|
Dlaczego Albania
Albania to chyba jeden z najmniej znanych krajów w Europie. Przez lata zamknięty dla przybyszów z zewnątrz, a teraz omijany w obawie przed nieznanym. Albania kojarzy się przede wszystkim z rządami fanatycznego, komunistycznego dyktatora Envera Hodży, który niepodzielnie władał krajem od 1944 roku, aż do śmierci w 1985 roku. W 1967 roku Hodża wprowadził całkowity zakaz wyznawania wszelkich religii, ogłaszając Albanię pierwszym na świecie krajem ateistycznym. Obywatelom Albanii nie wolno było też podróżować za granicę i posiadać prywatnych samochodów. Od 1977 roku Hodża całkowicie odizolował Albanię od reszty świata, zrywając stosunki polityczne i gospodarcze kolejno z Jugosławią, Związkiem Radzieckim i na koniec z Chinami. W obawie przed interwencją ZSRR, a następnie Chin, wybudował około 800 tys. betonowych bunkrów, które dziś są stałym elementem krajobrazu. Efektem rządów Hodży była kompletna ruina gospodarcza, kulturalna i społeczna Albanii. Dziś kraj powoli odradza się, ale piętno rządów fanatycznego dyktatora jeszcze przez wiele lat będzie ważyło na życiu jej mieszkańców.
Albanii nie zdołałem poznać
na wskroś, ale jedno mogę z pewnością stwierdzić. Jest to kraj niezwykle
atrakcyjny i zupełnie różny od większości europejskich państw. W albańskich
miastach można poczuć właściwy dla Bliskiego Wschodu chaos i zgiełk. Ruch
uliczny wygląda tak, jakby nie obowiązywały tam żadne przepisy.
Z bazarowych głośników płyną typowo muzułmańskie rytmy, a w ulicznych
kanciapach można się najeść za niewielkie pieniądze, choć rozpiętość menu
ogranicza się zazwyczaj do jednej pozycji.
Kiedy jechać Najlepszą porą na odwiedzenie Albanii jest późna
wiosna. Góry są zielone i pełne kwiatów, praktycznie bez śniegu. Temperatury
powietrza przekraczają 20 stopni C, ale nie ma jeszcze typowo letnich upałów,
które w tym rejonie Europy potrafią dawać się we znaki. Morze też powinno być
już ciepłe.
Jak dojechać Bezpośrednich połączeń z Polski do Albanii w
zasadzie nie ma. Pomijam tu samolot Warszawa–Tirana, gdyż jest po prostu zbyt
drogi. Dojechać należy więc do któregoś z krajów sąsiednich, a do samej Albanii
bez trudu wjedziemy na rowerach. Można na przykład dolecieć tanimi liniami z
Krakowa do Dubrovnika w Chorwacji. My wybraliśmy lądowy wariant dojazdu,
korzystając z pociągów. Aby dostać się do graniczącej z Albanią Czarnogóry lub
Macedonii wystarczą nam 3 przesiadki: w Zilinie na Słowacji, w Budapeszcie, i w
Belgradzie. W Žilinie na Słowacji można kupić międzynarodowy bilet powrotny
CityStar. Bilet ten uprawnia do podróży tam i z powrotem po wyznaczonej trasie,
dowolnymi rodzajami pociągów, a jego ważność wynosi 30 dni. Cena jednostkowa
jest tym niższa, im więcej osób obejmuje. Taryfa naliczana jest w zależności od
dystansu i krajów przejazdu. Koszt takiego dwustronnego biletu wyniósł nas po
niecałe 230 zł za osobę. Do tego należy dodać opłaty za rowery, które wnosiliśmy
bezpośrednio u konduktorów, a ich wysokość była doraźnie określana w drodze
negocjacji. Taki dojazd okazał się bardziej wygodny niż przypuszczaliśmy. Jeżeli
podróż rozpoczniemy w środku tygodnia, możemy liczyć na puste pociągi, w których
spokojnie można rozłożyć siedzenia i smacznie spać w śpiworach.
Granica Przy
wjeździe do Albanii obywateli Polski nie obowiązują wizy oraz opłaty graniczne.
Warto tu zauważyć, że obok Słowacji, jesteśmy jedynym krajem na świecie, wobec
którego zniesiono opłatę wjazdową. Oczywiście straż graniczna może o tym fakcie
zapomnieć i początkowo będą żądali od nas po 10 euro opłaty. Wtedy wystarczy
tylko przypomnieć, że Republika Polake gratis i zaraz wszystko będzie jasne.
Ceny Albania jest
krajem dość tanim, ale niestety myli się ten, kto myśli, że można tam przeżyć za
pół darmo. Lata rządów Envera Hodży doprowadziły rodzimą produkcję do takiej
zapaści, że obecnie w sklepach spożywczych dominują produkty z Włoch, które do
najtańszych nie należą. Tanie są usługi, dlatego też warto stołować się w
ulicznych barach. Za 1$ można tam zjeść całkiem pokaźne danie składające się np.
z bułki wypchanej mięsnymi kotlecikami. Nocleg w niskostandardowym hotelu w
centrum jednego z największych albańskich miast - Szkodry i z możliwością
zaparkowania rowerów w holu, kosztował jedynie równowartość 4$ od osoby. Kurs
mikrobusem na odległość prawie 70 km dla 4 osób i 4 rowerów to wydatek 35$. Cena
autobusu na trasie Szkodra-Tirana wyniosła równowartość 4$.
Atrakcje Oto 10 rzeczy, które
naszym zdaniem koniecznie należy zrobić podczas pobytu
w Albanii: 1. Założyć się, kto pierwszy zobaczy bunkry po
przekroczeniu granicy. (Bunkry są prawdziwym symbolem Albanii. W
obawie przed chińską inwazją Enver Hodża wybudował ich około 800 tysięcy - po
jednym dla każdej rodziny. Obecnie są stałym elementem krajobrazu. Zapomniane
kruszeją powoli na niemalże każdym zakręcie drogi, nie wspominając już o
terenach przygranicznych, gdzie jest ich całe mnóstwo.)
2. Założyć się, kto pierwszy zobaczy samochód
innej marki niż mercedes. (Mercedesy to kolejny fenomen
Albanii. Może brzmi to dość niewiarygodnie, ale na albańskich drogach widać w
zasadzie tylko mercedesy. Nie są to może najnowsze modele, ale jednak mercedesy.
Skąd wzięło się zamiłowanie Albańczyków do tej właśnie marki trudno mi wyjaśnić.
Prawdopodobnie nie bez znaczenia była tu legendarna wytrzymałość zawieszenia w
tym samochodzie, co jest pewnie jednym z priorytetów dla użytkowników dróg w
Albanii.)
3. Wymienić po zmroku pieniądze w ulicznym
zakładzie bukmacherskim. (Ta atrakcja nie była przez nas
zaplanowana i w zasadzie nie była też konieczna. Później w wielu przypadkach
płaciliśmy w euro lub dolarach i nikt nawet nie próbował oszukiwać nas na
kursie. Zdarzało się nawet, że dla równego rachunku przyjmowano korzystniejszy
dla nas przelicznik.) 4. Zakupić albańskie okładki na paszport i
używać aż do powrotu do domu. (Taką właśnie atrakcję
zafundowali sobie koledzy, którzy odwiedzili Albanię w 2003 roku. My
postanowiliśmy nawiązać do tamtej tradycji. Niestety nasze egzotyczne okładki
nie zrobiły większego wrażenia na kilku kolejnych przejściach granicznych. Nie
byliśmy traktowani ani lepiej, ani gorzej. Prawdziwe emocje mogły nas spotkać
dopiero przy wjeździe do Serbii, ale wtedy wszystkie albańskie gadżety ukryliśmy
głęboko w sakwach.) |