzje kolarskiej federacji budzą podobne wątpliwości. Organizator etapowego Giro Rosa za brak transmisji telewizyjnej z wyścigu został przez UCI ukarany degradacją do niższej kategorii. Ale nie nakazano mu naprawienia błędu i pokazania wyścigu w kolejnych latach. Kara dla organizatora imprezy w konsekwencji dotknie więc same zawodniczki, ograniczając im możliwość ekspozycji sponsorów, zawężając tym samym zasięg i wkładając im do ręki kolejny argument, pomocny przy wskazywaniu, że kobiece kolarstwo z punktu widzenia biznesu się po prostu nie opłaca.

Brakujący element

Na krótkowzroczność pomysłu UCI, polegającego wyłącznie na zrównan...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 10 wydań czasopisma "bikeBoard"
  • Dodatkowe artykuły niepublikowane w formie papierowej
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych wydań magazynu oraz dodatków specjalnych...
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy