Dołącz do czytelników
Brak wyników

Sport

14 października 2020

NR 44 (Październik 2020)

Amator – to brzmi dumnie

13

Amator to z definicji osoba niezajmująca się profesjonalnie daną dziedziną lub robiąca to w sposób niefachowy, miłośnik. W kontekście sportu to określenie jest jednak nacechowane pejoratywnie i zwraca uwagę na braki w umiejętnościach.

Trudno w naszym języku o określenie, które oddawałoby faktyczny wymiar amatorskiego sportu i właściwie opisało sportowców amatorów. Zwłaszcza że w kolarstwie amatorskim jest grupa osób, które godzą swoje życie prywatne i zawodowe z bardzo wysokim poziomem sportowego zaangażowania i wytrenowania. Traktują też swoją pasję w sposób całkowicie profesjonalny.

POLECAMY

Mistrzostwa Polski Masters w kolarstwie szosowym, Osiek 2020.

Pojęcie profesjonalizmu jest ściśle związane z zarabianiem na życie. Kolarstwo traktowane jako źródło utrzymania zarezerwowane jest dla nielicznych zarówno w Polsce, jak i na całym świecie. Dodatkowo w kolarstwie emerytem zostaje się około czterdziestego roku życia i nagle to, co dla wielu amatorów i kibiców jest marzeniem, przeradza się w walkę o przetrwanie. Mówi o tym wielu byłych zawodników. Czy zatem emerytowany kolarz, który podejmuje się udziału w rywalizacji, jest dalej zawodowcem? W środowisku potocznie „zawodowcem” przyjęło się nazywać osoby, które są związane kontraktami sponsorskimi (często niewielkimi czy opierającymi się na użyczaniu sprzętu), startują regularnie w zawodach i będąc zawodnikami reprezentującymi konkretne drużyny, mogą liczyć na opiekę trenera oraz wsparcie finansowe lub sprzętowe. Często jednak pozostają osobami czynnymi zawodowo w innych branżach bądź uczą się lub studiują. Amatorem natomiast nazywa się osobę, która do sportu podchodzi w sposób całkowicie „samodzielny”, finansując swoją pasję z własnych zasobów, trenując na własnych zasadach lub opierając się na poradach trenera, którego samodzielnie wybiera i opłaca. Ten artykuł mówi o tym, że podczas gdy kolarskie zawodowstwo jest poza zasięgiem 99% z nas, tak w obecnych czasach na polskim wyścigowym podwórku kolarstwo amatorskie zaczyna nabierać cech zawodowego. Z jednym wyjątkiem: kolarski „ZUS” nie sprawdza metryki i nie wysyła na emeryturę po przekroczeniu czterdziestki. 

Punktem odniesienia przy rozróżnianiu kolarza amatora od profesjonalisty była zawsze różnica w sprzęcie. Jeszcze parę lat temu na jego podstawie dość łatwo można było zgadnąć, kto zacz. Zawodowiec czy amator? Obecnie granica ta bardzo się zatarła i takie wnioskowanie wydaje się niemożliwe. Paradoksalnie, nawet amatorzy częściej sięgają po nowinki niż zawodowy peleton. Ciekawym przykładem są hydrauliczne hamulce tarczowe. Jakiś czas temu wybuchały jeszcze dyskusje nad sensownością użytkowania ich w rowerach szosowych – wiele osób zwracało zawsze uwagę na fakt, że najpoważniejsi rywale (jeżdżący na włoskich rowerach – przyp. red.) do wygrania TDF posługują się rowerami opartymi tylko na lżejszych systemach z tradycyjnymi hamulcami. Oczywiście nie jest to tematem tego artykułu, ale dość znamienne jest, że część osób zwróciło uwagę, że amatorski peleton XXI wieku często dysponuje bardziej zaawansowanym sprzętem niż profesjonaliści, którzy związani umowami sponsorskimi oraz regulacjami UCI, nie mogą w pełni korzystać z dobrodziejstw „kosmicznych” rozwiązań, po które kolarz-amator sięga bardzo chętnie. Również przyglądając się tendencjom amatorskiego świata w kwestii osobistego przygotowania do startów, zaobserwować można zacieranie się granicy między profesjonalistami a amatorami. Obecnie gros osób ścigających się w Polsce w dużych szosowych imprezach, na którymś etapie swojej przygody z kolarstwem, doświadczyło pracy ze specjalistami od diety, trenerami, fizjoterapeutami czy też z osobami zajmującymi się profesjonalnym dopasowaniem roweru do indywidualnych predyspozycji – bikefitterami. Upowszechnienie tego typu profesji spowodowało, że znalezienie prawdziwego kolarskiego romantyka, który wsiada po prostu na rower, żeby pojeździć, kiedy chce, bez wykonywania założonego planu; na rower, o który wcześniej samodzielnie zadbał, staje się naprawdę trudne. Czy to dobry trend? Tego nie jestem w stanie ocenić, choć sam często zastanawiałem się nad tym, czy koszt podnoszenia własnych umiejętności poprzez nakładanie na siebie ograniczeń nie odbiera całego piękna, jakie daje rower, czyli poczucia wolności?

Również w dziedzinie imprez sportowych skierowanych do amatorów obserwuje się niesamowicie szybki rozwój. Liczba imprez, ich poziom organizacyjny i sportowy rosną wprost wykładniczo z roku na rok. Obecny sezon niesamowicie się skrócił z powodu przymusowego lockdownu. To z kolei spowodowało, że w ostatnich miesiącach praktycznie w każdym tygodniu można było wybierać z co najmniej kilku wydarzeń szosowych i to tylko tych odbywających się stosunkowo niedaleko domu. Początek sezonu był trudny zarówno dla zawodników, którzy nie mieli celu w postaci startów w zawodach, jak i dla organizatorów, którzy zmagali się z niepewnością, obostrzeniami, koniecznością zmian terminów itp. Często do ostatniej chwili nie było pewności, czy dana impreza się odbędzie ze względu na odgórne obostrzenia dotyczące zagrożenia epidemicznego. W ostatecznym rozrachunku przeważająca liczba wydarzeń szosowych się odbyła i tylko sporadycznie imprezy były odwoływane. 

Sam przebieg wydarzeń szosowych – mimo wyjątkowości czasu, w jakim przyszło się mierzyć z ich organizacją – może napawać szczerym optymizmem. W większości przypadków liczba osób zainteresowanych uczestnictwem była bardzo wysoka, przekraczająca limity miejsc z góry określonych przez organizatora. Niejednokrotnie zapisy na imprezy były dostępne tylko przez kilka chwil, a o możliwości startu decydowała szybkość kliknięć przy rejestracji i wniesienia odpowiedniej opłaty startowej. Było to dość ciekawe doświadczenie, bo przecież nie mówimy tu o czymś, co jest darmowe!
Wśród najciekawszych propozycji imprez skierowanych dla osób z kręgu kolarstwa szosowego, które odbyły się w tym roku na naszym podwórku, warto kilka z nich wyszczególnić.

Via Dolny Śląsk – PKO ubezpieczenia 

Cykl szosowych wyścigów kolarskich dla amatorów organizowany przez Ślęża Sobótka Bike Academy oraz Grabek Promotion. W ramach cyklu odbyło się 
10 imprez kolarskich (9 ze startu wspólnego i jedna jazda indywidualna na czas). Każdy z etapów rywalizacji rozgrywany był na odrębnych warunkach, ale dla osób chcących walczyć w klasyfikacji generalnej warunkiem koniecznym było ukończenie co najmniej czterech etapów.

Rajd Doliną Dunajca i widoki na jedne z najpiękniejszych polskich gór - Pieniny.

ŻTC Bike Race 

Kolejny z kolarskich cykli, tym razem organizowany przez Żyrardowskie Towarzystwo Cyklistów, na który w tym roku przypadło pięć imprez zlokalizowanych na terenie centralnej Polski, przeznaczonych dla zawodników zarówno posiadających, jak i nieposiadających licencji kolarskiej. Wyścigi podzielone były na różne kategorie.

Rajdy dla Frajdy – GRAND PRIX AMATORÓW NA SZOSIE „Rowerem przez Polskę” 

Kolejny z cykli kolarskich imprez, ale tym razem swoim zasięgiem obejmujący całą Polskę. Głównym założeniem wydarzenia jest promowanie danego regionu Polski z perspektywy roweru. Na całość przedsięwzięcia składa się 16 imprez (po jednej na każde województwo). Każdy wyścig rozgrywany jest na osobnych warunkach i w każdym wyłaniany jest zwycięzca. W tym roku niestety w związku z zawirowaniami związanymi z koronawirusem zmianie uległo rozgrywanie klasyfikacji generalnej, a raczej jej całkowite zamrożenie, w poprzednich latach cieszyła się ona dużą popularnością. Teraz przede wszystkim promowani byli uczestnicy, którzy stawili się na jak największej liczbie startów, a niekoniecznie tylko Ci, którzy zwyciężyli bądź wielokrotnie zajęli dobre lokaty.
Osobnym bytem w całej hierarchii amatorskich szosowych imprez kolarskich w Polsce są te rozgrywane pod szyldem Tatra Cycling Events – obecnie najbardziej profesjonalne i cieszące się olbrzymią popularnością wydarzenia na mapie naszego kraju. Zdecydowanie trzeba zwrócić uwagę na kilka z nich, które opisano poniżej.

Rajd doliną Dunajca

Malownicza trasa, wspaniała atmosfera i niezapomniane wrażenia, to określenia dobrze opisujące to wydarzenie. Start i meta zlokalizowane są w Krościenku nad Dunajcem w Pieninach, trasa dalej prowadzi nad Jezioro Czorsztyńskie, aby podążać najładniejszą w Polsce trasą rowerową wokół tego jeziora, dalej wspinaczka przez przełęcz Knurowską i Młynne, odwiedziny w Kamienicy i sadach łąckich, a dalej powrót malowniczą ścieżką rowerową poprowadzoną wzdłuż Dunajca. Rajd ten to gwarancja przepięknych widoków na Jezioro Czorsztyńskie, Pieniny, Gorce i Beskidy oraz na monumentalne Tatry w tle.

Nowy Targ Road Challenge 

Trzydniowe ściganie dla chcących sprawdzić swoje granice. Z założenia jest to najbardziej „profesjonalna” impreza szosowa dla amatorów w Polsce, na której niemal każdy uczestnik może poczuć się jak pros. Wszystko zaczyna się od jazdy indywidualnej na czas, która w dużej mierze determinuje dalsze powodzenie w całym wydarzeniu. Dzięki wypracowanej różnicy czasowej zyskuje się handikap nad resztą rywali, dodatkowo premiowany korzystniejszym rozstawieniem w sektorze startowym w kolejnych etapach. Następne dwa dni to już klasyczne mocne ściganie ze startu wspólnego, okraszone licznymi podjazdami, w które tak bogaty jest region miasta goszczącego uczestników – Nowego Targu. Wszystko to, to zabiegi mające na celu wyłonienie najlepszego z najlepszych, już samo ukończenie tych trzydniowych zawodów dla wielu jest celem samym w sobie, niemniej każdy, kto raz spróbował, z pewnością powróci tu z chęcią poprawy wyniku w kolejnym roku.

Tatra Road Race 

Mówi się, że w świecie islamu każdy dobry muzułmanin powinien choć raz w życiu udać się w pielgrzymkę do Mekki. W polskim kolarstwie zamiast krążyć wokół czarnego kamienia „wystarczy” objechać Podhale. Nie na darmo nazywany jest najtrudniejszym wyścigiem w amatorskim peletonie. 120 km i 3000 m w pionie brzmi soczyście, do tego trzeba dodać kilkuset rywali, wąskie i kręte drogi, doskonałe zabezpieczenie trasy, bufety oraz limit czasu. Tu nie walczysz bezpośrednio z innymi, tu walczysz sam ze sobą i własnymi słabościami, a to wszystko u podnóża Tatr, które w tym roku wyglądały wyjątkowo pięknie skąpane w ciepłych promieniach słońca. Dla wielu osób jest to impreza docelowa całego sezonu, do której przygotowują się długimi godzinami, a często to i tak za mało, bo jak co roku i tym razem padło wiele głosów, że iście piekielna trasa Tatry znów zebrała srogie żniwo. Niemniej dla tych, którzy ukończyli te mordercze zmagania, satysfakcja jest ogromna. 

Mistrzostwa Polski Masters – ukoronowanie sezonu pod egidą PZKol

Na początku września odbyły się kolejne krajowe mistrzostwa dla osób mających licencję PZKol. Impreza dopuszczała również udział osób niezrzeszonych, które mogły rywalizować o tytuł „najlepszego wśród amatorów”. Wszystko to odbywało się na malowniczej trasie prowadzącej po rundach Doliną Karpia ze startem w Osieku. To bardzo specyficzny rodzaj rywalizacji, bo uczestnicy są rozlokowani w swoich konkretnych grupach wiekowych z rozróżnieniem na płeć. Dlatego też uczestnicy z założenia mierzą się z osobami, które stoją na podobnym poziomie wyszkolenia i zaawansowania. Zdobycie tytułu mistrza Polski to nie lada gratka, a możliwość jeżdżenia w narodowych barwach z orłem na piersi jest bezcenna. Organizator podkreśla, że bez wsparcia Policji rozwój imprez szosowych na wysokim poziomie zatrzyma się. W Osieku podczas MP w zabezpieczeniu trasy brało udział 70 policjantów oddelegowanych przez Komendanta Wojewódzkiego Policji w Krakowie i dzięki jego osobistemu zaangażowaniu trasa wyścigu była zabezpieczona jak na Mistrzostwach Świata.

Rok inny niż wszystkie

Teraz, kiedy zawitała do nas jesień, powoli można wziąć się za podsumowanie tego jakże odmiennego sezonu kolarskiego. Przez skumulowanie imprez w bardzo wąskim przedziale czasowym mogło się wydawać, że ich liczba wzrosła kilkukrotnie. Jest to trochę mylące, bo trend wzrostowy jest już widoczny od kilku lat, ale tak dużego wyczekiwania jak w tym roku i chęci rywalizacji wśród osób często zamkniętych przez kilka miesięcy w czterech ścianach jeszcze nie widzieliśmy. W szczególności było to odczuwalne na pierwszych imprezach w sezonie, podczas których zarówno frekwencja, jak i poziom zaangażowania były niewyobrażalnie wysokie. Przed startem i na pierwszych kilometrach atmosfera była tak gęsta, że próba wciśnięcia szpilki w peleton sprawiała, że wszystko eksplodowało, czego dobitnym dowodem były liczne kraksy, których byliśmy świadkami. Niemniej każdy z uczestników brał taką możliwość niemal w ciemno, byle tylko już móc się ścigać i sprawdzić, jak dobrze wykorzystał wydłużony okres przygotowawczy. Wszystko to wpłynęło na podniesienie poziomu sportowej rywalizacji tak wysoko, że dosłownie można by przecierać oczy ze zdumienia. Na szczęście imprez odbywających się równolegle było tak wiele, że każdy mógł znaleźć coś dla siebie, a ciśnienie spowodowane presją wyniku szybko wróciło na właściwy poziom. W mojej opinii ten sektor wyszedł obronną ręką z całego zamieszania spowodowanego pandemią, co świetnie pokazuje, jak ważnym aspektem dla kolarzy amatorów jest udział w zawodach.

Tatra Road Race nie bierze jeńców! Na liczacym 122 km dystansie o wszystko mówiącej nazwie Hell jest do pokonania 3055 m w pionie.

Peleton pełen indywidualistów

Podczas gdy w zawodowym peletonie wyścigi przebiegają według utartych schematów i zawsze opierają się na współpracy w drużynie, kolarstwo amatorskie jeszcze do niedawna można było uznać za sport indywidualny. Nie sposób wyobrazić sobie, aby wyo...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 10 wydań czasopisma "bikeBoard"
  • Dodatkowe artykuły niepublikowane w formie papierowej
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych wydań magazynu oraz dodatków specjalnych...
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy